sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 33

*Perspektywa Karoliny*

 Nie spałam całą noc. Przez te kilkanaście godzin spędziłam przy łóżeczku Danny'ego. Nie chciałam spuszczać go z oka. Wiedziałam, że jest bezpieczny w szpitalu, ale ja jednak wolałam go mieć obok siebie, w końcu jestem jego mamą i bardzo się o niego martwię. Ash po paru godzinach siedzenia ze mną zasnął z głową na moich kolanach. Niech śpi, musi wypocząć. Rano, czyli o około godzinie dziewiątej, zauważyłam, że maluszek otwiera oczka. Uśmiechnęłam się lekko i pogładziłam palcem jego policzek.
- Cześć, kochanie - otarłam szybko łzy szczęścia, a on wyszczerzył się słodko w moją stronę - Tak, skarbie. To mamusia twoja - musnęłam ustami jego czółko - Już nikt więcej cię nie skrzywdzi - pogłaskałam go po główce i zaczęłam budzić Ash'a. 
- Co się dzieje? - ziewnął i usiadł na swoje krzesło - Hej młody - uśmiechnął się szeroko do synka, a on odwzajemnij to i do tego się zaśmiał - Tęskniliśmy strasznie za tobą, wiesz? - połaskotał go po brzuszku.
- Widzę, że nasz mały pacjent ma się już nieco lepiej - powiedział radośnie lekarz wkładając słuchawki do uszu i jeżdżąc końcówką po klatce piersiowej maluszka - Oddech jest równomierny i spokojny. Sprawdzimy jeszcze jak rana i prawdopodobnie dzisiaj po południu Danny wróci do domu - lekarz uśmiechnął się w naszą stronę.
- Słyszysz słońce? - pocałowałam malca w nosek i do środka weszła reszta zespołu razem z ich dziewczynami oraz Ricky i Ann.
- Jak się czuje? Wszystko dobrze? Nic mu nie jest? - dostawaliśmy mnóstwo pytań od nich. Na spokojnie i powoli opowiedzieliśmy im o całej akcji, którą Chris zaplanował.
- Właśnie, gdzie on jest? - spytała zdziwiona Juliet.
- Nie wiem, był tutaj jeszcze w nocy - stwierdziłam zaskoczona - Może wyszedł, kiedy nie patrzyłam, ale czemu to zrobił, tego nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Rana zaczyna się ładnie goić - powiedziała uśmiechnięta pielęgniarka zmieniając opatrunek mojemu synkowi.
- To dobrze - powiedziałam i wyszczerzyłam się.

