niedziela, 4 stycznia 2026

Rozdział 37


Następnego dnia, a raczej popołudnia przyszła Pani Purdy wstała z łóżka, kiedy usłyszała płacz swojego syna. W błyskawicznym tempie zmieniła mu pieluchę i zeszła na dół do kuchni, przygotowując cieple mleko. Sprawdziła na skórze, czy nie poparzy malucha i zaczęła go karmić, posyłając mu szczery, szeroki uśmiech. Nigdy nie spodziewała się, że w wieku prawie 21 lat zostanie matką, ale mimo wszystko bardzo się cieszyła, że Danny był z nią.


Calley zaczęła sobie wspominać wszystko, co się działo w ciągu tych ponad 2 lat, odkąd wyleciała z Polski i zaczęła nowe, zdecydowanie lepsze życie w Ameryce. Praca w studiu, przyjaźń z Brides'sami, ich dziewczynami, zwłaszcza z Juliet, Ashley, odnalezienie brata oraz prawdziej matki, kariera muzyczna, zdrada, związek z Chrisem, ciąża, potem kłamstwa Motionlessa, powrót do Asha, poród, cholerne porwanie przez byłą Cerulliego, zespół, trasa. Niby tak mało, a miała wrażenie, że minęło 5 lat, jak nie więcej.


- Dzień dobry, Call. - objął ją delikatnie Andrew, a malucha cmoknął w policzek. - Szczęśliwej rocznicy dla was! - dodał po chwili uśmiechając się szeroko, a dziewczyna zmarszczyła brwi.


- O kurwa mać. - spojrzała na datę w telefonie i nagle ją olśniło, dzisiaj mijały jej 2 lata w związku z Ashem. Mimo, że po pół roku każdy był z kimś innym, to wrócili do siebie, bo cóż, kochali się, to była ta prawdziwa miłość. - Co ja mu teraz mam dać? - zapytała, spoglądając na wokaliste, który zalewał kawe do kubka.


- Seks jest zawsze dobry. - niebieskooki dostał z pięści w ramię od czarnowłosej. - No to striptiz, odwdzięczysz się! - dorzucił, a kobieta miała ochotę złamać mu rękę, za te docinki.


- A myślałam, że to mój stary jest taki niewyrzyty, biedna Juliet. - odparła i westchnęła głośno, kładąc pustą butelkę do zlewu. - Coś wymyślę, może on też zapomniał i oboje jakoś temu zaradzimy. - dodała i wróciła na górę, do pokoju jej i Purdy'ego, gdzie położyła Danny'ego spać.


Jej narzeczony nadal smacznie spał, co było słychać, bo chrapał głośno, a wcześniej tego nie zauważyła. Odgarnęła jego włosy z czoła i pocałowała go tam, ponownie schodząc na dół, tym razem już ubrana w czarne spodnie z dziurami na kolanach, tego samego koloru golf z łańcuchem na szyi i skórzarza kurtka.


Udała się do najbliższego sklepu spożywczego, biorąc do wózka najpotrzebniejsze produkty do jedzenia, czyli jajka, świeże bułeczki, owoce takie jak jabłko, mandarynki, ostatnie opakowanie truskawek, banany i jeszcze marchewki. 


- Co ja mu kurde zrobię, jak ja ledwo co naleśniki umiem usmażyć, a to jest oklepane jak cholera. - powiedziała do siebie. - Trudno, niech nie narzeka. - wzruszyła ramionami, dokładając jakieś słodkie produkty i wpadła na genialny pomysł.


Zahamowała wózkiem i pobiegła do działu z mąką, cukrem i innymi ciastami. Postanowiła, że upiecze kołocz weselny, który w jej regionie młoda para dawała najbliższym przed ślubem, czyli sernik, ale Call zrobi go bez rodzynek oczywiście, chociaż osobiście je uwielbiała i makowiec, jej ulubione ciasto. Przy kasie stała masa przeróżnych bukietów, więc wzięła czerwone tulipany, które lubiła. Wcisnęła wszystkie zapłacone zakupy do materiałowych reklamówek, a bukiet pod pachę i wróciła do willi Black Veil Brides.


- Moje matoły i piękne panie! - zawołała wszystkich, ale tak, żeby nie obudzić jej ukochanego. - Wy przytrzymajcie Asha tak długo jak się da w łóżku, a ja robię ciasto na deser po kolacji, więc nie zawiedźcie mnie! - poinformowała ich i wbiegła do otwartej kuchni z siatkami, które szybko rozpakowała na blacie. - Juli, pomóż mi proszę! - zawołałam przyjaciółkę. - Tu masz przepis przetłumaczony chujowo po angielsku, ale w razie co krzycz, jak nie ogarniesz. - wyciągnęła miski oraz blachy do pieczenia.


Najpierw niebieskooka wrzuciła potrzebne rzeczy, a potem mieszała wszystkie składniki, to samo robiła jej najlepsza przyjaciółka. Po wyrobieniu ciasta rękami, przykryły miski szmatką i dały pod kaloryfer, żeby wyrosło. Kobiety mogły trochę odpocząć, ale najmłodsza z nich wzięła wazon z kwiatami i poszła do góry, sprawdzić jak idzie plan.


- Chrapie niemiłosiernie, będzie spał do wieczora zapewne. - Christian lekko odsunął się od drzwi, do których wcześniej przystawił ucho.


- No i tak ma być. Za godzinę sprawdzicie ciasto pod kaloryferem, jak będzie wielkie, to wołajcie. Na kolacje zamówicie sobie pizze, albo maka, co chcecie. Potem będzie kołocz. Później wyjaśnie! - spojrzała na Jake'a, który już chciał zadać pytanie o czym przyjaciółka mówi.


Czarnowłosa weszła po cichu do pokoju i zamknęła drzwi. Postawiła kwiaty na szafce i usiadła na krawędzi ich łóżka, zaczynając głaskać mężczyzne po długich, czarnych włosach. Ashley mruczał coś tam pod nosem, aż nie otworzył oczu. Widząc swoją ukochaną uśmiechnął się szeroko.


- Ktoś tu w końcu wstał. - kąciki jej ust uniosły się wysoko, widząc wesołego basiste.


- Ile spałem? - zapytał, ziewając, przez co też zasłonił usta dłonią.


- Dłuuugo, dochodzi 15. - Caro zaśmiała się, widząc jego minę. - A teraz powiedz mi, proszę. Ty też zapomniałeś o naszej rocznicy? - zapytała, zagryzając wargi ze stresu.


