wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 26

*Perspektywa Chris'a*

To był chyba najlepszy wieczór w całym moim życiu. Z nikim tak dobrze się nie bawiłem jak z Call, nie mogę się przestać na nią patrzeć, jest taka cudowna.
- Czemu mi się tak ciągle przyglądasz? - spytała moja dziewczyna.
- Bo jesteś piękna - odgarnąłem kosmyk jej włosów z czoła - I strasznie się cieszę, że mogę spędzić ten wieczór z tobą - musnąłem lekko jej usta.
- Uroczy jesteś - uśmiechnęła się szeroko w moją stronę i pogłębiła nieco pocałunek, ja za to objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Coś w tej chwili nas do siebie przyciągało, jakaś tajemnicza siła, nie wiem, ale jedno na pewno jestem pewien. Pragnę ją, pragnę ją tu i teraz w tym pokoju, na tej kanapie.
Spojrzałem na nią znacząco i powróciłem do całowania jej cudnych malinowych ust. Była taka słodka i krucha, każdy pocałunek oddawała tak, jakby był tym ostatnim. Dałem ręce na jej biodra i powoli zdjąłem koszulkę patrząc na jej wspaniałe, duże, kształtne piersi. Zobaczyłem, że się rumieni, co bardziej mnie ucieszyło. Pocałowałem każdą z nich i wróciłem na usta, a potem na jej szyję i dekolt. Usłyszałem jej cichutkie jęki, więc kontynuowałem, aż do chwili gdy odpiąłem jej stanik. Mała ponownie się zarumieniła, chwyciłem do ręki jedną pierś i zacząłem lekko pieścić, a drugą całować. Jęczała cicho, więc wiedziałem, że jej się to podobało i nie przestawałem.
Po jakimś czasie zakończyłem swoją dotychczasową czynność i zjechałem nieco niżej, czyli na brzuch i biodra przy okazji zdejmując jej spodnie, moich pozbyła się wcześniej. Masowałem uda i całowałem każdy skrawek jej cudownego ciała, na które mogłem patrzeć dniami i nocami. Zębami zdjąłem jej stringi przejeżdżając ręką od piersi w dół do jej czułego miejsca. Karo cały czas cichutko pojękiwała, co bardzo mnie podniecało. Przestałem na chwilę i spojrzałem jej w oczy, widziałem w nich czułość, miłość, troskę. Kocham ją tak mocno, że nikt sobie tego nie może wyobrazić.
- Jeśli nie chcesz to ja ciebie nie zmuszam kotku - pogładziłem jej policzek i założyłem gumkę.
- Ale ja chcę, nic się maluszkowi nie stanie. Jakby coś to ja ci powiem - pocałowała mnie lekko i objęła szyję. Ja za to lekko w nią wszedłem i zacząłem się powoli poruszać, by nic jej i maleństwu nic się nie stało złego.
Znowu jęki. Poruszałem się z każdą chwilą coraz szybciej, a ona jęczała głośniej i głośniej. Cudowna jest.
Po pewnym czasie szczytowaliśmy razem a ja opadłem obok niej i zacząłem szybko oddychać.
- Jesteś wspaniały Chris - wyszeptała mi do ucha.
- Jak i ty maleńka - ucałowałem jej skroń i zasnęliśmy na kanapie wtuleni w siebie.

*Następnego dnia*

Spałem na tej jakże wygodnej kanapie, ale nie czułem obok siebie mojej kobiety. Otworzyłem oczy i nagle poczułem zapach boczku z jajkami. Założyłem na siebie jakąś koszulkę razem z bokserkami  i udałem się do kuchni, z której było czuć tą cudowną woń. W pomieszczeniu zobaczyłem Call ubraną tylko w wczorajszą koszulkę i stringi, aż nie mogłem oderwać wzroku od jej zgrabnego tyłeczka. Podeszłem do niej po cichu i leciutko klepnąłem w jej pośladki, a na co Mała trochę odskoczyła.
- Kochanie nie strasz mnie - dała mi buziaka razem ze śniadaniem.
- A to jakiś dzień dobroci dla zwierząt? Nie wsypałaś mi tam nic? - upewniłem się.
- Spokojnie maleńki, jak już mam kogoś zabić to tylko Ricky'ego, który mi zajebał spodnie! - krzyknęła tak głośno, że było słychać śmiech Horrora.
- Tak ci lepiej - zacząłem podziwiać jej jędrne pośladki, a ona przewróciła oczami.
- Jedz bo więcej nie dostaniesz - rzuciła fartuch i poszła z nożem do góry. Ja nie chcę myć pokoju z krwi no!