*Kilka godzin później*

Cała nasza trójka, czyli Ash, ja i Danny wróciliśny szczęśliwie do domu. Położyłam się z Młodym na łóżku i zaczęłam się z nim bawić, lecz po pewnym czasie przyszedł mój narzeczony.
- Kotku, muszę ci coś pokazać - usiadł obok mnie i pogłaskał malucha po główce.
- Coś się stało? - uniosłam brew i przytuliłam maleństwo do siebie.
- Nie - uśmiechnął się lekko - Ucieszysz się - wziął ode mnie Danny'ego i odłożył go do kołyski - Chodź - pociągnął mnie za rękę za dół aż do samochodu.
- Gdzie jedziemy? - uniosłam brew i zapięłam pasy.
- Zaraz się dowiesz, a teraz już cisza - zaśmiał się, włączył radio i pojechaliśmy w stronę wzgórza Hollywood - Jesteśmy na miejscu - stwierdził parkując pod wielkim, pięknym domem.
- Ash, dalej nic nie rozumiem. Piękny dom i w ogóle, ale po co nas tu zawiozłeś? - uniosłam brew do góry.
- Po to, żeby ci pokazać nasze nowe gniazdko - obął mnie od tyłu w pasie i ucałował policzek.
- Ty chyba nie mówisz poważnie - patrzę na niego z niedowierzeniem i spojrzałam znowu na budynek.
- Jestem jak najbardziej poważny. To wczesny prezent ślubny dla ciebie - uśmiechnął się szeroko do mnie i musnął usta.
- Jesteś niemożliwy - cicho się zaśmiałam - Dom jest piękny - mocno go przytuliłam.
Oboje weszliśmy do środka. Salon był bardzo duży i urządzony nowocześnie. Ściany były białe, tak samo i meble, ale pojawiała się też nutka czerni. Obok znajdowała się kuchnia w kolorze jasnego brązu, meble były oczywiście białe.
- Coś zbyt czysto tutaj - powiedziałam w myślach.
Mój ukochany zaprowadził mnie na piętro i zaprowadził pod drzwi. Otworzył je, a w środku był pięknie urządzony pokój Danny'ego.
- Nie malowałem ścian, bo chciałbym, żeby Młody sam zdecydował o ich kolorze, kiedy podrośnie - powiedział stojąc za mną. Ja tylko kiwnęłam głową. Nie umiałam nic powiedzieć, pokoik był piękny.
- A te cztery pomieszczenia obok, to co tam jest? - spytałam.
- Za chwilę się wszystkiego dowiesz - Purdy uśmiechnął się do mnie szeroko.
Przeszliśmy do ostatnich drzwi w korytarzu, a w środku było dwuosobowe łóżko, jasno niebieskien ściany i jak zwykle białe meble oraz zasłony prowadzące do następnego pomieszczenia.
- To pokój gościnny. Za zasłonami jest więcej miejsca jakby chłopako chcieli u nas przekimać. Chociaż dla nich nawet garaż wystarczy - zaśmiał się, a ja razem z nim. Po obejrzeniu pokoju poszliśmy do kolejnego. To była łazienka, duża, z prysznicem oraz wanną, wszystko było w kolorze białym i błękitnym. Idealnie się to ze sobą komponowało. Staliśmy teraz pod przed ostatnimi drzwiami na tym piętrze.
- Tu jeśli się uda, będzie mieszkać nasze drugie maleństwo - przytulił mnie do siebie i pocałował w czółko - Jest pusto, bo nie wiadomo czy to będzie chłopczyk, czy dziewczynka.
- A skąd wiesz, że ja chcę więcej dzieci? - uniosłam brew, ale po chwili się uśmiechnęłam szeroko - Dobra, nie będę się zgrywać. Ja też chcę drugiego Szkraba - pocałowałam go w nosek. - Więc co jest za ostatnimi wrotami? - spytałam trzymając Ash'a za dłoń. On bez słowa otworzył drzwi i na pierwszy rzut oka zauważyłam nasze duże zdjęcie nad ogormnym łóżkiem pełnym poduszek. Bordowe ściany, białe i czerne meble, wejście na taras, masa zdjęć, obrazów oraz różnych nagród. Zauważyłam też otwarte drzwi do naszej wspólnej łazienki, ogromna wanna, prysznic, umywalka, toaleta i duże lustro. W tym pomieszczeniu górował jasny fiolet, uwielbiałam ten kolor. Spojrzałam w prawo, a moim oczom ukazała się toaletka z żarówkami na ramach od lustra i pełno różnych kosmetyków. To chyba będzie moje ulubione miejsce.
- Nasza sypialnia oraz łazienka - powiedział szeptem.
- Jest piękna - również odpowiedziałam
- Wiedziałem, że ci się spodoba - objął mnie w pasie i pocałował czule - Chyba będziemy tu często spędzać razem czas - przygryzł lekko moje ucho, a ja cicho się zaśmiałam. - Na drugim piętrze zrobiłem dla ciebie twoją pracownię, wiesz tatuaże, piercing i inne takie sprawy. Są też tam twoje gitary - powiedział.
- To dlatego nie umiałam ich ostatnio znaleźć - udawałam lekko obrażoną, że wziął moje dwa skarby, ale szybko mi przeszło.

