sobota, 4 października 2014

Ogłoszenia duszpasterskie XD

Nie, nie usuwam, ani nie zawieszam bloga, nie bójcie się ;D
Chciałam was tylko poinformować, że założyłam nowego bloga ;) Jak możecie się domyślać, jest on o Motionless In White ;3
Ktoś mnie poprosił o założenie takiego, więc spełniłam jego/jej prośbę c;
Bez dalszych ceregieli zapraszam na You are the water in my lungs!!!
Calley Purdy Motionless <3

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 25

*Wrzesień*


*Perspektywa Ashley'a*


Po trasie od razu zaczęliśmy się brać za nowy album, spędzaliśmy w studiu bardzo dużo czasu, że nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem w domu, wyspałem się w swoim miękkim łóżku, albo zjadłem jakieś porządne danie niż z restauracji. Jednak zrobimy wszystko, żeby nasza armia była zachwycona płytą. 
Niedawno poszliśmy z Call do ginekologa sprawdzić jak z naszym maluszkiem i dowiedzieliśmy się, że jest zdrowy, a za kilka tygodni dowiemy się jaka będzie płeć. Już się nie mogę doczekać, a to już 4 miesiąc, bbrzuszek jej rośnie. Wygląda tak ślicznie, będzie z niej cudowna mama. Tylko Chris. Mam nadzieję, że nie będzie zgrywał tatusia dla MOJEGO dziecka. Może i zabrał mi Calley, ale nie oddam mu Ash'a Juniora! Dobra Purdy, uspokój się, już raz od niego dostałeś. Na samą myśl o tym boli mnie cholernie nos. Niezły ma sierpowy, to muszę przyznać, ale za nic nie oddam mu małego, albo małą. 

*Perspektywa Karoliny*

Razem z Chris'em pojechaliśmy do Ricky'ego obmyśleć imiona dla dziecka. Wiem, że Ash powinien być z nami, ale jest zajęty płytą i nie chcę mu przeszkadzać. 
- Może Richard? - odezwał się mój brat, a Chris strzelił facepalma.
- Piękne Horror. Ile nad nim myślałeś kochany? - w moim głosie zabrzmiał sarkazm.
- Dłuuuugo - uśmiechnął się głupkowato.
- Bryan, Danny, Cameron, Tom, Will, Oliver, Bill, Ben, Ryan, Joe, Angelo, Sabrina, Hayley, Amy, Evelyn, Taylor, Natalie, Mia, Sarah, Megan - zaczął wymieniać mój chłopak.
- Zapisujemy wszystkie - uśmiechnęłam się, a ja poczułam lekkie kopnięcie w brzuchu - Chris! - przyłożyłam jego dłoń. - Kopie! - prawie płaczę ze szczęścia.
- Czuję kochanie - całuje mnie w policzek i głaszczę brzuszek. 
- Nie uważasz, że powinnaś zadzwonić do mamy i powiedzieć jej, że będzie babcią? - zabrał głos Ricky.
- W sumie racja - chwyciłam za telefon i wybrałam numer do mojej mamy, prawdziwej mamy.
Porozmawiałam z nią chwilę i umówiłam na jutro po południu na małe zakupy. Przecież zostało jakieś 5 miesięcy, a ta już chce wszystko kupywać, ale się cieszy, więc jej nie zabraniam. Jeśli uda mi się wyciągnąć Ash'a ze studia to pójdziemy we czwórkę. Tak, mój kochany braciszek musiał się dołączyć. Ehh..Co ja z nim mam? Jednak kocham go nad życie i nie wiem co by było jakbym go nie poznała i nie dowiedziała się prawdy o sobie, swoim pochodzeniu.
- To ja pojadę jeszcze do Brides'ów bo jest późno i pewnie już wrócili. Przy okazji spytam się Ash'a czy ma czas jutro - poszłam do garderoby i zaczęłam wiązać glany.
- A może cię zawieźć? - zapytał Chris.
- Nie trzeba, jestem już dużą dziewczynką kochanie - pocałowałam go czule. - Poradzę sobie - uśmiechnęłam się i założyłam swoją skórzaną kurtkę.
- No dobrze, ale jakby się coś działo to dzwoń do któregoś z nas. - przytulił mnie mocno.
- Nie ma sprawy - chwyciłam klucze od samochodu, wysłałam Chris'owi buziaka i wyszłam. 
Cała droga minęła mi dobrze, ale jednak coś mnie niepokoiło. Pewny czarny samochód jechał za mną od samego początku podróży, muszę przyznać, że byłam nieco przerażona, ale włączyłam sobie nową piosenkę Tokio Hotel i zapomniałam o tajemniczym pojeździe.
Kilkanaście minut później dojechałam pod willę BVB. Nie pukałam bo jak to ujęli chłopacy "To nadal jest twój dom i przychodź kiedy chcesz, bez pukania". Weszłam do środka i zobaczyłam pełno kartek walących się po podłodze, najwyraźniej przenieśli studio do domu. Andy kłócił się z Jake'em o piosenkę, Jinxx z CC'm o to, kto ma zacząć grać, a Ashley siedział sobie spokojnie i całował z Kiną. Te ich wrzaski były nie do wytrzymania, więc walnęłam growlem najgłośniej jak umiałam i ich uciszyłam.
- Aua! Oszalałaś? Co to miało być? - pisnęła blondynka.
- Growl, chociaż jeśli chodzi o ciebie i twój móżdżek to i tak nie zrozumiesz. - ta tylko na mnie prychnęła. - Przestaniecie się kłócić?! - powiedziałam teraz ciszej do Brides'ów.
- Ale my niedługo wydajemy piosenkę, która nie jest dopracowana, nawet tekst nam się pierdoli. - marudzi Andy.
- Dawaj! - wzięłam od niego kartkę - Powiem szczerze. Tekst jest do dupy, ale da się to jeszcze uratować - wzięłam długopisi coś  dopisałam, poprawiłam i im podałam. - Może być?
- Even when I fall down to my knees
I never say a prayer I don't believe
And I don't wanna look up to the son
But I will never be the faithless one 
No I will never be the faithless one * - zaczął czytać na głos Andy. - To jest zajebiste! Dziękuję ci Call - mocno mnie przytulił.
- Uważaj młody bo jeszcze mi dziecko uszkodzisz - podbiegdł do mnie Ashley i pogłaskał po brzuszku, a ja znowu poczułam kopnięcie, na co Purdy szeroko się uśmiechnął - Tatuś też cię kocha, wiesz? - zaczął lekko mnie łaskotać po brzuchu.
- A myślałem, że to ja będę pierwszy ojcem - odezwał się Jinxx, a wszyscy się zaśmiali.
- Może niedługo kochanie - Sammi usiadła mu na kolanach i dała soczystego buziaka.
- Ash? Masz może czas jutro po południu? - spojrzałam na niego błagającymi oczkami.
- Chyba, a coś się stało? - dalej głaskał mój brzuch.
- No bo moja mama się uparła, żebyśmy z nią poszli na jakieś zakupy. Wiesz, kupić jakieś ubranka, zabawki dla małego.
- Ale przecież zostało jeszcze 5 miesięcy - uniósł brew.
- Wiem, ale ciągle nawija, że teraz chce coś dla wnuka kupić - zrobiłam Najsłodsza minę jaką umiałam.
- No dobra, pójdę z wami, to potem mi napisz o której i gdzie mamy się spotkać - uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję - przytuliłam go mocno, ale szybko się odsunęłam. - Pomóc wam w czymś chłopaki? - podeszłam do nich.
- Jak na razie nie, ale pojutrze przyszłabyś do studia? - oderwał zwrok od kartki Andy.
- Nie ma problemu, to ja już się zbieram - pomachałam wszystkim.
- Calluś! Czekaj! - zatrzymała mnie Juliet, którą dopiero teraz zauważyłam. - To taki mały prezent ode mnie i Andy'ego - podała mi mały kostium batmana i takiego samego pluszaka.
- Jest przesłodkie, dziękuję wam - dałam parze po buziaku w policzek i wyszłam z domu. Znowu on, znowu ten sam samochód, stał pod willą.To już przestaje być zabawne. Dobra Karo, pierdol to, wrócisz do domu, prześpisz się i zapomnisz, że to auto w ogóle istniało.
***
Od godziny chodzimy z moją mamą po różnych sklepach i oglądamy ubranka dla małego, kupiliśmy już kilka i dla chłopca, i dla dziewczynki. 
- Mamo ile jeszcze? Nogi mnie bolą! - marudził Horror.
- Nie tylko ciebie stary - zgodził się z nim Deviant.
- Mama! Przerwa! Widziałam tu kawiarnię i tam możemy odpocząć i się czegoś napić, okej? - oparłam się o mojego brata, który pewnie by mnie zabił teraz.
- No dobrze skarbie, to wy napięcie się czegoś, a ja jeszcze poszukam - pomachała nam i odeszła.


