*Perspektywa Chris'a*
Co za chora dziewczyna! Jak można porwać czyjeś dziecko, tylko dlatego, że jest się bezpłodnym? Czy ona ma jeszcze rozum?! Muszę coś zrobić, żeby Call odzyskała małego, ale będzie trudno. Może Sabrina jest popieprzona, ale nie głupia.
- Dlaczego się nie cieszysz? - czerwonowłosa objęła mnie od tyłu.
- Jak mam się cieszyć z tego, że porwałaś dziecko mojej byłej dziewczyny? Teraz będziesz udawała kochaną mamusię, a ja wspaniałego tatusia? Pojebało cię?! - krzyknąłem na nią.
- Ale chciałeś przecież dziecko - powiedziała smutnym głosem.
- Chciałem, ale nie w taki sposób! Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Wsiadłem do auta i z piskiem opon ruszyłem w stronę domu Ricky'ego, na szczęście moja była mnie nie śledziła.
Zapukałem do drzwi i po chwili otworzy mi mój przyjaciel.
- Czego chcesz? - zapytał oschle.
- Potrzebuje cię, muszę się komuś wygadać, a tylko tobie mogę ufać w tej chwili.
- Mam gościa - wskazał na Karo leżącą na kanapie pełną z chusteczek.
- Mogę z nią pogadać?
- Oszalałeś? Po tym co jej zrobiłeś chcesz jeszcze z nią rozmawiać?
- Ale ja muszę, to bardzo ważne - spojrzałem na niego błaganie.
- No dobra - wpuścił mnie.
Wszedłem do środka i powoli podszedłem do Calley.
- Mała? - usiadłem na końcu kanapy.
- Co chcesz? - pociągnęła nosem i podniosła się do pozycji siedzącej.
- Wiem, że Danny'ego porwano - powiedziałem cicho.
- Skąd ty to wiesz? - otarła łzy.
- To Sabrina go uprowadziła.
- CO? Ja jej zaraz coś kurwa zrobię! - momentalnie wstała.
- Uspokój się, Call. Ona jest nieprzewidywalna i może zrobić z małym co chce. Musimy coś wymyśleć, żeby go jej odebrać.
- Masz jakiś pomysł?
- Może będę ci zdawał relacje z każdego dnia? Jak Danny się czuje, czy nic mu nie jest itp.? - zaproponowałem.
- No dobrze, ale musisz ukryć to jak się ze mną kontaktujesz, bo się wtedy zorientuje.
- Racja, coś się wymyśli.
- Dziękuję Chris, nawet nie wiesz jak ważny jest dla mnie mój syn - ułożyła lekko swoją dłoń na moją, a ja ją ścisnąłem.
- Nie ma za co, czuję się jakoś z małym związanym, więc nie chcę, żeby stała mu się krzywda - objąłem ją lekko ramieniem - Od jutra zaczynamy naszą akcję, dobrze? - spytałem, a ona kiwnęła twierdząco głową.
*Perspektywa Karoliny*
Chris zawiózł mnie wieczorem do domu. Jestem mu bardzo wdzięczna, że pomaga mi w odzyskaniu Danny'ego, mały jest dla mnie wszystkim. Mój były podjechał pod willę.
- Odprowadzić cię? - zapytał ciepłym głosem i spojrzał na mnie z troską.
- Nie trzeba - wymusiłam na sobie uśmiech - Dzięki za podwiezienie - pomachałam mu na pożegnanie i wyszłam z samochodu idą w stronę budynku. Weszłam do środka i ignorując resztę domowników poszłam do siebie. Wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam cicho płakać z tęsknoty za moim synkiem.
- Odzyskam cię Danny, obiecuję ci to - powiedziałam do siebie i z lekkim trudem zasnęłam.
*Tydzień później, południe*
*Perspektywa Chris'a*
- Dobra Chris, musisz być twardy, uda ci się. Fuck, za cholerę mi się nie uda. Okej, yolo. Kto tak kurwa mówi? Ehh, nie ważne - kłóciłem z własnymi myślami przez jakiś dłuższy czas, aż do momentu, kiedy dojechałem pod dom tej wariatki Sabriny. Wysiadłem z pojazdu i zapukałem do drzwi mojej byłej. Po chwili ukazała się czerwonowłosa sucz, którą nienawidziłem z całego serca.
- Hej kocie - rzuciła się na moją szyję i zaczęła całować po policzkach. Myślałem, że ją zaraz uderzę, ale się na szczęście opanowałem, bo miała Danny'ego na rękach. Biedne maleństwo, ciągle płacze. Pewnie tęskni za Call i Ash'em, więc się nie dziwię. Ale co to...Oby to nie było to o czym... Zabiję szmatę! Mały ma pełno siniaków na brzuszku, rączkach oraz na buzi. Ta kobieta jest serio chora.
- Hej Sabi, co u ciebie? - wymusiłem uśmiech na swoich ustach - Tęskniłem za wami - myślałem, że zwymiotuję wypowiadając te słowa.
- Wszystko dobrze, uczyłam małego chodzić - przytuliła maleństwo. Czyli przez to ma siniaki, musiała go karać za to, że nie umiał ustać. Co za chora baba! Muszę go jej odebrać i to jak najszybciej!
- I jak mu idzie? - ponownie uśmiechnąłem się sztucznie, żeby niczego nie podejrzewała.
- Jeszcze się uczy, ale jutro mu się raczej uda - końcówkę zdania wypowiedziała z nienawiścią, jakby chciała zrobić komuś krzywdę. Ja tylko kiwnąłem z wielką trudnością głową.
- Pójdę go nakarmić - poszła z nim na rękach do kuchni. Nie ufałem jej, więc zajrzałem jednym okiem do pomieszczenia, w którym znajdowała się Sabrina. Położyła Danny'ego na blacie, a potem wzięł nóż w ręce. Zanim zdążyła coś zrobić odepchnąłem ją, a ostrze niestety otarło się o rączkę Purdy'ego Juniora. Wziąłem ręcznik i zacząłem tamować krew.
- Trzeba go zabrać do szpitala! - drugą ręką chwyciłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie, podałem adres i rozłączyłem się. Czerwonowłosa stała jak słup soli, nie odzywała się.
- Zostań w domu - powiedziałem, kiedy karetka przyjechała i zabrała małego. Ja pojechałem z nimi.
- Co się stało dziecku? - ratownik dokańczał moją robotę zatrzymania krwi.
- Moja była chciała go zadźgać, ale ją odepchnąłem, ale nóż otarł się o jego rączkę - powiedziałem próbując powstrzymać łzy. Danny dalej płakał, a krew już powoli przestała lecieć, więc musiała zasychać.
- Trzeba powiadomić o tym policję, to przestępstwo - stwierdził po chwili.
- Jest chora psychicznie i zdolna do wszystkiego, na razie nikogo nie powiadamiamy - mówiłem do niego piszą sms'a do Call, żeby przyjechała szybko do szpitala.
Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce, Karo też tam była.
- Danny, synku! - podbiegła do łóżka, które jechało na salę, żeby zbadać małego, czy jego stan jest lepszy - Dajcie mi tam wejść, proszę! Ta psycholka uprowadziła moje dziecko! - krzyczała cała we łzach. Na szczęście pozwolili jej, razem ze mną. Przytuliłem ją mocno i próbowałem uspokoić, jednak po dłuższym czasie się to udało.
- Cichutko Mała, już wszystko dobrze, słyszysz? Danny żyje, wyjdzie z tego - ująłem twarz w jej dłoniach i spojrzałem w oczy, ona tylko kiwnęła głową i znowu mocno przytuliła.
