środa, 13 lipca 2016

Rozdział 34

*2 tygodnie potem, początek trasy*

*Perspektywa Karoliny*

Ostatnia walizka spakowana, gitara, więc jestem już gotowa na wyjazd. Nadal nie jestem przekonana co do tej trasy z Motionless In White. Wszystkich z zespołu uwielbiam, ale nadal nie mam zaufania do Chrisa. Niby jest wszystko okej, jednak wciąż coś mi w nim nie pasuje. Przez całą trasę będę śpiewać z nim w duecie Angel Eyes i Contempress, który wykonam zamiast Marii Brink. Nie wiem, zobaczymy w swoim czasie jak będzie się zachowywał.

- Masz wszystko? - spytał Ash wchodząc do naszej sypialni i obejmując mnie w pasie.

- Chyba tak - lekko się uśmiechnęłam do niego i chwyciłam jedno pasmo jego włosów, którymi zaczęłam się bawić - Będę za wami bardzo tęsknić - wtuliłam się mocno w mojego ukochanego.

- My również kotku - ucałował moje czoło.

- A Danny to już w ogóle będzie smutny cały czas - przyszedł CC do sypialni z małym na rękach.

- Mam nadzieję babciu, że z wami nie wykituje - wzięłam synka na ręce i dałam soczystego buziaka w oba policzki - Będę tęsknić, wiesz? - pogłaskałam go po główce, na której pojawiły się już króciutkie brązowe włosy.

- Maaaa - uśmiechnął się i pomachał wesoło rączkami.

- Chyba młody chce ci coś powiedzieć - spojrzał na mnie starszy Purdy.

- Maaamaaa - Danny się zaśmiał i wystawił łapki w moją stronę, a ja cała we łzach przytuliłam go do siebie

- Moje kochanie - ucałowałam malucha w czubek głowy - Jestem z ciebie dumna, skarbie - otarłam łzy szczęścia i znowu uścisnęłam synka.

- Teraz czekać aż powie "tata" i będę spełniony - połaskotał Danny'ego po brzuszku - Chodźmy już na dół, bo tourbus czeka - Ash razem z resztą domowników zszedł ze mną na zewnątrz i każdego po kolei zaczęłam tulić.

- Do zobaczenia - pomachałam wszystkim, wysłałam Ashowi oraz Danny'emu buziaki, weszłam do busa i odjechałam.

Przez całą podróż grałam z resztą zespołu na konsoli, czasami w karty albo po prostu gadałam z nimi i poznawałam coraz bliżej.

- Jak tam młody? - spytał mnie mój brat, który jechał w naszym busie zamiast z MIW. W duchu dziękowałam, że został ze mną.

- Rośnie skubany - zaśmiałam się - Centralnie przed wyjazdem powiedział "mama", rozpłakałam się - uśmiechnęłam się na to wspomnienie sprzed kilku godzin.

- Wychowacie go z Ash'em na dobrego człowieka. Mieć takich rodziców jak wy to wielki skarb - Ricky objął mnie ramieniem.

- Dzięki, że jesteś. Cieszę się, że mam w tobie wsparcie - mocno się wtuliłam w brata.

- Ja się cieszę, że po tylu latach cię odnalazłem. Kiedy stałem się pełnoletni poleciałem do Polski szukać cię. Mieszkałem tam nawet przez jakiś czas. Dlatego odwołano wszystkie trasy jakie mieliśmy zaplanowane. Nie udało się ciebie znaleźć, więc wróciłem do Stanów. Po kilku miesiącach zobaczyłem na twitterze zdjęcie z Ashem oraz tobą, przejrzałem twoje konto i ujrzałem to samo nazwisko. Na początku pomyślałem, że to dla żartów albo po prostu przypadek, bo każdy może mieć na nazwisko Olson. Jednak, kiedy mama zobaczyła zdjęcie od razu cię poznała, byłaś bardzo podobna do ojca. Miałaś jego oczy, nos, piegi - stuknął palcem po moim piegowatym nosku na co się zaśmiałam cicho - Sprawdziłem też twoją datę urodzenia. Wszystko się zgadzało, a także to, że jesteś z Polski. Andy zaprosił mnie i Chrisa na sylwestra i wtedy nadażyła się okazja, aby cię zobaczyć. I tak oto znowu jesteśmy razem, siostrzyczko - skończył opowiadać nadal mocno mnie tuląc do swojej klatki piersiowej.

