niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 27

*Perspektywa Karoliny*

Po południu umówiłam się z Juliet na pidżama party. Co też ta dziewczyna nie wymyśli? Jednak się zgodziłam bo teraz mało spędzałyśmy czasu, więc stęskniłyśmy się bardzo za sobą. Wsiadłam do mojego samochodu i znowu widziałam ten pojazd, co mnie niedawno śledził. Wkurwiłam się, tym razem już naprawdę. Zatrzymałam się na jakimś poboczu i wysiadłam z auta, o dziwo pojazd nie odjechał, otworzyłam JEJ drzwi, chwyciłam za płaszcz, wywaliłam i oparłam o maskę.
- Kim ty do kurwy nędzy jesteś i czemu mnie znowu śledzisz? -krzyknęłam prawie jej do ucha mocno trzymając nadgarstki. W tym momencie nie przejełam się małym, tylko tą czerwoną szmatą.


- Powiem ci tylko tyle, że masz się odpierdolić od mojego Chris'a! On tylko udaje, że jest z tobą, a tak naprawdę kocha mnie! - próbowała się wyrwać, ale ja byłam silniejsza.
- Wmawiaj sobie ruda szmiro! Gdybym nie była w ciąży zrobiłabym ci większą krzywdę niż teraz - wykręciłam jej dłoń - A teraz zjeżdżaj stąd i nie chcę ciebie na oczy widzieć już! - puściłam ją i wpakowałam do jej samochodu, a sama poszłam do swojego i pojechałam w stronę willi Brides'ów.
- Hej mamusiu! - na samym początku powitał mnie Christian i mocno przytulił.
- Spokojnie wariacie! Ja tu waszego bratanka pod sercem mam. Nie uszkodźcie mi go - zaśmiałam się głośno i też przytuliłam perkusistę. Następny był Andy, potem Jake z Jinxx'em i oczywiście przyszły tatuś, który pocałował mnie w policzek.
- Hej mała, hej mały - uśmiechnął się do mnie i od razu po tym przytulił do brzusia, będzie cudownym ojcem. Danny kopnął.
- Stęsknił się za tobą jak czuję - na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Ja za nim też - pocałował brzuch.
-Koniec! Bo mi cały wieczór z nią zabierzecie! - pociągnęła mnie za rękę do swojego i Andy'ego pokoju.
- Spokojnie siostra, nie zabiją mnie przecież - zaczęłam się śmiać.
- Ale wyprzytulają na śmierć - teraz ona zaczęła mnie ściskać - Tęskniłam strasznie za tobą - powiedziała cicho.
- Ja za tobą też - pocałowałam ją w policzek i jeszcze bardziej ją przytuliłam.
Nagle usłyszałyśmy jakieś krzyki, dochodziły z pokoju Ash'a.
- Ja już mam tego dosyć! Ciągle teraz jest Karo, mały, Karo, mały i tak w kółko! Już w ogóle nie spędzamy ze sobą czasu. Odchodzę! - to był głos Kiny.
- Bardzo dobrze, idź sobie! Nie potrzebuję ciebie! Byłem idiotą poznawając taką pustą dziewczynę jak ty! Ja kocham Call i to się już na pewno nie zmieni! - krzyknął.
- To bądźcie sobie razem szczęśliwi! - teraz było słychać stukanie jej obcasów - Gdzie moja walizka?!
- Stoi w salonie już od rana, jakbyś była mądrzejsza to zauważyłabyś ją jak wchodziłaś do środka, a teraz wypierdalaj i do zobaczenia nigdy - popatrzałam przez dziurkę od kluczy i widziałam jak Purdy popycha blondynkę w stronę drzwi i już jej nie było.
- W końcu się jej pozbył - powiedziała Juju.
- Mhm... - mruknęłam cicho przypominając sobie Czerwoną.
- Coś się stało? - spytała moja przyjaciółka.
- Niee - wymusiłam sztuczny uśmiech.
- Widzę przecież - dalej stawiała na swoim.
- Po prostu to przez ciążę, humorki mam takie, czasami się nie da wytrzymać - próbowałam coś wymyślić.
- Twoje "humorki" to nic w porównaniu z chłopakami - obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