*Perspektywa Ricky'ego*

Kiedy ja i Karola weszliśmy do Chris'a domu od razu padliśmy na kanapę razem z wszystkimi torbami.
- Już nigdy więcej zakupów z mamą! - krzyknęliśmy równocześnie, a Motionless śmiał się w niebo głosy.
- Gdybym nie miał zaraz się udusić, dostałbyś taki wpierdol - pogroziłem mu palcem.
- Jak ja się cieszę, że nie poszedłem z wami, a tak to siedziałem na wygodnej kanapie, piłem sobie czerwone winko, oglądałem film...- nie dokończył bo dostał od Calli w łeb.
- Nie wkurwiaj mnie Cerulli bo źle się to dla ciebie skończy - usiadła mu na kolanach i mocno przytuliła.
- Rzygam tęczą! - udawałem, że wymiotuję, a oni pokazali mi fucka.
- Za karę masz zrobić romantyczny wieczór - mruknęła mała.
- Z przyjemnością kochanie - pocałował jej czoło i poszedł do kuchni coś przyrządzić.
- To może ja nie będę wam już przeszkadzać - nie wiem jakim cudem zwlokłem się z sofy i udałem się powoli do pokoju gościnnego.

*Perspektywa Chris'a*

Siedziałem w kuchni i przygotowywałem dla Call lasagne. Gdy czekałem, kiedy danie będzie gotowe, zajrzałem do mojego skarba, który leżał na plecach i oglądał telewizję głaszcząc się też jednocześnie po brzuchu. Patrzałem na nią z wielkim uśmiechem. Jestem pewny, że będzie z niej cudowna mama.
Usłyszałem dźwięk minutnika i wyciągnąłem lasagne z piekarnika. Wyciągnąłem kieliszki nalewając do nich sok z czarnej porzeczki, który Karo uwielbiała. Zaniosłem wszystko do salonu i zapaliłem świeczki.
- Podoba ci się? - usiadłem obok niej i dałem jej buziaka w czółko.
- Nie mówiłam tego na poważnie, ale dziękuję ci. Jesteś cudowny - pocałowała mnie czule w usta. - Więc za co pijemy? - wzięła kieliszek do ręki.
- Za ten wieczór, za nas oraz za twoje przyszłe dziecko - stuknęliśmy i upiliśmy łyk, a potem zabraliśmy się za wcinanie mojego dzieła.
- Nie sądziłam, że potrafisz tak dobrze gotować - powiedziała z pełną buzią.
- A widzisz, jeszcze kilku rzeczy o mnie nie wiesz - puściłem jej oczko.
- Mam nadzieję, że się niedługo dowiem - ponownie się uśmiechnęła, ale bardziej seksownie.
- Zobaczymy - tym razem ja ją pocałowałem i jedliśmy w ciszy słuchając nowej płyty mojego zespołu.

---------------------
* Black Veil Brides - Faithless

Na początek chciałabym przeprosić, że musieliście czekać tak długo na rozdział :(
Mam dla was dobrą wiadomość bo wasza Calley zdała do następnej klasy! :D (Co prawda na warunkowym, ale to tylko szczegół XD)
I do tego zrobiła sobie piercing w języku, o którym marzyła od 6 lat *_*
Ten rozdział dedykuję Black Anna, bo strasznie spodobał mi się jej blog *___* Serdecznie polecam! Calley Purdy Motionless XD Przepraszam, że czcionka jest taka, a nie inna, ale tak to jest jak kopiujesz z aska i wklejasz na bloggera i to jeszcze z TELEFONU ;-; Czasami ta komórka mnie tak wkurwia.
Słyszeliście nową płytę MIW? Podoba wam się? Bo mnie bardzo *____* ♥♥
Dobra no to chyba na tyle, mam nadzieję, że rozdział się podobał i będzie dużo komentarzy :*
Do następnego kochani ♥

10 komentarzy = nowy rozdział.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 24

*Perspektywa Ashley'a*

Strasznie się cieszyłem, że będę miał dziecko i to jeszcze z Call. No po prostu jestem w niebie. Moja radość jest nie do opisania. Jestem pewny, że będziemy szczęśliwą rodziną, może nie razem, ale będziemy. Myślę, że urodzi się synek, albo dziewczynka. Tak, śliczna mała kruszynka, tak piękna jak Karola lub też przystojny chłopczyk z charakterem po tatusiu. Zobaczymy jeszcze, już się nie mogę doczekać naszego malucha, jeszcze tylko niecałe 7 miesięcy, szybko to minie i będę mógł w końcu zobaczyć moje i Calley dziecko. Trzeba tylko się jakoś pozbyć Chris'a, on ciągle stoi na przeszkodzie żebym znowu mógł się zbliżyć do małej, a ja tak za nią strasznie tęsknię, za jej dotykiem, słodkimi malinowymi ustami, cudnym uśmiechem, za nią całą, ale jestem z Kiną, nie mogę jej zostawić, jednak w głębi duszy dalej ją kocham jak kilka lat temu. Chyba po koncercie wezmę ją gdzieś, w ramach przeprosin za to co ostatnio zrobiłem, zachowałem się wobec niej nie fair. Może przejażdżka na koniach? Tak, to jest genialny pomysł! Będzie tak samo jak na naszej pierwszej randce. Na pewno się ucieszy.

*Perspektywa Karoliny*

- Nie zasypiaj księżniczko, zaraz masz koncert - szepnął mi do ucha mój ukochany.
- Ale mi tak z tobą dobrze - wtuliłam się mocno w niego.
- Mi z tobą też, nawet nie wiesz jak bardzo, jednak musisz się powoli zbierać, bo fani nie będą czekać - pocałował mnie w czółko i podał koszulkę, którą mi wcześniej zdjął.
- No dobrze - musnęłam lekko jego usta i wstałam z łóżka.