- Gdybym nie uciekła z domu do Nowego Jorku, nie poznała Andy'ego i reszty to nadal kiblowałabym w szkole, w której mnie gnębili, na dodatek mieszkałabym z mamą tyranem znęcającym się nade mną i na dodatek chorą psychicznie - przyłożyłam dwa palce do skroni i udałam, że strzelam sobie z pistoletu.

- Racja, może by mi się nie udało cię znaleźć - pocałował mnie w czubek głowy - Czekaj...Uciekłaś z domu?! - wybuchnął.

- Byłam pełnoletnia, rodzice nie mieli nade mną władzy - wzruszyłam ramionami - A poza tym zostawiłam list mamie, że odchodzę. Cholera wie czy go przeczytała - powiedziałam obojętnie.

- Może aż taka zła nie jest i przeczytała - zaczął mnie głaskać po włosach.

- Mało mnie to obchodzi. Teraz mam ciebie, mamę, Asha, Danny'ego, mam przyjaciół, którym mogę bezgranicznie ufać.

-  Tak właściwie, to na którym kierunku byłaś w liceum? - mój brat uniósł brew.

- Językowym. Planowałam studiować anglistykę albo germanistykę.

- Ty umiesz szprechen po niemiecku? - rozszerzył oczy.

- Na próbnej maturze miałam 100% z pisemnego i ustnego niemieckiego - śmieję się. - Z angielskiego byłam najlepsza w szkole. Chodziłam na konkursy, wyjeżdżałam do Wielkiej Brytanii - zaczęłam wyliczać.

- Zdolna byłaś - uśmiechnął się.

- Żałuję trochę, że nie zdałam tej matury - lekko posmutniałam.

- Możesz ją zrobić w każdej chwili - pogłaskał moje ramie.

- Przepraszam, że wam przeszkadzam w rozmowie, ale jesteśmy już na miejscu - poinformował nas Kyle i wszyscy wyszliśmy z busa.

Przed nami szli chłopacy z Motionless In White oraz Ice Nine Kills, którzy jechali przed nami innymi busami.
Weszliśmy od tyłu do klubu, każdy zespół miał swoją próbę. Po skończonych występach przed koncertem poszłam do garderoby się przebrać we właściwe ubrania. Pomalowałam się, rozczesałam włosy i lekko je potapirowałam. Byliśmy dobrze przygotowani, ale centralnie kilka minut przed naszym występem po INK moi chłopacy trochę się stresowali.

- Ej, spokojnie, to wasz pierwszy koncert przed większą publicznością, ale wierzę w was i wiem, że sobie poradzicie. Znacie wszystkie piosenki, bo przecież jakoś nagraliście tę EPkę. Próba też była świetna, więc nie będzie problemu. No chodźcie, zaraz wchodzimy - wyciągnęłam rękę, a reszta zespołu położyła swoje na mojej - Razem!

- Slo, slo, slo, slo, SLOWDEATH! - zagrowlowaliśmy wszyscy i wbiegliśmy na scenę zaczynając piosenką Other Side.