- O cholera! To dzisiaj? - usiadł nagle na łóżku i zauważył bukiet czerwonych tulipanów. - Czy to nie ja powinienem dawać ci kwiaty? - zapytał, śmiejąc się lekko, ale był bardzo wdzięczny, za tak mały, ale miły gest.


- To nie ma znaczenia, następnym razem mi dasz. - uśmiechnęła się szeroko i usiadła mężczyźnie na udach. - W kuchni robi się już ciasto, a skoro mamy brać ślub, to trzeba czymś poczęstować gości. - puściła mu oczko i mocno się wtuliła w jego ramiona. 


Ciasto wyrosło po półtorej godzinie, Call razem z Juliet rozwałkowały je na wielkość formy, a potem zabrały się za masę makową i serową. Wszystko było gotowe, tylko wystarczyło włożyć do piekarnika. Na szczęście kuchnia była tak duża, że mieli dwa urządzenia, więc pieczenie poszło sprawnie. Reszta domowników zajadała się pięcioma wielkimi pizzami, a przyjaciółki opadły na kanapę zmęczone pieczeniem.


- Za jakieś 45 minut będzie gotowe, nie jedzcie za dużo, musicie wcisnąć ten kołocz. - najmłodsza ułożyła nogi na udach Asha, a głowę na oparciu sofy.


- Już się nie mogę doczekać. - pogłaskał ją po łydkach narzeczony.


- Dobra, pytaliście o co chodzi z tym ciastem. W moim regionie przyszła para młoda daje kołocz gościom, którzy są zaproszeni na ślub, a przynajmniej tym najbliższym. Tak więc to macie od nas, a raczej ode mnie i Juju. - zaśmiała się głośno. 


Dziewczyny wzięły po dwa kawałki pizzy, cieszą się z tego, że w końcu coś przekąsiły. Prawie wcale nie ruszały się z kuchni, a jednak trochę roboty było.

Wszyscy usłyszeli pikający dzwonek, dochodzący z piekarników, więc domownicy ruszyli w tę stronę zaraz za kobietami, które siedziały tam większą ilość czasu.


Wyciągnęły formy, odstawiły, żeby lekko jedzenie ostygło i posypały cukrem pudrem, a na sam koniec nałożyły po każdym rodzaju na talerzyk. Karo była lekko zestresowana, ale również ciekawa, czy przyjaciołom zasmakuje kołocz śląski.


- Laska, zrób takie na moje wesele, proszę! - krzyknął uradowany Andrew. - To jest przepyszne!


- Młody dobrze gada, takiego ciasta jeszcze nie jadłem, jest bardzo smaczne. - dodał Jake.


- CALL, PIECZ MI TAK CIĄGLE, ZAPŁACĘ ILE ZECHCESZ! - podskoczył CC, będąc zachwycony tym, jak cudowny jest ten deser.


Domownicy zjedli wszystko, nie został nawet okruszek, ale Karoline bardzo to cieszyło. Wygoniła Juliet, która uparła się, że będzie z nią zmywać naczynia i w spokoju z muzyką lecącą z telefonu odkładała kolejny talerzyk oraz łyżeczkę na suszarkę. Na końcu były nieszczęsne formy do pieczenia, ale szybko się z nimi uporała. 


Dziewczyna westchnęła głośno i ruszyła do sypialni, gdzie na łóżku siedział Ashley, robiąc coś na swoim tablecie. Bez słowa udała się do łazienki, rozebrała się i wzięła prysznic. Tego jej było trzeba, czyli letnia woda, pachnący cytrusami żel, a także masa kosmetyków do włosów. Myślała podczas trasy, czy nie zmienić koloru, już kilka lat miała czarne, co zaczynało ją nudzić. Jakiś czas później wyszła z kabiny w szlafroku, szukając w szufladach jakiejś koszulki oraz spodenek, które posłużyłyby jej za piżamę. 


- Słońce, mam coś dla ciebie. - zawołał ją basista i gestem dłoni zachęcił, żeby podeszła bliżej. - W sumie to dla nas. Nie ważne, z racji tego, że jestem matołem i zapomniałem o rocznicy, postanowiłem, że zaprojektuje zaproszenia na ślub. Co o tym sądzisz? - zapytał, podając narzeczonej tablet.


Na ekranie pojawił się wstępny projekt, ukazujący trzy czarne prostokąty. Dwa był połączone, jednak oddzielone białą linią, co miało sugerować, że w tym miejscu będzie zgięcie tektury, a to pierwsze robi za okładkę.


ZAPROSZENIE


Caroline Olson oraz Ashley Purdy mają zaszczyt ogłosić najlepszą bibe tego roku!

Alkohol będzie się lał, a jedzenie latać po stolikach, bo największy kobieciarz się żeni z seksowną mamuśką!


Serdecznie zapraszamy.......................... wraz z osobą towarzyszącą na ślub, który odbędzie się ............................... w Los Angeles


Przyjdźcie albo żałujcie!


Ps. Żadnych dzieci do lat 13


Kobieta wybuchnęła śmiechem czytając treść zaproszenia. Owe napisy były w kolorze srebrnym, ale "ZAPROSZENIE", które znadowało się na okładce oraz przedostatnie zdanie, w środku, różowe. Na rogach były  obrazki, które odzwierciedlały przyszłą parę młodą, czyli, gitara basowa i Hello Kitty oraz mikrofon z maszynką do tatuowania. 


- Przecież to jest cudowne! - niemalże pisknęła kobieta z wrażenia. - Wydrukujemy o jeden egzemplarz więcej, chcę mieć na pamiątkę. - dodała, przytulając się do narzeczonego. 


- To co? Wesele w plenerze, wiosną? - zapytał, doskonale wiedząc, czego pragnie jego ukochana. 


- Marzec albo kwiecień. W maju mam urodziny, nie chcę tego łączyć z weselem, byłoby to trochę nie fair w stosunku do ciebie. - odpowiedziała, siadając mężczyźnie na udach. 


- Cokolwiek sobie zażyczysz. - zaśmiał się cicho i przyciągnął ją do czułego pocałunku.


Oboje nie mogli się już doczekać tego dnia. Wiedzieli od samego początku, że prędzej czy później się to wydarzy. Zostało teraz załatwić miejsce na wesele, wydrukować zaproszenia, suknia, garnitur, obrączki i mogli się cieszyć sobą już do końca życia.


