*Perspektywa Chris'a*
Co za chora dziewczyna! Jak można porwać czyjeś dziecko, tylko dlatego, że jest się bezpłodnym? Czy ona ma jeszcze rozum?! Muszę coś zrobić, żeby Call odzyskała małego, ale będzie trudno. Może Sabrina jest popieprzona, ale nie głupia.
- Dlaczego się nie cieszysz? - czerwonowłosa objęła mnie od tyłu.
- Jak mam się cieszyć z tego, że porwałaś dziecko mojej byłej dziewczyny? Teraz będziesz udawała kochaną mamusię, a ja wspaniałego tatusia? Pojebało cię?! - krzyknąłem na nią.
- Ale chciałeś przecież dziecko - powiedziała smutnym głosem.
- Chciałem, ale nie w taki sposób! Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Wsiadłem do auta i z piskiem opon ruszyłem w stronę domu Ricky'ego, na szczęście moja była mnie nie śledziła.
Zapukałem do drzwi i po chwili otworzy mi mój przyjaciel.
- Czego chcesz? - zapytał oschle.
- Potrzebuje cię, muszę się komuś wygadać, a tylko tobie mogę ufać w tej chwili.
- Mam gościa - wskazał na Karo leżącą na kanapie pełną z chusteczek.
- Mogę z nią pogadać?
- Oszalałeś? Po tym co jej zrobiłeś chcesz jeszcze z nią rozmawiać?
- Ale ja muszę, to bardzo ważne - spojrzałem na niego błaganie.
- No dobra - wpuścił mnie.
Wszedłem do środka i powoli podszedłem do Calley.
- Mała? - usiadłem na końcu kanapy.
- Co chcesz? - pociągnęła nosem i podniosła się do pozycji siedzącej.
- Wiem, że Danny'ego porwano - powiedziałem cicho.
- Skąd ty to wiesz? - otarła łzy.
- To Sabrina go uprowadziła.
- CO? Ja jej zaraz coś kurwa zrobię! - momentalnie wstała.
- Uspokój się, Call. Ona jest nieprzewidywalna i może zrobić z małym co chce. Musimy coś wymyśleć, żeby go jej odebrać.
- Masz jakiś pomysł?
- Może będę ci zdawał relacje z każdego dnia? Jak Danny się czuje, czy nic mu nie jest itp.? - zaproponowałem.
- No dobrze, ale musisz ukryć to jak się ze mną kontaktujesz, bo się wtedy zorientuje.
- Racja, coś się wymyśli.
- Dziękuję Chris, nawet nie wiesz jak ważny jest dla mnie mój syn - ułożyła lekko swoją dłoń na moją, a ja ją ścisnąłem.
- Nie ma za co, czuję się jakoś z małym związanym, więc nie chcę, żeby stała mu się krzywda - objąłem ją lekko ramieniem - Od jutra zaczynamy naszą akcję, dobrze? - spytałem, a ona kiwnęła twierdząco głową.
*Perspektywa Karoliny*
Chris zawiózł mnie wieczorem do domu. Jestem mu bardzo wdzięczna, że pomaga mi w odzyskaniu Danny'ego, mały jest dla mnie wszystkim. Mój były podjechał pod willę.
- Odprowadzić cię? - zapytał ciepłym głosem i spojrzał na mnie z troską.
- Nie trzeba - wymusiłam na sobie uśmiech - Dzięki za podwiezienie - pomachałam mu na pożegnanie i wyszłam z samochodu idą w stronę budynku. Weszłam do środka i ignorując resztę domowników poszłam do siebie. Wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam cicho płakać z tęsknoty za moim synkiem.
- Odzyskam cię Danny, obiecuję ci to - powiedziałam do siebie i z lekkim trudem zasnęłam.
*Tydzień później, południe*
*Perspektywa Chris'a*
- Dobra Chris, musisz być twardy, uda ci się. Fuck, za cholerę mi się nie uda. Okej, yolo. Kto tak kurwa mówi? Ehh, nie ważne - kłóciłem z własnymi myślami przez jakiś dłuższy czas, aż do momentu, kiedy dojechałem pod dom tej wariatki Sabriny. Wysiadłem z pojazdu i zapukałem do drzwi mojej byłej. Po chwili ukazała się czerwonowłosa sucz, którą nienawidziłem z całego serca.
- Hej kocie - rzuciła się na moją szyję i zaczęła całować po policzkach. Myślałem, że ją zaraz uderzę, ale się na szczęście opanowałem, bo miała Danny'ego na rękach. Biedne maleństwo, ciągle płacze. Pewnie tęskni za Call i Ash'em, więc się nie dziwię. Ale co to...Oby to nie było to o czym... Zabiję szmatę! Mały ma pełno siniaków na brzuszku, rączkach oraz na buzi. Ta kobieta jest serio chora.
- Hej Sabi, co u ciebie? - wymusiłem uśmiech na swoich ustach - Tęskniłem za wami - myślałem, że zwymiotuję wypowiadając te słowa.
- Wszystko dobrze, uczyłam małego chodzić - przytuliła maleństwo. Czyli przez to ma siniaki, musiała go karać za to, że nie umiał ustać. Co za chora baba! Muszę go jej odebrać i to jak najszybciej!
- I jak mu idzie? - ponownie uśmiechnąłem się sztucznie, żeby niczego nie podejrzewała.
- Jeszcze się uczy, ale jutro mu się raczej uda - końcówkę zdania wypowiedziała z nienawiścią, jakby chciała zrobić komuś krzywdę. Ja tylko kiwnąłem z wielką trudnością głową.
