sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 22

*Perspektywa Karoliny*

Zabiję kiedyś Ricky'ego, no zabiję, on nawet nie wie ile stresu mnie to kosztowało...No dobra, może nie aż tyle, ale bałam się strasznie. Poczułam silną więź między mną a Chris'em, dzięki niemu przestałam myśleć o Ash'u i o tym całym cyrku co był kilka godzin wcześniej. Poczułam, że znowu jestem szczęśliwa z moim kochanym Szatankiem, ledwie już byliśmy parą, a czekało nas pierwsze rozstanie. Przed wyjazdem nie umiałam znaleźć mojego chłopaka więc poszłam do wana, ale nagle coś mnie olśniło, przecież rozdają autografy. Ściągnęłam buty i szybko pobiegłam w dane miejsce. Zobaczyłam całe Motionless In White, a tam mojego ukochanego piszącego na kartkach przy stoisku, przyspieszyłam przepychając się przez ludzi i mocno przytuliłam się do niego.


- Kocie, musisz już jechać - wyszeptał mi do ucha.
- Nie mogłam wyjechać bez pożegnaia, za bardzo bym za tobą tęskniła - pocałowałam go lekko w usta.
- A ja to pies?! - odezwał się Ricky.
- Tak piesełku, wow - śmieję się, przytuliłam brata i wróciłam do Chris'a.
- Leć skarbie, fani nie będą czekać. - pogłaskał mój policzek.
- Do zobaczenia. - znowu go pocałowałam.
- Do zobaczenia królewno - pogłębił pocałunek. Oderwałam się od niego. Pomachałam całemu zespołowi i wróciłam do wana.

*Perspektywa Chris'a*

Strasznie się ucieszyłem gdy zobaczyłem małą na Warped, tęskniłem za nią bardzo i żałowałem, że przeze odeszła od Ash'a. Fakt, byłem i jestem w niej zakochany, ale nie chciałem jej zepsuć życia. Na szczęście wszystko się ułożyło i jesteśmy oficjalnie razem. Niestety ta radość nie mogła trwać wiecznie bo Call musiała dalej jechać w trasę z Brides'ami i Juliet, a my również tyle, że w inne miasta niż oni, ale na szczęście było parę miast, gdzie graliśmy razem.
Siedziałem z całym zespołem oraz z Bryan'em Starem, z którym mieliśmy wywiad, zbytnio nie zwracałem uwagi na kierowane do mnie pytania, bo myślami byłem gdzie indziej, przy mojej Karo.
- A jak układa ci się z Calley, siostrą twojego przyjaciela? - zapytał mnie blondyn
- Wspaniale, jest między nami bardzo dobrze. To dziewczyna, o której zawsze marzyłem. - mówię z zachwytem. - Jest kochana, przemiła, urocza, ma wspaniały charakter, bardzo, ale to bardzo utalentowana, a poza tym jest przepiękna. Po prostu ideał, mój ideał. - uśmiechnąłem się ciągle myśląc o mojej księżniczce.
- To bardzo dobrze, że jesteście razem szczęśliwi, oby jak najdłużej, a ty Ricky pilnuj siostry - śmieje się Star
- Oj pilnuję, nawet nie wiesz jak - puścił oczko do mnie.
Odpowiedzieliśmy jeszcze na kilka pytań i wywiad się skończył. Bryan wyszedł z naszego wana i wyruszyliśmy w dalszą drogę.
- Pamiętaj, jak mała będzie przez ciebie cierpieć szykuj kasę na pogrzeb i dobrą wiązankę - pogroził mi palcem.
- Ricky, ja ją kocham rozumiesz? Nie zrobię jej krzywdy, obiecuję - powiedziałem poważnym tonem.
- Mam nadzieję... Ufam ci Chris i myślę, że wykorzystasz to dobrze. - spojrzał na mnie.
- Możesz się o to nie martwić, przy mnie jest bezpieczna, zaopiekuję się nią - przyłożyłem dłoń do serca.
- Wierzę ci. - uśmiechnął się lekko. - Dużo szczęścia wam życzę - przybyliśmy sobie tak zwaną "męską piątkę". Podziękowałem i udałem się do mojej tymczasowej komnaty trochę odpocząć.