- Małemu nic nie będzie. Stracił jednak trochę krwi, ale udało nam się powstrzymać krwotok. Teraz zasnął, bo był zmęczony, może pani go zobaczyć, ale prosimy go nie budzić - powiedział lekarz do Calley - A pana proszę do mojego gabinetu, tam mi pan wszystko opowie i powiadomimy odpowiednie służby - wyprowadził mnie z sali i zabrał do siebie.
*Perspektywa Karoliny*
Mój skarb, moje maleństwo. Przez ten czas tyle wycierpiało przez tę wariatkę. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym go straciła.
- Wpuśćcie mnie! To mój syn! - usłyszałam Ash'a, który sprzeczał się z lekarzami, ale udało mu się wejść do sali. Na mój widok od razu podbiegł i mocno przytulił.
- Danny śpi, nic mu nie będzie, ale stracił trochę krwi - powiedziałam z trudem nadal będąc w niego wtulona.
- Zabiję tę szmatę, nikomu nie dam skrzywdzić mojej rodziny! - on sam zaczął teraz płakać - Zapłaci za to, co zrobiła.
- Wszystko się ułoży kotku - uścisnęłam jego dłoń - Już będzie dobrze - pocałowałam go lekko i usiadłam z nim na krześle przy "łóżeczku" naszego synka.
*Perspektywa Chris'a*
Po rozmowie z lekarzem od razu postanowiłem zadzwonić do Sabriny, jednak ona mnie wyprzedziła, bo zauważyłem ją biegnącą w moją stronę.
- Co z małym? - rzuciła mi się na szyję.
- Danny nie przeżył, przykro mi - skłamałem i przytuliłem ją do siebie.
- Co? Jak to? - zaczęła płakać - Powiedz, że to nie prawda, proszę - uderzyła mnie w klatę i mocno przytuliła, ja kiwnąłem do doktora, który od razu wezwał policję i szpital psychiatryczny, którzy po kilku minutach zaczęli wyprowadzać moją byłą.
- Chris! Jak mogłeś?! Po tym wszystkim co razem przeszliśmy?! - krzyczała na mnie, ale ja nie zwracałem uwagi na to i wszedłem do sali, w której byli już rodzice małego Purdy'ego.
- Dziękuję ci bardzo - Ashley wstał i podał mi rękę - I przepraszam za wszystko.
- Ja też przepraszam - uścisnąłem jego dłoń.
--------------------
Wróciłam! Rozdział dedykuję mojemu kochanemu Jerry'emu, z którym codziennie piszę różne, czasami pojebane opowiadania, ale i tak kocham tego debila całym sercem ❤ Pomimo tego, że nie udało się dobić wam limitu to jednak daje wam rozdział, bo chyba do śmierci nie byłpby tych 12 komentarzy.
Czemu nie było rozdziału? Nie, nie miałam poprawki, zdałam bez problemu do technikum na profil hotelarza. Nie pisałam, bo tak jak na początku mówiłam nie było limitu. Zmniejszam go, żeby jakoś łatwiej wam poszło, czyli wracamy do początków. Tak więc jak widzicie, wszystko dobrze się skończyło. Mały jest już żywy z rodziną i chyba jak na razie tak zostanie. Cóż, teraz musicie czekać na następny rozdział.
Pozdrawiam! Calley Purdy Motionless.
6 komentarzy = nowy rozdział.
sobota, 24 października 2015
środa, 17 czerwca 2015
Rozdział 31
*Perspektywa Karoliny*
Połknęłam ostatni kęs swojego śniadania i od razu podbiegłam do szafy wziąć jakieś ubrania.
Połknęłam ostatni kęs swojego śniadania i od razu podbiegłam do szafy wziąć jakieś ubrania.
Założyłam je na siebie i spojrzałam do kołyski na śpiącego Danny'ego. Przejechałam lekko palcem po jego policzku i ucałowałam jego czółko.
- Zajmiesz się nim jak mnie nie będzie? - spytałam Ash'a ciągle patrząc na mojego maluszka.
- Przecież mieliśmy iść razem do studia, nie pamiętasz? - objął mnie lekko od tyłu.
- No tak, zapomniałam. To może któryś z chłopaków?
- No tak, zapomniałam. To może któryś z chłopaków?
- Żaden nie da rady. Każdy jest umówiony ze swoją dziewczyną - musnął lekko mój policzek.
- Coś mu się stanie, kiedy będzie w środku?
- Nie jestem pewien, ale mam nadzieje, że nie.
Wzięłam synka na ręce i położyłam go do wózka. Zawiązałam buty i oboje przeszliśmy się do studia nagraniowego. Rsszta mojego zespołu już tam była.
- Jesteś już - przytulił mnie mocno na powitanie Kyle.
- Możemy zaczynać? - spytałam, kiedy chłopaki zasiedli przy swoich instrumentach.
- Nie ma z nami Jeremy'ego - powiedział Trixx.
- No to zagram na razie za niego - weszłam do środka i chwyciłam jego gitarę - No to chłopaki, zaczynajcie tak jak na próbach. Na początek The Joker - na moje 3 równie zaczęliśmy grać.
Po kilku godzinach udało nam się nagrać 2 piosenki, czyli Other Side i Epidemic. Została nam tylko jedna do skończenia EPki.
- Muzyka gotowa, teraz daj czadu swoim wokalem - Ash siedzący z nami od początku ucałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się i weszłam do "szklarni", usiadłam na krześle, włożyłam słuchawki i czekałam, aż włączą piosenkę. Zaczęłam śpiewać Let You Down.
Kiedy wykonywałam swoją rolę, zauważyłam, że drzwi studia lekko się uchyliły, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Na dworze był wiatr, więc to mogło spowodować otwarcie się wrót.
Skończyłam, a ekipa mi zaczęła klaskać, wyszczerzyłam się i odwróciłam tyłem do nich, żeby podnieść wodę i napić się niej. Wyszłam i podeszłam do chłopaków usłyszeć, co wykonałam.
Muszę przyznać, że wszystkie piosenki wyszły mi dobrze, zaczęłam bardziej wierzyć w siebie i zespół.
Podeszłam do wózeczka w którym spał Danny, ale kiedy na niego spojrzałam od razu zbladłam i zalałam się łzami. Mojego synka tam nie było.
- Mała, co się dzieje? - podbiegł do mnie Ash i mocno przytulił. Wskazałam mu palcem na pusty wózek, a on także zaczął płakać i z trudem czytać list.
Mam waszego bachora. Do 2 tygodni macie mi przynieść 2 miliony dolarów, albo wasz syn zginie. Miejsce podam ci sms'em. Gówno mnie obchodzi, że nie będziesz miała czasu. I pamiętaj, ŻADNEJ POLICJI!
- Nie podpisał się - stwierdził i otarł łzy - Zabije tego, kto go uprowadził - zgniótł papier, a ja jeszcze bardziej się w niego wtuliłam.
- Nasz synek. Przecież to malutkie 5 miesięczne dziecko. Nic im nie zawiniło - załkałam - Kto mógł nam to zrobić?
- Nie wiem, ale znajdziemy go - utulił mnie nieco mocniej i wróciliśmy do domu.
- Co jest?! - spytali wszyscy domownicy.
- Porwali Danny'ego! - znowu salwa łez zagościła na moich policzkach.
- Jak to?! Kto to zrobił?! Dlaczego?! - wszyscy pytali i objęli mnie mocno.
- Nie wiem - ukryłam twarz w dłoniach.
- Znajdziemy tego drania - powiedziała Juliet i chwyciła moją dłoń.
*Narracja trzecioosobowa*
Tajemnicza kobieta w kapturze jechała swoim samochodem z prędkością światła nie zwracając uwagi na obecność płaczącego małego dziecka tęskniącego zapewne za rodzicami.
