czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 24

*Perspektywa Ashley'a*

Strasznie się cieszyłem, że będę miał dziecko i to jeszcze z Call. No po prostu jestem w niebie. Moja radość jest nie do opisania. Jestem pewny, że będziemy szczęśliwą rodziną, może nie razem, ale będziemy. Myślę, że urodzi się synek, albo dziewczynka. Tak, śliczna mała kruszynka, tak piękna jak Karola lub też przystojny chłopczyk z charakterem po tatusiu. Zobaczymy jeszcze, już się nie mogę doczekać naszego malucha, jeszcze tylko niecałe 7 miesięcy, szybko to minie i będę mógł w końcu zobaczyć moje i Calley dziecko. Trzeba tylko się jakoś pozbyć Chris'a, on ciągle stoi na przeszkodzie żebym znowu mógł się zbliżyć do małej, a ja tak za nią strasznie tęsknię, za jej dotykiem, słodkimi malinowymi ustami, cudnym uśmiechem, za nią całą, ale jestem z Kiną, nie mogę jej zostawić, jednak w głębi duszy dalej ją kocham jak kilka lat temu. Chyba po koncercie wezmę ją gdzieś, w ramach przeprosin za to co ostatnio zrobiłem, zachowałem się wobec niej nie fair. Może przejażdżka na koniach? Tak, to jest genialny pomysł! Będzie tak samo jak na naszej pierwszej randce. Na pewno się ucieszy.

*Perspektywa Karoliny*

- Nie zasypiaj księżniczko, zaraz masz koncert - szepnął mi do ucha mój ukochany.
- Ale mi tak z tobą dobrze - wtuliłam się mocno w niego.
- Mi z tobą też, nawet nie wiesz jak bardzo, jednak musisz się powoli zbierać, bo fani nie będą czekać - pocałował mnie w czółko i podał koszulkę, którą mi wcześniej zdjął.
- No dobrze - musnęłam lekko jego usta i wstałam z łóżka.

Dojechaliśmy w końcu na miejsce, wyszłam z Motionless'em z wana i poszłam do Juliet.
- Co ty tam z nim robiłaś? - zaśmiała się widząc mnie lekko przemęczoną.
- Nic - zaczęłam się śmiać. - No serio nic, tylko leżeliśmy na łóżku - poszłyśmy na scenę i przywitałyśmy się z fanami. Chwyciłam gitarę zaczynając grać Hush oraz resztę piosenek z repertuaru mojej przyjaciółki.
Pół godziny później skończyłyśmy.
- A teraz wielkie brawa dla Calley Olson! - krzyknęła Juli i zostawiła mnie samą z mikrofonem i moim akustykiem. Przejechałam po strunach i zagrałam piosenkę pod tytułem Burn, a potem Sweet Things (od autorki: Nie zwracajcie uwagi na głos Bena XD) i resztę moich piosenek. Ukłoniłam się do publiczności i wróciłam za kulisy gdzie reszta Brides'ów się przygotowywała się.
- Aua! Kurwa mać jak boli! - usłyszałam Jinxx'a.
- Co my teraz zrobimy chłopaki? - głos zabrał wokalista.
- Co się stało? Czemu Jerry wyje z bólu? - podeszłam szybko do zespołu.
- Nie wiem jakim cudem, ale stłuczył sobie dureń palce i to jeszcze przed koncertem! - krzyknał Jake. - I teraz nie mamy gitarzysty!
- Jak to nie? Przecież jest Karo - powiedział Ash obejmując mnie ramieniem.
- Wy chyba nie myślicie, że ja mam zagrać za Jeremy'ego?
- A czemu by nie? Jesteś świetną gitarzystką, umiesz wszystkie nasze piosenki. A poza tym to ostatni koncert na Warped, więc co ci szkodzi? - powiedział ponownie Andy.
- Ehh...Dajcie mi tą pieprzoną gitarę - dostałam do ręki elektryka Jinxx'a. - Ale w zamian też będziecie niańczyć małego jak się urodzi - uśmiechnęłam się do nich.
- No to możemy zacząć grać - powiedział entuzjastycznie Christian, który zasiadł już przy swojej perkusji.
Mieliśmy zagrać na poczatek I Am Bulletproof, więc każdy z zespołu zaczął pokolei wychodzić. Andy był jako ostatni. Grałam najlepiej jak potrafiłam. Fani dziwnie zareagowali na mój widok, ale i tak bardzo dobrze się bawili.
Skończyliśmy, a Andy zabrał głos.
- Wiem, że jesteście nieco zdziwieni obecnościa naszej przyjaciółki zamiast naszego tatusia, ale ten idiota dosłownie przed koncertem rozwalił sobie palce i biedna kaleka nie da rady zagrać!
- Ja to wszystko słyszę synku! - podszedł do Biersack'a i trzepnął go zdrową rękrękąa w łeb na co fani zaczęli się śmiać.
- Jak mówiłem, Call zastapi naszego gitarzystę. Cieszycie się?! - krzyknął, a ludzie zaczęli piszczeć. - No to gramy chłopaki... i Calley - puścił mi oczko, a ja za to pokazałam mu fuck'a.