*Parę godzin później*

Całe popołudnie i wieczór spędziłyśmy na plotkowaniu, malowaniu, robieniu sobie kanapeczek, słuchaniu muzyki i tańczeniu. Teraz zaczęłyśmy się sobie zwierzać.
- Robiłaś to już z Chris'em? - poruszyła brwiami, a ja kiwnęłam twierdząco głową - Jaki jest? - zrobiła wielkie oczy.
- Ashley i tak lepszy - znowu wybuchłyśmy śmiechem - I to o wiele. Pamiętam jak zrobił mi fajny prezent na urodziny - rozmarzyłam się wspominając wszystko.
- Właśnie! Co to było bo nikt nie chciał mi powiedzieć? - wzięła garść popcornu.
- Najcudowniejszy striptiz pod słońcem - rzuciłam się na łóżko ciągle mając szeroki uśmiech na twarzy.
- A czy ty dalej coś do niego czujesz? - nagle zapytała, a ja byłam cicho. Zaczęłam przeglądać zdjęcia moje i Ash'a na telefonie, w głowie miałam tysiące myśli, wszystko co się wydarzyło między nami powróciło. Tęsknię za nim i to bardzo.
- Halo? Ziemia do Calley - pstryknęła mi palcami przed oczami.
- Żyję! - mrugnęłam kilka razy.
- Dalej go kochasz - bardziej stwierdziła niż spytała, a ja kiwnęłam głową.
- Nie wiem co mam zrobić - ukryłam twarz w dłoniach i rozpłakałam.
- Coś wymyślimy mała - pocałowała mnie w czoło i mocno przytuliła do siebie.

*Ranek*

Kończyłam właśnie brać prysznic. Wychodziłam z kabiny i zobaczyłam Ash'a, któremu aż oczy się zaświecił na widok mojego nagiego ciała. Szybko wzięłam ręcznik i się zasłoniłam.
- Nie bój się, przecież już cię widziałem - lekko się uśmiechnął.
- Tylko raz - zarumieniłam się strasznie - Mógłbyś już wyjść? Chciałabym się ubrać - próbowałam zasłonić jakoś rumieńce.
- Jasne, przepraszam - poczułam jego usta na moim rozgrzanym policzku - Tęskniłem strasznie za tobą Calluś - szepnął mi do ucha i wyszedł. Znowu poczułam te motyle w brzuchu. Brakowało mi go bardzo w swoim życiu, tego wszystkiego co było między nami. Dalej go kocham, no kurwa kocham!
Ubrałam się szybko i wróciłam do Juliet, która spała w najlepsze, zaśmiałam się widząc jej minę. Zeszłam na dół chcąc zrobić śniadanie, ale zauważyłam już Purdy'ego majstrującego przy kuchence.
- Co robisz? - usiadłam na blacie.
- Powinnaś wiedzieć - uśmiechnął się do mnie znacząco.
- Tylko mi nie mów, że... Racuchy z jabłkami! - zaczęłam skakać z radości i ucałowałam jego policzek - Jednak nie zapomniałeś - spojrzałam na niego pełna radości.
- Jak mogłem zapomnieć? Znamy się prawie rok i wiem o tobie właściwie wszystko - poczochrał mi włosy.
- Racja - uwiesiłam się z tyłu jego szyi i patrzyłam co robi.

*Parę godzin później*

Wróciłam do domu i nie widziałam na szczęście auta Czerwonej i dobrze bo źle by się to dla niej skończyło. Weszłam do środka i zauważyłam pełno walizek, zdziwiłam się bardzo.
- Chris? - zawołałam go.
- Co jest mała? - od razu się pojawił w garderobie.
- Co tu robią te bagaże? - dałam płaszcz na wieszak.
- Wyjeżdżamy z zespołem w trasę - powiedział smutno.
- Teraz?
- Niestety, sami byliśmy tym zaskoczeni, ale nic na to nie poradzimy. Będę dopiero za parę miesięcy - objął mnie i przytulił.
- No dobrze, rozumiem - wtuliłam się w niego mocno.
- A ja to pies?! - krzyknął Horror


- Do nogi Ricky'uś! - zaśmiałam się i rzuciłam na szyję bratu.
- Będę tęskniła - ścisnęłam go mocno.
- Ja też brzdącu - pogłaskał moje włosy.
- Uważaj tam na siebie - puściłam go.
- Ty tak samo, mam nadzieję, że Bridesi cię nie wykończą - wyszczerzył się.
- Spokojnie, nic mi nie będzie, z nimi jestem bezpieczna - poczochrałam mu włosy.
Wyjechali. Nie pozostało mi nic do zrobienia jak spakowania swoich ubrań i znowu pojechać do moich wariartów.

