piątek, 24 maja 2019

Rozdział 36


Dwa kieliszki, trzy, cztery, przy piątym już troszkę kręciło mi się w głowie. Gdyby spróbowali polskiej wódki to od razu by pewnie leżeli pod stołami. Muszę kiedyś kogoś poprosić o wysłanie mi jej do Los Angeles.
Upicie się dobrze mi zrobiło, przez jakiś czas zapomniałam o całej kłótni z Ashem i cieszyłam się dobrą zabawą z moimi przyjaciółmi.
Inna włączyła muzykę, ale nie na tyle głośną, żeby obudzić Danny'ego. Wszyscy zaczęliśmy tańczyć i jednocześnie popijać trochę wódki z kieliszków. Nagle jakaś siła zaprowadziła mnie na barek, na którym zaczęłam tańczyć. Może to przez piosenkę, która zaczęła teraz lecieć. Pociągnęłam za tobą Juliet i obie wywijałyśmy biodrami oraz zarzucałyśmy włosami.
Wzięłam butelkę z alkoholem i zaczęłam wlewać trunek do ust mojej przyjaciółki, śmiejąc się przy tym, a po chwili dziewczyna zrobiła to samo ze mną. Lekko się skrzywiłam na posmak wódki, ale dzielnie wszystko połknęłam. Po kilku piosenkach przetańczonych na barku, chciałam zejść, ale było mi ciężko, jednak mój ukochany przyjaciel Andy nam pomógł. Najpierw swojej ukochanej, a potem mnie. Będąc z powrotem na ziemi, wróciłam do poprzedniej czynności, więc zrobiłam z dziewczynami małe kółeczko, w którym tańczyłyśmy do woli, podśpiewując cicho tekst lecącej w tym czasie piosenki. Parę minut później Alice zrobiła nam kilka naprawdę mocnych drinków, po których kręciło nam się w głowie, ale to nas nie zatrzymało przed kontynuacją zabawy.
Nagle nie wiem czemu, ale tak po prostu zdjęłam z siebie koszulkę, paradując w samym staniku oraz spodniach. Dziewczyny zaczęły piszczeć i klaskać, robiąc sobie ze mną parę zdjęć, które według mnie wyszły zajebiście. Dopiłam swojego drinka do końca, a chłopacy dołączyli do naszych dzikich tańców, co jakiś czas obracając nami.
Zrobiłam sobie małą przerwę i razem z Biersackiem wyszliśmy na taras na papierosa, oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie gadali w tym czasie.
- Jak się czuje wschodząca gwiazda rocka po pierwszej trasie koncertowej? - zapytał mnie przyjaciel.
- Świetnie się bawiłam i dokładnie o czymś takim marzyłam. Z resztą dobrze wiesz jak to jest, gdy występujesz przed ludźmi, którzy uwielbiają ciebie i twoją twórczość. - posłałam mu szeroki uśmiech, zaciągając się fajką i wypuszczając dym z ust.
- Cieszę się twoim szczęściem i życzę wam naprawdę wielki sukces. - mężczyzna odwzajemnił gest. - Nadal masz zamiar rozmawiać z Ashem? W sumie z resztą to musicie, bo nie można tego tak zostawić. - odparł
- Tak, pogadam z nim rano, ale teraz muszę się wybawić, w końcu nie widziałam was długo. - zaśmiałam się cicho i oparłam o ścianę domu, bo nieźle mnie pozamiatało.
Wzięłam ostatniego bucha i wrzuciłam kiepa do słoika, wracając do środka, gdzie wypiłam jeszcze ze dwa kieliszki czystej, wpadając na szalony pomysł.
- Patrzcie jaka bomba poleci! - krzyknęłam i wybiegłam na taras, prosto do basenu, który się tam znajdował.
Po kilku sekunach wynurzyłam się z wody, śmiejąc się jak głupia. Cała mokra wyszłam z basenu, a Jeremy podał mi ręcznik, żebym się wytarła. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale alkohol robił swoje.
Nasza impreza trwała jeszcze przez godzinę, aż wszyscy nie poszli do swoich pokoi spać. Ja za to postanowiłam, że troszkę ogarnę ten burdel i zaczęłam zbierać puste butelki po trunkach, wyrzucając je do kosza. Zmęczona padłam na kanapę, od razu zamykając oczy i odpływając. Zdecydowanie to ja chyba nawaliłam się najbardziej.
*Rano*
Nie wiem jakim cudem, ale obudziłam się w swoim łóżku, który dzieliłam z Ashem oraz w piżamie. Nie przypominam sobie, żebym w ogóle szła na górę. Obok siebie nie zobaczyłam narzeczonego, więc może ta cała impreza mi się śniła? A nie, jednak nie. Kiedy się podniosłam do siadu, poczułam cholerny ból głowy, a w ustach miałam Saharę, co uświadomiłam sobie chwilę potem. Na nocnej szafce przy łóżku zauważyłam tabletki oraz szklankę wody. Ciekawe, kto mi to zostawił? Bez zbędnego myślenia, wzięłam dwie pastylki i połknęłam, wypijając cały napój. Przeciągnęłam się, idąc prosto do łazienki, gdzie się załatwiłam, zmyłam wczorajszy makijaż, no i na sam koniec wzięłam ciepły prysznic.
