Następnego dnia, a raczej popołudnia przyszła Pani Purdy wstała z łóżka, kiedy usłyszała płacz swojego syna. W błyskawicznym tempie zmieniła mu pieluchę i zeszła na dół do kuchni, przygotowując cieple mleko. Sprawdziła na skórze, czy nie poparzy malucha i zaczęła go karmić, posyłając mu szczery, szeroki uśmiech. Nigdy nie spodziewała się, że w wieku prawie 21 lat zostanie matką, ale mimo wszystko bardzo się cieszyła, że Danny był z nią.
Calley zaczęła sobie wspominać wszystko, co się działo w ciągu tych ponad 2 lat, odkąd wyleciała z Polski i zaczęła nowe, zdecydowanie lepsze życie w Ameryce. Praca w studiu, przyjaźń z Brides'sami, ich dziewczynami, zwłaszcza z Juliet, Ashley, odnalezienie brata oraz prawdziej matki, kariera muzyczna, zdrada, związek z Chrisem, ciąża, potem kłamstwa Motionlessa, powrót do Asha, poród, cholerne porwanie przez byłą Cerulliego, zespół, trasa. Niby tak mało, a miała wrażenie, że minęło 5 lat, jak nie więcej.
- Dzień dobry, Call. - objął ją delikatnie Andrew, a malucha cmoknął w policzek. - Szczęśliwej rocznicy dla was! - dodał po chwili uśmiechając się szeroko, a dziewczyna zmarszczyła brwi.
- O kurwa mać. - spojrzała na datę w telefonie i nagle ją olśniło, dzisiaj mijały jej 2 lata w związku z Ashem. Mimo, że po pół roku każdy był z kimś innym, to wrócili do siebie, bo cóż, kochali się, to była ta prawdziwa miłość. - Co ja mu teraz mam dać? - zapytała, spoglądając na wokaliste, który zalewał kawe do kubka.
- Seks jest zawsze dobry. - niebieskooki dostał z pięści w ramię od czarnowłosej. - No to striptiz, odwdzięczysz się! - dorzucił, a kobieta miała ochotę złamać mu rękę, za te docinki.
- A myślałam, że to mój stary jest taki niewyrzyty, biedna Juliet. - odparła i westchnęła głośno, kładąc pustą butelkę do zlewu. - Coś wymyślę, może on też zapomniał i oboje jakoś temu zaradzimy. - dodała i wróciła na górę, do pokoju jej i Purdy'ego, gdzie położyła Danny'ego spać.
Jej narzeczony nadal smacznie spał, co było słychać, bo chrapał głośno, a wcześniej tego nie zauważyła. Odgarnęła jego włosy z czoła i pocałowała go tam, ponownie schodząc na dół, tym razem już ubrana w czarne spodnie z dziurami na kolanach, tego samego koloru golf z łańcuchem na szyi i skórzarza kurtka.
Udała się do najbliższego sklepu spożywczego, biorąc do wózka najpotrzebniejsze produkty do jedzenia, czyli jajka, świeże bułeczki, owoce takie jak jabłko, mandarynki, ostatnie opakowanie truskawek, banany i jeszcze marchewki.
- Co ja mu kurde zrobię, jak ja ledwo co naleśniki umiem usmażyć, a to jest oklepane jak cholera. - powiedziała do siebie. - Trudno, niech nie narzeka. - wzruszyła ramionami, dokładając jakieś słodkie produkty i wpadła na genialny pomysł.
Zahamowała wózkiem i pobiegła do działu z mąką, cukrem i innymi ciastami. Postanowiła, że upiecze kołocz weselny, który w jej regionie młoda para dawała najbliższym przed ślubem, czyli sernik, ale Call zrobi go bez rodzynek oczywiście, chociaż osobiście je uwielbiała i makowiec, jej ulubione ciasto. Przy kasie stała masa przeróżnych bukietów, więc wzięła czerwone tulipany, które lubiła. Wcisnęła wszystkie zapłacone zakupy do materiałowych reklamówek, a bukiet pod pachę i wróciła do willi Black Veil Brides.
- Moje matoły i piękne panie! - zawołała wszystkich, ale tak, żeby nie obudzić jej ukochanego. - Wy przytrzymajcie Asha tak długo jak się da w łóżku, a ja robię ciasto na deser po kolacji, więc nie zawiedźcie mnie! - poinformowała ich i wbiegła do otwartej kuchni z siatkami, które szybko rozpakowała na blacie. - Juli, pomóż mi proszę! - zawołałam przyjaciółkę. - Tu masz przepis przetłumaczony chujowo po angielsku, ale w razie co krzycz, jak nie ogarniesz. - wyciągnęła miski oraz blachy do pieczenia.