---------------


Ej, jestem zjebana XD Ten rozdział napisałam w lipcu 2022 i dopiero teraz zauważyłam, że go tu nie ma XD

SORKI XD



Jako, że jestem ślązaczką, musiałam dodać coś ze swojej kultury XD


Jestem zjebana, owszem. Fanfik miał był skończony miesiąc temu i jak zwykle coś się spierdoliło XD Ja się kurde do tego nie nadaje, przysięgam. Mam w chuj pomysłow, wena leci jak nie wiem, ale nie umiem tego ubrać w słowa albo po prostu nie mam czasu. Spróbuję w najbliższym czasie dodać jeszcze jeden rozdział, ale nic nie obiecuję.

Szczęśliwej, spóźnionej rocznicy Who Can Save Me Now? 9 lat z tym cholerstwem, a nadal ni ma skończony.

piątek, 24 maja 2019

Rozdział 36


Dwa kieliszki, trzy, cztery, przy piątym już troszkę kręciło mi się w głowie. Gdyby spróbowali polskiej wódki to od razu by pewnie leżeli pod stołami. Muszę kiedyś kogoś poprosić o wysłanie mi jej do Los Angeles.
Upicie się dobrze mi zrobiło, przez jakiś czas zapomniałam o całej kłótni z Ashem i cieszyłam się dobrą zabawą z moimi przyjaciółmi.
Inna włączyła muzykę, ale nie na tyle głośną, żeby obudzić Danny'ego. Wszyscy zaczęliśmy tańczyć i jednocześnie popijać trochę wódki z kieliszków. Nagle jakaś siła zaprowadziła mnie na barek, na którym zaczęłam tańczyć. Może to przez piosenkę, która zaczęła teraz lecieć. Pociągnęłam za tobą Juliet i obie wywijałyśmy biodrami oraz zarzucałyśmy włosami.
Wzięłam butelkę z alkoholem i zaczęłam wlewać trunek do ust mojej przyjaciółki, śmiejąc się przy tym, a po chwili dziewczyna zrobiła to samo ze mną. Lekko się skrzywiłam na posmak wódki, ale dzielnie wszystko połknęłam. Po kilku piosenkach przetańczonych na barku, chciałam zejść, ale było mi ciężko, jednak mój ukochany przyjaciel Andy nam pomógł. Najpierw swojej ukochanej, a potem mnie. Będąc z powrotem na ziemi, wróciłam do poprzedniej czynności, więc zrobiłam z dziewczynami małe kółeczko, w którym tańczyłyśmy do woli, podśpiewując cicho tekst lecącej w tym czasie piosenki. Parę minut później Alice zrobiła nam kilka naprawdę mocnych drinków, po których kręciło nam się w głowie, ale to nas nie zatrzymało przed kontynuacją zabawy.
Nagle nie wiem czemu, ale tak po prostu zdjęłam z siebie koszulkę, paradując w samym staniku oraz spodniach. Dziewczyny zaczęły piszczeć i klaskać, robiąc sobie ze mną parę zdjęć, które według mnie wyszły zajebiście. Dopiłam swojego drinka do końca, a chłopacy dołączyli do naszych dzikich tańców, co jakiś czas obracając nami.
Zrobiłam sobie małą przerwę i razem z Biersackiem wyszliśmy na taras na papierosa, oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie gadali w tym czasie.
- Jak się czuje wschodząca gwiazda rocka po pierwszej trasie koncertowej? - zapytał mnie przyjaciel.
- Świetnie się bawiłam i dokładnie o czymś takim marzyłam. Z resztą dobrze wiesz jak to jest, gdy występujesz przed ludźmi, którzy uwielbiają ciebie i twoją twórczość. - posłałam mu szeroki uśmiech, zaciągając się fajką i wypuszczając dym z ust.
- Cieszę się twoim szczęściem i życzę wam naprawdę wielki sukces. - mężczyzna odwzajemnił gest. - Nadal masz zamiar rozmawiać z Ashem? W sumie z resztą to musicie, bo nie można tego tak zostawić. - odparł
- Tak, pogadam z nim rano, ale teraz muszę się wybawić, w końcu nie widziałam was długo. - zaśmiałam się cicho i oparłam o ścianę domu, bo nieźle mnie pozamiatało.
Wzięłam ostatniego bucha i wrzuciłam kiepa do słoika, wracając do środka, gdzie wypiłam jeszcze ze dwa kieliszki czystej, wpadając na szalony pomysł.
- Patrzcie jaka bomba poleci! - krzyknęłam i wybiegłam na taras, prosto do basenu, który się tam znajdował.
Po kilku sekunach wynurzyłam się z wody, śmiejąc się jak głupia. Cała mokra wyszłam z basenu, a Jeremy podał mi ręcznik, żebym się wytarła. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale alkohol robił swoje.
Nasza impreza trwała jeszcze przez godzinę, aż wszyscy nie poszli do swoich pokoi spać. Ja za to postanowiłam, że troszkę ogarnę ten burdel i zaczęłam zbierać puste butelki po trunkach, wyrzucając je do kosza. Zmęczona padłam na kanapę, od razu zamykając oczy i odpływając. Zdecydowanie to ja chyba nawaliłam się najbardziej.
*Rano*
Nie wiem jakim cudem, ale obudziłam się w swoim łóżku, który dzieliłam z Ashem oraz w piżamie. Nie przypominam sobie, żebym w ogóle szła na górę. Obok siebie nie zobaczyłam narzeczonego, więc może ta cała impreza mi się śniła? A nie, jednak nie. Kiedy się podniosłam do siadu, poczułam cholerny ból głowy, a w ustach miałam Saharę, co uświadomiłam sobie chwilę potem. Na nocnej szafce przy łóżku zauważyłam tabletki oraz szklankę wody. Ciekawe, kto mi to zostawił? Bez zbędnego myślenia, wzięłam dwie pastylki i połknęłam, wypijając cały napój. Przeciągnęłam się, idąc prosto do łazienki, gdzie się załatwiłam, zmyłam wczorajszy makijaż, no i na sam koniec wzięłam ciepły prysznic.