Przeczesałam wilgotne włosy, nasmarowałam buzię kremem, założyłam bieliznę, czarne legginsy oraz starą koszulkę Asha, którą mu kiedyś ukradłam.
Zeszłam na dół, a w kuchni ujrzałam wcześniej wspomnianego mężczyznę, który zrobił kilka stosów kanapek z pomidorem, serem, sałatą, szynką, co dusza zapragnie.
- Dzień dobry. - powiedziałam cicho i ziewnęłam, siadając przy stole w jadalni.
- Hej, jak się trzymasz? - zapytał, kładąc mi przed nosem talerz z kanapkami z samym pomidorem oraz herbatę malinową. Jak on mnie dobrze znał.
- Głowa boli, ale da się przeżyć, dziękuję. - odpowiedziałam i zaczęłam w spokoju jeść, co jakiś czas popijając.
- Długo szukałem tej koszulki. - tyknął mnie palcem w ramię, śmiejąc się cicho, a ja razem z nim. - Myślałem, że pralka mi ją zjadła, a to ty, mały złodzieju. - dodał, czochrając moje wilgotne włosy.
- Może i jestem mała, ale wredna - posłałam mu lekki uśmiech i już w ciszy dokańczając swoje śniadanie.
Wstałam od stołu, kładąc talerz do zlewu. Chciałam za sobą pozmywać, ale głos basisty mi to przerwał.
- Chodź tu do mnie - powiedział i chwycił mnie w pasie, przytulając mocno do siebie, a ja od razu wtuliłam się w jego ramiona, przymykając oczy, z których poleciała pierwsza łza. - Przepraszam cię bardzo, słońce. Nie powinienem w ogóle zaczynać tego tematu, a jak już, to dać ci w spokoju się wytłumaczyć. Dobrze wiesz, jak Motionless na mnie działa, ten skurwiel cię skrzywdził. - dopowiedział, całując czubek mojej głowy.
- A ja przepraszam, że nie dałam ci znać wcześniej, co się będzie dziać podczas trasy. - szepnęłam, pociągając nosem i uniosłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. - Nie kłóćmy się już, no chyba, że o jakieś błahostki takie jak rachunki, czy przewijanie Danny'ego albo wybór obrączek - cicho się zaśmiałam i stanęłam na palcach, żeby pocałować swojego faceta, co on oczywiście odwzajemnił.
- Kocham cię cholernie, Mała i bardzo za tobą tęskniłem - powiedział, mocno mnie przytulając.
- Ja za tobą też, Ash, bardzo, bardzo - odpowiedziałam lekko uroczym głosem, śmiejąc się z siebie po chwili. - I dziękuję, że zabrałeś mnie do łóżka i dałeś leki - posłałam mu szeroki uśmiech.
- Nie jestem chujem, żeby nie troszczyć się o swoją kobietę - potarł nasze noski o siebie i pocałował czule.
- Za wrednego debila nie chciałabym wychodzić za mąż - zachichotałam i poszliśmy na górę, położyć się na łóżku.
- A za kogo chcesz? - zapytał, unosząc jedną brew do góry.
- Za kochanego debila, czyli ciebie - wybuchnęłam śmiechem, siadając narzeczonemu na biodrach.
- W sumie tu się z tobą zgadzam - także się zaśmiał, kładąc dłonie na moich udach, delikatnie je głaszcząc. - A przy okazji, nie rozbieraj się już więcej przy chłopakach, bo jestem pewny, że aż im szczęka opadła, gdy latałaś przy nich w samym staniku. - dodał, a ja walnęłam się w czoło z zażenowania.
- Już daj mi spokój, byłam pijana, okej? Poza tym, dziewczyny przecież były ze mną. - pogłaskałam go po głowie, a po chwili dałam buziaka w czółko.
- Tylko się śmieję, spokojnie. Gdyby ciebie dotknęli, już mieliby ręce w gipsie - posłał mi niewinny uśmiech, a ja lekko klepnęłam go w klatkę piersiową, w którą po chwili się wtuliłam.
Po około minucie przytulania, usłyszałam gaworzenie mojego synka, więc wstałam, poszłam do kołyski, biorąc malca na ręce i ucałowałam jego czółko. Brakowało mi jego ślicznej buźki podczas trasy, więc położyłam go między mną a Ashem, po prostu wpatrując się w niego i uśmiechając szeroko.
- Jak będziesz duży, razem z tatą będziemy cię zabierać w trasę i popatrzysz jak rodzicie pracują - powiedziałam, puszczając basiście oczko.
- A chcesz popracować nad córeczką? - zapytał, a ten od razu dostał ode mnie po głowie. - Żartowałem, skarbie - pomasował miejsce, gdzie go bolało.
- Zboczeniec nadal w tobie został - westchnęłam głośno, ale cmoknęłam jego wargi.
- Takiego mnie właśnie kochasz - stwierdził, patrząc mi prosto w oczy i uśmiechając się szeroko.
Tak właśnie cały dzień spędziłam z Ashley'em, czyli leżeliśmy w łóżku, bawiąc się z naszym synkiem. Reszta domowników do nas zajrzała, ale gdy zobaczyli, że wszystko między nami jest już w porządku, nie przeszkadzali nam do końca dnia. Byłam bardzo szczęśliwa, że wszystko się ułożyło.
Teraz pozostają nam przygotowania do ślubu i przeprowadzka do nowego domu.