- Zaraz będziemy w domku, kochanie. W twoim nowym domku - po przekroczeniu paru kilometrów zatrzymała się pod swoim dużym domem daleko od miasta. Dziewczyna ściągnęła kaptur, a jej czerwone włosy rozszalały się między jej ramiona. Pogłaskała Danny'ego po główce i weszła z nim do środka. Udała się schodami do góry do pokoju, który okazał się być idealnym dla małego Purdy'ego.
- Już nikt nas nie rozdzieli, skarbie - położyła małego do kołyski i dała mu malutką maskotkę - Śpij i zapomnij o tamtych złych ludziach. Mama już nigdy nie da cię skrzywdzić - wyszła z pokoju i zadzwoniła do swojego już byłego chłopaka, Chris'a Motionless'a.
- Czego znowu chcesz? - zapytał od niechcenia.
- Przyjdziesz do mnie? Mam coś dla ciebie, dla nas - spytała swoim słodkim łagodnym głosem.
- Ty mi chyba nigdy nie dasz spokoju, ale okej - bez pożegnania się rozłączył, ubrał się i pojechał do Sabriny.
Po kilkumastu minutach już był.
- Co chcesz mi takiego pokazać? - wszedł do środka.
- Chodź za mną - pociągnęła go za rękę do pokoju dziecięcego.
- Kurwa mać! Przecieź to Danny! Porwałaś go?! Popierdoliło cię? To, że jesteś bezpłodna, nie oznacza, że musiałaś zabrać komuś czyjeś dziecko! - nakrzyczał na nią.
- Ale ja zawsze chciałam mieć z tobą maluszka - objęła jego szyję.
- To mogliśmy adoptować! Dużo dzieci czeka, aż ktoś je weźmie i pokocha całym sercem! Jesteś chora! Masz oddać im Danny'ego! - oderwał się od niej.
- Nie! To jest moje dziecko! Ja je lepiej wychowam, niż oni!
- Ty je prędzej zabijesz! Będę tu siedział, dopóki nie zwrócisz im dziecka - Chris zszedł na dół.
----------------------------
Dramaty tajm! Tak, możecie mnie zabić i szczerze mam to gdzieś ;3
Jeśli chcecie wiedzieć, co wydarzy się dalej, to komentujcie ;)
Przepraszam, że taki krótki, ale brak pomysłów już.
12 komentarzy - nowy rozdział.
- Nie ma z nami Jeremy'ego - powiedział Trixx.
- No to zagram na razie za niego - weszłam do środka i chwyciłam jego gitarę - No to chłopaki, zaczynajcie tak jak na próbach. Na początek The Joker - na moje 3 równie zaczęliśmy grać.
Po kilku godzinach udało nam się nagrać 2 piosenki, czyli Other Side i Epidemic. Została nam tylko jedna do skończenia EPki.
- Muzyka gotowa, teraz daj czadu swoim wokalem - Ash siedzący z nami od początku ucałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się i weszłam do "szklarni", usiadłam na krześle, włożyłam słuchawki i czekałam, aż włączą piosenkę. Zaczęłam śpiewać Let You Down.
Kiedy wykonywałam swoją rolę, zauważyłam, że drzwi studia lekko się uchyliły, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Na dworze był wiatr, więc to mogło spowodować otwarcie się wrót.
Skończyłam, a ekipa mi zaczęła klaskać, wyszczerzyłam się i odwróciłam tyłem do nich, żeby podnieść wodę i napić się niej. Wyszłam i podeszłam do chłopaków usłyszeć, co wykonałam.
Muszę przyznać, że wszystkie piosenki wyszły mi dobrze, zaczęłam bardziej wierzyć w siebie i zespół.
Podeszłam do wózeczka w którym spał Danny, ale kiedy na niego spojrzałam od razu zbladłam i zalałam się łzami. Mojego synka tam nie było.
- Mała, co się dzieje? - podbiegł do mnie Ash i mocno przytulił. Wskazałam mu palcem na pusty wózek, a on także zaczął płakać i z trudem czytać list.
Mam waszego bachora. Do 2 tygodni macie mi przynieść 2 miliony dolarów, albo wasz syn zginie. Miejsce podam ci sms'em. Gówno mnie obchodzi, że nie będziesz miała czasu. I pamiętaj, ŻADNEJ POLICJI!
- Nie podpisał się - stwierdził i otarł łzy - Zabije tego, kto go uprowadził - zgniótł papier, a ja jeszcze bardziej się w niego wtuliłam.
- Nasz synek. Przecież to malutkie 5 miesięczne dziecko. Nic im nie zawiniło - załkałam - Kto mógł nam to zrobić?
- Nie wiem, ale znajdziemy go - utulił mnie nieco mocniej i wróciliśmy do domu.
- Co jest?! - spytali wszyscy domownicy.
- Porwali Danny'ego! - znowu salwa łez zagościła na moich policzkach.
- Jak to?! Kto to zrobił?! Dlaczego?! - wszyscy pytali i objęli mnie mocno.
- Nie wiem - ukryłam twarz w dłoniach.
- Znajdziemy tego drania - powiedziała Juliet i chwyciła moją dłoń.
*Narracja trzecioosobowa*
Tajemnicza kobieta w kapturze jechała swoim samochodem z prędkością światła nie zwracając uwagi na obecność płaczącego małego dziecka tęskniącego zapewne za rodzicami.
- Zaraz będziemy w domku, kochanie. W twoim nowym domku - po przekroczeniu paru kilometrów zatrzymała się pod swoim dużym domem daleko od miasta. Dziewczyna ściągnęła kaptur, a jej czerwone włosy rozszalały się między jej ramiona. Pogłaskała Danny'ego po główce i weszła z nim do środka. Udała się schodami do góry do pokoju, który okazał się być idealnym dla małego Purdy'ego.
- Już nikt nas nie rozdzieli, skarbie - położyła małego do kołyski i dała mu malutką maskotkę - Śpij i zapomnij o tamtych złych ludziach. Mama już nigdy nie da cię skrzywdzić - wyszła z pokoju i zadzwoniła do swojego już byłego chłopaka, Chris'a Motionless'a.
- Czego znowu chcesz? - zapytał od niechcenia.
- Przyjdziesz do mnie? Mam coś dla ciebie, dla nas - spytała swoim słodkim łagodnym głosem.
- Ty mi chyba nigdy nie dasz spokoju, ale okej - bez pożegnania się rozłączył, ubrał się i pojechał do Sabriny.
Po kilkumastu minutach już był.
- Co chcesz mi takiego pokazać? - wszedł do środka.
- Chodź za mną - pociągnęła go za rękę do pokoju dziecięcego.
- Kurwa mać! Przecieź to Danny! Porwałaś go?! Popierdoliło cię? To, że jesteś bezpłodna, nie oznacza, że musiałaś zabrać komuś czyjeś dziecko! - nakrzyczał na nią.
- Ale ja zawsze chciałam mieć z tobą maluszka - objęła jego szyję.
- To mogliśmy adoptować! Dużo dzieci czeka, aż ktoś je weźmie i pokocha całym sercem! Jesteś chora! Masz oddać im Danny'ego! - oderwał się od niej.
- Nie! To jest moje dziecko! Ja je lepiej wychowam, niż oni!
- Ty je prędzej zabijesz! Będę tu siedział, dopóki nie zwrócisz im dziecka - Chris zszedł na dół.
----------------------------
Dramaty tajm! Tak, możecie mnie zabić i szczerze mam to gdzieś ;3
Jeśli chcecie wiedzieć, co wydarzy się dalej, to komentujcie ;)
Przepraszam, że taki krótki, ale brak pomysłów już.