Dojechaliśmy w końcu na miejsce, wyszłam z Motionless'em z wana i poszłam do Juliet.
- Co ty tam z nim robiłaś? - zaśmiała się widząc mnie lekko przemęczoną.
- Nic - zaczęłam się śmiać. - No serio nic, tylko leżeliśmy na łóżku - poszłyśmy na scenę i przywitałyśmy się z fanami. Chwyciłam gitarę zaczynając grać Hush oraz resztę piosenek z repertuaru mojej przyjaciółki.
Pół godziny później skończyłyśmy.
- A teraz wielkie brawa dla Calley Olson! - krzyknęła Juli i zostawiła mnie samą z mikrofonem i moim akustykiem. Przejechałam po strunach i zagrałam piosenkę pod tytułem Burn, a potem Sweet Things (od autorki: Nie zwracajcie uwagi na głos Bena XD) i resztę moich piosenek. Ukłoniłam się do publiczności i wróciłam za kulisy gdzie reszta Brides'ów się przygotowywała się.
- Aua! Kurwa mać jak boli! - usłyszałam Jinxx'a.
- Co my teraz zrobimy chłopaki? - głos zabrał wokalista.
- Co się stało? Czemu Jerry wyje z bólu? - podeszłam szybko do zespołu.
- Nie wiem jakim cudem, ale stłuczył sobie dureń palce i to jeszcze przed koncertem! - krzyknał Jake. - I teraz nie mamy gitarzysty!
- Jak to nie? Przecież jest Karo - powiedział Ash obejmując mnie ramieniem.
- Wy chyba nie myślicie, że ja mam zagrać za Jeremy'ego?
- A czemu by nie? Jesteś świetną gitarzystką, umiesz wszystkie nasze piosenki. A poza tym to ostatni koncert na Warped, więc co ci szkodzi? - powiedział ponownie Andy.
- Ehh...Dajcie mi tą pieprzoną gitarę - dostałam do ręki elektryka Jinxx'a. - Ale w zamian też będziecie niańczyć małego jak się urodzi - uśmiechnęłam się do nich.
- No to możemy zacząć grać - powiedział entuzjastycznie Christian, który zasiadł już przy swojej perkusji.
Mieliśmy zagrać na poczatek I Am Bulletproof, więc każdy z zespołu zaczął pokolei wychodzić. Andy był jako ostatni. Grałam najlepiej jak potrafiłam. Fani dziwnie zareagowali na mój widok, ale i tak bardzo dobrze się bawili.
Skończyliśmy, a Andy zabrał głos.
- Wiem, że jesteście nieco zdziwieni obecnościa naszej przyjaciółki zamiast naszego tatusia, ale ten idiota dosłownie przed koncertem rozwalił sobie palce i biedna kaleka nie da rady zagrać!
- Ja to wszystko słyszę synku! - podszedł do Biersack'a i trzepnął go zdrową rękrękąa w łeb na co fani zaczęli się śmiać.
- Jak mówiłem, Call zastapi naszego gitarzystę. Cieszycie się?! - krzyknął, a ludzie zaczęli piszczeć. - No to gramy chłopaki... i Calley - puścił mi oczko, a ja za to pokazałam mu fuck'a.

*Perspektywa Ashley'a*

Cały koncert wyszedł nam wspaniale. Fani bardzo dobrze się bawili, Karola była w swoim żywiole, robiła to co kocha, więc nie miała żadnego problemu z zagraniem naszych piosenek.
Po udanym występie postanowiliśmy pójść się jeszcze napić czegoś i spędzić czas z fanami jeszcze przed powrotem do domu.
Jako ostatni grali Motionless In White, Call była strasznie zapatrzona w Chris'a. Po prostu nie umiała oderwać od niego wzroku. I jak ja mam ja znowu do siebie przekonać? Kurde trzeba coś wymyślić.
- No to pijemy dzisiaj za nasza Calley, która świetnie sobie poradziła zastępując naszego poszkodowanego Jerry'ego - powiedział Andrew i stuknęliśmy wszyscy Monsterami.
- Od dzisiaj mianuję cię Karolino awaryjnym gitarzystą na naszych wszystkich koncertach! - zabrał głos Jinxx i wręczył małej swoją szczęśliwą kostkę do gitary. - Niech ci się dobrze na niej gra - przytulił naszą przyjaciółkę i dopiliśmy resztę napoju.

Szedłem ostatni do wana zaraz za emoskiem. Właśnie miała wchodzić, ale ją w porę zatrzymałem.
- Mała, chciałbym chwilę z tobą pogadać na osobności - powiedziałem nieco głośniej bo zauważyłem, że CC i Jake chcą podsłuchiwać.
- No dobrze. Proszę, słucham cię. - oparła się bokiem o busa.
- Wiem, że minęło już trochę dużo czasu od naszego rozstania, ale ja nigdy nie przestałem o tobie myśleć. Mimo tego, że przez moment czułem do ciebie ogromną nienawiść dowiadując się o twojej zdradzie z Chris'em, ja dalej cię kocham tak samo jak pierwszy raz na ciebie spojrzałem, a może nawet i bardziej - pogłaskałem jej policzek.
- Ashley, to już koniec. Nas już nie ma, teraz jesteś z Kina kochasz ją. To była twoja pierwsza miłość i życzę wam jak najlepiej. To ja zepsułam nasz zwiazek, bo zakochałam się w Chrisie. - zabrała moją rękę.
- Ale co z małym? Przecież dziecko potrzebuje ojca. - pogłaskałem jej brzuch.
- Ja ci nie zabraniam kontaktu z nim, broń Boże. Będę do was codziennie przyjezdżać, maluch spędzi czas z tobą, z chłopakami. Będziemy rodziną, tylko nie będziemy mieszkać razem. Przykro mi Ash, ale to jak dla mnie najlepsze rozwiazanie - powiedziała smutno.
- A mogę być na badaniach z tobą i przy narodzinach? - przybliżyłem się nieco do niej.
- Jasne, że tak, w końcu to ty jesteś ojcem - uśmiechnęła się lekko do mnie.
- Dziękuję mała - nie mogłem wytrzymać i pocałowałem czule Karo w usta. Ten pocałunek nie trwał długo bo poczułem okropny ból w nosie i to jak upadam na ziemię. Zobaczyłem przed soba wściekłego Motionless'a, który patrzył na mnie z mordem w oczach.
- Fajnie to tak dobierać się do cudzej dziewczyny?! - kopnął mnie w brzuch.
- Chris przestań! On tego nie chciał, poniosło go! - usłyszałem głos Karo.
- I ty go jeszcze bronisz?! To jak ci tak na nim zależy to idź do niego i wychowujcie sobie razem to dziecko! - krzyknał ponownie dając mi pożądnego kopniaka.
- Kurwa mać zabijesz go! - odepchnęła go z dalega ode mnie. - Jesteś cały? - kucnęła przy mnie  i przyłożyła rękę do mojego policzka.
- Nie za takie rzeczy dostawałem po ryju - cicho się zaśmiałem i po chwili tego pożałowałem bo zacząłem wijać się z bólu.
- Nawet w takich momentach musisz mnie rozbawić - też się zaśmiała i powoli chwyciła mnie za rękę i podniosła do pozycji stojącej.
- Calluś, ja przepraszam bardzo, nie wiem co mnie napadło. - powiedział Cerulli.
- To nie mnie powinieneś przepraszać. Wiesz co? Daj mi na chwilę spokój, po tym co przed chwila zrobiłeś nie chcę na ciebie patrzeć. Jeszcze trochę i byś go zabił! - krzyknęła na niego i pomogła mi się dostać do wana.

*Perspektywa Karoliny*

Co za idiota, prawie zabił Ash'a! Co w niego wstąpiło? To Purdy mnie pocałował, a nie ja go! Przesadził i to bardzo. Nie chcę go teraz w ogóle widzieć teraz. Zwariował! Przecież wie, że go kocham i musi mi zaufać. To dla niego odeszłam od Devianta bo się w nim zakochałam.