***

Przyszedł czas na ostatnią piosenkę, czyli Angel Eyes z Chrisem. Muszę przyznać, że trochę się stresowałam, ale przypomniałam sobie, że to co robimy podczas tej piosenki oraz Contempress to tylko gra aktorska, o której Ash wie, bo prosiłam Kyle'a, żeby wysłał maila z mojego telefonu do Purdy'ego, bo ja byłam zajęta.
Zaczęłam śpiewać piosenkę, dawałam z siebie całe 100%. Pierwszy refren zamiast Chrisa śpiewał Jeremy w chórkach, dopiero podczas drugiego pojawił się Chris. Trzymaliśmy się blisko siebie, on jeździł ręką po moich włosach, twarzy, szyi kończąc na biodrach. Przy "You're fucking mine" spojrzał mi głęboko i bardzo się przybliżył do mojej twarzy, a przy ostatnim refrenie upadł na kolana i przytulił się do mojej lewej nogi. Ja robiłam to samo i głaskałam go po głowie, gdy był na dole. Ostatnie wersy piosenki. Padłam na kolana obok Cerulliego i objęłam jego szyję i przybliżyłam do siebie dokańczając refren.

Ukłoniliśmy się, Chris poszedł, a ja z resztą zespołu podziękowaliśmy za występ i poszliśmy za kulisy.

- Dałaś radę siostra - przytulił mnie brat

- Że też się zgodziłam na to obmacywanie - wzdrygłam się na wspomnienie, które było jeszcze parę minut temu.

- Szczerze ci współczuję, ale czasu nie cofniemy - odgarnął moje włosy - Dobra, ja muszę lecieć, bo zaraz zaczynamy. Powodzenia przy Contempress - pocałował mnie w czoło. Ricky poszedł po gitarę i chwilę później wszedł na scenę.

Piosenka, którą miałam wykonywać z Chrisem miałabyć jedną z ostatnich, więc poszłam na chwilę na zewnątrz zapalić. I pomyśleć, że przez dwa miesiące będę musiała udawać jakbym była z Chrisem. Już mi wystarczy, że z nim byłam i mnie okłamywał. Po skończeniu palenia papierosa weszłam do środka i słuchałam występu MIW. Grali właśnie Dead As Fuck, a według ich setlisty po tej piosence mam być na scenie z Motionlessem. Usiadłam sobie blisko wejścia na scenę trzymając miktofon z ręce i czekałam na moją część piosenki. Był koniec pierwszego refrenu, więc powolnym krokiem szłam na scenę w stronę Chrisa i śpiewałam. Najgorsze z tej gry było to, że na samiutkim końcu musiałam pocałować wokalistę. Myślałam, że uderzę menagera w momencie, kiedy się o tym dowiedziałam.
Robiliśmy praktycznie to samo co przy poprzedniej piosence. Ostatni refren i koniec utworu. Cerulli pogładził mój policzek i zbliżył się. Nasze usta dzieliły milimetry i w ostatnim momencie przesunęłam lekko głowę i pocałował kącik moich ust. Cieszyłam się w duchu, że nie trafił moich warg.
Pomachałam publiczności i zeszłam ze sceny.

Po koncercie poszłam do tourbusa trochę odpocząć. Wyciągnęłam z lodówki puszkę Monster Energy i upiłam łyka napoju.

- Call, zaraz masz wywiad z Chrisem. Alternative Press przychodzi - poinformował mnie basista zespołu.

- Zajebiście - powiedziałam w myślach.

Ubrałam jakieś spodnie, koszulkę z krótkim rękawem i usiadłam wygodnie na kanapie czekając na przyjście reporterów gazety.

Po 10 minutach przyszedł Motionless razem z Nickiem Major, który miał przeprowadzić z nami wywiad.

- Witaj Calley - podał mi rękę i uśmiechnął się serdecznie.

- Cześć Nick - odwzajemniłam gest. - Nie chcę być niegrzeczna, ale ile to potrwa? Jestem trochę śpiąca - ziewnęłam.

- Jakieś 20 minut, spokojnie, sam wolałem jakąś wczesną porę, no ale nie umieliśmy się dogadać z waszymi menagerami o normalną godzinę - wyjaśnił.

- Spoko, zaczynajmy. - Nick ustawił kamerę i ją włączył.

- Chris Motionless i Calley Olson, dawni kochankowie, których łączyło mocne uczucie. Jak to się stało, że po tym wszystkim nadal macie ze sobą kontakt.