12 komentarzy - nowy rozdział.
sobota, 25 kwietnia 2015
Rozdział 30
*Perspektywa Ashley'a*
Dobra, Calley mnie pokonała, ale ja wiem, że ma ogromy talent, więc się nie dziwię. Jestem z niej strasznie dumny, zawsze marzyła, żeby występować na scenie i się to udało. Wezmę ją chyba na jakiś miły wieczór, trzeba trochę nadrobić, a zwłaszcza nasze sprawy łóżkowe. No co? Myślicie, że z łatwością wytrzymałem prawie rok? Mało co się raz na Małą nie rzuciłem. Tak, dalej jestem niewyżyty, cóż poradzić? Zacząłem zapinać moją ulubioną czarną koszulę, gdy nagle dziewczyna do mnie podeszła.
- Co powiesz teraz, kotku? - moja narzeczona objęła moją szyję.
- Jesteście genialni - pocałowałem ją w czoło - Wyjdziemy gdzieś razem? - uśmiechnąłem się do niej i lekko pogładziłem biodra.
- Jasne - odwzajemniła gest i lekko musnęła moje usta - Daj mi chwilę, a ja się przebiorę - przejechała paznokciem po mojej szyi i poszła do łazienki z wybranymi ciuchami
Po paru minutach wyszła już ubrana.
Była taka seksowna, że mógłbym zedrzeć z niej tą sukienkę. Nie wiem czy wytrzymam przez ten cały wieczór.
- Idziemy? - wystawiłem ramie, a ona je objęła.
- Oczywiście - uniosła końciki ku górze.
Otworzyłem jej drzwi samochodu i pojechaliśmy do restauracji. Zamówiliśmy jedzenie oraz czerwone wino.
- Ash, wiesz, że nie przepadam za alkoholem - cicho się zaśmiała - I do tego ty prowadzisz.
- Jeden kieliszek, nic się nie stanie - zrobiłem kocie oczka.
- Chcesz spowodować wypadek? - spojrzała na mnie poważnie.
- Tylko jeden, będę uważał - chwyciłem jej dłoń i lekko pogładziłem wierzch.
- Ostatni raz - ścisnęła moją rękę, a ja pocałowałem jej rączkę.
***
Po romantycznej kolacji, na którą zabrałem Call wróciliśmy do domu. Było już późno i wszystkie światła w domu były zgaszone, więc mam nadzieję, że wszyscy śpią i będę mógł zrobić z moją ukochaną to, co zajmowało moje myśli odkąd zobaczyłem ją w tej czerwonej sukience opinającej jej seksowne ciało. Muszę przyznać, że po ciąży wygląda jeszcze lepiej niż przed nią. Cicho otworzyłem drzwi i wpuściłem dziewczynę przede mną nie powstrzymując się od patrzenia na jej zgrabny tyłek. Gdy lekko poruszyła biodrami mój kutas dał o sobie znać próbując wydostać się z moich ciasnych spodni. Dziewczyna odwróciła się wchodząc po schodach i popatrzyła na mnie pytająco. No tak, patrząc na jej pośladki zatrzymałem się z lekko otwartymi ustami. Jestem tylko facetem, nie oceniajcie mnie.
- Już idę, idę - mruknąłem ruszając za nią - Kochanie, wyglądasz dzisiaj obłędnie. Chciałbym robić z tobą te wszystkie niegrzeczne rzeczy i sprawić, że będziesz jęczeć moje imię - starałem się, żeby mój głos brzmiał jak najbardziej uwodzicielsko - Tak bardzo mam na ciebie ochotę.
- Dzięki? - uniosła brew i pokonała resztę schodów - Będziesz tak stał i się patrzył, czy weźmiesz to, co twoje?
Otworzyłem szeroko oczy i wręcz rzuciłem się na dziewczynę przypierając ją do ściany i wpijając się w jej usta. Smakowała tak dobrze, a jej miękkie wargi idealnie współgrały z moimi. Chciałem być jak najbliżej niej, więc przycisnąłem swoje biodra do jej i wydałem jęk, gdy dziewczyna nieświadomie otarła się o moją erekcje. Oderwałem się na chwilę od niej łapiąc powietrze i wymruczałem do jej ucha:
- Tak cholernie pragnę poczuć te pełne usta na moim kutasie - czarnowłosa gwałtownie wciagnęła powietrze - Chcę słyszeć jak jęczysz, gdy jestem głęboko... Głęboko w tobie.
Ku mojemu zaskoczeniu dziewczyna uśmiechnęła się zadziornie.
- Więc może pozbędziesz się przeszkód? - zapytała ściskając moje krocze na co jęknąłem i wepchnąłem dziewczynę do naszego pokoju.
Od razu przywarłem ustami do jej szyi. Ssałem i lizałem, a ona wydawała kurewsko seksowne jęki. Nie mogąc wytrzymać już dłużej złapałem dół sukienki i ściągnąłem ją z dziewczyny. Zamarłem widząc, że moja ukochana nie ma na sobie bielizny. Calley lekko się zarumieniła, lecz po chwili zaczęła rozpinać moją koszulę, a raczej nieudolnie próbowała, bo z podniecenia trzęsły się jej ręce. Sfrustrowana zerwała czarny materiał, a guziki rozsypały się po podłodze.
- To była moja ulubiona koszula - jęknąłem zawiedziony i spojrzałem na nią z błyskiem w oku - Będziesz musiała za to zapłacić.
Niebieskooka opadła na kolana. Przez spodnie ścisnęła lekko moje przyrodzenie, na co wydałem zduszony jęk. Zachichotała rozpinając moje rurki i razem z bokserkami zsunęła je do kolan.
- Jeśli nie chcesz naprawdę... - zacząłem, ale nie dane byłobo mi skończyć, gdyż Mała złapała mojego penisa między wargi i zabijcie mnie, jeśli to nie był najseksowniejszy widok na świecie. Zaczęła lekko ssać jeżdżąc dłonią po części, której nie dała rady wsadzić do ust. Zajęczałem głośno wplatając palce w jej włosy. Jak dziewczyna tak niedoświadczona jak ona była tak dobra w obciąganiu? To musi być talent!
- Kochanie-eh! Jesteś w-wspaniała! - wysapałem patrząc na nią z góry. Kurewsko podniecało mnie jej niewinne spojrzenie - Calley! Ahh...
Poczułem, że jestem blisko, a przyjemność zaczęła potęgować się w moim podbrzuszu, gdy nagle...
- Kurwa! - warknąłem patrząc na Call z wyrzutem - Dlaczego przestałaś w takim momencie?!
- Chyba nie myślisz, że pozwolę ci skończyć teraz? - uniosła brew uśmiechając się niewinnie - Chcesz tego? - przejechała dłonią po moim penisie, na co jęknąłem - Więc to sobie weź...
Więcej nie było mi trzeba. Dosłownie rzuciłem dziewczyną na łóżko i wpiłem się w jej usta. Jedną dłonią złapałem jej pierś lekko masując, a drugą zjechałem na jej krocze. Gdy przejechałem palcami między jej wargami, pisnęła. Uśmiechnąłem się cwaniacko, wciąż nie odrywając od niej ust. Podczas pocierania jej wydawała coraz więcej jęków, które cholernie mnie nakręcały. Wiedziałem, że jest blisko, ponieważ zaczęła unosić biodra, by być bliżej mojej dłoni. Po chwili odsunąłem się od niej i teraz to ona patrzyła na mnie z wyrzutem. Zanim zdążyła się odezwać wszedłem w nią gwałtownie. Krzyknęła wbijając paznokcie w moje plecy, a ja znowu ją pocałowałem. Zacząłem się szybko poruszać, a Mała jęczała coraz bardziej. Po chwili ona także zaczęła ruszać biodrami, żeby czuć większą przyjemność.
- Ashley! - moja ukochana krzyknęła, kiedy była blisko szczytu, nie byłem jej dłużny i także wyjęczałem jej imię. Ona doszła, a ja zaraz po niej. Call wtuliła się w moją klatę i lekko przejechała po niej paznokciem przez co mruknąłem seksownie.