*Kilka godzin później*

*Perspektywa Karoliny*

Ja i Ash pojechaliśmy do ginekologa dowiedzieć o płci dziecka. Już się nie mogliśmy doczekać, kiedy zobaczymy naszego już dużego fasolka. Chris wolał poczekać na korytarzu, nie chciał, żeby on i Purdy znowu się o coś pokłócili, czy też pobili jak ostatnio.
Położyłam się na jakimś skórzanym krześle podobnym do tego co jest w studiu tatuaży i podwinęłam koszulkę, a pani lekarz posmarowała mój brzuch mazią i przejechała jakimś urządzeniem po nim.
- A to państwa dziecko - wskazała na ekran.
- Nasz mały skarb - uśmiechnął się do mnie Ashley, a ja odwzajemniłam to. - Wie już Pani jaka to będzie płeć? - zapytał.
- Tak, więc to będzie... - na chwilę się zacięła i przyjżała - Chłopiec - powiedziała.
- Mały Purdy Junior - Deviant pocałował moje czoło i brzuszek, który już został obmyty z mazi - Tak strasznie się cieszę - tym razem musnął mój policzek.
- Ja też Ash, ja też. Będziesz wspaniałym tatą - chwyciłam go za dłoń.
- A ty mamą - ucałował moją dłoń i wyszliśmy z gabinetu.
- I co? - zapytał na wstępie Motionless.
- Chłopczyk - rzuciłam mu się na szyję.
- Gratuluję wam - dał mi buziaka, a basiście podał rękę. Postanowiliśmy pojechać do Brides'ów powiedzieć im o dobrej nowinie.
Przyszły tatuś cały w skowronkach wparował do willi i zaczął drzeć japę, że będzie miał syna. Wszysct zaczęli nam gratulować.
- Tak się cieszę z waszego dziecka - Juli rzuciła się na mnie i mocno przytuliła.
- My również, nawet nie wiesz jak - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Ej Chris nie smutaj tak. Za jakiś czas ty i Call będziecie mieli własnego szkraba - puściła mu oczko.
- Miejmy nadzieję, że tak - musnął mój policzek.
- A co z imieniem? - spytał Jake, a nagle wszyscy zamilkli. No tak! Zapomnnieliśmy o najważniejszy, ale z nas debile, a kartkę z imionami zostawiłam u Cerulli'ego.
- Dobra, ludzie myślcie teraz! - w domu zapadła cisza, aż ktoś nie wparował do środka.
- Jak tam u was moi kochani debile? - zagrowlował (ode mnie: Jak to się kurwa odmienia? o.O) na całą chałupę wokalista Asking Alexandrii.
- Danny! - krzyknęliśmy razem z Ash'em i przybiliśmy piątki.
- To ja - wyszczerzył się.
- Nie. Tak właśnie nazwiemy naszego synka - powiedział uradowany Deviant.
- Czuję się zaszczycony, dziękuję - zaśmiał się.
- No to mamy imię z głowy. Już niedługo się zobaczymy synku - starszy Purdy pogłaskał mój brzuch i poczułam kopnięcie, on też bo od razu się uśmiechnął - Tak mały, tata jest przy tobie - pocałował brzuszek, a ja o mało co się nie popłakałam.