*Listopad*

Zaczęłam oglądać wczorajszą galę Alternative Press, nawet Chris i Ghost pokazali się na scenie.


Po jakimś czasie występ się skończył, więc postanowiłam obejrzeć zdjęcia z całej imprezy, aż nagle dostałam chyba zawału. Zobaczyłam Cerulli'ego i TĄ czerwoną szmatę jak się całują.


Zamknęłam laptopa i zrzuciłam wszystko co miałam na biurku zalewając się łzami. Wyłam jak nienormalna, czułam jak mi serce pękało coraz bardziej.
- Mała? Co się stało? - usłyszałam głos ojca mojego maleństwa.
- Nic - załkałam - Po prostu mnie przytul - mocno się w niego wtuliłam.
- No już, nie płacz skarbie - zaczął mnie kołysać i otworzył komputer patrząc na zdjęcie szybko potem go zamykając - Najwyraźniej okazał się dupkiem. Proszę, nie płacz. Nie jest wart twoich łez - pocałował moje czoło, a ja kiwnęłam głową.
- Chodź - poczułam jak bierze mnie na ręce i zanosi do niegdyś naszego pokoj. Nic się tam nie zmieniło, nawet nasze zdjęcie stało na półce. Purdy położył mnie na łóżku, a on obok mnie.
- Zaśnij i spróbuj zapomnieć - przytulił mnie do siebie, w jego ramionach od razu zasnęłam.

*Następnego dnia*

Obudziłam się, ale zamiast Pandzi (czyt. Ash'a) siedziała Juliet.
- Myślałam, że już się nie obudzisz. Chodź, musisz się ubrać - pomogła mi wstać, w końcu to już szósty miesiąc był.
- Ale po co się ubrać? - ziewnęłam.
- Nie mogę ci wszystkiego powiedzieć, a teraz weź to i załóż. Bez dyskusji! - zaprowadziła mnie do łazienki i zamknęła drzwi. Sukienka była śliczna i leżała na mnie idealnie, tylko po co mi była teraz ona? Wzruszyłan ramionami i przebrana wróciłam do przyjaciółki.
- Wyglądasz cudownie! Teraz siadaj, zajmę się make up'em - wyjęła tusz z kosmetyczki i zaczęła mnie malować.
Po jakimś czasie skończyła, ułożyła włosy, dała mi jakieś niższe obcasy i pojechałyśmy do Echoparku niedaleko naszego domu.
- Poczekaj tutaj, zaraz ktoś po ciebie przyjdzie - wysłała mi buziaka i odjechała. Usiadłam na jakieś ławce i czekałam. Nagle pojawił się Ash w eleganckim garniturze.
- Hej mała - uśmiechnął się dając mi buziaka w policzek - Jesteś gotowa? - chwycił moją rękę.
- Jakbym wiedziała na co to tak - on się tylko zaśmiał i zaprowadził do pięknego najpiękniejszego miejsca jaki widziałam w tym parku.


Ashley się zatrzymał i chwycił za obie dłonie i spojrzał w oczy.
- Call, przez te pół roku co się wydarzyło to były najgorsze miesiące w moim życiu, bo spędzone bez ciebie, bez twojej bliskości i miłości. Nie wiem co we mnie wstąpiło, żeby wrócić do Kiny i strasznie tego żałuję. Brakowało mi ciebie bardzo. To dzięki tobie poczułem co to prawdziwa miłość, poświęcenie, zaufanie, a także rodzina - pogłaskał mój brzuch - Ja zrozumiem, że może nie będziesz chciała, ale Mała. Wrócisz do mnie? - spojrzał mi w oczy, które by pełne nadziei, ale także pełne miłości oraz ciepła, które od niego czułam.
Przybliżyłam się w jego stronę bardzo blisko i bez słowa pocałowałam lekko.
- Nawet nie wiesz jak ja za tobą tęskniłam. Byłam głupia zdradzając cię z tym bydlakiem i wiążąc się z nim. Przepra...- nie dał mi skończyć bo znowu nasze usta się złączyły.
- Cicho, to nic. Tego już nie ma i nie wróci. Teraz jesteśmy my i nasz Danny - pogłaskał mój policzek i mocno przytulił do siebie.
- Tak strasznie mi na tobie zależy Ash - jedna łza spłynęła po moim policzku.
- Mi na tobie też Calluś - otarł ją kciukiem - Muszę ci coś jeszcze powiedzieć. Wiesz jaki dzisiaj dzień? - spojrzał mi w oczy.
- 13 listopada - uśmiechnęłam się lekko do siebie.
- Tego dnia powstał nasz związek, dzisiaj mija rok od tego wydarzenia i chcę ten dzień spędzać z tobą już do końca życia - Purdy uklęknął na jedno kolano wyciągając z kieszeni małe czerwone pudełeczko w kształcie serca - Karolino Olson. Kocham cię całym sercem i nigdy nie myślałem, żeby było inaczej. Jesteś moją pierwszą prawdziwą miłością. Miłością mojego życia. Czy uczynisz mi ren zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - otworzył pudełko, a w nim był pierścionek z czarnym diamentem otoczony białymi. Z moich oczu ponownie poleciały łzy.
- Oczywiście, że tak Ashley - wydusiłam z siebie - Kocham cię i nie mogło być inaczej - uklęknęłam razem z nim i pocałowałam.
- Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy, że mam ciebie - mocno mnie przytulił i założył pierścionek na serdeczny palec.
- Ja również kotku, ja również - uśmiechnęłam się do niego szeroko i ponownie złączyłam nasze usta.