- Jesteś cudowny - szepnęła do mojego ucha i delilatnie przygryzła jego płatek.
- Ty bardziej, skarbie - przytuliłem ją do siebie mocno - Muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczyłaś - przejechałem kciukiem po jej dolnej wardze, a ona bardzo się zarumieniła.
- Nigdy czegoś takiego nie robiłam - lekko się uśmiechnęła.
- Byłaś wspaniała - musnąłem jej nosek - A teraz chodźmy spać - przytuliłem ją mocno do siebie i zasnęliśmy.
*Rano*
Od razu, gdy wstałem wziąłem obudzonego Danny'ego na ręce i pocałowałem w czoło.
- Hej maleńkiml. Jak spałeś? - połaskotałem bo po brzuszku, na co synek się zaśmiał. Zszedłem z nim na dół i zacząłem robić śniadanie dla Karo. Maluch patrzył co ja robię i wesoło machał rączkami. Wspaniałego mam syna, ale chciałbym jeszcze córeczkę, małą, śliczną księżniczkę, tak jak moja narzeczona. Kiedy tak myślałem, o mało co nie przypaliłem jajek. Nałożyłem je na talerz, nalałem soku i dałem wszystko na tacę przy okazji kładąc na nią jedną różę. Wszedłem do pokoju, a Calluś dalej słodko spała. Pocałowałem ją w czoło, a ona jak na zawołanie otworzyła oczy.
- Co tak patrzysz? - usiadła wygodnie.
- Bo lubię - zaśmiałem się i podałem jej jedzenie - Ma wszystko zniknąć - pogroziłem jej palcem, a ona przewróciła oczami - Widzisz młody jaką masz marudną mamę? - przytuliłem go do siebie, ale on się odsunął i przytulił do Karoli.
- Chyba woli mnie - wybuchła śmiechem i objęła maleństwo.
- Ja was zabije!!!! - nagle w pokoju pojawił się Christian - Ile można się pieprzyć?! Nie mogłem spać! Macie szczęście, że sufit żyje! - poszedł sobie, a my płakaliśmy ze śmiechu.
- Może następnym razem będziemy nieco ciszej? - zaproponowała.
- Zobaczymy jeszcze - musnąłem jej usta.
--------------------
Od razu mówię, że te porno nie napisałam, tylko teenage dirtbag, której bloga na pewno pamiętacie, a przynajmniej ci, którzy czytają mojego bloga od początku.
Przepraszam, że znowu jest taki krótki, ale już nie umiem pisać, więc :(
Cóż miesiąc już minął od koncertu Black Veil Brides! Dziękuję bardzo dwóm dziewczyną, które do mnie podeszły, czyli Nikt oraz Purdy Girl! Dziękuję wam bardzo za ten czas spędzony z wami i także za pomoc, bo gdyby nie wy, to na pewno bym tam zemdlała i wylądowała w szpitalu. Może w oddzielnym poście zdam wam relacue z konceru :3
No to ten do następnego :D
12 komentarzy - nowy rozdział.
Dobra, Calley mnie pokonała, ale ja wiem, że ma ogromy talent, więc się nie dziwię. Jestem z niej strasznie dumny, zawsze marzyła, żeby występować na scenie i się to udało. Wezmę ją chyba na jakiś miły wieczór, trzeba trochę nadrobić, a zwłaszcza nasze sprawy łóżkowe. No co? Myślicie, że z łatwością wytrzymałem prawie rok? Mało co się raz na Małą nie rzuciłem. Tak, dalej jestem niewyżyty, cóż poradzić? Zacząłem zapinać moją ulubioną czarną koszulę, gdy nagle dziewczyna do mnie podeszła.
- Co powiesz teraz, kotku? - moja narzeczona objęła moją szyję.
- Jesteście genialni - pocałowałem ją w czoło - Wyjdziemy gdzieś razem? - uśmiechnąłem się do niej i lekko pogładziłem biodra.
- Jasne - odwzajemniła gest i lekko musnęła moje usta - Daj mi chwilę, a ja się przebiorę - przejechała paznokciem po mojej szyi i poszła do łazienki z wybranymi ciuchami
Po paru minutach wyszła już ubrana.
Była taka seksowna, że mógłbym zedrzeć z niej tą sukienkę. Nie wiem czy wytrzymam przez ten cały wieczór.
- Idziemy? - wystawiłem ramie, a ona je objęła.
- Oczywiście - uniosła końciki ku górze.
Otworzyłem jej drzwi samochodu i pojechaliśmy do restauracji. Zamówiliśmy jedzenie oraz czerwone wino.
- Ash, wiesz, że nie przepadam za alkoholem - cicho się zaśmiała - I do tego ty prowadzisz.
- Jeden kieliszek, nic się nie stanie - zrobiłem kocie oczka.
- Chcesz spowodować wypadek? - spojrzała na mnie poważnie.
- Tylko jeden, będę uważał - chwyciłem jej dłoń i lekko pogładziłem wierzch.
- Ostatni raz - ścisnęła moją rękę, a ja pocałowałem jej rączkę.
***
Po romantycznej kolacji, na którą zabrałem Call wróciliśmy do domu. Było już późno i wszystkie światła w domu były zgaszone, więc mam nadzieję, że wszyscy śpią i będę mógł zrobić z moją ukochaną to, co zajmowało moje myśli odkąd zobaczyłem ją w tej czerwonej sukience opinającej jej seksowne ciało. Muszę przyznać, że po ciąży wygląda jeszcze lepiej niż przed nią. Cicho otworzyłem drzwi i wpuściłem dziewczynę przede mną nie powstrzymując się od patrzenia na jej zgrabny tyłek. Gdy lekko poruszyła biodrami mój kutas dał o sobie znać próbując wydostać się z moich ciasnych spodni. Dziewczyna odwróciła się wchodząc po schodach i popatrzyła na mnie pytająco. No tak, patrząc na jej pośladki zatrzymałem się z lekko otwartymi ustami. Jestem tylko facetem, nie oceniajcie mnie.
- Już idę, idę - mruknąłem ruszając za nią - Kochanie, wyglądasz dzisiaj obłędnie. Chciałbym robić z tobą te wszystkie niegrzeczne rzeczy i sprawić, że będziesz jęczeć moje imię - starałem się, żeby mój głos brzmiał jak najbardziej uwodzicielsko - Tak bardzo mam na ciebie ochotę.
- Dzięki? - uniosła brew i pokonała resztę schodów - Będziesz tak stał i się patrzył, czy weźmiesz to, co twoje?
Otworzyłem szeroko oczy i wręcz rzuciłem się na dziewczynę przypierając ją do ściany i wpijając się w jej usta. Smakowała tak dobrze, a jej miękkie wargi idealnie współgrały z moimi. Chciałem być jak najbliżej niej, więc przycisnąłem swoje biodra do jej i wydałem jęk, gdy dziewczyna nieświadomie otarła się o moją erekcje. Oderwałem się na chwilę od niej łapiąc powietrze i wymruczałem do jej ucha:
- Tak cholernie pragnę poczuć te pełne usta na moim kutasie - czarnowłosa gwałtownie wciagnęła powietrze - Chcę słyszeć jak jęczysz, gdy jestem głęboko... Głęboko w tobie.
Ku mojemu zaskoczeniu dziewczyna uśmiechnęła się zadziornie.
- Więc może pozbędziesz się przeszkód? - zapytała ściskając moje krocze na co jęknąłem i wepchnąłem dziewczynę do naszego pokoju.