*Wieczór*

*Perspektywa Chris'a*

Wróciliśmy z Małą do domu i od razu co zrobiła to poszła na górę do brata sprawdzić czy nic mu nie jest. Tak, na serio go uszkodziła, może tylko mu jebła w twarz, ale jednak uszkodziła. Biedaczek, co też on ma za pomysły by jej zabierać ubrania.
- Żyje? - zapytałem, kiedy Calley schodziła po shodach do mnie.
- Ledwie, dalej ryczy bo ma zadraśnięcie na policzku, ale baba z niego - przewróciła oczami, a ja za to ją mocno przytuliłem do siebie.
- Jak się czuje przyszła mamusia? - uniosłem jej podbródek i lekko pocałowałem w usta.
- Bardzo dobrze. Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa z mojego maleństwa - pogłaskała się po brzuchu.
- Nie dziwię się, widać jak bardzo kochasz Danny'ego. Będziesz wspaniałą mamą, ja to wiem - pocałowałem jej czoło i wziąłem na ręce powoli zanosząc do naszej sypialni - Wyśpij się. Jakby coś się działo to budź od razu, możesz nawet mnie uderzyć - i jeszcze ją pocałowałem, a ona za to kiwnęła głową.
- Dobranoc skarbie - wtuliła się we mnie.
- Dobranoc słońce - zgasiłem lampkę i zasnęliśmy.
-------------------------------------
PIERDOLĘ! PISZĘ DALEJ! :D Od wczoraj, kiedy napisałam pożegnalnego posta ryczałam jak głupia. Ten blog to część mojego życia i nie mogłam tak was wszystkich zostawić :( Przez moją głupotę prawie straciłam moją przyjaciółkę kochanego Jerry'ego, który mi ciągle wbijał do łba, że umiem pisać, jednak do mnie to nie docierało :( Emi przepraszam cię też za dzisiaj, starałam się z tym rozdziałem jak najlepiej :( <3
A teraz pytanie dnia: Z kim się widzę na koncercie Black Veil Brides w Warszawie? :D Jerry! Ty się już nie odzywają bo znam odpowiedź XD No więc z kim? Wiem, że z bloggerek
będzie nasza Lady Dark :3 Gdybyście chcieli mnie poznać to będę mieć na sobie koszulkę z napisem "Calley". Może ktoś przyjdzie się przywitać XD
A teraz pochwałę się biletem bo co by to było? :D

Oczywiście obowiązkowo musiał być Ash :D Nie byłabym Calley Purdy, gdyby jego tu nie było pokazanego :3 Tak, mam swój nick na szafie. Nie czepiajcie się, wiecie, że jestem pojebana XD
Teraz na poważnie:
10 komentarzy = nowy rozdział.
Wystarczy, że napiszesz czytam, albo chociaż kropka! Chcę wiedzieć, że mnie nie zostawiliście :(
Calley was wszystkich mocno kocha, pamiętajcie ♥

poniedziałek, 10 listopada 2014

Koniec?

Nie wiem co mam teraz zrobić. Od prawie dwóch miesięcy nikt nie komentuje, nie pyta o rozdział. Bardzo mi smutno z tego powodu :( Może pora to zakończyć? Może nie powinnam wcale zaczynać pisać? Przepraszam, że nie piszę jak kiedyś. Po prostu nie wiem czy to ma jeszcze jakiś sens. Pod ostatnim był tylko jeden komantarz, myślałam, że rok mojego bloga spędzimy razem :( Niestety znowu się pomyliłam.
Chyba wystarczy mi powiedzieć "Żegnajcie", może wrócę, ale nie wiem czy nawet to zauważycie.
Przepraszam was bardzo...

piątek, 10 października 2014

To już rok!

Kochani moi czytelnicy!
Jak można się domyśleć dzisiaj są pierwsze urodziny mojego bloga! :D Dziękuję bardzo wszystkim, że jesteście ze mną i komentujecie moje rozdziały, bo to wasze słowa dają mi motywajcę do pisania nowych notek ♥
Ten rok zawdzięczam wam. Mimo, że częsti było mi trudno i po prostu odechciewało mi się żyć, to ja ciągle z wami byłam i pisałam.
Nie sądziłam, że komuś się spodoba to co robię, a jednak!
Mam nadzieję, że będziecie ze mną przez jeszcze długi czas bo jak na razie nie zamierzam kończyć z blogowaniem! Jesteście najlepsi!
Chciałabym szczególnie podziękować kilku moim czytelniczką, czyli Dżeremiuchowi, Lady Dark, Unfoorgiveen, Mai BVB, Sappy, Black Ann, które są ze mną ciągle. Dziękuję po prostu wszystkim, który czytają bloga. Dzięki wam Who can save me now? osiąga sukcesy, o których nawet mi się nie śniło!
Tak, wiem, że nie umiem dziękować, głupia ja XD Jednak wiedzcie, że mówiłam to wszystko prosto z serca.
Kocham was wszystkich! ♥♥♥
Wasza Calley! :*