Zaprowadziłam basistę do swojego pokoju i zaczęłam opatrywać rany jakie mu zadał mój chłopak.
- Auć, piecze trochę - pisnął z bólu.
- Nie bądź baba, wystarczy już, że masz kobiece imię - oboje się zaśmialiśmy.
- Andy mi kiedyś powiedział to samo - zacisnął pięść, bo dalej go piekło.
Nagle drzwi od pokoju otwarły się na oścież, a do niego wpadła wściekła Kina.
- Spierdalaj od mojego Ash'a podła szmato! Lec do swojego Chris'a, a nie cudzych facetów podrywasz! - krzyknęła.
- Zamknij ryj idiotko! Nie widzisz, ze jest ranny? - nakleiłam plastry na jego twarz.
- O boże! Kochanie co ci się stało? - podbiegła do niego prawie zapłakana.
- Nic takiego, nie martw się mała - chwycił ja za dłoń i uśmiechnał lekko.
- Kto ci to zrobił? - druga ręka głaskała jego policzek.
- Chris mu przywalił bo był zazdrosny o mnie i o to, że jestem w ciaży z Ash'em - nagle pożałowałam tego co powiedziałam.
- Co proszę?! Jak to z nim w ciaży?! - ostro się wkurzyła
- W moje urodziny straciłam z Purdy'm dziewictwo i najwyraźniej od tego momentu jestem z nim w ciaży. Z Motionless'em jeszcze nigdy się nie kochaliśmy, więc wiadome kto jest ojc...- nie dokończyłam bo poczułam mocne pieczenie na policzku.
- Nikt nie będzie wrabiał mojego ukochnego w jakieś dziecko! Jeszcze ci udowodnię, że ono nie jest jego! - wyszła z pokoju, a ja za nia i nie uwierzyłam w to co zobaczyłam. Kina całowała się z Chris'em, z moim Chris'em. Przesadziła! Podeszłam do niej od tyłu, chwyciłam mocno za jej doczepiane platynowe włosy i pociagnęłam do tyłu tak, że wyladowała na podłodze.
- Nie dobieraj się do cudzych facetów koleżanko - powiedziałam surowym tonem i pogłoziłam jej palcem idac do swojego pokoju, gdzie o dziwo Ash'a już nie było.
Usiadłam na kanapie i ukryłam twarz w dłoniach, nie płakałam. Nie chciałam dać Kinie tej satysfakcji. Nie tym razem. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i zobaczyłam w nich Chris'a
- Call, ja przeraszam. To ona zaczęła, ja tego nie chciałem i przepraszam, że pobiłem Ash'a, poniosło mnie, ja po prostu...Nawet nie wiesz jak ja jestem w tobie zakochany. Od samego poczatku jak na ciebie spojrzałem, ja nie potrafię żyć bez ciebie... - nie skończył bo pocałowałam go czule w usta.
- Wierzę ci wariacie - uśmiechnęłam się do niego szeroko i mocno do niego przytuliłam. - To ja przepraszam, mogłam się od niego uwolnić, ale nie potrafiłam...
- Cicho, to już przeszłość, teraz jesteśmy tylko ty i ja, no i twoje dziecko - znowu mnie pocałował i tak poźniej trwaliśmy w mocnym uścisku przez jakiś czas.

------------------------------------------------------
No to kolejny rozdział już za mna :D Miał się pojawić w poniedziałek, ale pojechałam do Opola do Mai Bvb i nie miałam czasu, żeby coś napisać :/
Ten rozdział dedykuję Usagi, która mi pomogła z rozdziałem i bardzo jej dziękuję <3
Mam nadzieję, że wam się podobało i będzie dużo komentarzy :3
Do następnego kochani! :*

10 komentarzy - nowy rozdział.