Od razu przywarłem ustami do jej szyi. Ssałem i lizałem, a ona wydawała kurewsko seksowne jęki. Nie mogąc wytrzymać już dłużej złapałem dół sukienki i ściągnąłem ją z dziewczyny. Zamarłem widząc, że moja ukochana nie ma na sobie bielizny. Calley lekko się zarumieniła, lecz po chwili zaczęła rozpinać moją koszulę, a raczej nieudolnie próbowała, bo z podniecenia trzęsły się jej ręce. Sfrustrowana zerwała czarny materiał, a guziki rozsypały się po podłodze.
- To była moja ulubiona koszula - jęknąłem zawiedziony i spojrzałem na nią z błyskiem w oku - Będziesz musiała za to zapłacić.
Niebieskooka opadła na kolana. Przez spodnie ścisnęła lekko moje przyrodzenie, na co wydałem zduszony jęk. Zachichotała rozpinając moje rurki i razem z bokserkami zsunęła je do kolan.
- Jeśli nie chcesz naprawdę... - zacząłem, ale nie dane byłobo mi skończyć, gdyż Mała złapała mojego penisa między wargi i zabijcie mnie, jeśli to nie był najseksowniejszy widok na świecie. Zaczęła lekko ssać jeżdżąc dłonią po części, której nie dała rady wsadzić do ust. Zajęczałem głośno wplatając palce w jej włosy. Jak dziewczyna tak niedoświadczona jak ona była tak dobra w obciąganiu? To musi być talent!
- Kochanie-eh! Jesteś w-wspaniała! - wysapałem patrząc na nią z góry. Kurewsko podniecało mnie jej niewinne spojrzenie - Calley! Ahh...
Poczułem, że jestem blisko, a przyjemność zaczęła potęgować się w moim podbrzuszu, gdy nagle...
- Kurwa! - warknąłem patrząc na Call z wyrzutem - Dlaczego przestałaś w takim momencie?!
- Chyba nie myślisz, że pozwolę ci skończyć teraz? - uniosła brew uśmiechając się niewinnie - Chcesz tego? - przejechała dłonią po moim penisie, na co jęknąłem - Więc to sobie weź...
Więcej nie było mi trzeba. Dosłownie rzuciłem dziewczyną na łóżko i wpiłem się w jej usta. Jedną dłonią złapałem jej pierś lekko masując, a drugą zjechałem na jej krocze. Gdy przejechałem palcami między jej wargami, pisnęła. Uśmiechnąłem się cwaniacko, wciąż nie odrywając od niej ust. Podczas pocierania jej wydawała coraz więcej jęków, które cholernie mnie nakręcały. Wiedziałem, że jest blisko, ponieważ zaczęła unosić biodra, by być bliżej mojej dłoni. Po chwili odsunąłem się od niej i teraz to ona patrzyła na mnie z wyrzutem. Zanim zdążyła się odezwać wszedłem w nią gwałtownie. Krzyknęła wbijając paznokcie w moje plecy, a ja znowu ją pocałowałem. Zacząłem się szybko poruszać, a Mała jęczała coraz bardziej. Po chwili ona także zaczęła ruszać biodrami, żeby czuć większą przyjemność.
- Ashley! - moja ukochana krzyknęła, kiedy była blisko szczytu, nie byłem jej dłużny i także wyjęczałem jej imię. Ona doszła, a ja zaraz po niej. Call wtuliła się w moją klatę i lekko przejechała po niej paznokciem przez co mruknąłem seksownie.
- Jesteś cudowny - szepnęła do mojego ucha i delilatnie przygryzła jego płatek.
- Ty bardziej, skarbie - przytuliłem ją do siebie mocno - Muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczyłaś - przejechałem kciukiem po jej dolnej wardze, a ona bardzo się zarumieniła.
- Nigdy czegoś takiego nie robiłam - lekko się uśmiechnęła.
- Byłaś wspaniała - musnąłem jej nosek - A teraz chodźmy spać - przytuliłem ją mocno do siebie i zasnęliśmy.
*Rano*
Od razu, gdy wstałem wziąłem obudzonego Danny'ego na ręce i pocałowałem w czoło.
- Hej maleńkiml. Jak spałeś? - połaskotałem bo po brzuszku, na co synek się zaśmiał. Zszedłem z nim na dół i zacząłem robić śniadanie dla Karo. Maluch patrzył co ja robię i wesoło machał rączkami. Wspaniałego mam syna, ale chciałbym jeszcze córeczkę, małą, śliczną księżniczkę, tak jak moja narzeczona. Kiedy tak myślałem, o mało co nie przypaliłem jajek. Nałożyłem je na talerz, nalałem soku i dałem wszystko na tacę przy okazji kładąc na nią jedną różę. Wszedłem do pokoju, a Calluś dalej słodko spała. Pocałowałem ją w czoło, a ona jak na zawołanie otworzyła oczy.
- Co tak patrzysz? - usiadła wygodnie.
- Bo lubię - zaśmiałem się i podałem jej jedzenie - Ma wszystko zniknąć - pogroziłem jej palcem, a ona przewróciła oczami - Widzisz młody jaką masz marudną mamę? - przytuliłem go do siebie, ale on się odsunął i przytulił do Karoli.
- Chyba woli mnie - wybuchła śmiechem i objęła maleństwo.
- Ja was zabije!!!! - nagle w pokoju pojawił się Christian - Ile można się pieprzyć?! Nie mogłem spać! Macie szczęście, że sufit żyje! - poszedł sobie, a my płakaliśmy ze śmiechu.
- Może następnym razem będziemy nieco ciszej? - zaproponowała.
- Zobaczymy jeszcze - musnąłem jej usta.
--------------------
Od razu mówię, że te porno nie napisałam, tylko teenage dirtbag, której bloga na pewno pamiętacie, a przynajmniej ci, którzy czytają mojego bloga od początku.
Przepraszam, że znowu jest taki krótki, ale już nie umiem pisać, więc :(
Cóż miesiąc już minął od koncertu Black Veil Brides! Dziękuję bardzo dwóm dziewczyną, które do mnie podeszły, czyli Nikt oraz Purdy Girl! Dziękuję wam bardzo za ten czas spędzony z wami i także za pomoc, bo gdyby nie wy, to na pewno bym tam zemdlała i wylądowała w szpitalu. Może w oddzielnym poście zdam wam relacue z konceru :3
No to ten do następnego :D
12 komentarzy - nowy rozdział.
niedziela, 29 marca 2015
Rozdział 29
*2 tygodnie później*
*Perspektywa Ashley'a*
- Calluś! Chodź tu z cycem! - krzyknąłem na cały dom.
- Jak jeszcze raz tak powiesz, to obetnę ci chuja i przywiesze nad kominkiem! - moja narzeczona walnęła mnie ścierką w łeb.
- Ej! To mój tekst! - oburzył się Biersack.
- Od kiedy?!
- Odkąd powiedziałem Juliet, że gadał o tobie, gdy wróciliśmy od twojego dawnego studia - poczochrałem młodemu włosy.
- Stare czasy - zaśmiała się.
- To jak z tym cycem? - zapytałem.
- Dajcie mi jakiś tasak, młotek oraz gwóźdź! - zacisnęła pięści.
- Żartowałem kochanie - pocałowałem ją w czoło - Danny jest głodny.
- Skąd ty to wiesz? - uniosła brew.
- Wiem, kiedy faceci mają ochotę na cycki - i w tej chwili dostałem w głowę.
- Koniec z seksem! Chuj z tym, że kochaliśmy się tylko raz! - wzięła naszego synka i poszła na dół.
- Nieeeeeeeeeeee! - udawałem, że płacze.
- Fakaj się - krzyknęła z dołu i dodatkowo było słychać śmiech malucha. Ten to ma poczucie humoru.
- Jak ty z nią wytrzymujesz? - zapytał Jake.
- Jak widzisz, jeszcze nie zwariowałem - zaśmiałem się.