*Perspektywa Karoliny*

Po jakimś czasie, gdy wróciłam wreszcie do wana, ku mojemu zdumieniu, okazało się, że wszyscy już na mnie czekają. Mimo, że powitali mnie serdecznie z wielkim entuzjazmem czułam, że podświadomie są trochę na mnie źli, że wszystko opóźniłam. Odczuwałam poczucie winy, ale naprawdę musiałam pożegnać się z Chris'em i moim bratem, w końcu przez dłuższy czas ich nie zobaczę, a wyjeżdżanie ze świadomością, że nie pożegnałam ich należycie, tylko pogorszyłoby moje samopoczucie. Nie chcąc przedłużać całego postoju, podałam Andy'emu swoją torbę, a sama pospiesznie wsiadłam do wana, uważając, by po drodze nie wpaść na Ash'a i jego irytującą dziewczynę. Razem z Juju usiadłyśmy w zacisznym kąciku posiadającym zaletę możliwości obserwowania reszty ekipy. Przyjaciółka wyczuwając mój podły nastrój czule objęła mnie ramieniem i poczęstowała kawałkiem mojej ulubionej czekolady, jednak odmówiłam, ponieważ przez Purdy'ego nie miałam zbytnio apetytu. Przeszukałam całą torbę, która pełniła rolę mojego bagażu podręcznego i znalazłszy jakąś samotną książkę. Kiedy tylko ruszyliśmy, od razu postanowiłam zająć się lekturą. Niestety, nie mogłam zbytnio skupić się na tekście powieści, ponieważ byłam rozpraszana przez słodziutkie szczebiotanie Kiny, wygodnie usadowionej na kolanach mojego byłego chłopaka. Przygryzłam wargi aż do krwi, aby się nie rozpłakać i powolutku otarłam łzę samotnie płynącą po moim policzku. Zamrugałam kilkakrotnie, żeby upewnić się, czy moje oczy są dostatecznie suche i czy mogę znowu zacząć "czytać", jednak wszelkie wysiłki poszły na marne. Mimo, że byłam szczęśliwa z Motionless'em, nadal czułam coś do Devianta. Czarnowłosy w dalszym ciągu był dla mnie kimś wyjątkowym, osobą, którą bezgranicznie kochałam, mimo bólu jaki doznałam z jego strony.