Przeczesałam wilgotne włosy, nasmarowałam buzię kremem, założyłam bieliznę, czarne legginsy oraz starą koszulkę Asha, którą mu kiedyś ukradłam.
Zeszłam na dół, a w kuchni ujrzałam wcześniej wspomnianego mężczyznę, który zrobił kilka stosów kanapek z pomidorem, serem, sałatą, szynką, co dusza zapragnie.
- Dzień dobry. - powiedziałam cicho i ziewnęłam, siadając przy stole w jadalni.
- Hej, jak się trzymasz? - zapytał, kładąc mi przed nosem talerz z kanapkami z samym pomidorem oraz herbatę malinową. Jak on mnie dobrze znał.
- Głowa boli, ale da się przeżyć, dziękuję. - odpowiedziałam i zaczęłam w spokoju jeść, co jakiś czas popijając.
- Długo szukałem tej koszulki. - tyknął mnie palcem w ramię, śmiejąc się cicho, a ja razem z nim. - Myślałem, że pralka mi ją zjadła, a to ty, mały złodzieju. - dodał, czochrając moje wilgotne włosy.
- Może i jestem mała, ale wredna - posłałam mu lekki uśmiech i już w ciszy dokańczając swoje śniadanie.
Wstałam od stołu, kładąc talerz do zlewu. Chciałam za sobą pozmywać, ale głos basisty mi to przerwał.
- Chodź tu do mnie - powiedział i chwycił mnie w pasie, przytulając mocno do siebie, a ja od razu wtuliłam się w jego ramiona, przymykając oczy, z których poleciała pierwsza łza. - Przepraszam cię bardzo, słońce. Nie powinienem w ogóle zaczynać tego tematu, a jak już, to dać ci w spokoju się wytłumaczyć. Dobrze wiesz, jak Motionless na mnie działa, ten skurwiel cię skrzywdził. - dopowiedział, całując czubek mojej głowy.
- A ja przepraszam, że nie dałam ci znać wcześniej, co się będzie dziać podczas trasy. - szepnęłam, pociągając nosem i uniosłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. - Nie kłóćmy się już, no chyba, że o jakieś błahostki takie jak rachunki, czy przewijanie Danny'ego albo wybór obrączek - cicho się zaśmiałam i stanęłam na palcach, żeby pocałować swojego faceta, co on oczywiście odwzajemnił.
- Kocham cię cholernie, Mała i bardzo za tobą tęskniłem - powiedział, mocno mnie przytulając.
- Ja za tobą też, Ash, bardzo, bardzo - odpowiedziałam lekko uroczym głosem, śmiejąc się z siebie po chwili. - I dziękuję, że zabrałeś mnie do łóżka i dałeś leki - posłałam mu szeroki uśmiech.
- Nie jestem chujem, żeby nie troszczyć się o swoją kobietę - potarł nasze noski o siebie i pocałował czule.
- Za wrednego debila nie chciałabym wychodzić za mąż - zachichotałam i poszliśmy na górę, położyć się na łóżku.
- A za kogo chcesz? - zapytał, unosząc jedną brew do góry.
- Za kochanego debila, czyli ciebie - wybuchnęłam śmiechem, siadając narzeczonemu na biodrach.
- W sumie tu się z tobą zgadzam - także się zaśmiał, kładąc dłonie na moich udach, delikatnie je głaszcząc. - A przy okazji, nie rozbieraj się już więcej przy chłopakach, bo jestem pewny, że aż im szczęka opadła, gdy latałaś przy nich w samym staniku. - dodał, a ja walnęłam się w czoło z zażenowania.
- Już daj mi spokój, byłam pijana, okej? Poza tym, dziewczyny przecież były ze mną. - pogłaskałam go po głowie, a po chwili dałam buziaka w czółko.
- Tylko się śmieję, spokojnie. Gdyby ciebie dotknęli, już mieliby ręce w gipsie - posłał mi niewinny uśmiech, a ja lekko klepnęłam go w klatkę piersiową, w którą po chwili się wtuliłam.
Po około minucie przytulania, usłyszałam gaworzenie mojego synka, więc wstałam, poszłam do kołyski, biorąc malca na ręce i ucałowałam jego czółko. Brakowało mi jego ślicznej buźki podczas trasy, więc położyłam go między mną a Ashem, po prostu wpatrując się w niego i uśmiechając szeroko.
- Jak będziesz duży, razem z tatą będziemy cię zabierać w trasę i popatrzysz jak rodzicie pracują - powiedziałam, puszczając basiście oczko.
- A chcesz popracować nad córeczką? - zapytał, a ten od razu dostał ode mnie po głowie. - Żartowałem, skarbie - pomasował miejsce, gdzie go bolało.
- Zboczeniec nadal w tobie został - westchnęłam głośno, ale cmoknęłam jego wargi.
- Takiego mnie właśnie kochasz - stwierdził, patrząc mi prosto w oczy i uśmiechając się szeroko.
Tak właśnie cały dzień spędziłam z Ashley'em, czyli leżeliśmy w łóżku, bawiąc się z naszym synkiem. Reszta domowników do nas zajrzała, ale gdy zobaczyli, że wszystko między nami jest już w porządku, nie przeszkadzali nam do końca dnia. Byłam bardzo szczęśliwa, że wszystko się ułożyło.
Teraz pozostają nam przygotowania do ślubu i przeprowadzka do nowego domu.