- Powodzenia ze wspólnym domem, wy się tam pozabijacie!
- Jak zobaczy nowy pokoik dla Purdy'ego Juniora, to od razu złagodnieje - powiedziałem dumnie.
- Chciałbyś - wtrącił się CC.
- Ty bądź cicho, babciu - uciszyłem go.
- Jestem babcia? Zawsze o tym marzyłem! - zaczął skakać z radości, a my zrobiliśmy facepalma. Jak ja kocham tych debili.
*Perspektywa Karoliny*
Ashley nawet nie wie jaki mamy z niego ubaw razem z dziewczynami i Ricky'm. Właśnie, co on tu u licha robi?!
- Richard? Co ty tu u licha robisz? - zaczęłam kołysać synka.
- Spędzam czas z moją siostrą, jej przyjaciółkami, moim siostrzeńcem oraz dziewczyną - pocałował Ann w policzek.
- Tak? To zabierz swoją seksowną dupe i narka - wysłałam mu buziaka.
- Jaka ty jesteś wredna - zrobił fochnięty dziubek.
- Myślałam, że Anka jest wiedźmą.
- Bo jest, ale większą od ciebie - stwierdził.
- No dzięki, kotku - kolorowo włosa udawała obrażoną.
- Oj przepraszam skarbie - pogłaskał ją po włosach i ucałował czubek głowy.
- Rzygam wami - udawałam, że wymiotuje, za to zakochańce zajęli się sobą.
- Co robimy, Juli? - spojrzałam na przyjaciółkę.
- Shopping?
- Shopping! - zerwałyśmy się z miejsca.
Poszłam do pokoju Andy'ego nawet nie przejmując się tym, że walił sobie do filmów z udziałem jego i Juju. Czekaj, co?! Z kim ja kurwa mieszkam?
- Caaaaalluś! Musiałaś? - zaczął marudzić.
- Zajmijcie się Danny'm. Ja idę z Simms na zakupy - wyszłam, ale po chwili się wróciłam - A tak w ogóle, to niezłe masz wymiary - szybko wybiegłam zanim dostałam poduszką w łeb.
*Kilka godzin później*
Nigdy więcej na zakupy z Juli! Jestem padnięta jak nigdy! Wracałyśmy do domu, ale usłyszałyśmy jak jacyś chłopacy grają na ulicy. Podeszłam bliżej i zaczęłam ich słuchać. Grupka na mnie spojrzała i zaczęła grać Angel Eyes. Jeden z nich zawołał mnie gęstem ręki, żebym zaśpiewała, więc zrobiłam to, o co mnie poprosił. Usiadłam obok zielonowłosego chłopaka i zaczęłam śpiewać, a oni grać.
Po kilku piosenkach skończyliśmy.
- Świetni jesteście! Ja się dziwię, że nie gracie koncertów po kraju - uśmiechnęłam się do nich.
- Nie znaleźliśmy jeszcze odpowiedniego wokalu - powiedział bębniarz.
- I chcieliśmy zapytać, czy nie chciałabyś grać z nami? - zrobili kocie oczka, na co się zaśmiałam.
- Wiecie, mam synka, niedługo biorę ślub...
- Tak myśleliśmy, że się nie zgodzisz - posmutnieli i zaczęli się zbierać.
- Jasne, że chciałabym! - krzyknęłam na co chłopcy pobiegli do mnie i zaczęli ściskać.
- Nawet nie wiesz jak my się z tego cieszymy! - powiedzieli równo.
- Ja również, ale co z nazwą? - puścili mnie i zaczęliśmy się zastanawiać, po chwili spojrzeliśmy na siebie.
- Slowdeath! - krzyknęliśmy i przybiliśmy sobie piątki.
***
- Ash'uś, skarbie biorę urlop! Przez najbliższe pare miesięcy zajmujesz się małym! - krzyknęłam, kiedy weszłam do domu.
- Co kurwa?! - zbiegł ze schodów przy okazji zaliczając glebe - Aua! Jaki urlop?! Co znowu wymyśliłaś?
- Zespół mam i zgładzimy was jednym teledyskiem! - zaśmiałam się złowrogo.
- Chciałabyś - poczochrał mi włosy.
- Zobaczysz za tydzień, kiedy nasz klip ujrzy światło dziennie - znowu mój śmiech.
*Tydzień później*
Nagrywaliśmy właśnie jedną z głównych scen naszego teledysku, czyli ja siedząca w wannie i udająca wariatkę. W sumie nawet to do mnie pasowało.
- Powtórz to i kończymy wszystko już - powiedział reżyser.
Ekipa puściła muzykę, a ja tylko poruszałam ustami i powtarzałam wcześniej wykonane przeze mnie ruchy.
- Cięcie! Genialnie! Jesteście niesamowici! - powiedział uradowany - Do wieczora powinien się pojawić - podziękowaliśmy i wróciliśmy do willi Brides'ów.
- I jak? - spytał Andy.
- Zajebiście poszło! Wieczorem powinniście wszystko obejrzeć - pisnęliśmy z radości i zaczęliśmy skakać. - Przepraszam, zapomniałam was przedstawić przez ten tydzień - zawołałam chłopaków. - To jest Trixx, nasz perkusista, Brandon, czyli basist Jeremy - gitarzyska rytmiczny i brat Brandona, a Kyle jest głównym - pomachał zielono - czarny.
- Zajebiście wyglądacie - uśmiechnął się.
- Wiemy - powiedzieliśmy równo i zaśmialiśmy.
***
Ja z chłopakami siedzieliśmy w piwnicy i graliśmy właśnie Going To Hell. Świetnie nam szło i wiedziałam, że każdy będzie nas znał. Nagle drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Ash i Danny.
- Tu jesteś słoneczko - uśmiechnął się.
- Hej misiaku - dałam mu buziaka, a małego Purdy'ego wzięłam na ręce, obróciłam i musnęłam nosek - Jak było na spacerze z tatusiem? - połaskotałam go po brzuszku na co mały zaśmiał.
- Był wesoły, ani trochę nie płakał. Jestem zwycięzcą! - zaczął tańczyć, a my z chłopakami wybuchliśmy śmiechem.
- Chyba się z nim nie nudzisz? - spytał bębniarz.
- Ani trochę - wtuliłam się w mojego basistę.
Równo o 20 pojawił się nasz teledysk do piosenki Defame Me. Wszyscy zgromadzeni wpatrywali się w telewizor jak zaczarowani, a kiedy klip się skończył, domownicy zaczęli nam bić brawa.
- Zdrowie za Slowdeath! - wznieśliśmy toast.
---------------------------------------
Powracam kurwa!! I jak wam się podoba? Ashley wzorowy tatuś, Calley zakładająca zespół, romans Ricky'ego i Ann. Chris na pewno się jeszcze pojawi, o to się nie martwcie :D
Zapraszam też do nowej zakładki "Członkowie zespołu", żeby każdy się połapał, jak który wygląda :3
Ustawiam nowy limit!
12 komentarzy = nowy rozdział.
Powodzenia! XD
*Perspektywa Ashley'a*
- Calluś! Chodź tu z cycem! - krzyknąłem na cały dom.
- Jak jeszcze raz tak powiesz, to obetnę ci chuja i przywiesze nad kominkiem! - moja narzeczona walnęła mnie ścierką w łeb.
- Ej! To mój tekst! - oburzył się Biersack.
- Od kiedy?!
- Odkąd powiedziałem Juliet, że gadał o tobie, gdy wróciliśmy od twojego dawnego studia - poczochrałem młodemu włosy.
- Stare czasy - zaśmiała się.
- To jak z tym cycem? - zapytałem.
- Dajcie mi jakiś tasak, młotek oraz gwóźdź! - zacisnęła pięści.