Najpierw niebieskooka wrzuciła potrzebne rzeczy, a potem mieszała wszystkie składniki, to samo robiła jej najlepsza przyjaciółka. Po wyrobieniu ciasta rękami, przykryły miski szmatką i dały pod kaloryfer, żeby wyrosło. Kobiety mogły trochę odpocząć, ale najmłodsza z nich wzięła wazon z kwiatami i poszła do góry, sprawdzić jak idzie plan.
- Chrapie niemiłosiernie, będzie spał do wieczora zapewne. - Christian lekko odsunął się od drzwi, do których wcześniej przystawił ucho.
- No i tak ma być. Za godzinę sprawdzicie ciasto pod kaloryferem, jak będzie wielkie, to wołajcie. Na kolacje zamówicie sobie pizze, albo maka, co chcecie. Potem będzie kołocz. Później wyjaśnie! - spojrzała na Jake'a, który już chciał zadać pytanie o czym przyjaciółka mówi.
Czarnowłosa weszła po cichu do pokoju i zamknęła drzwi. Postawiła kwiaty na szafce i usiadła na krawędzi ich łóżka, zaczynając głaskać mężczyzne po długich, czarnych włosach. Ashley mruczał coś tam pod nosem, aż nie otworzył oczu. Widząc swoją ukochaną uśmiechnął się szeroko.
- Ktoś tu w końcu wstał. - kąciki jej ust uniosły się wysoko, widząc wesołego basiste.
- Ile spałem? - zapytał, ziewając, przez co też zasłonił usta dłonią.
- Dłuuugo, dochodzi 15. - Caro zaśmiała się, widząc jego minę. - A teraz powiedz mi, proszę. Ty też zapomniałeś o naszej rocznicy? - zapytała, zagryzając wargi ze stresu.
- O cholera! To dzisiaj? - usiadł nagle na łóżku i zauważył bukiet czerwonych tulipanów. - Czy to nie ja powinienem dawać ci kwiaty? - zapytał, śmiejąc się lekko, ale był bardzo wdzięczny, za tak mały, ale miły gest.
- To nie ma znaczenia, następnym razem mi dasz. - uśmiechnęła się szeroko i usiadła mężczyźnie na udach. - W kuchni robi się już ciasto, a skoro mamy brać ślub, to trzeba czymś poczęstować gości. - puściła mu oczko i mocno się wtuliła w jego ramiona.
Ciasto wyrosło po półtorej godzinie, Call razem z Juliet rozwałkowały je na wielkość formy, a potem zabrały się za masę makową i serową. Wszystko było gotowe, tylko wystarczyło włożyć do piekarnika. Na szczęście kuchnia była tak duża, że mieli dwa urządzenia, więc pieczenie poszło sprawnie. Reszta domowników zajadała się pięcioma wielkimi pizzami, a przyjaciółki opadły na kanapę zmęczone pieczeniem.
- Za jakieś 45 minut będzie gotowe, nie jedzcie za dużo, musicie wcisnąć ten kołocz. - najmłodsza ułożyła nogi na udach Asha, a głowę na oparciu sofy.
- Już się nie mogę doczekać. - pogłaskał ją po łydkach narzeczony.
- Dobra, pytaliście o co chodzi z tym ciastem. W moim regionie przyszła para młoda daje kołocz gościom, którzy są zaproszeni na ślub, a przynajmniej tym najbliższym. Tak więc to macie od nas, a raczej ode mnie i Juju. - zaśmiała się głośno.
Dziewczyny wzięły po dwa kawałki pizzy, cieszą się z tego, że w końcu coś przekąsiły. Prawie wcale nie ruszały się z kuchni, a jednak trochę roboty było.
Wszyscy usłyszeli pikający dzwonek, dochodzący z piekarników, więc domownicy ruszyli w tę stronę zaraz za kobietami, które siedziały tam większą ilość czasu.
Wyciągnęły formy, odstawiły, żeby lekko jedzenie ostygło i posypały cukrem pudrem, a na sam koniec nałożyły po każdym rodzaju na talerzyk. Karo była lekko zestresowana, ale również ciekawa, czy przyjaciołom zasmakuje kołocz śląski.
- Laska, zrób takie na moje wesele, proszę! - krzyknął uradowany Andrew. - To jest przepyszne!
- Młody dobrze gada, takiego ciasta jeszcze nie jadłem, jest bardzo smaczne. - dodał Jake.