niedziela, 5 lutego 2017

Rozdział 35

Piosenka dla klimatu :3

*kilka dni później*

*Perspektywa Karoliny*

Siedzę na planie teledysku i gadam z fanami, którzy również mieli w nim występować. Pytali się co u mnie, czy Danny się dobrze czuje, czy między mną a Ashem się układa. Ta rozmowa była o wiele lepsza niż obacywanie przez Motionlessa.

- Calluś, serio rzuciłaś się na Chrisa? -zapytał mnie jeden chłopak.

- Ricky nawet przy tym był i on sam dorzucił coś od siebie - zaśmiałam się przypominając sobie sytuację ze szpitala. - Olson z nowonarodzonym Danny'm skopał Christopherowi tyłek, widok był bardzo zabawny, prawda Rixi? - spojrzałam w stronę brata.

- Rixi? Ty to masz łeb do wymyślania przezwisk - zaśmiał się Horror - I potwierdzam, tak właśnie było, czemu pytasz? - zapytał chłopaka.

- Oglądałem wywiad, ale nie byłem pewny, więc spytałem się osobiście - odpowiedział nieśmiało.

- Spokojnie, nie gryziemy, nie wstydź się pytać - uśmiechnęłam się.

- Caaaall, mogę sobie zrobić z tobą i Ricky'm zdjęcie? - spytała się około 2 lata ode mnie młodsza dziewczyna z czarnymi włosami oraz czerwonymi końcówkami i kilkoma kolczykami na buzi.

- Jasne, Ricky, już dupcie - krzyknęłam wcześniej prosząc mojego ukochanego Devina o zrobienie zdjęcia.

- Mogę jeszcze jedno z tobą? - odezwała się dziewczyna.

- Oczywiście - uśmiechnęłam się szeroko do niej i przytuliłam ją mocno do siebie, a na kolejnym zdjęciu pocałowałam w policzek.

- Jesteś taka kochana - uśmiechnęła się i wtuliła we mnie.

- Ty również. Ale powiedz mi jak masz na imię kochana? - zaśmiałam się cicho.

- Amanda - odpowiedziała i mocniej mnie przytuliła.

- Bardzo ładnie. Zrobię sobie z tobą fotke moim telefonem - wyciągnęłam urządzenie z kieszeni i włączyłam aparat - A teraz uśmiech - wyszczeżyłam się i kliknęłam przycisk - Popatrz jak ładnie - pokazałam dziewczynie zdjęcie. Podasz mi swojego maile? Wyślę ci wszystko, bo fejs strasznie niszczy jakość - zaśmiałam się.

Kiedy skończyłam przesyładnie fotek dla mojej nowej koleżanki na małej scenie, gdzie grał zespół pojawił się Motionless oraz reżyser klipu.

- No dobrze, robimy tak jak ustaliliśmy, stoicie wokół sceny i bawicie się jak na normalnych koncercie i czasami obracacie się wokół chłopaków. Chris co jakiś czas będzie wokół was przechodzić, możeciecie nawet podnieść go i zrobić falę. Będzie to świetnie wyglądać. Zespół robi swoją robotę, wy się cieszycie. Wszystko jasne? To super. Zaczynamy!

W końcu po kilku godzinach mogliśmy się zbierać. To był już siódmy dzień nagrywania i niedługo teledysk ujrzy światło dzienne. Jestem ciekawa jak wszystko wyjdzie. Jutro chłopaki mają swoje solowe nagrania, więc ja będę mieć przerwę, żeby pogadać z Ashem i resztą chłopaków oraz Juliet. Strasznie za nimi tęsknię.

*dzień później*

Chwyciłam swojego laptopa do ręki i pierwsze co zrobiłam po włączeniu go zadzwoniłam do ukochanego. Odebrał po trzech sygnałach.

- Hej kocie - uśmiechnęłam się szeroko na widok Ashley'a.

- No cześć - miał lekko zdenerwowany wyraz twarzy, zaniepokoiłam się.

- Coś się stało? - zapytałam z troską.

- Nic się nie stało oprócz tego, że obściskujesz się z Chrisem na koncertach - wybuchł.

- Przecież Kyle miał ci przekazać, że taką mam rolę podczas śpiewania z Motionlessem.

- Najwyraźniej nic mi nie powiedział - mówił nadal wściekły.
Zabije te zieloną małpę. Prosiłam go, żeby nie zapomniał, a ten to na złość zrobił.

- Dobrze wiesz, że to co robimy nic dla mnie nie znaczy - zaczęłam się tłumaczyć.

- Jakoś wcześniej znaczyło, bo odeszłaś ode mnie dla niego - wściekł się.

- Możesz przestać? Nic mnie już z nim nie łączy oprócz interesów.

- Macał cię nawet podczas wywiadu - zabije Bezbrewa.

- Myślisz, że mi się to podobało? Dostał opierdziel za to, ale oczywiście ty mi nie uwierzysz.

- Owszem, nie uwierzę w to. I zaczynam się zastanawiać czy aby nie odwołać całych przygotowań do ślubu.

- Czy ty oszalałeś?! Przez występy z Chrisem, które są dla mnie niczym chcesz odwołać ślub? Jam wrócę to musimy pogadać, bo ja tego tak nie zostawię.

- Chyba już nie mamy o czym rozmawiać. Żegnaj - rozłączył się.

- Kurwa mać - przeklnęłam.

*Perspektywa Asha*

Mam już dość. Mam dość Motionlessa, że znowu zabrał mi Call. Nie mam już o kogo walczyć. Ale co z Danny'm? U kogo będzie mieszkał? Kto go wychowie? Przecież musi mieć obojga rodziców, ale to ci teraz się dzieje to chyba się nie uda dojść z tą dziewczyną do porozumienia.
Usłyszałem jak ktoś wchodzi do mojego pokoju.

- Ty idioto! - Juliet uderzyła mnie w głowie z Młodym na rękach.

- Kretynie! - to samo zrobił Andy.

- Pajacu! - cios wymierzył także CC.

- Palancie! - przybył Jake.

- Imbecylu! - później Jinxx.

- Mama! - Mały klepnął mnie w policzek.

- Aua! Co wam jest?! - krzyknąłem zdenerwowany.

- Co nam jest? Co tobie odbiło?! Czy ty właśnie zerwałeś zaręczyny?! - wkurzył się Andrew.

- Może - odpowiedziałem obojętnie.

- Pojebało cię? Myślisz, że to obmacywanie na scenie było jej pomysłem? Menager tak zadecydował i nie miała nic do gadania - odezwał się Jake.

- A co ty taki doinformowany, co? - zapytałem.

- Ricky mi o wszystkim powiedział. Karo nie mogła, bo miała próby. - wyjaśnił.

- Pomyśl o Danny'm. Jak on będzie się czuł, że z jednym rodzicem będzie mieszkał, a drugi go będzie odwiedzał. - wtrąciła się Juliet tuląc mojego synka.

- Mały może nie był planowany, ale oboje kochacie go całym sercem i życie byście za niego oddali, wy tak samo. Nie można po prostu ot tak przestać kogoś kochać, z kim przeżyło się już trochę czasu. Wszyscy wiemy, że ona to już ta jedyna. Nie sądzę, żebyś oświadczył się komuś innemu niż jej. To wspaniała dziewczyna, na którą od zawsze zasługiwałeś. Ona to nie Kina. To są dwa różne światy. To Karo przekonała cię do ograniczenia imprez oraz alkoholu, bała się o twoje zdrowie, a Kina tylko namawiała cię na więcej i więcej. Mieć taką dziewczynę jak Calley to prawdziwy skarb. Jeśli od niej odejdziesz, to drugiej takiej jak ona już nigdy nie znajdziesz. Kocha cię i nawet nie wiesz jak mocno, zrobiłaby wszystko dla ciebie i twojego dobra - wytłumaczył Andy.