- Po tym wszystkim, to znaczy? - uniosłam brew.

- Po tym jak wokalista mówiąc delikatnie zdradził cię z ich makijażystką na gali Alt Press. - tak, to było bardzo delikatne. Wyczujcie ten sarkazm.

- Szczerze zaczęliśmy gadać dopiero po pewnym incydencie związanym z moim synkiem i jego już byłą dziewczyną.

- Jakim? - zapytał.

- Na to pytanie już nie odpowiem. Nie chcę, żeby ktoś z poza moich bliskich o tym wiedział. Powiem tylko, że Chris mi wtedy pomógł i tak jakby zakopaliśmh topór wojenny, bo podczas rozstania, cóż, można powiedzieć, że powiedzieliśmy sobie za dużo, a ja zareagowałam zbyt agresywnie, bo rzuciłam się na Motionlessa z pięściami. Zdrady nie toleruje. Sama się dziwię, że po tym co zrobiłam Ashowi, nadal mnie kocha i chce ze mną być, a nie musiał. Mógł wieść spokojne życie beze mnie i nasze stosunki ograniczyłyby się do tego kiedy może przyjść się zobaczyć z Danny'm. Jednak wybaczył mi i znowu jesteśmy razem.

- A ty Chris? Zgadzasz się z Calley? - spojrzał na wokalistę.

- Tak, odnowiliśmy kontakt po tym wydarzeniu. Mogę powiedzieć, że Sabrina była chora psychicznie oraz zazdrosna. Gdy dowiedziałem się co zrobiła skontaktowałem się z Call i kombinowaliśmy jak rozwiązać problem. Przeprosiłem też Asha i wszystko było okej - Chris objął mnie ramieniem. Co on odpieprza?

- To dobrze, że nie kłócicie się już i w zgodzie koncertujecie razem po Stanach. Calley, jest początek czerwca. Wpadniesz w tym roku na Warped Tour, kiedy będziecie mieli wolny dzień od występów?

- Jasne, że tak. Ostatnio, kiedy tam byłam polubiłam tę trasę koncertową. Można tam poznać wiele wspaniałych osób - uśmiechnęłam się.

- Chris, jak idą nagrania płyty? - spojrzał na mojego byłego.

- Świetnie! Płyta prawie skończona, niedługo ukaże się teledysk do piosenki "570", Caro też się tam pojawi - dał teraz rękę na moje kolano, a ja próbowałam udawać, że o wszystkim wiem.

- Czekamy z niecierpliwością - Nick skończył wywiad i wyszedł z resztą ekipy z busa.

- Pojebało cię? Nie lepiej było mnie o wszystkim informować przed tą szopką? I co to było za obmacywanie podczas tego wszystkiego? Mało dostałeś rok temu po narodzinach Danny'ego? Wystarczy, że pozwalam ci się dotykać na koncertach. Na więcej kurwa nie licz! - nakrzyczałam na niego i wróciłam do swojego małego łóżka i poszłam spać.

--------------
Kolejny rozdział za mną. Dedykuje go mojej przyjaciółce Emi ❤
Polecam serdecznie nowy teledysk Motionless In White! Według mnie jest świetny, chłopacy odwalili kawał dobrej roboty :D
Ps: Zmiany w członkach zespołu!

2 komentarze = nowy rozdział

wtorek, 12 lipca 2016

Wattpad

Postanowiłam, że blog przeniosę na Wattpad. Jednak nadal będę publikować tutaj na Blogspocie.
Każdy będzie mógł sobie czytać i komentować gdzie chce. Do niczego nie zmuszam :3
Zapraszam na mojego Wattpada.




sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 33

*Perspektywa Karoliny*

 Nie spałam całą noc. Przez te kilkanaście godzin spędziłam przy łóżeczku Danny'ego. Nie chciałam spuszczać go z oka. Wiedziałam, że jest bezpieczny w szpitalu, ale ja jednak wolałam go mieć obok siebie, w końcu jestem jego mamą i bardzo się o niego martwię. Ash po paru godzinach siedzenia ze mną zasnął z głową na moich kolanach. Niech śpi, musi wypocząć. Rano, czyli o około godzinie dziewiątej, zauważyłam, że maluszek otwiera oczka. Uśmiechnęłam się lekko i pogładziłam palcem jego policzek.
- Cześć, kochanie - otarłam szybko łzy szczęścia, a on wyszczerzył się słodko w moją stronę - Tak, skarbie. To mamusia twoja - musnęłam ustami jego czółko - Już nikt więcej cię nie skrzywdzi - pogłaskałam go po główce i zaczęłam budzić Ash'a. 
- Co się dzieje? - ziewnął i usiadł na swoje krzesło - Hej młody - uśmiechnął się szeroko do synka, a on odwzajemnij to i do tego się zaśmiał - Tęskniliśmy strasznie za tobą, wiesz? - połaskotał go po brzuszku.
- Widzę, że nasz mały pacjent ma się już nieco lepiej - powiedział radośnie lekarz wkładając słuchawki do uszu i jeżdżąc końcówką po klatce piersiowej maluszka - Oddech jest równomierny i spokojny. Sprawdzimy jeszcze jak rana i prawdopodobnie dzisiaj po południu Danny wróci do domu - lekarz uśmiechnął się w naszą stronę.
- Słyszysz słońce? - pocałowałam malca w nosek i do środka weszła reszta zespołu razem z ich dziewczynami oraz Ricky i Ann.
- Jak się czuje? Wszystko dobrze? Nic mu nie jest? - dostawaliśmy mnóstwo pytań od nich. Na spokojnie i powoli opowiedzieliśmy im o całej akcji, którą Chris zaplanował.
- Właśnie, gdzie on jest? - spytała zdziwiona Juliet.
- Nie wiem, był tutaj jeszcze w nocy - stwierdziłam zaskoczona - Może wyszedł, kiedy nie patrzyłam, ale czemu to zrobił, tego nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Rana zaczyna się ładnie goić - powiedziała uśmiechnięta pielęgniarka zmieniając opatrunek mojemu synkowi.
- To dobrze - powiedziałam i wyszczerzyłam się.