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 23

*Perspektywa Karoliny*

*2 tygodnie później *

Spałam sobie smacznie w samej koszulce mojego chłopaka, aż nie obudził mnie scream Biersacka z piosenki Perfect Weapon. Przestraszona spadłam z łóżka prosto na mój kościsty tyłek.
- Wstawaj śpiąca królewno! Dzisiaj jest taki piękny dzień i aż szkoda go przegapić! - powiedziała radośnie Juliet.
- Ty chyba na serio chcesz umrzeć wariatko - pomasowałam swoje bolące pośladki i wstałam lekko się chwiejąc. Chwyciłam się za czoło czując mocny bój głowy i chwilę później spojrzałam na siebie w moim lusterku.
- Ja pizgam! - zasłoniłam usta ręką. Miałam pełno worów pod oczami rozmazany makijaż i do tego wielką śliwę z ostatniej bójki z Kiną. Zanim ją poznałam uważałam ją za miłą dziewczynę, najwyraźniej pozory mylą.
- Nie martw się, doprowadzę cię do porządku - przyjaciółka chwyciła mnie za nadgarstek i zaprowadziła do łazienki gdzie na początek wzięłam sobie prysznic. Wysuszyłam włosy, wytarłam całe swoje ciało, założyłam jakieś jeansowe szorty oraz zwykłą czarną bokserkę i wróciłam do Juli, która siedziała w mojej małej komnacie samotności z kosmetyczką, prostownicą i innymi pierdołami.
- Możesz mi powiedzieć co ty odpierdzielasz? - ziewnęłam i usiadłam na przeciwko niej na mojej bardzo wygodnej pryczy.
- Po prostu chcę, żebyś dzisiaj wyglądała jak Afrodyta - zaczęła malować moje oczy.
- Wariatka - mruknęłam pod nosem.
- Ja ciebie też kocham Calluś - pocałowała mnie w czółko i kontynuowała swoją czynnoś.
Jakieś kilka minut później skończyła malować, ale nie pozwoliła mi jeszcze się zobaczyć. Boże, jej naprawdę odbiło z tym wszystkim.
- Teraz zrobimy ci śliczne loczki - chwyciła kosmyk moich włosów,  obkręciła aby po chwili przyłożyć do nich prostownicę i zaczęła powoli przejeżdżać nią po włosach co potrwało jakieś półtora godziny, dlatego, że miałam włosy prawie do tyłka.
- Jeszcze tylko zasłonimy tego siniaka - wzięła podkład, który nałożyła na moje powieki i lekko rozsmarowała, żeby nie bolało mnie bardzo, a potem dała trochę pudru. Nie byłam przyzwyczajona do takich rzeczy. Nie używałam takich "świńst", wolałam się nie oszpecać i zostawić swoją skórę, żeby w spokoju mogła oddychać póki jest jeszcze młoda.
- Gotowe! - powiedziała z entuzjazmem Juju i podała mi lusterko. Zaniemówiłam. W odbiciu zobaczyłam śliczną dziewczynę z lekkim makijażem, błękitnymi oczami, długimi czarnymi lokami i piercingiem na twarzy.
- Juliet? Co to za piękność w lustrze? - dalej byłam w szoku i ciągle się sobie przygladałam.
- To ty kochana - uśmiechnęła się szeroko ciesząc się ze swojej dobrze wykonanej roboty.
- Wyglądam jak nie ja. Dziękuję ci bardzo! - mocno przytuliłam swoją przyjaciółkę.
- To dla mnie drobiazg. Ważne, że tobie się podoba - ponownie się uśmiechnęła i poszłyśmi do kuchni coś zjeść bo była już 12. Ja wzięłam sobie tylko jabłko.
- O nie moja droga! Masz zjeść porządne śniadanie, a nie, że się głodzisz! - podała mi talerz z naleśnikami - I nie słyszę żadnej odmowy od ciebie - przewróciłam oczami wzięłam sobie jeszcze musztardę, którą posmarowałam placki, Juli spojrzała na mnie dziwnie, ale się tym zbytnio nie przejełam i zabrałam się za jedzenie mojego śniadania. O dziwo, wszystko zjadłam w miarę szybko, lecz poczułam lekkie nudności. Na pewno za dużo zjadłam i dlatego. Po chwili wiedziałam, że już nie wytrzymam. Pobiegłam szybko do łazienki i zaczęłam wymiotywać, ktoś wziął moje włosy i odgarnął żebym ich nie ubrudziła.
- Mała? Wszystko w porządku? - usłyszałam głos Andy'ego.
- Tak, tak. Wszystko dobrze - usiadłam przy klozecie, ale znowu zaczęłam wszystko zwracać. - Musiałam się czymś zatruć - powiedziałam kilka minut później.
- Na pewno jest okej? - zapytał z troską obejmując mnie ramieniem.
- Na pewno. Nie martw się. - uśmiechnęłam się blado w jego stronę.
- Co się stało? - w łazience jak strzała pojawiła się moja przyjaciółka.
- Nic. Po prostu zwymiotowałam, zatrułam się czymś chyba. - wzięłam jakieś tabletki.
- Kiedy powinnaś dostać okresu? - spytała się dając ręce na moje kolana.
- Chyba z jakieś kilka tygodni tem...Ty chyba nie myślisz, że...- zatrzymałam się na chwilę.
- To całkiem możliwe. Masz - podała mi test ciążowy. - Musimy sprawdzić czy to na pewno prawda. - wyszła z łazienki, a ja zrobiłam wszystko co było zapisane w instrukcji. Odczekałam kilka minut i spojrzałam na dwie kreski, które widniały na teście. Zaczęłam płakać.
- Mogę wejść? - usłyszałam Juju, która nie czekając na moją odpowiedź weszła do środka i od razu przytuliła mocno do siebie. Podałam jej test i jeszcze mocniej mnie przytuliła.
- To jest dziecko Ash'a? - otarła kciukiem moje łzy.
- Na pewno. Tylko z nim się kochałam. Boję się jak on na to zareaguje i Chris. - wzięłam chusteczkę i otarłam resztę łez.
- Mam nadzieję, że będzie dobrze. Chodź, nikt nie może cię zobaczyć w takim stanie - chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do swojego i Andy'ego pokoju.
Szybko poprawiła mój rozmazany makijaż. Miałam już wyjść, ale natknęłam się na basistę. Strasznie się zawstydziłam i schowałam twarz we włosach.
- Ślicznie wygladasz Call - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Dzięki... Ash, ja muszę ci coś powiedzieć, ale to na osobności - spojrzałam na niego, a później na Kinę, która niezbyt była zadowolona moim widokiem.
- No to chodźmy do ciebie - chciał mnie chwycić w pasie, jednak ja szybko poszłam do mojego pokoju, który zamknęłam, żeby nikt nie podsłuchiwał.
- Więc o czym chciałaś mi powiedzieć? - usiadł na moim łóżku, a ja obok niego.
- Wiesz, to bardzo trudne dla mnie. Nie wiem czy dam radę to powiedzieć. - ukryłam twarz w dłoniach.
- Weź głęboki oddech i po prostu to powiedz - chwycił moją chudą dłoń i złączył ze swoją.
Zrobiłam tak jak mi kazał i po paru minutach się odezwałam.
- Zostaniesz ojcem - spojrzałam mu w oczy, a on wyszczerzył oczy i po chwili mocno mnie przytulił do siebie. - Nie jesteś zły? - zdziwiłam się.
- A czemu miałbym być? Jestem strasznie szczęśliwy, że będę tatą! - pogłaskał mój brzuch i znowu mocno przytulił. - Który to miesiąc?
- Na pewno drugi bo jest środek lipca, a kochaliśmy się w moje urodziny w maju.
- No tak, masz rację. A jak ty to powiesz Chris'owi? - nagle zmienił ton na bardziej obojętny.
- Nie jestem pewna, boję się jego reakc...
- Call! Chodź tu szybko do mnie! - usłyszałam Juju. Przeprosiłam Ash'a i poszłam w stronę gdzie znajdowała się moja przyjaciółka, była na zewnątrz bo właśnie tankowaliśmy.
- Co chciałaś Juli? - oparłam się bokiem o busa.
- Pogadać trochę - odpowiedziała i nagle poczułam jak ktoś zasłania mi oczy. Chwyciłam tego kogoś za ręce i nagle zaczęłam skakać z radości bo tą osobą okazał się mój Chris. Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam czule w usta.
- Myślałem, że cię pomyliłem z kimś, ale ten seksowny tyłek poznałbym wszędzie - chwycił mnie lekko za niego i ponownie pocałował.
- Juliet mnie tak urządziła - zaśmiałam się i objęłam go w pasie.
- Wyglądasz cudownie. Tak grzecznie - powiedział z zachwytem.
- A wcześniej to byłam niegrzeczna tak? - przejechałam paznokciem po jego szyi.
- Może troszeczkę. - otarł swój nos o mój i musnął go lekko.
- Zabawny jesteś - wtuliłam się w niego mocno. - Chodźmy się gdzieś przejść na chwilę. - chwyciłam go za rękę i poszliśmy nad rzekę, która płynęła sobie niedaleko stacji. Usiedliśmy na górce i patrzyliśmy na płynący strumień wody.
- Ładnie tutaj - stwierdził obejmując mnie w pasie i przyciągając jednocześnie do siebie.
- Nawet bardzo - spojrzałam na niego i lekko musnęłam jego słodkie malinowe usta.
- Chciałaś o czymś mi powiedzieć, że mnie tu przyprowadziłaś? - dał rękę na moje biodro gładząc je po chwili.
- Tak - powiedziałam cicho i spuściłam głowę w dół. - Jest taka jedna, dość nietypowa sprawa, ale boję się jak zareagujesz na to. - próbowałam się nie rozpłakać, lecz nie wyszło.
- Kotku, nie płacz proszę cię - przytulił mnie mocno do siebie i pocałował w czubek głowy. - Powiedz, co się dzieje? - otarł moje łzy pocałunkami i spojrzał w oczy.
- Ale obiecaj, że nie będziesz krzyczał - chwyciłam go z rękę.
- Obiecuję, że nie będę - przyłożył drugą rękę do serca.
- No bo... Ja nie wiedziałam, że tak się to stanie. Myślałam, że się zabezpieczał. - wydusiłam z siebie trochę.
- Ty jesteś...
- Tak. Jestem w ciąży. - wybuchłam płaczem, a Chris mocno mnie przytulił do siebie.
- Wiesz, wolałbym, żeby to dziecko było moje - pocałował czubek mojej głowy.
- Ja też, ale tego nie robiliśmy jeszcze. - otarłam łzy.
- Może następnym razem postaramy się o własnego malucha? - uśmiechnął się do mnie i pocałował  w policzek.
- Nie ma sprawy - także na mojej twarzy pojawił się szeroki, szczery uśmech.
- Ludzie! Ja się przed chwilą dowiedziałem, że będę wujkiem. Szukam cię i szukam, a ty sobie romansujesz z moim przyjacielem zamiast się ze mną przywitać! - oczywiście to był nie kto inny, a mój kochany Ricky.
- Kochanie nie przerywaj nam! My tu się za sobą stęskniliśmy, więc idź podrywać Juliet albo Ghost'a czy Ryan'a - wstałam z trawy i mocno przytuliłam brata.
- W sumie Simms to niezła dupa, ale zajęta - zrobił smutną minkę i podniósł mnie baaardzo mocno przytulając do siebie.
- Nie poruchasz - poczochrałam jego włosy. - Widzę, że znowu będziemy przed wami występować - spojrzałam na chłopaków z MIW, którzy stali pod swoim busem i rozmawiali.
- Jak widać. Który miesiąc mamusiu? - pogłaskał mój brzuch
- Drugi. Musimy jeszcze pójść do ginekologa spytać się co z dzieckiem, czy wszystko z nim w porządku. - także go pogłaskałam.
- Na pewno to będzie silny facet - zaśmiał się.
- Albo dziewczynka - wystawiłam mu język chwaląc się kolczykiem.
- Mogę i też mieć siostrzenicę - znowu mnie mocno przytulił.
Wszyscy zaczęli nas wołać do Tour Busów bo musieliśmy jechać na miejsce koncertu. Ja postanowiłam pojechać z zespołem Motionless In White, dlatego, że strasznie tęskniłam za Chris'em i chciałam się nim nacieszyć trochę przed kolejnym rozstaniem.
Udałam się z Motionless'em na sam koniec wana by mieć trochę prywatności. Położyliśmy się na łóżku i patrzyliśmy w sufit. Po chwili mój ukochany się odezwał.
- Wiesz co? Nawet jeśli to nie będzie moje dziecko, to i tak się cieszę. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy mieć własnego Szatanka - pocałował moją skroń.
- Ja też tak myślę, ale na razie poczekajmy na narodziny tego fasolka - pogłaskałam swój brzuch i mocno wtuliłam w Cerulli'ego

---------------------------------------
Nie było 10 komentarzy, ale jestem miła i dam wam rozdział :*
Tego się nie spodziewaliście prawda? XD 
Myślałam najpierw, żeby zrobić pornol z Chris'em oraz Call i dopiero później ciąża, ale jednak tak wyszło :3
Ten rozdział dedykuje mojej najcudowniejszej Mai BVB, z którą się spotkałam w środę ♥
Myślę, że rozdział się podobał i będzie więcej komentarzy niż pod ostatnim :3
Do następnego kochani ♥
Ps. Dodałam nową zakładkę "Kontakt ze mną ;*", więc jakby ktoś chciałby się zapytać o rozdział czy też inne sprawy dotyczące mnie, to śmiało możecie pisać :3

10 komentarzy - nowy rozdział.