Łapcie naszych chłopaków ♥♥♥

sobota, 4 października 2014

Ogłoszenia duszpasterskie XD

Nie, nie usuwam, ani nie zawieszam bloga, nie bójcie się ;D
Chciałam was tylko poinformować, że założyłam nowego bloga ;) Jak możecie się domyślać, jest on o Motionless In White ;3
Ktoś mnie poprosił o założenie takiego, więc spełniłam jego/jej prośbę c;
Bez dalszych ceregieli zapraszam na You are the water in my lungs!!!
Calley Purdy Motionless <3

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 25

*Wrzesień*


*Perspektywa Ashley'a*


Po trasie od razu zaczęliśmy się brać za nowy album, spędzaliśmy w studiu bardzo dużo czasu, że nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem w domu, wyspałem się w swoim miękkim łóżku, albo zjadłem jakieś porządne danie niż z restauracji. Jednak zrobimy wszystko, żeby nasza armia była zachwycona płytą. 
Niedawno poszliśmy z Call do ginekologa sprawdzić jak z naszym maluszkiem i dowiedzieliśmy się, że jest zdrowy, a za kilka tygodni dowiemy się jaka będzie płeć. Już się nie mogę doczekać, a to już 4 miesiąc, bbrzuszek jej rośnie. Wygląda tak ślicznie, będzie z niej cudowna mama. Tylko Chris. Mam nadzieję, że nie będzie zgrywał tatusia dla MOJEGO dziecka. Może i zabrał mi Calley, ale nie oddam mu Ash'a Juniora! Dobra Purdy, uspokój się, już raz od niego dostałeś. Na samą myśl o tym boli mnie cholernie nos. Niezły ma sierpowy, to muszę przyznać, ale za nic nie oddam mu małego, albo małą. 