Nie powinnam narzekać, mam cudownego brata, ukochanego chłopaka, przyjaciółkę jaką jest Juliet, która stara się mnie wspierać i pocieszać, jednak wydaje mi się, że nie wie jak to jest, kiedy rozstajesz się z wyjątkową dla Ciebie osobą, której bezgranicznie ufałeś i przeżyłeś z nią swój pierwszy raz, będąc przekonanym, że to największy dowód uczucia, jakim można obdarować drugą osobę. Juli jest cudowną przyjaciółką i naprawdę wiele jej zawdzięczam, patrząc chociażby na to, jak mi współczuje, nie ocenia i stara się nie pokazywać jaka jest szczęśliwa z Andy'm, nie chcąc bardziej mnie krzywdzić.
Po dwóch wyczerpujących godzinach jazdy zdecydowaliśmy się na zrobienie małego postoju, ponieważ chłopcy, którzy nie zapakowali nic do jedzenia chcieli coś zjeść, a Simms - jak to kobieta - skorzystać z łazienki. Mimo długiego namawiania mnie przez całą grupę, odmówiłam towarzyszenia im, zresztą przez Ashley'a straciłam apetyt, a z łazienki korzystać nie musiałam. Po wyjściu przyjaciółki, która obiecała przynieść mi chociaż coś do picia i chłopaków w busie zostałam tylko ja i ku mojemu niezadowoleniu - Kina, która korzystając z okazji, postanowiła pomalować swoje paznokcie różowym, połyskliwym lakierem. Ignorując blondynkę wygodnie rozłożoną na siedzeniu z kurtką basisty na kolanach.
Po pewnym czasie, kiedy chłopaków i Juju jeszcze nie było, postanowiłam jednak wyjść z T-Busa zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i pomyśleć chwilę. Zajrzałam do kieszeni swoich spodni i wyciągnęłam z nich paczkę moich ulubionych papierosów. Wyciągnęłam jedną fajkę i zapaliłam mocno się przy tym zaciągając.
- Można? - usłyszałam głos Andy'ego, który wskazywał palcem na paczkę.
- Jasne, proszę - poczęstowałam go i podałam zapalniczkę, którą po chwili mi oddał.
- O czym tak rozmyślasz? - spojrzał na mnie.
- O niczym, wydaje ci się - wypuściłam dym z ust.
- Mnie nie oszulasz Call, widzę przecież, że coś cię dręczy. Możesz mi śmiało powiedzieć, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Chodzi o Ash'a?
- Może - mruknęłam cicho patrząc na swoje trampki.
- Czyli tak - zatrzymał się na chwilę. - Jeszcze coś do niego czujesz, mam rację?- spytał zaciągając się po raz kolejny.
- Jeszcze - odpowiedziałam próbując się nie rozpłakać
- I jesteś zazdrosna o Kinę, tak? - przysunął się do mnie, a ja kiwnęłam głową
- Ale ja jestem już szczęśliwa z Chris'em. A skoro mu dobrze z Kiną, to ja nie chce im niszczyć związku. - rzuciłam peta i zgniotłam go butem.
- Związek? - prychnął - Ja czuję, że ona znowu go chce wykorzystać i zranić jak parę lat temu. - przeczesał ręką swoje włosy. - Wredna podła manipulująca szmata - zaśmiałam się gdy usłyszałam to. - Przemyśl to jeszcze mała. - przytulił mnie mocno, a ja wróciłam do wana, gdzie rozpięłam zamek mojej czarnej torby z której wydobyłam małe lusterko w czerwonej oprawie. Nie przepadałam za swoją urodą, nie malowałam się aby komuś się podobać, robiłam to tylko wtedy, kiedy chciałam podobać się samej sobie i czuć do siebie mniejsze obrzydzenie.
Na dnie torebki odnalazłam czarny tusz do rzęs, który po chwili wyjęłam i powoli odkręciłam. Właśnie przykładałam szczoteczkę do lewego oka, kiedy usłyszałam niezbyt miły komentarz pod moim adresem.
- Po co się w ogóle malujesz? I tak ci to niewiele pomoże. - Kina patrzyła na mnie z nienawiścią, jednak postanowiłam nie dać się sprowokować, dlatego zupełnie zignorowałam jej zaczepki. Blondynka nie była specjalnie zadowolona moją reakcją, widocznie za punkt honoru przyjęła sobie rozdrażnienie mnie, a że jej się to nie udało tylko bardziej sie rozzłościła.
- Doskonale wiesz o tym, że Ash wybrał właśnie mnie. - kontynuowała chciwie oblizując usta i wbijając we mnie oczekujace spojrzenie
- Nie wiem dlaczego tak długo z tobą był. - dokończyła - Przeciez ty nie masz zupełnie niczego, co mogłoby mu się podobać - zaśmiała się tym swoim fałszywym śmiechem, zauważywszy moją spuszczoną głowę i łzy tańczące  w moich niebieskich oczach. - Nawet jesli chciałabyś go czymś zatrzymać to nie oszukujmy się - dokładnie zlustrowała mnie spojrzeniem - Nie masz czym - dokończyła podchodząc do mnie i boleśnie unosząc moj podbródek do góry - Ty nawet nie zasługujesz na kogoś takiego. Jesteś zbyt beznadziejna dziecinko - zakończyła cynicznym szeptem powoli przesuwając różowym tipsem po skórze na mojej prawej ręki.
- A ten twój, jak mu tam? - zapytała po chwili udając, że intensywnie myśli nad zapomnianym imieniem -Chris... - odezwała się po dłuższej chwili - On jest z tobą tylko dlatego, że na twoim tle może błyszczeć. Nie zniosłby gdybyś była od niego w czymkolwiek lepsza... Gdyby tylko coś takiego się stało, od razu by się od ciebie odwrócił... - wymruczała rozkosznie - A może jest jakaś inna? Nie wiesz z kim przebywa i nie możesz go kontrolować... - nie od dokończyła bo w jednej chwili zebrałam w sobie wszystkie siły i na tyle ile mogłam boleśnie uderzylam ją w twarz. W normalnych okolicznościach nigdy bym tego nie zrobiła, ale dłużej nie moglam słuchać tych okrucieństw, którymi mnie raczyła obdarzać. Jestem pewna, że wszystko o czym mówiła jest kłamstwem, które mówi tylko po to, żeby jeszcze bardziej zniszczyć mój nastrój. W końcu wyjątkowo mnie nienawidzi i zrobi wszystko aby tylko obrzydzić mi życie.
Zaskoczona Kina zatoczyła się do tyłu, a że jeszcze bardziej ją zdenerwowałam rzuciła się na mnie z pięściami. Zanim zdążyłam się obejrzeć, pociągnęła mnie za włosy ściągnęła mnie z siedzenia tak brutalnie, że wylądowałam w bliskim sąsiedztwie podłogi. Szarpałyśmy się chwilę, jednak na szczęście w porę wrócili chłopacy wraz z Juliet, którzy z wielkim trudem oddzielili nas od siebie. Ashley oczywiście od razu rzucił się do wściekłej Kiny, która pomimo wrzasków i kopniaków z łatwością ją ode mnie zabrał na zewnątrz aby poważnie z nią porozmawiać.
Ja z kolei zostałam w busie aby wytłumaczyć się przyjaciółce oraz Andy'emu, którzy na szczęście mnie zrozumieli i starali sie zbytnio nie oceniać. Kiedy ruszyliśmy w dalszą drogę między nami panowała całkowita cisza. Czułam jakaś dziwaczną ulgę, jednak nie zdecydowałam się powiedzieć Juju o mojej rozmowie z Kina dotycząca Chris'a. Nie wiem dlaczego, ale bałan się, że przyjaciółka tylko potwierdzi slowa dziewczyny Purdy'ego, które stawiłyby, że chyba pękło by mi serce.