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 22

*Perspektywa Karoliny*

Zabiję kiedyś Ricky'ego, no zabiję, on nawet nie wie ile stresu mnie to kosztowało...No dobra, może nie aż tyle, ale bałam się strasznie. Poczułam silną więź między mną a Chris'em, dzięki niemu przestałam myśleć o Ash'u i o tym całym cyrku co był kilka godzin wcześniej. Poczułam, że znowu jestem szczęśliwa z moim kochanym Szatankiem, ledwie już byliśmy parą, a czekało nas pierwsze rozstanie. Przed wyjazdem nie umiałam znaleźć mojego chłopaka więc poszłam do wana, ale nagle coś mnie olśniło, przecież rozdają autografy. Ściągnęłam buty i szybko pobiegłam w dane miejsce. Zobaczyłam całe Motionless In White, a tam mojego ukochanego piszącego na kartkach przy stoisku, przyspieszyłam przepychając się przez ludzi i mocno przytuliłam się do niego.


- Kocie, musisz już jechać - wyszeptał mi do ucha.
- Nie mogłam wyjechać bez pożegnaia, za bardzo bym za tobą tęskniła - pocałowałam go lekko w usta.
- A ja to pies?! - odezwał się Ricky.
- Tak piesełku, wow - śmieję się, przytuliłam brata i wróciłam do Chris'a.
- Leć skarbie, fani nie będą czekać. - pogłaskał mój policzek.
- Do zobaczenia. - znowu go pocałowałam.
- Do zobaczenia królewno - pogłębił pocałunek. Oderwałam się od niego. Pomachałam całemu zespołowi i wróciłam do wana.

*Perspektywa Chris'a*

Strasznie się ucieszyłem gdy zobaczyłem małą na Warped, tęskniłem za nią bardzo i żałowałem, że przeze odeszła od Ash'a. Fakt, byłem i jestem w niej zakochany, ale nie chciałem jej zepsuć życia. Na szczęście wszystko się ułożyło i jesteśmy oficjalnie razem. Niestety ta radość nie mogła trwać wiecznie bo Call musiała dalej jechać w trasę z Brides'ami i Juliet, a my również tyle, że w inne miasta niż oni, ale na szczęście było parę miast, gdzie graliśmy razem.
Siedziałem z całym zespołem oraz z Bryan'em Starem, z którym mieliśmy wywiad, zbytnio nie zwracałem uwagi na kierowane do mnie pytania, bo myślami byłem gdzie indziej, przy mojej Karo.
- A jak układa ci się z Calley, siostrą twojego przyjaciela? - zapytał mnie blondyn
- Wspaniale, jest między nami bardzo dobrze. To dziewczyna, o której zawsze marzyłem. - mówię z zachwytem. - Jest kochana, przemiła, urocza, ma wspaniały charakter, bardzo, ale to bardzo utalentowana, a poza tym jest przepiękna. Po prostu ideał, mój ideał. - uśmiechnąłem się ciągle myśląc o mojej księżniczce.
- To bardzo dobrze, że jesteście razem szczęśliwi, oby jak najdłużej, a ty Ricky pilnuj siostry - śmieje się Star
- Oj pilnuję, nawet nie wiesz jak - puścił oczko do mnie.
Odpowiedzieliśmy jeszcze na kilka pytań i wywiad się skończył. Bryan wyszedł z naszego wana i wyruszyliśmy w dalszą drogę.
- Pamiętaj, jak mała będzie przez ciebie cierpieć szykuj kasę na pogrzeb i dobrą wiązankę - pogroził mi palcem.
- Ricky, ja ją kocham rozumiesz? Nie zrobię jej krzywdy, obiecuję - powiedziałem poważnym tonem.
- Mam nadzieję... Ufam ci Chris i myślę, że wykorzystasz to dobrze. - spojrzał na mnie.
- Możesz się o to nie martwić, przy mnie jest bezpieczna, zaopiekuję się nią - przyłożyłem dłoń do serca.
- Wierzę ci. - uśmiechnął się lekko. - Dużo szczęścia wam życzę - przybyliśmy sobie tak zwaną "męską piątkę". Podziękowałem i udałem się do mojej tymczasowej komnaty trochę odpocząć.

*Perspektywa Karoliny*

Po jakimś czasie, gdy wróciłam wreszcie do wana, ku mojemu zdumieniu, okazało się, że wszyscy już na mnie czekają. Mimo, że powitali mnie serdecznie z wielkim entuzjazmem czułam, że podświadomie są trochę na mnie źli, że wszystko opóźniłam. Odczuwałam poczucie winy, ale naprawdę musiałam pożegnać się z Chris'em i moim bratem, w końcu przez dłuższy czas ich nie zobaczę, a wyjeżdżanie ze świadomością, że nie pożegnałam ich należycie, tylko pogorszyłoby moje samopoczucie. Nie chcąc przedłużać całego postoju, podałam Andy'emu swoją torbę, a sama pospiesznie wsiadłam do wana, uważając, by po drodze nie wpaść na Ash'a i jego irytującą dziewczynę. Razem z Juju usiadłyśmy w zacisznym kąciku posiadającym zaletę możliwości obserwowania reszty ekipy. Przyjaciółka wyczuwając mój podły nastrój czule objęła mnie ramieniem i poczęstowała kawałkiem mojej ulubionej czekolady, jednak odmówiłam, ponieważ przez Purdy'ego nie miałam zbytnio apetytu. Przeszukałam całą torbę, która pełniła rolę mojego bagażu podręcznego i znalazłszy jakąś samotną książkę. Kiedy tylko ruszyliśmy, od razu postanowiłam zająć się lekturą. Niestety, nie mogłam zbytnio skupić się na tekście powieści, ponieważ byłam rozpraszana przez słodziutkie szczebiotanie Kiny, wygodnie usadowionej na kolanach mojego byłego chłopaka. Przygryzłam wargi aż do krwi, aby się nie rozpłakać i powolutku otarłam łzę samotnie płynącą po moim policzku. Zamrugałam kilkakrotnie, żeby upewnić się, czy moje oczy są dostatecznie suche i czy mogę znowu zacząć "czytać", jednak wszelkie wysiłki poszły na marne. Mimo, że byłam szczęśliwa z Motionless'em, nadal czułam coś do Devianta. Czarnowłosy w dalszym ciągu był dla mnie kimś wyjątkowym, osobą, którą bezgranicznie kochałam, mimo bólu jaki doznałam z jego strony.