- Żartowałem kochanie - pocałowałem ją w czoło - Danny jest głodny.
- Skąd ty to wiesz? - uniosła brew.
- Wiem, kiedy faceci mają ochotę na cycki - i w tej chwili dostałem w głowę.
- Koniec z seksem! Chuj z tym, że kochaliśmy się tylko raz! - wzięła naszego synka i poszła na dół.
- Nieeeeeeeeeeee! - udawałem, że płacze.
- Fakaj się - krzyknęła z dołu i dodatkowo było słychać śmiech malucha. Ten to ma poczucie humoru.
- Jak ty z nią wytrzymujesz? - zapytał Jake.
- Jak widzisz, jeszcze nie zwariowałem - zaśmiałem się.
- Powodzenia ze wspólnym domem, wy się tam pozabijacie!
- Jak zobaczy nowy pokoik dla Purdy'ego Juniora, to od razu złagodnieje - powiedziałem dumnie.
- Chciałbyś - wtrącił się CC.
- Ty bądź cicho, babciu - uciszyłem go.
- Jestem babcia? Zawsze o tym marzyłem! - zaczął skakać z radości, a my zrobiliśmy facepalma. Jak ja kocham tych debili.
*Perspektywa Karoliny*
Ashley nawet nie wie jaki mamy z niego ubaw razem z dziewczynami i Ricky'm. Właśnie, co on tu u licha robi?!
- Richard? Co ty tu u licha robisz? - zaczęłam kołysać synka.
- Spędzam czas z moją siostrą, jej przyjaciółkami, moim siostrzeńcem oraz dziewczyną - pocałował Ann w policzek.
- Tak? To zabierz swoją seksowną dupe i narka - wysłałam mu buziaka.
- Jaka ty jesteś wredna - zrobił fochnięty dziubek.
- Myślałam, że Anka jest wiedźmą.
- Bo jest, ale większą od ciebie - stwierdził.
- No dzięki, kotku - kolorowo włosa udawała obrażoną.
- Oj przepraszam skarbie - pogłaskał ją po włosach i ucałował czubek głowy.
- Rzygam wami - udawałam, że wymiotuje, za to zakochańce zajęli się sobą.
- Co robimy, Juli? - spojrzałam na przyjaciółkę.
- Shopping?
- Shopping! - zerwałyśmy się z miejsca.
Poszłam do pokoju Andy'ego nawet nie przejmując się tym, że walił sobie do filmów z udziałem jego i Juju. Czekaj, co?! Z kim ja kurwa mieszkam?
- Caaaaalluś! Musiałaś? - zaczął marudzić.
- Zajmijcie się Danny'm. Ja idę z Simms na zakupy - wyszłam, ale po chwili się wróciłam - A tak w ogóle, to niezłe masz wymiary - szybko wybiegłam zanim dostałam poduszką w łeb.
*Kilka godzin później*
Nigdy więcej na zakupy z Juli! Jestem padnięta jak nigdy! Wracałyśmy do domu, ale usłyszałyśmy jak jacyś chłopacy grają na ulicy. Podeszłam bliżej i zaczęłam ich słuchać. Grupka na mnie spojrzała i zaczęła grać Angel Eyes. Jeden z nich zawołał mnie gęstem ręki, żebym zaśpiewała, więc zrobiłam to, o co mnie poprosił. Usiadłam obok zielonowłosego chłopaka i zaczęłam śpiewać, a oni grać.
Po kilku piosenkach skończyliśmy.
- Świetni jesteście! Ja się dziwię, że nie gracie koncertów po kraju - uśmiechnęłam się do nich.
- Nie znaleźliśmy jeszcze odpowiedniego wokalu - powiedział bębniarz.
- I chcieliśmy zapytać, czy nie chciałabyś grać z nami? - zrobili kocie oczka, na co się zaśmiałam.
- Wiecie, mam synka, niedługo biorę ślub...
- Tak myśleliśmy, że się nie zgodzisz - posmutnieli i zaczęli się zbierać.
- Jasne, że chciałabym! - krzyknęłam na co chłopcy pobiegli do mnie i zaczęli ściskać.
- Nawet nie wiesz jak my się z tego cieszymy! - powiedzieli równo.
- Ja również, ale co z nazwą? - puścili mnie i zaczęliśmy się zastanawiać, po chwili spojrzeliśmy na siebie.
- Slowdeath! - krzyknęliśmy i przybiliśmy sobie piątki.
***
- Ash'uś, skarbie biorę urlop! Przez najbliższe pare miesięcy zajmujesz się małym! - krzyknęłam, kiedy weszłam do domu.
- Co kurwa?! - zbiegł ze schodów przy okazji zaliczając glebe - Aua! Jaki urlop?! Co znowu wymyśliłaś?
- Zespół mam i zgładzimy was jednym teledyskiem! - zaśmiałam się złowrogo.
- Chciałabyś - poczochrał mi włosy.
- Zobaczysz za tydzień, kiedy nasz klip ujrzy światło dziennie - znowu mój śmiech.
*Tydzień później*
Nagrywaliśmy właśnie jedną z głównych scen naszego teledysku, czyli ja siedząca w wannie i udająca wariatkę. W sumie nawet to do mnie pasowało.
- Powtórz to i kończymy wszystko już - powiedział reżyser.
Ekipa puściła muzykę, a ja tylko poruszałam ustami i powtarzałam wcześniej wykonane przeze mnie ruchy.
- Cięcie! Genialnie! Jesteście niesamowici! - powiedział uradowany - Do wieczora powinien się pojawić - podziękowaliśmy i wróciliśmy do willi Brides'ów.
- I jak? - spytał Andy.
- Zajebiście poszło! Wieczorem powinniście wszystko obejrzeć - pisnęliśmy z radości i zaczęliśmy skakać. - Przepraszam, zapomniałam was przedstawić przez ten tydzień - zawołałam chłopaków. - To jest Trixx, nasz perkusista, Brandon, czyli basist Jeremy - gitarzyska rytmiczny i brat Brandona, a Kyle jest głównym - pomachał zielono - czarny.
- Zajebiście wyglądacie - uśmiechnął się.
- Wiemy - powiedzieliśmy równo i zaśmialiśmy.
***
Ja z chłopakami siedzieliśmy w piwnicy i graliśmy właśnie Going To Hell. Świetnie nam szło i wiedziałam, że każdy będzie nas znał. Nagle drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Ash i Danny.
- Tu jesteś słoneczko - uśmiechnął się.
- Hej misiaku - dałam mu buziaka, a małego Purdy'ego wzięłam na ręce, obróciłam i musnęłam nosek - Jak było na spacerze z tatusiem? - połaskotałam go po brzuszku na co mały zaśmiał.
- Był wesoły, ani trochę nie płakał. Jestem zwycięzcą! - zaczął tańczyć, a my z chłopakami wybuchliśmy śmiechem.
- Chyba się z nim nie nudzisz? - spytał bębniarz.
- Ani trochę - wtuliłam się w mojego basistę.
Równo o 20 pojawił się nasz teledysk do piosenki Defame Me. Wszyscy zgromadzeni wpatrywali się w telewizor jak zaczarowani, a kiedy klip się skończył, domownicy zaczęli nam bić brawa.
- Zdrowie za Slowdeath! - wznieśliśmy toast.
---------------------------------------
Powracam kurwa!! I jak wam się podoba? Ashley wzorowy tatuś, Calley zakładająca zespół, romans Ricky'ego i Ann. Chris na pewno się jeszcze pojawi, o to się nie martwcie :D
Zapraszam też do nowej zakładki "Członkowie zespołu", żeby każdy się połapał, jak który wygląda :3
Ustawiam nowy limit!
12 komentarzy = nowy rozdział.
Powodzenia! XD
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