*Perspektywa Ashley'a*

Cały koncert wyszedł nam wspaniale. Fani bardzo dobrze się bawili, Karola była w swoim żywiole, robiła to co kocha, więc nie miała żadnego problemu z zagraniem naszych piosenek.
Po udanym występie postanowiliśmy pójść się jeszcze napić czegoś i spędzić czas z fanami jeszcze przed powrotem do domu.
Jako ostatni grali Motionless In White, Call była strasznie zapatrzona w Chris'a. Po prostu nie umiała oderwać od niego wzroku. I jak ja mam ja znowu do siebie przekonać? Kurde trzeba coś wymyślić.
- No to pijemy dzisiaj za nasza Calley, która świetnie sobie poradziła zastępując naszego poszkodowanego Jerry'ego - powiedział Andrew i stuknęliśmy wszyscy Monsterami.
- Od dzisiaj mianuję cię Karolino awaryjnym gitarzystą na naszych wszystkich koncertach! - zabrał głos Jinxx i wręczył małej swoją szczęśliwą kostkę do gitary. - Niech ci się dobrze na niej gra - przytulił naszą przyjaciółkę i dopiliśmy resztę napoju.

Szedłem ostatni do wana zaraz za emoskiem. Właśnie miała wchodzić, ale ją w porę zatrzymałem.
- Mała, chciałbym chwilę z tobą pogadać na osobności - powiedziałem nieco głośniej bo zauważyłem, że CC i Jake chcą podsłuchiwać.
- No dobrze. Proszę, słucham cię. - oparła się bokiem o busa.
- Wiem, że minęło już trochę dużo czasu od naszego rozstania, ale ja nigdy nie przestałem o tobie myśleć. Mimo tego, że przez moment czułem do ciebie ogromną nienawiść dowiadując się o twojej zdradzie z Chris'em, ja dalej cię kocham tak samo jak pierwszy raz na ciebie spojrzałem, a może nawet i bardziej - pogłaskałem jej policzek.
- Ashley, to już koniec. Nas już nie ma, teraz jesteś z Kina kochasz ją. To była twoja pierwsza miłość i życzę wam jak najlepiej. To ja zepsułam nasz zwiazek, bo zakochałam się w Chrisie. - zabrała moją rękę.
- Ale co z małym? Przecież dziecko potrzebuje ojca. - pogłaskałem jej brzuch.
- Ja ci nie zabraniam kontaktu z nim, broń Boże. Będę do was codziennie przyjezdżać, maluch spędzi czas z tobą, z chłopakami. Będziemy rodziną, tylko nie będziemy mieszkać razem. Przykro mi Ash, ale to jak dla mnie najlepsze rozwiazanie - powiedziała smutno.
- A mogę być na badaniach z tobą i przy narodzinach? - przybliżyłem się nieco do niej.
- Jasne, że tak, w końcu to ty jesteś ojcem - uśmiechnęła się lekko do mnie.
- Dziękuję mała - nie mogłem wytrzymać i pocałowałem czule Karo w usta. Ten pocałunek nie trwał długo bo poczułem okropny ból w nosie i to jak upadam na ziemię. Zobaczyłem przed soba wściekłego Motionless'a, który patrzył na mnie z mordem w oczach.
- Fajnie to tak dobierać się do cudzej dziewczyny?! - kopnął mnie w brzuch.
- Chris przestań! On tego nie chciał, poniosło go! - usłyszałem głos Karo.
- I ty go jeszcze bronisz?! To jak ci tak na nim zależy to idź do niego i wychowujcie sobie razem to dziecko! - krzyknał ponownie dając mi pożądnego kopniaka.
- Kurwa mać zabijesz go! - odepchnęła go z dalega ode mnie. - Jesteś cały? - kucnęła przy mnie  i przyłożyła rękę do mojego policzka.
- Nie za takie rzeczy dostawałem po ryju - cicho się zaśmiałem i po chwili tego pożałowałem bo zacząłem wijać się z bólu.
- Nawet w takich momentach musisz mnie rozbawić - też się zaśmiała i powoli chwyciła mnie za rękę i podniosła do pozycji stojącej.