- Dajcie mi wszystko przemyśleć, dobra? A teraz Juliet oddaj mi syna, bo chcę się z nim pobawić - zabrał dziewczynie Młodego i wyszedł na dwór.

*Perspektywa Karoliny*

- Jak on mógł mi tak powiedzieć? - wtuliłam się w brata płacząc w jego ramię.

- Zazdrość Mała i to cholerna - pogłaskał mnie po włosach - Musicie pogadać w cztery oczy, może coś to zdziała i będzie jak dawniej.

- W tej chwili nie mam ochoty go widzieć - otarłam łzy i wysmarkałam nos.

- Dwa miesiące Call, musisz wytrzymać - zaczął kołysać mnie w ramionach.

*Po trasie, wieczór*

Nareszcie! Po dwóch miesiącach wracam w końcu do domu! Trasa była bardzo udana, publika nas bardzo polubiła. Charles powiedział, że mamy teraz trochę przerwy, później lecimy do studia i kolejna trasa. Jestem mega szczęśliwa. Chłopacy już aż tak się nie stresują grać przed większą publicznością jak na początku.

Tourbus podjechał pod willę Black Veil Brides. Wysiadłam biorąc także swoje walizki z bagażnika.

- Nareszcie w domu - pomyślałam.

Pożegnałam się z resztą zespołu i weszłam do domu. Ciemno strasznie. Czyżby wszystkich wywiało? Zdjęłam buty, odłożyłam torebkę, zapaliłam światło i nagle każdy z domowników wyskoczył i ukrycia.

- Witaj w domu! - krzyknęli wszyscy i zaczęli mnie po kolei ściskać, nie widziałam niestety Asha, ale nie martwiłam się tym teraz.

- Mama! - zaśmiał się mój synek, który był na rękach Biersacka.

- Stęsknił się strasznie za tobą - wujek Andy podał mi Młodego.

- Ja za tobą też się stęskniłam, skarbie - ucałowałam malucha i przytuliłam do siebie - To jakaś impreza czy co? - uniosłam brew.

- Taka mała, żeby mały mógł słodko spać - odpowiedziała Juliet.

- Nie trzeba było, naprawdę - zawstydziłam się lekko.

- Długo cię nie było, tęskniliśmy strasznie - przytulił mnie babcia CC uważając na Danny'ego.

- Ja za wami również - uśmiechnęłam się szeroko - Co z Ashem? - cholera. A miałam się nie przejmować.

- Siedzi na górze wciąż zły - odpowiedziała Inna, ukochana Jake'a - Myślę, że za bardzo przesadza z tą zazdrością.

- Nie tylko ty tak mWitasz - głos zabrała Tiffany, dziewczyna Christiana.

- Jemu coś naprawdę strzeliło do głowy - dodała Alice, wybranka Jinxxa.

- Powinnam z nim pogadać, ale najpierw dajcie mi coś do picia - zaśmiałam się.

- Najpierw uśpił małego - wtrącił się Jake.

- Racja - cmoknęłam małego w czoło i poszłam do jego pokoju i zaczęłam mu śpiewać kołysankę. Zasnął od razu, więc położyłam go do łóżeczka i wróciłam na dół.

- No to pijemy za twój powrót, Calley - wszyscy wzięli swoje kieliszki, stuknęliśmy w nie i od razu wypiliśmy całą zawartość.
Chyba na jednym drinku się nie skończy.

-----------------------------

Witam was wszystkich po tej cholernie długiej przerwie!
Stali czytelnicy mogą wiedzieć już, że to u mnie norma i niestety wielka moja wada, że dodaje tak późno rozdziały, no ale niestety brak pomysłów robi swoje. Ważne, że w ogóle rozdział powstał XD

środa, 13 lipca 2016

Rozdział 34

*2 tygodnie potem, początek trasy*

*Perspektywa Karoliny*

Ostatnia walizka spakowana, gitara, więc jestem już gotowa na wyjazd. Nadal nie jestem przekonana co do tej trasy z Motionless In White. Wszystkich z zespołu uwielbiam, ale nadal nie mam zaufania do Chrisa. Niby jest wszystko okej, jednak wciąż coś mi w nim nie pasuje. Przez całą trasę będę śpiewać z nim w duecie Angel Eyes i Contempress, który wykonam zamiast Marii Brink. Nie wiem, zobaczymy w swoim czasie jak będzie się zachowywał.

- Masz wszystko? - spytał Ash wchodząc do naszej sypialni i obejmując mnie w pasie.

- Chyba tak - lekko się uśmiechnęłam do niego i chwyciłam jedno pasmo jego włosów, którymi zaczęłam się bawić - Będę za wami bardzo tęsknić - wtuliłam się mocno w mojego ukochanego.

- My również kotku - ucałował moje czoło.

- A Danny to już w ogóle będzie smutny cały czas - przyszedł CC do sypialni z małym na rękach.

- Mam nadzieję babciu, że z wami nie wykituje - wzięłam synka na ręce i dałam soczystego buziaka w oba policzki - Będę tęsknić, wiesz? - pogłaskałam go po główce, na której pojawiły się już króciutkie brązowe włosy.

- Maaaa - uśmiechnął się i pomachał wesoło rączkami.

- Chyba młody chce ci coś powiedzieć - spojrzał na mnie starszy Purdy.

- Maaamaaa - Danny się zaśmiał i wystawił łapki w moją stronę, a ja cała we łzach przytuliłam go do siebie

- Moje kochanie - ucałowałam malucha w czubek głowy - Jestem z ciebie dumna, skarbie - otarłam łzy szczęścia i znowu uścisnęłam synka.

- Teraz czekać aż powie "tata" i będę spełniony - połaskotał Danny'ego po brzuszku - Chodźmy już na dół, bo tourbus czeka - Ash razem z resztą domowników zszedł ze mną na zewnątrz i każdego po kolei zaczęłam tulić.

- Do zobaczenia - pomachałam wszystkim, wysłałam Ashowi oraz Danny'emu buziaki, weszłam do busa i odjechałam.

Przez całą podróż grałam z resztą zespołu na konsoli, czasami w karty albo po prostu gadałam z nimi i poznawałam coraz bliżej.

- Jak tam młody? - spytał mnie mój brat, który jechał w naszym busie zamiast z MIW. W duchu dziękowałam, że został ze mną.