- Call, chciałem z tobą porozmawiać... - poczułam delikatny dotyk palców na moim ramieniu, a znajomy głos sprawił, że szybko sie odwróciłam.
- Nie chciałam jej uderzyć... - zaczęłam nieśmiało - Dałam się sprowokować... Nie potrzebnie... - wyszeptałam, bojąc się jego reakcji. Ku mojemu zdziwieniu chłopak tylko się uśmiechnął.
- Nie chciałem rozmawiać o Kinie...
- Tylko o czym? - przerwalam mu, nie czując potrzeby dalszego tłumaczenia się.
-Boli mnie, że kiedyś byłaś dla mnie taka bliska, a teraz jesteś jak obca osoba. Nie wiem jak ty, ale ja chciałbym to naprawić... Nie chcę niszczyć twojego związku z Chris'em, ale jesli... - nie dane było mu dokończyć, ponieważ na jego ramieniu zawiesiła się Kina, wyraźnie próbująca być rozkoszna.
- Kociaczku, coś się stało z zamkiem w mojej torbie. Nie chcę wam przeszkadzać bo widzę, że sobie rozmawiacie, ale byłabym wdzięczna, gdybyś rzucił na to okiem. - dokończyła posyłając w moją stronę spojrzenie pełne triumfu i nienawiści.

*Perspektywa Ashley'a *

Tym razem Kina naprawdę przesadziła. Bardzo chciałem porozmawiać z Call, wyjaśnić parę spraw, bo mimo, że nie jesteśmy razem nadal mi na niej zależy i bardzo się o nią martwię, jednak niestety w momencie kiedy miałem wyznać jej, że nadal coś do niej czuję, przerwała nam moja dziewczyna, która poprosiła mnie o pomoc. Z bolącym sercem przerwałem rozmowę z czarnowłosą i postanowiłem pomóc blondynce, w końcu nigdy nie odmawiam nikomu w potrzebie.

Myślałem, że jej przyłożę, kiedy okazało się, że tak naprawdę nic się nie stało, a historyjka z zepsutym zamkiem w torbie była jedynie pretekstem do odciągnięcia mnie od Karoliny. Pomijając fakt, że sam czułem się jak kompletny idiota dający się łatwo podejść, czułem ogromne poczucie winy względem Karo, która bardzo się zasmuciła kiedy raptownie zakończyłem rozmowę. Wściekły na Kinę, która kolejny raz dała popis swojego chamstwa i braku kultury, złapałem ją niezbyt delikatnie za rękę i wyprowadziłem ją po schodach tylnego wejścia do naszego busa. Przycisnąłem blondynkę do ściany wykręcając jej ręce na co jęknęła niezadowolona.
- Kochanie, co się stało? - zapytała dobrze udawanym, niewinnym tonem, próbując się do mnie przybliżyć, jednak od razu się od niej odsunąłem.
- Czemu odstawiasz takie cyrki? Czy ja już całkowicie nie mam prawa rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi!? -zapytałem stanowczym tonem, patrząc prosto w jej niebieskie oczy podkreślone różowymi cieniami. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami potrząsając platynowymi blond włosami. - Pomijając fakt, że uderzyłaś Call. Co się z tobą dzieje!? - w odpowiedzi blondynka przysunęła się do mnie tak blisko, że czułem jej ciepły oddech na policzku.
- Ona sama zaczęła! A ja nie pozwolę, żeby znowu zniszczyła nasz związek! Kotku, popatrz na nią... Jej jedynym celem jest nas skłocić. Ja próbuję ratować nas i byłabym wdzięczna, gdybyś w ogóle z nią nie rozmawiał. -oświadczyła słodkim tonem zaplatając ramiona na piersi. Przesadziła. Nerwowo przeczesałem włosy, wypuszczając powietrze nagromadzone w płucach.
- Niszczysz mnie. I tą dziewczynę też. Ja na to nie pozwolę,rozumiesz!? -krzyknąłem po chwili lekko potrząsając moją dziewczyną chcąc żeby przyjęła do wiadomości to co mówię.
- Tylko ja staram się ciebie chronić! Jeśli do niej wrócisz znowu zrobi ci krzywdę! A ja nie będę wysłuchiwać twoich ryków! - usiłowała mnie przekrzyczeć, na co pomachałem dłońmi przed jej oczami.
- Przemyśl to Kina. I zastanów się nad tym co powiedziałem. - dokończyłem chłodno, kierując się w stronę wejścia do busa, ponieważ nastawał wieczór, a mi zrobiło się zimno,
- Nie poczekasz na mnie? Gdzie idziesz? - zapytała histerycznie
- Chcę się znaleźć jak na razie z dala od ciebie. I tak już dość dziś nabroiłaś. - rzuciłem przez ramię opierając dłoń na klamce i lekko naciskając.
-Ash'uś no co ty? Z kim ja mam spać? - zapytała rozżalonym tonem zupełnie jakbym był jej ojcem zabierającym jej ulubioną piłkę, którą właśnie wybiła szybę w domu sąsiada, co wcale mnie nie wzruszyło.W jednej chwili, potykając się na swoich wielkich szpilkach dotarła do schodków na których stałem i przytuliła się do moich pleców, jednak od razu odsunąłem ją od siebie.
- Daj mi spokój kobieto. - warknąłem spokojnie otwierając drzwi do naszego tour-busa. Kiedy przekroczyłem próg salonu miałem gdzieś Kinę, która została sama na podjeżdzie, zależało mi, żeby korzystając z okazji porozmawiać z Karo, która niestety jak się okazało -zajęta była rozmową z Chris'em. Westchnąłem ciężko, i po zabraniu swoich rzeczy z oparcia kanapy powoli zmierzyłem w stronę łazienki.