- Calluś, ja przepraszam bardzo, nie wiem co mnie napadło. - powiedział Cerulli.
- To nie mnie powinieneś przepraszać. Wiesz co? Daj mi na chwilę spokój, po tym co przed chwila zrobiłeś nie chcę na ciebie patrzeć. Jeszcze trochę i byś go zabił! - krzyknęła na niego i pomogła mi się dostać do wana.

*Perspektywa Karoliny*

Co za idiota, prawie zabił Ash'a! Co w niego wstąpiło? To Purdy mnie pocałował, a nie ja go! Przesadził i to bardzo. Nie chcę go teraz w ogóle widzieć teraz. Zwariował! Przecież wie, że go kocham i musi mi zaufać. To dla niego odeszłam od Devianta bo się w nim zakochałam.

Zaprowadziłam basistę do swojego pokoju i zaczęłam opatrywać rany jakie mu zadał mój chłopak.
- Auć, piecze trochę - pisnął z bólu.
- Nie bądź baba, wystarczy już, że masz kobiece imię - oboje się zaśmialiśmy.
- Andy mi kiedyś powiedział to samo - zacisnął pięść, bo dalej go piekło.
Nagle drzwi od pokoju otwarły się na oścież, a do niego wpadła wściekła Kina.
- Spierdalaj od mojego Ash'a podła szmato! Lec do swojego Chris'a, a nie cudzych facetów podrywasz! - krzyknęła.
- Zamknij ryj idiotko! Nie widzisz, ze jest ranny? - nakleiłam plastry na jego twarz.
- O boże! Kochanie co ci się stało? - podbiegła do niego prawie zapłakana.
- Nic takiego, nie martw się mała - chwycił ja za dłoń i uśmiechnał lekko.
- Kto ci to zrobił? - druga ręka głaskała jego policzek.
- Chris mu przywalił bo był zazdrosny o mnie i o to, że jestem w ciaży z Ash'em - nagle pożałowałam tego co powiedziałam.
- Co proszę?! Jak to z nim w ciaży?! - ostro się wkurzyła
- W moje urodziny straciłam z Purdy'm dziewictwo i najwyraźniej od tego momentu jestem z nim w ciaży. Z Motionless'em jeszcze nigdy się nie kochaliśmy, więc wiadome kto jest ojc...- nie dokończyłam bo poczułam mocne pieczenie na policzku.
- Nikt nie będzie wrabiał mojego ukochnego w jakieś dziecko! Jeszcze ci udowodnię, że ono nie jest jego! - wyszła z pokoju, a ja za nia i nie uwierzyłam w to co zobaczyłam. Kina całowała się z Chris'em, z moim Chris'em. Przesadziła! Podeszłam do niej od tyłu, chwyciłam mocno za jej doczepiane platynowe włosy i pociagnęłam do tyłu tak, że wyladowała na podłodze.
- Nie dobieraj się do cudzych facetów koleżanko - powiedziałam surowym tonem i pogłoziłam jej palcem idac do swojego pokoju, gdzie o dziwo Ash'a już nie było.
Usiadłam na kanapie i ukryłam twarz w dłoniach, nie płakałam. Nie chciałam dać Kinie tej satysfakcji. Nie tym razem. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i zobaczyłam w nich Chris'a
- Call, ja przeraszam. To ona zaczęła, ja tego nie chciałem i przepraszam, że pobiłem Ash'a, poniosło mnie, ja po prostu...Nawet nie wiesz jak ja jestem w tobie zakochany. Od samego poczatku jak na ciebie spojrzałem, ja nie potrafię żyć bez ciebie... - nie skończył bo pocałowałam go czule w usta.
- Wierzę ci wariacie - uśmiechnęłam się do niego szeroko i mocno do niego przytuliłam. - To ja przepraszam, mogłam się od niego uwolnić, ale nie potrafiłam...
- Cicho, to już przeszłość, teraz jesteśmy tylko ty i ja, no i twoje dziecko - znowu mnie pocałował i tak poźniej trwaliśmy w mocnym uścisku przez jakiś czas.