*Perspektywa Karoliny*

Razem z Chris'em pojechaliśmy do Ricky'ego obmyśleć imiona dla dziecka. Wiem, że Ash powinien być z nami, ale jest zajęty płytą i nie chcę mu przeszkadzać. 
- Może Richard? - odezwał się mój brat, a Chris strzelił facepalma.
- Piękne Horror. Ile nad nim myślałeś kochany? - w moim głosie zabrzmiał sarkazm.
- Dłuuuugo - uśmiechnął się głupkowato.
- Bryan, Danny, Cameron, Tom, Will, Oliver, Bill, Ben, Ryan, Joe, Angelo, Sabrina, Hayley, Amy, Evelyn, Taylor, Natalie, Mia, Sarah, Megan - zaczął wymieniać mój chłopak.
- Zapisujemy wszystkie - uśmiechnęłam się, a ja poczułam lekkie kopnięcie w brzuchu - Chris! - przyłożyłam jego dłoń. - Kopie! - prawie płaczę ze szczęścia.
- Czuję kochanie - całuje mnie w policzek i głaszczę brzuszek. 
- Nie uważasz, że powinnaś zadzwonić do mamy i powiedzieć jej, że będzie babcią? - zabrał głos Ricky.
- W sumie racja - chwyciłam za telefon i wybrałam numer do mojej mamy, prawdziwej mamy.
Porozmawiałam z nią chwilę i umówiłam na jutro po południu na małe zakupy. Przecież zostało jakieś 5 miesięcy, a ta już chce wszystko kupywać, ale się cieszy, więc jej nie zabraniam. Jeśli uda mi się wyciągnąć Ash'a ze studia to pójdziemy we czwórkę. Tak, mój kochany braciszek musiał się dołączyć. Ehh..Co ja z nim mam? Jednak kocham go nad życie i nie wiem co by było jakbym go nie poznała i nie dowiedziała się prawdy o sobie, swoim pochodzeniu.
- To ja pojadę jeszcze do Brides'ów bo jest późno i pewnie już wrócili. Przy okazji spytam się Ash'a czy ma czas jutro - poszłam do garderoby i zaczęłam wiązać glany.
- A może cię zawieźć? - zapytał Chris.
- Nie trzeba, jestem już dużą dziewczynką kochanie - pocałowałam go czule. - Poradzę sobie - uśmiechnęłam się i założyłam swoją skórzaną kurtkę.
- No dobrze, ale jakby się coś działo to dzwoń do któregoś z nas. - przytulił mnie mocno.
- Nie ma sprawy - chwyciłam klucze od samochodu, wysłałam Chris'owi buziaka i wyszłam. 
Cała droga minęła mi dobrze, ale jednak coś mnie niepokoiło. Pewny czarny samochód jechał za mną od samego początku podróży, muszę przyznać, że byłam nieco przerażona, ale włączyłam sobie nową piosenkę Tokio Hotel i zapomniałam o tajemniczym pojeździe.
Kilkanaście minut później dojechałam pod willę BVB. Nie pukałam bo jak to ujęli chłopacy "To nadal jest twój dom i przychodź kiedy chcesz, bez pukania". Weszłam do środka i zobaczyłam pełno kartek walących się po podłodze, najwyraźniej przenieśli studio do domu. Andy kłócił się z Jake'em o piosenkę, Jinxx z CC'm o to, kto ma zacząć grać, a Ashley siedział sobie spokojnie i całował z Kiną. Te ich wrzaski były nie do wytrzymania, więc walnęłam growlem najgłośniej jak umiałam i ich uciszyłam.
- Aua! Oszalałaś? Co to miało być? - pisnęła blondynka.
- Growl, chociaż jeśli chodzi o ciebie i twój móżdżek to i tak nie zrozumiesz. - ta tylko na mnie prychnęła. - Przestaniecie się kłócić?! - powiedziałam teraz ciszej do Brides'ów.
- Ale my niedługo wydajemy piosenkę, która nie jest dopracowana, nawet tekst nam się pierdoli. - marudzi Andy.
- Dawaj! - wzięłam od niego kartkę - Powiem szczerze. Tekst jest do dupy, ale da się to jeszcze uratować - wzięłam długopisi coś  dopisałam, poprawiłam i im podałam. - Może być?
- Even when I fall down to my knees
I never say a prayer I don't believe
And I don't wanna look up to the son
But I will never be the faithless one 
No I will never be the faithless one * - zaczął czytać na głos Andy. - To jest zajebiste! Dziękuję ci Call - mocno mnie przytulił.
- Uważaj młody bo jeszcze mi dziecko uszkodzisz - podbiegdł do mnie Ashley i pogłaskał po brzuszku, a ja znowu poczułam kopnięcie, na co Purdy szeroko się uśmiechnął - Tatuś też cię kocha, wiesz? - zaczął lekko mnie łaskotać po brzuchu.
- A myślałem, że to ja będę pierwszy ojcem - odezwał się Jinxx, a wszyscy się zaśmiali.
- Może niedługo kochanie - Sammi usiadła mu na kolanach i dała soczystego buziaka.
- Ash? Masz może czas jutro po południu? - spojrzałam na niego błagającymi oczkami.
- Chyba, a coś się stało? - dalej głaskał mój brzuch.
- No bo moja mama się uparła, żebyśmy z nią poszli na jakieś zakupy. Wiesz, kupić jakieś ubranka, zabawki dla małego.
- Ale przecież zostało jeszcze 5 miesięcy - uniósł brew.
- Wiem, ale ciągle nawija, że teraz chce coś dla wnuka kupić - zrobiłam Najsłodsza minę jaką umiałam.
- No dobra, pójdę z wami, to potem mi napisz o której i gdzie mamy się spotkać - uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję - przytuliłam go mocno, ale szybko się odsunęłam. - Pomóc wam w czymś chłopaki? - podeszłam do nich.
- Jak na razie nie, ale pojutrze przyszłabyś do studia? - oderwał zwrok od kartki Andy.
- Nie ma problemu, to ja już się zbieram - pomachałam wszystkim.
- Calluś! Czekaj! - zatrzymała mnie Juliet, którą dopiero teraz zauważyłam. - To taki mały prezent ode mnie i Andy'ego - podała mi mały kostium batmana i takiego samego pluszaka.
- Jest przesłodkie, dziękuję wam - dałam parze po buziaku w policzek i wyszłam z domu. Znowu on, znowu ten sam samochód, stał pod willą.To już przestaje być zabawne. Dobra Karo, pierdol to, wrócisz do domu, prześpisz się i zapomnisz, że to auto w ogóle istniało.
***
Od godziny chodzimy z moją mamą po różnych sklepach i oglądamy ubranka dla małego, kupiliśmy już kilka i dla chłopca, i dla dziewczynki. 
- Mamo ile jeszcze? Nogi mnie bolą! - marudził Horror.
- Nie tylko ciebie stary - zgodził się z nim Deviant.
- Mama! Przerwa! Widziałam tu kawiarnię i tam możemy odpocząć i się czegoś napić, okej? - oparłam się o mojego brata, który pewnie by mnie zabił teraz.
- No dobrze skarbie, to wy napięcie się czegoś, a ja jeszcze poszukam - pomachała nam i odeszła.