- Rośnie skubany - zaśmiałam się - Centralnie przed wyjazdem powiedział "mama", rozpłakałam się - uśmiechnęłam się na to wspomnienie sprzed kilku godzin.

- Wychowacie go z Ash'em na dobrego człowieka. Mieć takich rodziców jak wy to wielki skarb - Ricky objął mnie ramieniem.

- Dzięki, że jesteś. Cieszę się, że mam w tobie wsparcie - mocno się wtuliłam w brata.

- Ja się cieszę, że po tylu latach cię odnalazłem. Kiedy stałem się pełnoletni poleciałem do Polski szukać cię. Mieszkałem tam nawet przez jakiś czas. Dlatego odwołano wszystkie trasy jakie mieliśmy zaplanowane. Nie udało się ciebie znaleźć, więc wróciłem do Stanów. Po kilku miesiącach zobaczyłem na twitterze zdjęcie z Ashem oraz tobą, przejrzałem twoje konto i ujrzałem to samo nazwisko. Na początku pomyślałem, że to dla żartów albo po prostu przypadek, bo każdy może mieć na nazwisko Olson. Jednak, kiedy mama zobaczyła zdjęcie od razu cię poznała, byłaś bardzo podobna do ojca. Miałaś jego oczy, nos, piegi - stuknął palcem po moim piegowatym nosku na co się zaśmiałam cicho - Sprawdziłem też twoją datę urodzenia. Wszystko się zgadzało, a także to, że jesteś z Polski. Andy zaprosił mnie i Chrisa na sylwestra i wtedy nadażyła się okazja, aby cię zobaczyć. I tak oto znowu jesteśmy razem, siostrzyczko - skończył opowiadać nadal mocno mnie tuląc do swojej klatki piersiowej.

- Gdybym nie uciekła z domu do Nowego Jorku, nie poznała Andy'ego i reszty to nadal kiblowałabym w szkole, w której mnie gnębili, na dodatek mieszkałabym z mamą tyranem znęcającym się nade mną i na dodatek chorą psychicznie - przyłożyłam dwa palce do skroni i udałam, że strzelam sobie z pistoletu.

- Racja, może by mi się nie udało cię znaleźć - pocałował mnie w czubek głowy - Czekaj...Uciekłaś z domu?! - wybuchnął.

- Byłam pełnoletnia, rodzice nie mieli nade mną władzy - wzruszyłam ramionami - A poza tym zostawiłam list mamie, że odchodzę. Cholera wie czy go przeczytała - powiedziałam obojętnie.

- Może aż taka zła nie jest i przeczytała - zaczął mnie głaskać po włosach.

- Mało mnie to obchodzi. Teraz mam ciebie, mamę, Asha, Danny'ego, mam przyjaciół, którym mogę bezgranicznie ufać.

-  Tak właściwie, to na którym kierunku byłaś w liceum? - mój brat uniósł brew.

- Językowym. Planowałam studiować anglistykę albo germanistykę.

- Ty umiesz szprechen po niemiecku? - rozszerzył oczy.

- Na próbnej maturze miałam 100% z pisemnego i ustnego niemieckiego - śmieję się. - Z angielskiego byłam najlepsza w szkole. Chodziłam na konkursy, wyjeżdżałam do Wielkiej Brytanii - zaczęłam wyliczać.

- Zdolna byłaś - uśmiechnął się.

- Żałuję trochę, że nie zdałam tej matury - lekko posmutniałam.

- Możesz ją zrobić w każdej chwili - pogłaskał moje ramie.

- Przepraszam, że wam przeszkadzam w rozmowie, ale jesteśmy już na miejscu - poinformował nas Kyle i wszyscy wyszliśmy z busa.

Przed nami szli chłopacy z Motionless In White oraz Ice Nine Kills, którzy jechali przed nami innymi busami.
Weszliśmy od tyłu do klubu, każdy zespół miał swoją próbę. Po skończonych występach przed koncertem poszłam do garderoby się przebrać we właściwe ubrania. Pomalowałam się, rozczesałam włosy i lekko je potapirowałam. Byliśmy dobrze przygotowani, ale centralnie kilka minut przed naszym występem po INK moi chłopacy trochę się stresowali.

- Ej, spokojnie, to wasz pierwszy koncert przed większą publicznością, ale wierzę w was i wiem, że sobie poradzicie. Znacie wszystkie piosenki, bo przecież jakoś nagraliście tę EPkę. Próba też była świetna, więc nie będzie problemu. No chodźcie, zaraz wchodzimy - wyciągnęłam rękę, a reszta zespołu położyła swoje na mojej - Razem!

- Slo, slo, slo, slo, SLOWDEATH! - zagrowlowaliśmy wszyscy i wbiegliśmy na scenę zaczynając piosenką Other Side.

***

Przyszedł czas na ostatnią piosenkę, czyli Angel Eyes z Chrisem. Muszę przyznać, że trochę się stresowałam, ale przypomniałam sobie, że to co robimy podczas tej piosenki oraz Contempress to tylko gra aktorska, o której Ash wie, bo prosiłam Kyle'a, żeby wysłał maila z mojego telefonu do Purdy'ego, bo ja byłam zajęta.
Zaczęłam śpiewać piosenkę, dawałam z siebie całe 100%. Pierwszy refren zamiast Chrisa śpiewał Jeremy w chórkach, dopiero podczas drugiego pojawił się Chris. Trzymaliśmy się blisko siebie, on jeździł ręką po moich włosach, twarzy, szyi kończąc na biodrach. Przy "You're fucking mine" spojrzał mi głęboko i bardzo się przybliżył do mojej twarzy, a przy ostatnim refrenie upadł na kolana i przytulił się do mojej lewej nogi. Ja robiłam to samo i głaskałam go po głowie, gdy był na dole. Ostatnie wersy piosenki. Padłam na kolana obok Cerulliego i objęłam jego szyję i przybliżyłam do siebie dokańczając refren.

Ukłoniliśmy się, Chris poszedł, a ja z resztą zespołu podziękowaliśmy za występ i poszliśmy za kulisy.

- Dałaś radę siostra - przytulił mnie brat

- Że też się zgodziłam na to obmacywanie - wzdrygłam się na wspomnienie, które było jeszcze parę minut temu.