Obejrzeliśmy następne piętro, gdzie było moje "biuro" oraz pracownia Ash'a, czyli przeróżne rzeczy związane z projektowaniem ubrań.
Zeszliśmy do piwnicy, a tam czekało na nas małe studio nagraniowe, o mało co się nie popłakałam ze szczęścia.
- Ash, to wszystko jest naprawdę piękne, ale nie wiem, czy mogę tu mieszkać, ponieważ na pewno wydałeś na te wszystkie rzeczy dużo pieniędzy i nie wiem czym mogłabym ci się odwdzięczyć - stwierdziłam i natychmiast posmutniałam.
- Call, przestań - przewrócił oczami - Mam pieniądze i chcę je wydawać na ciebie, na Danny'ego, na nasz dom. Na co tylko będę chciał i ty możesz robić to samo ze swoimi - pocałował delikatnie moje czoło.
- Racja - pokiwałam twierdząco głową - Dziękuję ci, kotku - dałam mu lekkiego, ale czułego buziaka.
- To teraz wrócimy do domu, spakujemy kilka twoich rzeczy, przeniesiemy je tutaj, a reszte weźmiemy po ślubie - objął mnie w pasie i uśmiechnął się szeroko.

*Dwa miesiące później*

Niedawno nasza EPka weszła do sprzedaży, a ja dalej miałam mnóstwo pomysłów na nowe piosenki. Reszta tak samo, więc 2 dni w tygodniu siedzieliśmy w studiu i tworzyliśmy nową muzykę.
- Moi kochani, jestem z was naprawdę dumny, że w tak szybkim czasie udaje wam się nagrywać piosenki - powiedział szczęśliwy nasz menager Charles, który zaczął z nami współpracę od razu po wydaniu naszej EPki - Udało mi się załatwić wam trasę koncertową, będziecie jednymi z dwóch zespółów, którzy będą supportować bardziej znanych od was muzyków.
- Drugim supportem kto jest? - spytał Jeremy.
- Ice Nine Kills.
- A główny zespół? - tym razem ja zabrałam głos.
- Motionless In White - odpowiedział menager, a ja stałam cicho jak słup soli i zaczęłam przeklinać w myślach.
- Przynajmniej spędzisz dużo czasu z bratem - uśmiechnął się do mnie pocieszająco Kyle, a ja lekko kiwnęłam głową.
Niby fajnie, bo będę tam z Ricky'm, ale bałam się, że Chris będzie chciał coś odpierdolić i dlatego nie cieszyłam się za bardzo z tej trasy. Spokojnie Calley, będzie dobrze.

Wieczorem wróciłam do domu, którego jeszcze dzieliłam z całą ekipią Black Veil Brides, przywitałam się ze wszystkimi, wzięłam sobie coś do jedzenia z lodówki i udałam się do mojej i Ash'a sypialni. Spojrzałam na śpiącego Danny'ego i uśmiechnęłam się szeroko do siebie.
- Jak poszła próba? - usłyszałam głos Ash'a centralnie przy moim uchu.
- Dobrze - odwróciłam się w jego stronę i próbowałam się uśmiechnąć szeroko.
- Co jest, słońce? - pogładził czule mój policzek.
- Nic, kocie, serio - pocałowałam go lekko w usta.
- Karo, nie oszukasz mnie - popatrzał na mnie już bardziej poważnym wzrokiem.
- Mamy trasę i supportujemy MIW - powiedziałam na jednym wdechu.
- Kurwa mać - przeklnął cicho - Niech Chris'owi nic nie odpierdoli znowu z uczuciami, bo mu coś zrobię.
- Ricky będzie ze mną, nic mi się nie stanie - wtuliłam się w ramiona ukochanego.
- Oby - pogłaskał moje długie kruczoczarne włosy.

--------------------
A następny rozdział zacznie się od trasy koncertowej! Oczywiście jak napiszecie przynajmniej 6 komentarzy :3
WRACAM znowu ;-;
Blog już nie jest taki jak wcześniej, rozdziałów nie tak często, fabuła jest już do dupy. Może kogoś zabijemy albo inny dramat? XD Coś może jeszcze wymyślimy, ale gwarantuje wam, że rozdział ze ślubem będzie na 100% :D
Mam nadzieję, że miło wam się czytało!
Pozdrawiam. Wasza Calley :*

6 komentarzy - nowy rozdział.