*Kilka godzin później*

Cała nasza trójka, czyli Ash, ja i Danny wróciliśny szczęśliwie do domu. Położyłam się z Młodym na łóżku i zaczęłam się z nim bawić, lecz po pewnym czasie przyszedł mój narzeczony.
- Kotku, muszę ci coś pokazać - usiadł obok mnie i pogłaskał malucha po główce.
- Coś się stało? - uniosłam brew i przytuliłam maleństwo do siebie.
- Nie - uśmiechnął się lekko - Ucieszysz się - wziął ode mnie Danny'ego i odłożył go do kołyski - Chodź - pociągnął mnie za rękę za dół aż do samochodu.
- Gdzie jedziemy? - uniosłam brew i zapięłam pasy.
- Zaraz się dowiesz, a teraz już cisza - zaśmiał się, włączył radio i pojechaliśmy w stronę wzgórza Hollywood - Jesteśmy na miejscu - stwierdził parkując pod wielkim, pięknym domem.
- Ash, dalej nic nie rozumiem. Piękny dom i w ogóle, ale po co nas tu zawiozłeś? - uniosłam brew do góry.
- Po to, żeby ci pokazać nasze nowe gniazdko - obął mnie od tyłu w pasie i ucałował policzek.
- Ty chyba nie mówisz poważnie - patrzę na niego z niedowierzeniem i spojrzałam znowu na budynek.
- Jestem jak najbardziej poważny. To wczesny prezent ślubny dla ciebie - uśmiechnął się szeroko do mnie i musnął usta.
- Jesteś niemożliwy - cicho się zaśmiałam - Dom jest piękny - mocno go przytuliłam.
Oboje weszliśmy do środka. Salon był bardzo duży i urządzony nowocześnie. Ściany były białe, tak samo i meble, ale pojawiała się też nutka czerni. Obok znajdowała się kuchnia w kolorze jasnego brązu, meble były oczywiście białe.
- Coś zbyt czysto tutaj - powiedziałam w myślach.
Mój ukochany zaprowadził mnie na piętro i zaprowadził pod drzwi. Otworzył je, a w środku był pięknie urządzony pokój Danny'ego.
- Nie malowałem ścian, bo chciałbym, żeby Młody sam zdecydował o ich kolorze, kiedy podrośnie - powiedział stojąc za mną. Ja tylko kiwnęłam głową. Nie umiałam nic powiedzieć, pokoik był piękny.
- A te cztery pomieszczenia obok, to co tam jest? - spytałam.
- Za chwilę się wszystkiego dowiesz - Purdy uśmiechnął się do mnie szeroko.
Przeszliśmy do ostatnich drzwi w korytarzu, a w środku było dwuosobowe łóżko, jasno niebieskien ściany i jak zwykle białe meble oraz zasłony prowadzące do następnego pomieszczenia.
- To pokój gościnny. Za zasłonami jest więcej miejsca jakby chłopako chcieli u nas przekimać. Chociaż dla nich nawet garaż wystarczy - zaśmiał się, a ja razem z nim. Po obejrzeniu pokoju poszliśmy do kolejnego. To była łazienka, duża, z prysznicem oraz wanną, wszystko było w kolorze białym i błękitnym. Idealnie się to ze sobą komponowało. Staliśmy teraz pod przed ostatnimi drzwiami na tym piętrze.
- Tu jeśli się uda, będzie mieszkać nasze drugie maleństwo - przytulił mnie do siebie i pocałował w czółko - Jest pusto, bo nie wiadomo czy to będzie chłopczyk, czy dziewczynka.
- A skąd wiesz, że ja chcę więcej dzieci? - uniosłam brew, ale po chwili się uśmiechnęłam szeroko - Dobra, nie będę się zgrywać. Ja też chcę drugiego Szkraba - pocałowałam go w nosek. - Więc co jest za ostatnimi wrotami? - spytałam trzymając Ash'a za dłoń. On bez słowa otworzył drzwi i na pierwszy rzut oka zauważyłam nasze duże zdjęcie nad ogormnym łóżkiem pełnym poduszek. Bordowe ściany, białe i czerne meble, wejście na taras, masa zdjęć, obrazów oraz różnych nagród. Zauważyłam też otwarte drzwi do naszej wspólnej łazienki, ogromna wanna, prysznic, umywalka, toaleta i duże lustro. W tym pomieszczeniu górował jasny fiolet, uwielbiałam ten kolor. Spojrzałam w prawo, a moim oczom ukazała się toaletka z żarówkami na ramach od lustra i pełno różnych kosmetyków. To chyba będzie moje ulubione miejsce.
- Nasza sypialnia oraz łazienka - powiedział szeptem.
- Jest piękna - również odpowiedziałam
- Wiedziałem, że ci się spodoba - objął mnie w pasie i pocałował czule - Chyba będziemy tu często spędzać razem czas - przygryzł lekko moje ucho, a ja cicho się zaśmiałam. - Na drugim piętrze zrobiłem dla ciebie twoją pracownię, wiesz tatuaże, piercing i inne takie sprawy. Są też tam twoje gitary - powiedział.
- To dlatego nie umiałam ich ostatnio znaleźć - udawałam lekko obrażoną, że wziął moje dwa skarby, ale szybko mi przeszło.