Nie powinnam narzekać, mam cudownego brata, ukochanego chłopaka, przyjaciółkę jaką jest Juliet, która stara się mnie wspierać i pocieszać, jednak wydaje mi się, że nie wie jak to jest, kiedy rozstajesz się z wyjątkową dla Ciebie osobą, której bezgranicznie ufałeś i przeżyłeś z nią swój pierwszy raz, będąc przekonanym, że to największy dowód uczucia, jakim można obdarować drugą osobę. Juli jest cudowną przyjaciółką i naprawdę wiele jej zawdzięczam, patrząc chociażby na to, jak mi współczuje, nie ocenia i stara się nie pokazywać jaka jest szczęśliwa z Andy'm, nie chcąc bardziej mnie krzywdzić.
Po dwóch wyczerpujących godzinach jazdy zdecydowaliśmy się na zrobienie małego postoju, ponieważ chłopcy, którzy nie zapakowali nic do jedzenia chcieli coś zjeść, a Simms - jak to kobieta - skorzystać z łazienki. Mimo długiego namawiania mnie przez całą grupę, odmówiłam towarzyszenia im, zresztą przez Ashley'a straciłam apetyt, a z łazienki korzystać nie musiałam. Po wyjściu przyjaciółki, która obiecała przynieść mi chociaż coś do picia i chłopaków w busie zostałam tylko ja i ku mojemu niezadowoleniu - Kina, która korzystając z okazji, postanowiła pomalować swoje paznokcie różowym, połyskliwym lakierem. Ignorując blondynkę wygodnie rozłożoną na siedzeniu z kurtką basisty na kolanach.
Po pewnym czasie, kiedy chłopaków i Juju jeszcze nie było, postanowiłam jednak wyjść z T-Busa zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i pomyśleć chwilę. Zajrzałam do kieszeni swoich spodni i wyciągnęłam z nich paczkę moich ulubionych papierosów. Wyciągnęłam jedną fajkę i zapaliłam mocno się przy tym zaciągając.
- Można? - usłyszałam głos Andy'ego, który wskazywał palcem na paczkę.
- Jasne, proszę - poczęstowałam go i podałam zapalniczkę, którą po chwili mi oddał.
- O czym tak rozmyślasz? - spojrzał na mnie.
- O niczym, wydaje ci się - wypuściłam dym z ust.
- Mnie nie oszulasz Call, widzę przecież, że coś cię dręczy. Możesz mi śmiało powiedzieć, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Chodzi o Ash'a?
- Może - mruknęłam cicho patrząc na swoje trampki.
- Czyli tak - zatrzymał się na chwilę. - Jeszcze coś do niego czujesz, mam rację?- spytał zaciągając się po raz kolejny.
- Jeszcze - odpowiedziałam próbując się nie rozpłakać
- I jesteś zazdrosna o Kinę, tak? - przysunął się do mnie, a ja kiwnęłam głową
- Ale ja jestem już szczęśliwa z Chris'em. A skoro mu dobrze z Kiną, to ja nie chce im niszczyć związku. - rzuciłam peta i zgniotłam go butem.
- Związek? - prychnął - Ja czuję, że ona znowu go chce wykorzystać i zranić jak parę lat temu. - przeczesał ręką swoje włosy. - Wredna podła manipulująca szmata - zaśmiałam się gdy usłyszałam to. - Przemyśl to jeszcze mała. - przytulił mnie mocno, a ja wróciłam do wana, gdzie rozpięłam zamek mojej czarnej torby z której wydobyłam małe lusterko w czerwonej oprawie. Nie przepadałam za swoją urodą, nie malowałam się aby komuś się podobać, robiłam to tylko wtedy, kiedy chciałam podobać się samej sobie i czuć do siebie mniejsze obrzydzenie.
Na dnie torebki odnalazłam czarny tusz do rzęs, który po chwili wyjęłam i powoli odkręciłam. Właśnie przykładałam szczoteczkę do lewego oka, kiedy usłyszałam niezbyt miły komentarz pod moim adresem.
- Po co się w ogóle malujesz? I tak ci to niewiele pomoże. - Kina patrzyła na mnie z nienawiścią, jednak postanowiłam nie dać się sprowokować, dlatego zupełnie zignorowałam jej zaczepki. Blondynka nie była specjalnie zadowolona moją reakcją, widocznie za punkt honoru przyjęła sobie rozdrażnienie mnie, a że jej się to nie udało tylko bardziej sie rozzłościła.
- Doskonale wiesz o tym, że Ash wybrał właśnie mnie. - kontynuowała chciwie oblizując usta i wbijając we mnie oczekujace spojrzenie
- Nie wiem dlaczego tak długo z tobą był. - dokończyła - Przeciez ty nie masz zupełnie niczego, co mogłoby mu się podobać - zaśmiała się tym swoim fałszywym śmiechem, zauważywszy moją spuszczoną głowę i łzy tańczące  w moich niebieskich oczach. - Nawet jesli chciałabyś go czymś zatrzymać to nie oszukujmy się - dokładnie zlustrowała mnie spojrzeniem - Nie masz czym - dokończyła podchodząc do mnie i boleśnie unosząc moj podbródek do góry - Ty nawet nie zasługujesz na kogoś takiego. Jesteś zbyt beznadziejna dziecinko - zakończyła cynicznym szeptem powoli przesuwając różowym tipsem po skórze na mojej prawej ręki.
- A ten twój, jak mu tam? - zapytała po chwili udając, że intensywnie myśli nad zapomnianym imieniem -Chris... - odezwała się po dłuższej chwili - On jest z tobą tylko dlatego, że na twoim tle może błyszczeć. Nie zniosłby gdybyś była od niego w czymkolwiek lepsza... Gdyby tylko coś takiego się stało, od razu by się od ciebie odwrócił... - wymruczała rozkosznie - A może jest jakaś inna? Nie wiesz z kim przebywa i nie możesz go kontrolować... - nie od dokończyła bo w jednej chwili zebrałam w sobie wszystkie siły i na tyle ile mogłam boleśnie uderzylam ją w twarz. W normalnych okolicznościach nigdy bym tego nie zrobiła, ale dłużej nie moglam słuchać tych okrucieństw, którymi mnie raczyła obdarzać. Jestem pewna, że wszystko o czym mówiła jest kłamstwem, które mówi tylko po to, żeby jeszcze bardziej zniszczyć mój nastrój. W końcu wyjątkowo mnie nienawidzi i zrobi wszystko aby tylko obrzydzić mi życie.
Zaskoczona Kina zatoczyła się do tyłu, a że jeszcze bardziej ją zdenerwowałam rzuciła się na mnie z pięściami. Zanim zdążyłam się obejrzeć, pociągnęła mnie za włosy ściągnęła mnie z siedzenia tak brutalnie, że wylądowałam w bliskim sąsiedztwie podłogi. Szarpałyśmy się chwilę, jednak na szczęście w porę wrócili chłopacy wraz z Juliet, którzy z wielkim trudem oddzielili nas od siebie. Ashley oczywiście od razu rzucił się do wściekłej Kiny, która pomimo wrzasków i kopniaków z łatwością ją ode mnie zabrał na zewnątrz aby poważnie z nią porozmawiać.
Ja z kolei zostałam w busie aby wytłumaczyć się przyjaciółce oraz Andy'emu, którzy na szczęście mnie zrozumieli i starali sie zbytnio nie oceniać. Kiedy ruszyliśmy w dalszą drogę między nami panowała całkowita cisza. Czułam jakaś dziwaczną ulgę, jednak nie zdecydowałam się powiedzieć Juju o mojej rozmowie z Kina dotycząca Chris'a. Nie wiem dlaczego, ale bałan się, że przyjaciółka tylko potwierdzi slowa dziewczyny Purdy'ego, które stawiłyby, że chyba pękło by mi serce.

- Call, chciałem z tobą porozmawiać... - poczułam delikatny dotyk palców na moim ramieniu, a znajomy głos sprawił, że szybko sie odwróciłam.
- Nie chciałam jej uderzyć... - zaczęłam nieśmiało - Dałam się sprowokować... Nie potrzebnie... - wyszeptałam, bojąc się jego reakcji. Ku mojemu zdziwieniu chłopak tylko się uśmiechnął.
- Nie chciałem rozmawiać o Kinie...
- Tylko o czym? - przerwalam mu, nie czując potrzeby dalszego tłumaczenia się.
-Boli mnie, że kiedyś byłaś dla mnie taka bliska, a teraz jesteś jak obca osoba. Nie wiem jak ty, ale ja chciałbym to naprawić... Nie chcę niszczyć twojego związku z Chris'em, ale jesli... - nie dane było mu dokończyć, ponieważ na jego ramieniu zawiesiła się Kina, wyraźnie próbująca być rozkoszna.
- Kociaczku, coś się stało z zamkiem w mojej torbie. Nie chcę wam przeszkadzać bo widzę, że sobie rozmawiacie, ale byłabym wdzięczna, gdybyś rzucił na to okiem. - dokończyła posyłając w moją stronę spojrzenie pełne triumfu i nienawiści.