*Perspektywa Karoliny*

Rozmawiałam właśnie z Chris'em przez telefon. Bardzo mi go brakowało, ale przynajmniej mogłam posłuchać jego cudnego głosu.
- A jak u ciebie mała? Wszystko w porządku? - zapytał z troską.
- Tak, jest okej u mnie. - odpowiedziałam próbując powstrzymać się od płaczu.
- Przecież nie jestem głuchy. Co się dzieje kochanie? Powiedz, przecież możesz mi ufać.
- No bo pokłóciłam się z Kiną, nic takiego. - otarłam spływające już łzy.
- Ale o co? - zapytał ponownie.
- No o ciebie... Mówiła, że jesteś ze mną tylko dlatego, że przy mnie błyszczysz, czy coś takiego, że jak będę od ciebie w czymś lepsza to odwrócisz się ode mni...
- Nie kończ, proszę... I ty jej w to uwierzyłaś? - usłyszałam w jego głosie smutek.
- Pewnie, że nie. Pobiłam się z nią przez to. - poszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi.
- Nic ci się nie stało? - znowu się martwił.
- Niee, żyję jeszcze, nie bój się - próbowałam go uspokoić.
- Wiesz, że ja się zawsze będę martwił o ciebie skarbie - uśmiechnęłam się do siebie pierwszy raz od pewnego czasu.
- Wiem mały, ale naprawdę nie ma o co. - zapewniłam go.
- Ja i tak będę uparty kotku - zaśmiał się cicho do słuchawki.
- Wiem, wiem. - również zaczęłam się cicho śmiać. - Ja już będę musiała kończyć bo jestem strasznie śpiąca. - ziewnęłam.
- Dobrze aniołku, to ja ci już nie przeszkadzam. Słodkich snów, kocham cię, pamiętaj o tym słońce moje - powiedział radośnie, ale zarazem też smutno bo musiałam się rozłączyć.
- Dziękuję, tobie również. Ja ciebie też kocham emosiu - wysłałam mu buziaka przez telefon i położyłam się na łóżku wcześniej zakładając jego koszulkę i błyskawicznie zasnęłam.

---------------------------------
Wielki come back!
Na samym początku chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować Lady Dark, której jest dedykowany jest rozdział za to, że pomogła mi pisać tą notkę. Darkuś, nigdy nie będę umiała ci się za to odwdzięczyć, dziękuję ci strasznie♥♥♥
Dużo namieszałyśmy czy nie za bardzo? Mam nadzieję, że wam się podobało i będzie dużo komentarzy ;3
Na asku ciągle się mnie wypytywaliście kiedy będzie nowy i o to jest :* Cieszę się, że jesteście ze mną i czytacie to co tworzę <3
Tak więc, ja tutaj się z wami żegnam i do następnego ;*
Ps. W zakładce "Bohaterowie" zmieniłam zdjęcia Brides'om oraz dwójce z Motionless'ów ;3 Mam nadzieję, że wam się spodobają :*

10 komentarzy = nowy rozdział.