Obejrzeliśmy następne piętro, gdzie było moje "biuro" oraz pracownia Ash'a, czyli przeróżne rzeczy związane z projektowaniem ubrań.
Zeszliśmy do piwnicy, a tam czekało na nas małe studio nagraniowe, o mało co się nie popłakałam ze szczęścia.
- Ash, to wszystko jest naprawdę piękne, ale nie wiem, czy mogę tu mieszkać, ponieważ na pewno wydałeś na te wszystkie rzeczy dużo pieniędzy i nie wiem czym mogłabym ci się odwdzięczyć - stwierdziłam i natychmiast posmutniałam.
- Call, przestań - przewrócił oczami - Mam pieniądze i chcę je wydawać na ciebie, na Danny'ego, na nasz dom. Na co tylko będę chciał i ty możesz robić to samo ze swoimi - pocałował delikatnie moje czoło.
- Racja - pokiwałam twierdząco głową - Dziękuję ci, kotku - dałam mu lekkiego, ale czułego buziaka.
- To teraz wrócimy do domu, spakujemy kilka twoich rzeczy, przeniesiemy je tutaj, a reszte weźmiemy po ślubie - objął mnie w pasie i uśmiechnął się szeroko.

*Dwa miesiące później*

Niedawno nasza EPka weszła do sprzedaży, a ja dalej miałam mnóstwo pomysłów na nowe piosenki. Reszta tak samo, więc 2 dni w tygodniu siedzieliśmy w studiu i tworzyliśmy nową muzykę.
- Moi kochani, jestem z was naprawdę dumny, że w tak szybkim czasie udaje wam się nagrywać piosenki - powiedział szczęśliwy nasz menager Charles, który zaczął z nami współpracę od razu po wydaniu naszej EPki - Udało mi się załatwić wam trasę koncertową, będziecie jednymi z dwóch zespółów, którzy będą supportować bardziej znanych od was muzyków.
- Drugim supportem kto jest? - spytał Jeremy.
- Ice Nine Kills.
- A główny zespół? - tym razem ja zabrałam głos.
- Motionless In White - odpowiedział menager, a ja stałam cicho jak słup soli i zaczęłam przeklinać w myślach.
- Przynajmniej spędzisz dużo czasu z bratem - uśmiechnął się do mnie pocieszająco Kyle, a ja lekko kiwnęłam głową.
Niby fajnie, bo będę tam z Ricky'm, ale bałam się, że Chris będzie chciał coś odpierdolić i dlatego nie cieszyłam się za bardzo z tej trasy. Spokojnie Calley, będzie dobrze.

Wieczorem wróciłam do domu, którego jeszcze dzieliłam z całą ekipią Black Veil Brides, przywitałam się ze wszystkimi, wzięłam sobie coś do jedzenia z lodówki i udałam się do mojej i Ash'a sypialni. Spojrzałam na śpiącego Danny'ego i uśmiechnęłam się szeroko do siebie.
- Jak poszła próba? - usłyszałam głos Ash'a centralnie przy moim uchu.
- Dobrze - odwróciłam się w jego stronę i próbowałam się uśmiechnąć szeroko.
- Co jest, słońce? - pogładził czule mój policzek.
- Nic, kocie, serio - pocałowałam go lekko w usta.
- Karo, nie oszukasz mnie - popatrzał na mnie już bardziej poważnym wzrokiem.
- Mamy trasę i supportujemy MIW - powiedziałam na jednym wdechu.
- Kurwa mać - przeklnął cicho - Niech Chris'owi nic nie odpierdoli znowu z uczuciami, bo mu coś zrobię.
- Ricky będzie ze mną, nic mi się nie stanie - wtuliłam się w ramiona ukochanego.
- Oby - pogłaskał moje długie kruczoczarne włosy.

--------------------
A następny rozdział zacznie się od trasy koncertowej! Oczywiście jak napiszecie przynajmniej 6 komentarzy :3
WRACAM znowu ;-;
Blog już nie jest taki jak wcześniej, rozdziałów nie tak często, fabuła jest już do dupy. Może kogoś zabijemy albo inny dramat? XD Coś może jeszcze wymyślimy, ale gwarantuje wam, że rozdział ze ślubem będzie na 100% :D
Mam nadzieję, że miło wam się czytało!
Pozdrawiam. Wasza Calley :*

6 komentarzy - nowy rozdział.