------------------------------------------------------
No to kolejny rozdział już za mna :D Miał się pojawić w poniedziałek, ale pojechałam do Opola do Mai Bvb i nie miałam czasu, żeby coś napisać :/
Ten rozdział dedykuję Usagi, która mi pomogła z rozdziałem i bardzo jej dziękuję <3
Mam nadzieję, że wam się podobało i będzie dużo komentarzy :3
Do następnego kochani! :*

10 komentarzy - nowy rozdział.

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 23

*Perspektywa Karoliny*

*2 tygodnie później *

Spałam sobie smacznie w samej koszulce mojego chłopaka, aż nie obudził mnie scream Biersacka z piosenki Perfect Weapon. Przestraszona spadłam z łóżka prosto na mój kościsty tyłek.
- Wstawaj śpiąca królewno! Dzisiaj jest taki piękny dzień i aż szkoda go przegapić! - powiedziała radośnie Juliet.
- Ty chyba na serio chcesz umrzeć wariatko - pomasowałam swoje bolące pośladki i wstałam lekko się chwiejąc. Chwyciłam się za czoło czując mocny bój głowy i chwilę później spojrzałam na siebie w moim lusterku.
- Ja pizgam! - zasłoniłam usta ręką. Miałam pełno worów pod oczami rozmazany makijaż i do tego wielką śliwę z ostatniej bójki z Kiną. Zanim ją poznałam uważałam ją za miłą dziewczynę, najwyraźniej pozory mylą.
- Nie martw się, doprowadzę cię do porządku - przyjaciółka chwyciła mnie za nadgarstek i zaprowadziła do łazienki gdzie na początek wzięłam sobie prysznic. Wysuszyłam włosy, wytarłam całe swoje ciało, założyłam jakieś jeansowe szorty oraz zwykłą czarną bokserkę i wróciłam do Juli, która siedziała w mojej małej komnacie samotności z kosmetyczką, prostownicą i innymi pierdołami.
- Możesz mi powiedzieć co ty odpierdzielasz? - ziewnęłam i usiadłam na przeciwko niej na mojej bardzo wygodnej pryczy.
- Po prostu chcę, żebyś dzisiaj wyglądała jak Afrodyta - zaczęła malować moje oczy.
- Wariatka - mruknęłam pod nosem.
- Ja ciebie też kocham Calluś - pocałowała mnie w czółko i kontynuowała swoją czynnoś.
Jakieś kilka minut później skończyła malować, ale nie pozwoliła mi jeszcze się zobaczyć. Boże, jej naprawdę odbiło z tym wszystkim.
- Teraz zrobimy ci śliczne loczki - chwyciła kosmyk moich włosów,  obkręciła aby po chwili przyłożyć do nich prostownicę i zaczęła powoli przejeżdżać nią po włosach co potrwało jakieś półtora godziny, dlatego, że miałam włosy prawie do tyłka.
- Jeszcze tylko zasłonimy tego siniaka - wzięła podkład, który nałożyła na moje powieki i lekko rozsmarowała, żeby nie bolało mnie bardzo, a potem dała trochę pudru. Nie byłam przyzwyczajona do takich rzeczy. Nie używałam takich "świńst", wolałam się nie oszpecać i zostawić swoją skórę, żeby w spokoju mogła oddychać póki jest jeszcze młoda.
- Gotowe! - powiedziała z entuzjazmem Juju i podała mi lusterko. Zaniemówiłam. W odbiciu zobaczyłam śliczną dziewczynę z lekkim makijażem, błękitnymi oczami, długimi czarnymi lokami i piercingiem na twarzy.