------------------------------
ASH I CALL POWRACAJĄ! :D Jestem pewna, że dużo osób się z tego cieszy, a zwłaszcza moja kochana Black Ann, z którą spotkałam się w czwartek. Kooocham cię moja Pandziu! ♥
Rozdział z Chris'em uważam za zakończony, jednak jeszcze się pojawi, żeby skończyć jego obecność u boku Calley. Możliwe, że będzie w niektórych notkach, ale to w dalekiej przyszłości :3
Rozdział dedykuje wam wszystkim! Tym, którzy czytają tego bloga, komentują, pomagają mi pisać. Dziękuję wam bardzo, bez was moje fan fiction by nie istniało. Jesteście wspaniali <3
Kocham was całym sercem i jeszcze raz dziękuję, że jesteście ze mną ♥
Wasza Calley Purdy :3

10 komentarzy = nowy rozdział

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 26

*Perspektywa Chris'a*

To był chyba najlepszy wieczór w całym moim życiu. Z nikim tak dobrze się nie bawiłem jak z Call, nie mogę się przestać na nią patrzeć, jest taka cudowna.
- Czemu mi się tak ciągle przyglądasz? - spytała moja dziewczyna.
- Bo jesteś piękna - odgarnąłem kosmyk jej włosów z czoła - I strasznie się cieszę, że mogę spędzić ten wieczór z tobą - musnąłem lekko jej usta.
- Uroczy jesteś - uśmiechnęła się szeroko w moją stronę i pogłębiła nieco pocałunek, ja za to objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Coś w tej chwili nas do siebie przyciągało, jakaś tajemnicza siła, nie wiem, ale jedno na pewno jestem pewien. Pragnę ją, pragnę ją tu i teraz w tym pokoju, na tej kanapie.
Spojrzałem na nią znacząco i powróciłem do całowania jej cudnych malinowych ust. Była taka słodka i krucha, każdy pocałunek oddawała tak, jakby był tym ostatnim. Dałem ręce na jej biodra i powoli zdjąłem koszulkę patrząc na jej wspaniałe, duże, kształtne piersi. Zobaczyłem, że się rumieni, co bardziej mnie ucieszyło. Pocałowałem każdą z nich i wróciłem na usta, a potem na jej szyję i dekolt. Usłyszałem jej cichutkie jęki, więc kontynuowałem, aż do chwili gdy odpiąłem jej stanik. Mała ponownie się zarumieniła, chwyciłem do ręki jedną pierś i zacząłem lekko pieścić, a drugą całować. Jęczała cicho, więc wiedziałem, że jej się to podobało i nie przestawałem.
Po jakimś czasie zakończyłem swoją dotychczasową czynność i zjechałem nieco niżej, czyli na brzuch i biodra przy okazji zdejmując jej spodnie, moich pozbyła się wcześniej. Masowałem uda i całowałem każdy skrawek jej cudownego ciała, na które mogłem patrzeć dniami i nocami. Zębami zdjąłem jej stringi przejeżdżając ręką od piersi w dół do jej czułego miejsca. Karo cały czas cichutko pojękiwała, co bardzo mnie podniecało. Przestałem na chwilę i spojrzałem jej w oczy, widziałem w nich czułość, miłość, troskę. Kocham ją tak mocno, że nikt sobie tego nie może wyobrazić.
- Jeśli nie chcesz to ja ciebie nie zmuszam kotku - pogładziłem jej policzek i założyłem gumkę.
- Ale ja chcę, nic się maluszkowi nie stanie. Jakby coś to ja ci powiem - pocałowała mnie lekko i objęła szyję. Ja za to lekko w nią wszedłem i zacząłem się powoli poruszać, by nic jej i maleństwu nic się nie stało złego.
Znowu jęki. Poruszałem się z każdą chwilą coraz szybciej, a ona jęczała głośniej i głośniej. Cudowna jest.
Po pewnym czasie szczytowaliśmy razem a ja opadłem obok niej i zacząłem szybko oddychać.
- Jesteś wspaniały Chris - wyszeptała mi do ucha.
- Jak i ty maleńka - ucałowałem jej skroń i zasnęliśmy na kanapie wtuleni w siebie.