- Pójdę go nakarmić - poszła z nim na rękach do kuchni. Nie ufałem jej, więc zajrzałem jednym okiem do pomieszczenia, w którym znajdowała się Sabrina. Położyła Danny'ego na blacie, a potem wzięł nóż w ręce. Zanim zdążyła coś zrobić odepchnąłem ją, a ostrze niestety otarło się o rączkę Purdy'ego Juniora. Wziąłem ręcznik i zacząłem tamować krew.
- Trzeba go zabrać do szpitala! - drugą ręką chwyciłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie, podałem adres i rozłączyłem się. Czerwonowłosa stała jak słup soli, nie odzywała się.
- Zostań w domu - powiedziałem, kiedy karetka przyjechała i zabrała małego. Ja pojechałem z nimi.
- Co się stało dziecku? - ratownik dokańczał moją robotę zatrzymania krwi.
- Moja była chciała go zadźgać, ale ją odepchnąłem, ale nóż otarł się o jego rączkę - powiedziałem próbując powstrzymać łzy. Danny dalej płakał, a krew już powoli przestała lecieć, więc musiała zasychać.
- Trzeba powiadomić o tym policję, to przestępstwo - stwierdził po chwili.
- Jest chora psychicznie i zdolna do wszystkiego, na razie nikogo nie powiadamiamy - mówiłem do niego piszą sms'a do Call, żeby przyjechała szybko do szpitala.
Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce, Karo też tam była.
- Danny, synku! - podbiegła do łóżka, które jechało na salę, żeby zbadać małego, czy jego stan jest lepszy - Dajcie mi tam wejść, proszę! Ta psycholka uprowadziła moje dziecko! - krzyczała cała we łzach. Na szczęście pozwolili jej, razem ze mną. Przytuliłem ją mocno i próbowałem uspokoić, jednak po dłuższym czasie się to udało.
- Cichutko Mała, już wszystko dobrze, słyszysz? Danny żyje, wyjdzie z tego - ująłem twarz w jej dłoniach i spojrzałem w oczy, ona tylko kiwnęła głową i znowu mocno przytuliła.
- Małemu nic nie będzie. Stracił jednak trochę krwi, ale udało nam się powstrzymać krwotok. Teraz zasnął, bo był zmęczony, może pani go zobaczyć, ale prosimy go nie budzić - powiedział lekarz do Calley - A pana proszę do mojego gabinetu, tam mi pan wszystko opowie i powiadomimy odpowiednie służby - wyprowadził mnie z sali i zabrał do siebie.
*Perspektywa Karoliny*
Mój skarb, moje maleństwo. Przez ten czas tyle wycierpiało przez tę wariatkę. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym go straciła.
- Wpuśćcie mnie! To mój syn! - usłyszałam Ash'a, który sprzeczał się z lekarzami, ale udało mu się wejść do sali. Na mój widok od razu podbiegł i mocno przytulił.
- Danny śpi, nic mu nie będzie, ale stracił trochę krwi - powiedziałam z trudem nadal będąc w niego wtulona.
- Zabiję tę szmatę, nikomu nie dam skrzywdzić mojej rodziny! - on sam zaczął teraz płakać - Zapłaci za to, co zrobiła.
- Wszystko się ułoży kotku - uścisnęłam jego dłoń - Już będzie dobrze - pocałowałam go lekko i usiadłam z nim na krześle przy "łóżeczku" naszego synka.
*Perspektywa Chris'a*
Po rozmowie z lekarzem od razu postanowiłem zadzwonić do Sabriny, jednak ona mnie wyprzedziła, bo zauważyłem ją biegnącą w moją stronę.
- Co z małym? - rzuciła mi się na szyję.
- Danny nie przeżył, przykro mi - skłamałem i przytuliłem ją do siebie.
- Co? Jak to? - zaczęła płakać - Powiedz, że to nie prawda, proszę - uderzyła mnie w klatę i mocno przytuliła, ja kiwnąłem do doktora, który od razu wezwał policję i szpital psychiatryczny, którzy po kilku minutach zaczęli wyprowadzać moją byłą.
- Chris! Jak mogłeś?! Po tym wszystkim co razem przeszliśmy?! - krzyczała na mnie, ale ja nie zwracałem uwagi na to i wszedłem do sali, w której byli już rodzice małego Purdy'ego.
- Dziękuję ci bardzo - Ashley wstał i podał mi rękę - I przepraszam za wszystko.
- Ja też przepraszam - uścisnąłem jego dłoń.
--------------------
Wróciłam! Rozdział dedykuję mojemu kochanemu Jerry'emu, z którym codziennie piszę różne, czasami pojebane opowiadania, ale i tak kocham tego debila całym sercem ❤ Pomimo tego, że nie udało się dobić wam limitu to jednak daje wam rozdział, bo chyba do śmierci nie byłpby tych 12 komentarzy.
Czemu nie było rozdziału? Nie, nie miałam poprawki, zdałam bez problemu do technikum na profil hotelarza. Nie pisałam, bo tak jak na początku mówiłam nie było limitu. Zmniejszam go, żeby jakoś łatwiej wam poszło, czyli wracamy do początków. Tak więc jak widzicie, wszystko dobrze się skończyło. Mały jest już żywy z rodziną i chyba jak na razie tak zostanie. Cóż, teraz musicie czekać na następny rozdział.
Pozdrawiam! Calley Purdy Motionless.
6 komentarzy = nowy rozdział.