- Juliet? Co to za piękność w lustrze? - dalej byłam w szoku i ciągle się sobie przygladałam.
- To ty kochana - uśmiechnęła się szeroko ciesząc się ze swojej dobrze wykonanej roboty.
- Wyglądam jak nie ja. Dziękuję ci bardzo! - mocno przytuliłam swoją przyjaciółkę.
- To dla mnie drobiazg. Ważne, że tobie się podoba - ponownie się uśmiechnęła i poszłyśmi do kuchni coś zjeść bo była już 12. Ja wzięłam sobie tylko jabłko.
- O nie moja droga! Masz zjeść porządne śniadanie, a nie, że się głodzisz! - podała mi talerz z naleśnikami - I nie słyszę żadnej odmowy od ciebie - przewróciłam oczami wzięłam sobie jeszcze musztardę, którą posmarowałam placki, Juli spojrzała na mnie dziwnie, ale się tym zbytnio nie przejełam i zabrałam się za jedzenie mojego śniadania. O dziwo, wszystko zjadłam w miarę szybko, lecz poczułam lekkie nudności. Na pewno za dużo zjadłam i dlatego. Po chwili wiedziałam, że już nie wytrzymam. Pobiegłam szybko do łazienki i zaczęłam wymiotywać, ktoś wziął moje włosy i odgarnął żebym ich nie ubrudziła.
- Mała? Wszystko w porządku? - usłyszałam głos Andy'ego.
- Tak, tak. Wszystko dobrze - usiadłam przy klozecie, ale znowu zaczęłam wszystko zwracać. - Musiałam się czymś zatruć - powiedziałam kilka minut później.
- Na pewno jest okej? - zapytał z troską obejmując mnie ramieniem.
- Na pewno. Nie martw się. - uśmiechnęłam się blado w jego stronę.
- Co się stało? - w łazience jak strzała pojawiła się moja przyjaciółka.
- Nic. Po prostu zwymiotowałam, zatrułam się czymś chyba. - wzięłam jakieś tabletki.
- Kiedy powinnaś dostać okresu? - spytała się dając ręce na moje kolana.
- Chyba z jakieś kilka tygodni tem...Ty chyba nie myślisz, że...- zatrzymałam się na chwilę.
- To całkiem możliwe. Masz - podała mi test ciążowy. - Musimy sprawdzić czy to na pewno prawda. - wyszła z łazienki, a ja zrobiłam wszystko co było zapisane w instrukcji. Odczekałam kilka minut i spojrzałam na dwie kreski, które widniały na teście. Zaczęłam płakać.
- Mogę wejść? - usłyszałam Juju, która nie czekając na moją odpowiedź weszła do środka i od razu przytuliła mocno do siebie. Podałam jej test i jeszcze mocniej mnie przytuliła.
- To jest dziecko Ash'a? - otarła kciukiem moje łzy.
- Na pewno. Tylko z nim się kochałam. Boję się jak on na to zareaguje i Chris. - wzięłam chusteczkę i otarłam resztę łez.
- Mam nadzieję, że będzie dobrze. Chodź, nikt nie może cię zobaczyć w takim stanie - chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do swojego i Andy'ego pokoju.
Szybko poprawiła mój rozmazany makijaż. Miałam już wyjść, ale natknęłam się na basistę. Strasznie się zawstydziłam i schowałam twarz we włosach.
- Ślicznie wygladasz Call - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Dzięki... Ash, ja muszę ci coś powiedzieć, ale to na osobności - spojrzałam na niego, a później na Kinę, która niezbyt była zadowolona moim widokiem.