*Następnego dnia*

Spałem na tej jakże wygodnej kanapie, ale nie czułem obok siebie mojej kobiety. Otworzyłem oczy i nagle poczułem zapach boczku z jajkami. Założyłem na siebie jakąś koszulkę razem z bokserkami  i udałem się do kuchni, z której było czuć tą cudowną woń. W pomieszczeniu zobaczyłem Call ubraną tylko w wczorajszą koszulkę i stringi, aż nie mogłem oderwać wzroku od jej zgrabnego tyłeczka. Podeszłem do niej po cichu i leciutko klepnąłem w jej pośladki, a na co Mała trochę odskoczyła.
- Kochanie nie strasz mnie - dała mi buziaka razem ze śniadaniem.
- A to jakiś dzień dobroci dla zwierząt? Nie wsypałaś mi tam nic? - upewniłem się.
- Spokojnie maleńki, jak już mam kogoś zabić to tylko Ricky'ego, który mi zajebał spodnie! - krzyknęła tak głośno, że było słychać śmiech Horrora.
- Tak ci lepiej - zacząłem podziwiać jej jędrne pośladki, a ona przewróciła oczami.
- Jedz bo więcej nie dostaniesz - rzuciła fartuch i poszła z nożem do góry. Ja nie chcę myć pokoju z krwi no!

*Kilka godzin później*

*Perspektywa Karoliny*

Ja i Ash pojechaliśmy do ginekologa dowiedzieć o płci dziecka. Już się nie mogliśmy doczekać, kiedy zobaczymy naszego już dużego fasolka. Chris wolał poczekać na korytarzu, nie chciał, żeby on i Purdy znowu się o coś pokłócili, czy też pobili jak ostatnio.
Położyłam się na jakimś skórzanym krześle podobnym do tego co jest w studiu tatuaży i podwinęłam koszulkę, a pani lekarz posmarowała mój brzuch mazią i przejechała jakimś urządzeniem po nim.
- A to państwa dziecko - wskazała na ekran.
- Nasz mały skarb - uśmiechnął się do mnie Ashley, a ja odwzajemniłam to. - Wie już Pani jaka to będzie płeć? - zapytał.
- Tak, więc to będzie... - na chwilę się zacięła i przyjżała - Chłopiec - powiedziała.
- Mały Purdy Junior - Deviant pocałował moje czoło i brzuszek, który już został obmyty z mazi - Tak strasznie się cieszę - tym razem musnął mój policzek.
- Ja też Ash, ja też. Będziesz wspaniałym tatą - chwyciłam go za dłoń.
- A ty mamą - ucałował moją dłoń i wyszliśmy z gabinetu.
- I co? - zapytał na wstępie Motionless.
- Chłopczyk - rzuciłam mu się na szyję.
- Gratuluję wam - dał mi buziaka, a basiście podał rękę. Postanowiliśmy pojechać do Brides'ów powiedzieć im o dobrej nowinie.
Przyszły tatuś cały w skowronkach wparował do willi i zaczął drzeć japę, że będzie miał syna. Wszysct zaczęli nam gratulować.
- Tak się cieszę z waszego dziecka - Juli rzuciła się na mnie i mocno przytuliła.
- My również, nawet nie wiesz jak - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Ej Chris nie smutaj tak. Za jakiś czas ty i Call będziecie mieli własnego szkraba - puściła mu oczko.
- Miejmy nadzieję, że tak - musnął mój policzek.
- A co z imieniem? - spytał Jake, a nagle wszyscy zamilkli. No tak! Zapomnnieliśmy o najważniejszy, ale z nas debile, a kartkę z imionami zostawiłam u Cerulli'ego.
- Dobra, ludzie myślcie teraz! - w domu zapadła cisza, aż ktoś nie wparował do środka.
- Jak tam u was moi kochani debile? - zagrowlował (ode mnie: Jak to się kurwa odmienia? o.O) na całą chałupę wokalista Asking Alexandrii.
- Danny! - krzyknęliśmy razem z Ash'em i przybiliśmy piątki.
- To ja - wyszczerzył się.
- Nie. Tak właśnie nazwiemy naszego synka - powiedział uradowany Deviant.
- Czuję się zaszczycony, dziękuję - zaśmiał się.
- No to mamy imię z głowy. Już niedługo się zobaczymy synku - starszy Purdy pogłaskał mój brzuch i poczułam kopnięcie, on też bo od razu się uśmiechnął - Tak mały, tata jest przy tobie - pocałował brzuszek, a ja o mało co się nie popłakałam.