*Perspektywa Ashley'a *

Tym razem Kina naprawdę przesadziła. Bardzo chciałem porozmawiać z Call, wyjaśnić parę spraw, bo mimo, że nie jesteśmy razem nadal mi na niej zależy i bardzo się o nią martwię, jednak niestety w momencie kiedy miałem wyznać jej, że nadal coś do niej czuję, przerwała nam moja dziewczyna, która poprosiła mnie o pomoc. Z bolącym sercem przerwałem rozmowę z czarnowłosą i postanowiłem pomóc blondynce, w końcu nigdy nie odmawiam nikomu w potrzebie.

Myślałem, że jej przyłożę, kiedy okazało się, że tak naprawdę nic się nie stało, a historyjka z zepsutym zamkiem w torbie była jedynie pretekstem do odciągnięcia mnie od Karoliny. Pomijając fakt, że sam czułem się jak kompletny idiota dający się łatwo podejść, czułem ogromne poczucie winy względem Karo, która bardzo się zasmuciła kiedy raptownie zakończyłem rozmowę. Wściekły na Kinę, która kolejny raz dała popis swojego chamstwa i braku kultury, złapałem ją niezbyt delikatnie za rękę i wyprowadziłem ją po schodach tylnego wejścia do naszego busa. Przycisnąłem blondynkę do ściany wykręcając jej ręce na co jęknęła niezadowolona.
- Kochanie, co się stało? - zapytała dobrze udawanym, niewinnym tonem, próbując się do mnie przybliżyć, jednak od razu się od niej odsunąłem.
- Czemu odstawiasz takie cyrki? Czy ja już całkowicie nie mam prawa rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi!? -zapytałem stanowczym tonem, patrząc prosto w jej niebieskie oczy podkreślone różowymi cieniami. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami potrząsając platynowymi blond włosami. - Pomijając fakt, że uderzyłaś Call. Co się z tobą dzieje!? - w odpowiedzi blondynka przysunęła się do mnie tak blisko, że czułem jej ciepły oddech na policzku.
- Ona sama zaczęła! A ja nie pozwolę, żeby znowu zniszczyła nasz związek! Kotku, popatrz na nią... Jej jedynym celem jest nas skłocić. Ja próbuję ratować nas i byłabym wdzięczna, gdybyś w ogóle z nią nie rozmawiał. -oświadczyła słodkim tonem zaplatając ramiona na piersi. Przesadziła. Nerwowo przeczesałem włosy, wypuszczając powietrze nagromadzone w płucach.
- Niszczysz mnie. I tą dziewczynę też. Ja na to nie pozwolę,rozumiesz!? -krzyknąłem po chwili lekko potrząsając moją dziewczyną chcąc żeby przyjęła do wiadomości to co mówię.
- Tylko ja staram się ciebie chronić! Jeśli do niej wrócisz znowu zrobi ci krzywdę! A ja nie będę wysłuchiwać twoich ryków! - usiłowała mnie przekrzyczeć, na co pomachałem dłońmi przed jej oczami.
- Przemyśl to Kina. I zastanów się nad tym co powiedziałem. - dokończyłem chłodno, kierując się w stronę wejścia do busa, ponieważ nastawał wieczór, a mi zrobiło się zimno,
- Nie poczekasz na mnie? Gdzie idziesz? - zapytała histerycznie
- Chcę się znaleźć jak na razie z dala od ciebie. I tak już dość dziś nabroiłaś. - rzuciłem przez ramię opierając dłoń na klamce i lekko naciskając.
-Ash'uś no co ty? Z kim ja mam spać? - zapytała rozżalonym tonem zupełnie jakbym był jej ojcem zabierającym jej ulubioną piłkę, którą właśnie wybiła szybę w domu sąsiada, co wcale mnie nie wzruszyło.W jednej chwili, potykając się na swoich wielkich szpilkach dotarła do schodków na których stałem i przytuliła się do moich pleców, jednak od razu odsunąłem ją od siebie.
- Daj mi spokój kobieto. - warknąłem spokojnie otwierając drzwi do naszego tour-busa. Kiedy przekroczyłem próg salonu miałem gdzieś Kinę, która została sama na podjeżdzie, zależało mi, żeby korzystając z okazji porozmawiać z Karo, która niestety jak się okazało -zajęta była rozmową z Chris'em. Westchnąłem ciężko, i po zabraniu swoich rzeczy z oparcia kanapy powoli zmierzyłem w stronę łazienki.

*Perspektywa Karoliny*

Rozmawiałam właśnie z Chris'em przez telefon. Bardzo mi go brakowało, ale przynajmniej mogłam posłuchać jego cudnego głosu.
- A jak u ciebie mała? Wszystko w porządku? - zapytał z troską.
- Tak, jest okej u mnie. - odpowiedziałam próbując powstrzymać się od płaczu.
- Przecież nie jestem głuchy. Co się dzieje kochanie? Powiedz, przecież możesz mi ufać.
- No bo pokłóciłam się z Kiną, nic takiego. - otarłam spływające już łzy.
- Ale o co? - zapytał ponownie.
- No o ciebie... Mówiła, że jesteś ze mną tylko dlatego, że przy mnie błyszczysz, czy coś takiego, że jak będę od ciebie w czymś lepsza to odwrócisz się ode mni...
- Nie kończ, proszę... I ty jej w to uwierzyłaś? - usłyszałam w jego głosie smutek.
- Pewnie, że nie. Pobiłam się z nią przez to. - poszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi.
- Nic ci się nie stało? - znowu się martwił.
- Niee, żyję jeszcze, nie bój się - próbowałam go uspokoić.
- Wiesz, że ja się zawsze będę martwił o ciebie skarbie - uśmiechnęłam się do siebie pierwszy raz od pewnego czasu.
- Wiem mały, ale naprawdę nie ma o co. - zapewniłam go.
- Ja i tak będę uparty kotku - zaśmiał się cicho do słuchawki.
- Wiem, wiem. - również zaczęłam się cicho śmiać. - Ja już będę musiała kończyć bo jestem strasznie śpiąca. - ziewnęłam.
- Dobrze aniołku, to ja ci już nie przeszkadzam. Słodkich snów, kocham cię, pamiętaj o tym słońce moje - powiedział radośnie, ale zarazem też smutno bo musiałam się rozłączyć.
- Dziękuję, tobie również. Ja ciebie też kocham emosiu - wysłałam mu buziaka przez telefon i położyłam się na łóżku wcześniej zakładając jego koszulkę i błyskawicznie zasnęłam.

---------------------------------
Wielki come back!
Na samym początku chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować Lady Dark, której jest dedykowany jest rozdział za to, że pomogła mi pisać tą notkę. Darkuś, nigdy nie będę umiała ci się za to odwdzięczyć, dziękuję ci strasznie♥♥♥
Dużo namieszałyśmy czy nie za bardzo? Mam nadzieję, że wam się podobało i będzie dużo komentarzy ;3
Na asku ciągle się mnie wypytywaliście kiedy będzie nowy i o to jest :* Cieszę się, że jesteście ze mną i czytacie to co tworzę <3
Tak więc, ja tutaj się z wami żegnam i do następnego ;*
Ps. W zakładce "Bohaterowie" zmieniłam zdjęcia Brides'om oraz dwójce z Motionless'ów ;3 Mam nadzieję, że wam się spodobają :*

10 komentarzy = nowy rozdział.