*Perspektywa Ricky'ego*

Kiedy ja i Karola weszliśmy do Chris'a domu od razu padliśmy na kanapę razem z wszystkimi torbami.
- Już nigdy więcej zakupów z mamą! - krzyknęliśmy równocześnie, a Motionless śmiał się w niebo głosy.
- Gdybym nie miał zaraz się udusić, dostałbyś taki wpierdol - pogroziłem mu palcem.
- Jak ja się cieszę, że nie poszedłem z wami, a tak to siedziałem na wygodnej kanapie, piłem sobie czerwone winko, oglądałem film...- nie dokończył bo dostał od Calli w łeb.
- Nie wkurwiaj mnie Cerulli bo źle się to dla ciebie skończy - usiadła mu na kolanach i mocno przytuliła.
- Rzygam tęczą! - udawałem, że wymiotuję, a oni pokazali mi fucka.
- Za karę masz zrobić romantyczny wieczór - mruknęła mała.
- Z przyjemnością kochanie - pocałował jej czoło i poszedł do kuchni coś przyrządzić.
- To może ja nie będę wam już przeszkadzać - nie wiem jakim cudem zwlokłem się z sofy i udałem się powoli do pokoju gościnnego.

*Perspektywa Chris'a*

Siedziałem w kuchni i przygotowywałem dla Call lasagne. Gdy czekałem, kiedy danie będzie gotowe, zajrzałem do mojego skarba, który leżał na plecach i oglądał telewizję głaszcząc się też jednocześnie po brzuchu. Patrzałem na nią z wielkim uśmiechem. Jestem pewny, że będzie z niej cudowna mama.
Usłyszałem dźwięk minutnika i wyciągnąłem lasagne z piekarnika. Wyciągnąłem kieliszki nalewając do nich sok z czarnej porzeczki, który Karo uwielbiała. Zaniosłem wszystko do salonu i zapaliłem świeczki.
- Podoba ci się? - usiadłem obok niej i dałem jej buziaka w czółko.
- Nie mówiłam tego na poważnie, ale dziękuję ci. Jesteś cudowny - pocałowała mnie czule w usta. - Więc za co pijemy? - wzięła kieliszek do ręki.
- Za ten wieczór, za nas oraz za twoje przyszłe dziecko - stuknęliśmy i upiliśmy łyk, a potem zabraliśmy się za wcinanie mojego dzieła.
- Nie sądziłam, że potrafisz tak dobrze gotować - powiedziała z pełną buzią.
- A widzisz, jeszcze kilku rzeczy o mnie nie wiesz - puściłem jej oczko.
- Mam nadzieję, że się niedługo dowiem - ponownie się uśmiechnęła, ale bardziej seksownie.
- Zobaczymy - tym razem ja ją pocałowałem i jedliśmy w ciszy słuchając nowej płyty mojego zespołu.

---------------------
* Black Veil Brides - Faithless

Na początek chciałabym przeprosić, że musieliście czekać tak długo na rozdział :(
Mam dla was dobrą wiadomość bo wasza Calley zdała do następnej klasy! :D (Co prawda na warunkowym, ale to tylko szczegół XD)
I do tego zrobiła sobie piercing w języku, o którym marzyła od 6 lat *_*
Ten rozdział dedykuję Black Anna, bo strasznie spodobał mi się jej blog *___* Serdecznie polecam! Calley Purdy Motionless XD Przepraszam, że czcionka jest taka, a nie inna, ale tak to jest jak kopiujesz z aska i wklejasz na bloggera i to jeszcze z TELEFONU ;-; Czasami ta komórka mnie tak wkurwia.
Słyszeliście nową płytę MIW? Podoba wam się? Bo mnie bardzo *____* ♥♥
Dobra no to chyba na tyle, mam nadzieję, że rozdział się podobał i będzie dużo komentarzy :*
Do następnego kochani ♥

10 komentarzy = nowy rozdział.