- No to chodźmy do ciebie - chciał mnie chwycić w pasie, jednak ja szybko poszłam do mojego pokoju, który zamknęłam, żeby nikt nie podsłuchiwał.
- Więc o czym chciałaś mi powiedzieć? - usiadł na moim łóżku, a ja obok niego.
- Wiesz, to bardzo trudne dla mnie. Nie wiem czy dam radę to powiedzieć. - ukryłam twarz w dłoniach.
- Weź głęboki oddech i po prostu to powiedz - chwycił moją chudą dłoń i złączył ze swoją.
Zrobiłam tak jak mi kazał i po paru minutach się odezwałam.
- Zostaniesz ojcem - spojrzałam mu w oczy, a on wyszczerzył oczy i po chwili mocno mnie przytulił do siebie. - Nie jesteś zły? - zdziwiłam się.
- A czemu miałbym być? Jestem strasznie szczęśliwy, że będę tatą! - pogłaskał mój brzuch i znowu mocno przytulił. - Który to miesiąc?
- Na pewno drugi bo jest środek lipca, a kochaliśmy się w moje urodziny w maju.
- No tak, masz rację. A jak ty to powiesz Chris'owi? - nagle zmienił ton na bardziej obojętny.
- Nie jestem pewna, boję się jego reakc...
- Call! Chodź tu szybko do mnie! - usłyszałam Juju. Przeprosiłam Ash'a i poszłam w stronę gdzie znajdowała się moja przyjaciółka, była na zewnątrz bo właśnie tankowaliśmy.
- Co chciałaś Juli? - oparłam się bokiem o busa.
- Pogadać trochę - odpowiedziała i nagle poczułam jak ktoś zasłania mi oczy. Chwyciłam tego kogoś za ręce i nagle zaczęłam skakać z radości bo tą osobą okazał się mój Chris. Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam czule w usta.
- Myślałem, że cię pomyliłem z kimś, ale ten seksowny tyłek poznałbym wszędzie - chwycił mnie lekko za niego i ponownie pocałował.
- Juliet mnie tak urządziła - zaśmiałam się i objęłam go w pasie.
- Wyglądasz cudownie. Tak grzecznie - powiedział z zachwytem.
- A wcześniej to byłam niegrzeczna tak? - przejechałam paznokciem po jego szyi.
- Może troszeczkę. - otarł swój nos o mój i musnął go lekko.
- Zabawny jesteś - wtuliłam się w niego mocno. - Chodźmy się gdzieś przejść na chwilę. - chwyciłam go za rękę i poszliśmy nad rzekę, która płynęła sobie niedaleko stacji. Usiedliśmy na górce i patrzyliśmy na płynący strumień wody.
- Ładnie tutaj - stwierdził obejmując mnie w pasie i przyciągając jednocześnie do siebie.
- Nawet bardzo - spojrzałam na niego i lekko musnęłam jego słodkie malinowe usta.
- Chciałaś o czymś mi powiedzieć, że mnie tu przyprowadziłaś? - dał rękę na moje biodro gładząc je po chwili.
- Tak - powiedziałam cicho i spuściłam głowę w dół. - Jest taka jedna, dość nietypowa sprawa, ale boję się jak zareagujesz na to. - próbowałam się nie rozpłakać, lecz nie wyszło.
- Kotku, nie płacz proszę cię - przytulił mnie mocno do siebie i pocałował w czubek głowy. - Powiedz, co się dzieje? - otarł moje łzy pocałunkami i spojrzał w oczy.
- Ale obiecaj, że nie będziesz krzyczał - chwyciłam go z rękę.
- Obiecuję, że nie będę - przyłożył drugą rękę do serca.