*Wieczór*

*Perspektywa Chris'a*

Wróciliśmy z Małą do domu i od razu co zrobiła to poszła na górę do brata sprawdzić czy nic mu nie jest. Tak, na serio go uszkodziła, może tylko mu jebła w twarz, ale jednak uszkodziła. Biedaczek, co też on ma za pomysły by jej zabierać ubrania.
- Żyje? - zapytałem, kiedy Calley schodziła po shodach do mnie.
- Ledwie, dalej ryczy bo ma zadraśnięcie na policzku, ale baba z niego - przewróciła oczami, a ja za to ją mocno przytuliłem do siebie.
- Jak się czuje przyszła mamusia? - uniosłem jej podbródek i lekko pocałowałem w usta.
- Bardzo dobrze. Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa z mojego maleństwa - pogłaskała się po brzuchu.
- Nie dziwię się, widać jak bardzo kochasz Danny'ego. Będziesz wspaniałą mamą, ja to wiem - pocałowałem jej czoło i wziąłem na ręce powoli zanosząc do naszej sypialni - Wyśpij się. Jakby coś się działo to budź od razu, możesz nawet mnie uderzyć - i jeszcze ją pocałowałem, a ona za to kiwnęła głową.
- Dobranoc skarbie - wtuliła się we mnie.
- Dobranoc słońce - zgasiłem lampkę i zasnęliśmy.
-------------------------------------
PIERDOLĘ! PISZĘ DALEJ! :D Od wczoraj, kiedy napisałam pożegnalnego posta ryczałam jak głupia. Ten blog to część mojego życia i nie mogłam tak was wszystkich zostawić :( Przez moją głupotę prawie straciłam moją przyjaciółkę kochanego Jerry'ego, który mi ciągle wbijał do łba, że umiem pisać, jednak do mnie to nie docierało :( Emi przepraszam cię też za dzisiaj, starałam się z tym rozdziałem jak najlepiej :( <3
A teraz pytanie dnia: Z kim się widzę na koncercie Black Veil Brides w Warszawie? :D Jerry! Ty się już nie odzywają bo znam odpowiedź XD No więc z kim? Wiem, że z bloggerek
będzie nasza Lady Dark :3 Gdybyście chcieli mnie poznać to będę mieć na sobie koszulkę z napisem "Calley". Może ktoś przyjdzie się przywitać XD
A teraz pochwałę się biletem bo co by to było? :D

Oczywiście obowiązkowo musiał być Ash :D Nie byłabym Calley Purdy, gdyby jego tu nie było pokazanego :3 Tak, mam swój nick na szafie. Nie czepiajcie się, wiecie, że jestem pojebana XD
Teraz na poważnie:
10 komentarzy = nowy rozdział.
Wystarczy, że napiszesz czytam, albo chociaż kropka! Chcę wiedzieć, że mnie nie zostawiliście :(
Calley was wszystkich mocno kocha, pamiętajcie ♥

poniedziałek, 10 listopada 2014

Koniec?

Nie wiem co mam teraz zrobić. Od prawie dwóch miesięcy nikt nie komentuje, nie pyta o rozdział. Bardzo mi smutno z tego powodu :( Może pora to zakończyć? Może nie powinnam wcale zaczynać pisać? Przepraszam, że nie piszę jak kiedyś. Po prostu nie wiem czy to ma jeszcze jakiś sens. Pod ostatnim był tylko jeden komantarz, myślałam, że rok mojego bloga spędzimy razem :( Niestety znowu się pomyliłam.
Chyba wystarczy mi powiedzieć "Żegnajcie", może wrócę, ale nie wiem czy nawet to zauważycie.
Przepraszam was bardzo...