- Szczerze ci współczuję, ale czasu nie cofniemy - odgarnął moje włosy - Dobra, ja muszę lecieć, bo zaraz zaczynamy. Powodzenia przy Contempress - pocałował mnie w czoło. Ricky poszedł po gitarę i chwilę później wszedł na scenę.

Piosenka, którą miałam wykonywać z Chrisem miałabyć jedną z ostatnich, więc poszłam na chwilę na zewnątrz zapalić. I pomyśleć, że przez dwa miesiące będę musiała udawać jakbym była z Chrisem. Już mi wystarczy, że z nim byłam i mnie okłamywał. Po skończeniu palenia papierosa weszłam do środka i słuchałam występu MIW. Grali właśnie Dead As Fuck, a według ich setlisty po tej piosence mam być na scenie z Motionlessem. Usiadłam sobie blisko wejścia na scenę trzymając miktofon z ręce i czekałam na moją część piosenki. Był koniec pierwszego refrenu, więc powolnym krokiem szłam na scenę w stronę Chrisa i śpiewałam. Najgorsze z tej gry było to, że na samiutkim końcu musiałam pocałować wokalistę. Myślałam, że uderzę menagera w momencie, kiedy się o tym dowiedziałam.
Robiliśmy praktycznie to samo co przy poprzedniej piosence. Ostatni refren i koniec utworu. Cerulli pogładził mój policzek i zbliżył się. Nasze usta dzieliły milimetry i w ostatnim momencie przesunęłam lekko głowę i pocałował kącik moich ust. Cieszyłam się w duchu, że nie trafił moich warg.
Pomachałam publiczności i zeszłam ze sceny.

Po koncercie poszłam do tourbusa trochę odpocząć. Wyciągnęłam z lodówki puszkę Monster Energy i upiłam łyka napoju.

- Call, zaraz masz wywiad z Chrisem. Alternative Press przychodzi - poinformował mnie basista zespołu.

- Zajebiście - powiedziałam w myślach.

Ubrałam jakieś spodnie, koszulkę z krótkim rękawem i usiadłam wygodnie na kanapie czekając na przyjście reporterów gazety.

Po 10 minutach przyszedł Motionless razem z Nickiem Major, który miał przeprowadzić z nami wywiad.

- Witaj Calley - podał mi rękę i uśmiechnął się serdecznie.

- Cześć Nick - odwzajemniłam gest. - Nie chcę być niegrzeczna, ale ile to potrwa? Jestem trochę śpiąca - ziewnęłam.

- Jakieś 20 minut, spokojnie, sam wolałem jakąś wczesną porę, no ale nie umieliśmy się dogadać z waszymi menagerami o normalną godzinę - wyjaśnił.

- Spoko, zaczynajmy. - Nick ustawił kamerę i ją włączył.

- Chris Motionless i Calley Olson, dawni kochankowie, których łączyło mocne uczucie. Jak to się stało, że po tym wszystkim nadal macie ze sobą kontakt.

- Po tym wszystkim, to znaczy? - uniosłam brew.

- Po tym jak wokalista mówiąc delikatnie zdradził cię z ich makijażystką na gali Alt Press. - tak, to było bardzo delikatne. Wyczujcie ten sarkazm.

- Szczerze zaczęliśmy gadać dopiero po pewnym incydencie związanym z moim synkiem i jego już byłą dziewczyną.

- Jakim? - zapytał.

- Na to pytanie już nie odpowiem. Nie chcę, żeby ktoś z poza moich bliskich o tym wiedział. Powiem tylko, że Chris mi wtedy pomógł i tak jakby zakopaliśmh topór wojenny, bo podczas rozstania, cóż, można powiedzieć, że powiedzieliśmy sobie za dużo, a ja zareagowałam zbyt agresywnie, bo rzuciłam się na Motionlessa z pięściami. Zdrady nie toleruje. Sama się dziwię, że po tym co zrobiłam Ashowi, nadal mnie kocha i chce ze mną być, a nie musiał. Mógł wieść spokojne życie beze mnie i nasze stosunki ograniczyłyby się do tego kiedy może przyjść się zobaczyć z Danny'm. Jednak wybaczył mi i znowu jesteśmy razem.

- A ty Chris? Zgadzasz się z Calley? - spojrzał na wokalistę.

- Tak, odnowiliśmy kontakt po tym wydarzeniu. Mogę powiedzieć, że Sabrina była chora psychicznie oraz zazdrosna. Gdy dowiedziałem się co zrobiła skontaktowałem się z Call i kombinowaliśmy jak rozwiązać problem. Przeprosiłem też Asha i wszystko było okej - Chris objął mnie ramieniem. Co on odpieprza?

- To dobrze, że nie kłócicie się już i w zgodzie koncertujecie razem po Stanach. Calley, jest początek czerwca. Wpadniesz w tym roku na Warped Tour, kiedy będziecie mieli wolny dzień od występów?

- Jasne, że tak. Ostatnio, kiedy tam byłam polubiłam tę trasę koncertową. Można tam poznać wiele wspaniałych osób - uśmiechnęłam się.

- Chris, jak idą nagrania płyty? - spojrzał na mojego byłego.

- Świetnie! Płyta prawie skończona, niedługo ukaże się teledysk do piosenki "570", Caro też się tam pojawi - dał teraz rękę na moje kolano, a ja próbowałam udawać, że o wszystkim wiem.

- Czekamy z niecierpliwością - Nick skończył wywiad i wyszedł z resztą ekipy z busa.

- Pojebało cię? Nie lepiej było mnie o wszystkim informować przed tą szopką? I co to było za obmacywanie podczas tego wszystkiego? Mało dostałeś rok temu po narodzinach Danny'ego? Wystarczy, że pozwalam ci się dotykać na koncertach. Na więcej kurwa nie licz! - nakrzyczałam na niego i wróciłam do swojego małego łóżka i poszłam spać.

--------------
Kolejny rozdział za mną. Dedykuje go mojej przyjaciółce Emi ❤
Polecam serdecznie nowy teledysk Motionless In White! Według mnie jest świetny, chłopacy odwalili kawał dobrej roboty :D
Ps: Zmiany w członkach zespołu!

2 komentarze = nowy rozdział

wtorek, 12 lipca 2016

Wattpad

Postanowiłam, że blog przeniosę na Wattpad. Jednak nadal będę publikować tutaj na Blogspocie.
Każdy będzie mógł sobie czytać i komentować gdzie chce. Do niczego nie zmuszam :3
Zapraszam na mojego Wattpada.