- CALL, PIECZ MI TAK CIĄGLE, ZAPŁACĘ ILE ZECHCESZ! - podskoczył CC, będąc zachwycony tym, jak cudowny jest ten deser.
Domownicy zjedli wszystko, nie został nawet okruszek, ale Karoline bardzo to cieszyło. Wygoniła Juliet, która uparła się, że będzie z nią zmywać naczynia i w spokoju z muzyką lecącą z telefonu odkładała kolejny talerzyk oraz łyżeczkę na suszarkę. Na końcu były nieszczęsne formy do pieczenia, ale szybko się z nimi uporała.
Dziewczyna westchnęła głośno i ruszyła do sypialni, gdzie na łóżku siedział Ashley, robiąc coś na swoim tablecie. Bez słowa udała się do łazienki, rozebrała się i wzięła prysznic. Tego jej było trzeba, czyli letnia woda, pachnący cytrusami żel, a także masa kosmetyków do włosów. Myślała podczas trasy, czy nie zmienić koloru, już kilka lat miała czarne, co zaczynało ją nudzić. Jakiś czas później wyszła z kabiny w szlafroku, szukając w szufladach jakiejś koszulki oraz spodenek, które posłużyłyby jej za piżamę.
- Słońce, mam coś dla ciebie. - zawołał ją basista i gestem dłoni zachęcił, żeby podeszła bliżej. - W sumie to dla nas. Nie ważne, z racji tego, że jestem matołem i zapomniałem o rocznicy, postanowiłem, że zaprojektuje zaproszenia na ślub. Co o tym sądzisz? - zapytał, podając narzeczonej tablet.
Na ekranie pojawił się wstępny projekt, ukazujący trzy czarne prostokąty. Dwa był połączone, jednak oddzielone białą linią, co miało sugerować, że w tym miejscu będzie zgięcie tektury, a to pierwsze robi za okładkę.
ZAPROSZENIE
Caroline Olson oraz Ashley Purdy mają zaszczyt ogłosić najlepszą bibe tego roku!
Alkohol będzie się lał, a jedzenie latać po stolikach, bo największy kobieciarz się żeni z seksowną mamuśką!
Serdecznie zapraszamy.......................... wraz z osobą towarzyszącą na ślub, który odbędzie się ............................... w Los Angeles
Przyjdźcie albo żałujcie!
Ps. Żadnych dzieci do lat 13
Kobieta wybuchnęła śmiechem czytając treść zaproszenia. Owe napisy były w kolorze srebrnym, ale "ZAPROSZENIE", które znadowało się na okładce oraz przedostatnie zdanie, w środku, różowe. Na rogach były obrazki, które odzwierciedlały przyszłą parę młodą, czyli, gitara basowa i Hello Kitty oraz mikrofon z maszynką do tatuowania.
- Przecież to jest cudowne! - niemalże pisknęła kobieta z wrażenia. - Wydrukujemy o jeden egzemplarz więcej, chcę mieć na pamiątkę. - dodała, przytulając się do narzeczonego.
- To co? Wesele w plenerze, wiosną? - zapytał, doskonale wiedząc, czego pragnie jego ukochana.
- Marzec albo kwiecień. W maju mam urodziny, nie chcę tego łączyć z weselem, byłoby to trochę nie fair w stosunku do ciebie. - odpowiedziała, siadając mężczyźnie na udach.
- Cokolwiek sobie zażyczysz. - zaśmiał się cicho i przyciągnął ją do czułego pocałunku.
Oboje nie mogli się już doczekać tego dnia. Wiedzieli od samego początku, że prędzej czy później się to wydarzy. Zostało teraz załatwić miejsce na wesele, wydrukować zaproszenia, suknia, garnitur, obrączki i mogli się cieszyć sobą już do końca życia.
---------------
Ej, jestem zjebana XD Ten rozdział napisałam w lipcu 2022 i dopiero teraz zauważyłam, że go tu nie ma XD
SORKI XD
Jako, że jestem ślązaczką, musiałam dodać coś ze swojej kultury XD
Jestem zjebana, owszem. Fanfik miał był skończony miesiąc temu i jak zwykle coś się spierdoliło XD Ja się kurde do tego nie nadaje, przysięgam. Mam w chuj pomysłow, wena leci jak nie wiem, ale nie umiem tego ubrać w słowa albo po prostu nie mam czasu. Spróbuję w najbliższym czasie dodać jeszcze jeden rozdział, ale nic nie obiecuję.
Szczęśliwej, spóźnionej rocznicy Who Can Save Me Now? 9 lat z tym cholerstwem, a nadal ni ma skończony.