- No bo... Ja nie wiedziałam, że tak się to stanie. Myślałam, że się zabezpieczał. - wydusiłam z siebie trochę.
- Ty jesteś...
- Tak. Jestem w ciąży. - wybuchłam płaczem, a Chris mocno mnie przytulił do siebie.
- Wiesz, wolałbym, żeby to dziecko było moje - pocałował czubek mojej głowy.
- Ja też, ale tego nie robiliśmy jeszcze. - otarłam łzy.
- Może następnym razem postaramy się o własnego malucha? - uśmiechnął się do mnie i pocałował  w policzek.
- Nie ma sprawy - także na mojej twarzy pojawił się szeroki, szczery uśmech.
- Ludzie! Ja się przed chwilą dowiedziałem, że będę wujkiem. Szukam cię i szukam, a ty sobie romansujesz z moim przyjacielem zamiast się ze mną przywitać! - oczywiście to był nie kto inny, a mój kochany Ricky.
- Kochanie nie przerywaj nam! My tu się za sobą stęskniliśmy, więc idź podrywać Juliet albo Ghost'a czy Ryan'a - wstałam z trawy i mocno przytuliłam brata.
- W sumie Simms to niezła dupa, ale zajęta - zrobił smutną minkę i podniósł mnie baaardzo mocno przytulając do siebie.
- Nie poruchasz - poczochrałam jego włosy. - Widzę, że znowu będziemy przed wami występować - spojrzałam na chłopaków z MIW, którzy stali pod swoim busem i rozmawiali.
- Jak widać. Który miesiąc mamusiu? - pogłaskał mój brzuch
- Drugi. Musimy jeszcze pójść do ginekologa spytać się co z dzieckiem, czy wszystko z nim w porządku. - także go pogłaskałam.
- Na pewno to będzie silny facet - zaśmiał się.
- Albo dziewczynka - wystawiłam mu język chwaląc się kolczykiem.
- Mogę i też mieć siostrzenicę - znowu mnie mocno przytulił.
Wszyscy zaczęli nas wołać do Tour Busów bo musieliśmy jechać na miejsce koncertu. Ja postanowiłam pojechać z zespołem Motionless In White, dlatego, że strasznie tęskniłam za Chris'em i chciałam się nim nacieszyć trochę przed kolejnym rozstaniem.
Udałam się z Motionless'em na sam koniec wana by mieć trochę prywatności. Położyliśmy się na łóżku i patrzyliśmy w sufit. Po chwili mój ukochany się odezwał.
- Wiesz co? Nawet jeśli to nie będzie moje dziecko, to i tak się cieszę. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy mieć własnego Szatanka - pocałował moją skroń.
- Ja też tak myślę, ale na razie poczekajmy na narodziny tego fasolka - pogłaskałam swój brzuch i mocno wtuliłam w Cerulli'ego

---------------------------------------
Nie było 10 komentarzy, ale jestem miła i dam wam rozdział :*
Tego się nie spodziewaliście prawda? XD 
Myślałam najpierw, żeby zrobić pornol z Chris'em oraz Call i dopiero później ciąża, ale jednak tak wyszło :3
Ten rozdział dedykuje mojej najcudowniejszej Mai BVB, z którą się spotkałam w środę ♥
Myślę, że rozdział się podobał i będzie więcej komentarzy niż pod ostatnim :3
Do następnego kochani ♥
Ps. Dodałam nową zakładkę "Kontakt ze mną ;*", więc jakby ktoś chciałby się zapytać o rozdział czy też inne sprawy dotyczące mnie, to śmiało możecie pisać :3

10 komentarzy - nowy rozdział.