wtorek, 12 lipca 2016

Wattpad

Postanowiłam, że blog przeniosę na Wattpad. Jednak nadal będę publikować tutaj na Blogspocie.
Każdy będzie mógł sobie czytać i komentować gdzie chce. Do niczego nie zmuszam :3
Zapraszam na mojego Wattpada.




sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 33

*Perspektywa Karoliny*

 Nie spałam całą noc. Przez te kilkanaście godzin spędziłam przy łóżeczku Danny'ego. Nie chciałam spuszczać go z oka. Wiedziałam, że jest bezpieczny w szpitalu, ale ja jednak wolałam go mieć obok siebie, w końcu jestem jego mamą i bardzo się o niego martwię. Ash po paru godzinach siedzenia ze mną zasnął z głową na moich kolanach. Niech śpi, musi wypocząć. Rano, czyli o około godzinie dziewiątej, zauważyłam, że maluszek otwiera oczka. Uśmiechnęłam się lekko i pogładziłam palcem jego policzek.
- Cześć, kochanie - otarłam szybko łzy szczęścia, a on wyszczerzył się słodko w moją stronę - Tak, skarbie. To mamusia twoja - musnęłam ustami jego czółko - Już nikt więcej cię nie skrzywdzi - pogłaskałam go po główce i zaczęłam budzić Ash'a. 
- Co się dzieje? - ziewnął i usiadł na swoje krzesło - Hej młody - uśmiechnął się szeroko do synka, a on odwzajemnij to i do tego się zaśmiał - Tęskniliśmy strasznie za tobą, wiesz? - połaskotał go po brzuszku.
- Widzę, że nasz mały pacjent ma się już nieco lepiej - powiedział radośnie lekarz wkładając słuchawki do uszu i jeżdżąc końcówką po klatce piersiowej maluszka - Oddech jest równomierny i spokojny. Sprawdzimy jeszcze jak rana i prawdopodobnie dzisiaj po południu Danny wróci do domu - lekarz uśmiechnął się w naszą stronę.
- Słyszysz słońce? - pocałowałam malca w nosek i do środka weszła reszta zespołu razem z ich dziewczynami oraz Ricky i Ann.
- Jak się czuje? Wszystko dobrze? Nic mu nie jest? - dostawaliśmy mnóstwo pytań od nich. Na spokojnie i powoli opowiedzieliśmy im o całej akcji, którą Chris zaplanował.
- Właśnie, gdzie on jest? - spytała zdziwiona Juliet.
- Nie wiem, był tutaj jeszcze w nocy - stwierdziłam zaskoczona - Może wyszedł, kiedy nie patrzyłam, ale czemu to zrobił, tego nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Rana zaczyna się ładnie goić - powiedziała uśmiechnięta pielęgniarka zmieniając opatrunek mojemu synkowi.
- To dobrze - powiedziałam i wyszczerzyłam się.

*Kilka godzin później*

Cała nasza trójka, czyli Ash, ja i Danny wróciliśny szczęśliwie do domu. Położyłam się z Młodym na łóżku i zaczęłam się z nim bawić, lecz po pewnym czasie przyszedł mój narzeczony.
- Kotku, muszę ci coś pokazać - usiadł obok mnie i pogłaskał malucha po główce.
- Coś się stało? - uniosłam brew i przytuliłam maleństwo do siebie.
- Nie - uśmiechnął się lekko - Ucieszysz się - wziął ode mnie Danny'ego i odłożył go do kołyski - Chodź - pociągnął mnie za rękę za dół aż do samochodu.
- Gdzie jedziemy? - uniosłam brew i zapięłam pasy.
- Zaraz się dowiesz, a teraz już cisza - zaśmiał się, włączył radio i pojechaliśmy w stronę wzgórza Hollywood - Jesteśmy na miejscu - stwierdził parkując pod wielkim, pięknym domem.
- Ash, dalej nic nie rozumiem. Piękny dom i w ogóle, ale po co nas tu zawiozłeś? - uniosłam brew do góry.
- Po to, żeby ci pokazać nasze nowe gniazdko - obął mnie od tyłu w pasie i ucałował policzek.
- Ty chyba nie mówisz poważnie - patrzę na niego z niedowierzeniem i spojrzałam znowu na budynek.
- Jestem jak najbardziej poważny. To wczesny prezent ślubny dla ciebie - uśmiechnął się szeroko do mnie i musnął usta.
- Jesteś niemożliwy - cicho się zaśmiałam - Dom jest piękny - mocno go przytuliłam.
Oboje weszliśmy do środka. Salon był bardzo duży i urządzony nowocześnie. Ściany były białe, tak samo i meble, ale pojawiała się też nutka czerni. Obok znajdowała się kuchnia w kolorze jasnego brązu, meble były oczywiście białe.
- Coś zbyt czysto tutaj - powiedziałam w myślach.
Mój ukochany zaprowadził mnie na piętro i zaprowadził pod drzwi. Otworzył je, a w środku był pięknie urządzony pokój Danny'ego.
- Nie malowałem ścian, bo chciałbym, żeby Młody sam zdecydował o ich kolorze, kiedy podrośnie - powiedział stojąc za mną. Ja tylko kiwnęłam głową. Nie umiałam nic powiedzieć, pokoik był piękny.
- A te cztery pomieszczenia obok, to co tam jest? - spytałam.
- Za chwilę się wszystkiego dowiesz - Purdy uśmiechnął się do mnie szeroko.
Przeszliśmy do ostatnich drzwi w korytarzu, a w środku było dwuosobowe łóżko, jasno niebieskien ściany i jak zwykle białe meble oraz zasłony prowadzące do następnego pomieszczenia.
- To pokój gościnny. Za zasłonami jest więcej miejsca jakby chłopako chcieli u nas przekimać. Chociaż dla nich nawet garaż wystarczy - zaśmiał się, a ja razem z nim. Po obejrzeniu pokoju poszliśmy do kolejnego. To była łazienka, duża, z prysznicem oraz wanną, wszystko było w kolorze białym i błękitnym. Idealnie się to ze sobą komponowało. Staliśmy teraz pod przed ostatnimi drzwiami na tym piętrze.
- Tu jeśli się uda, będzie mieszkać nasze drugie maleństwo - przytulił mnie do siebie i pocałował w czółko - Jest pusto, bo nie wiadomo czy to będzie chłopczyk, czy dziewczynka.
- A skąd wiesz, że ja chcę więcej dzieci? - uniosłam brew, ale po chwili się uśmiechnęłam szeroko - Dobra, nie będę się zgrywać. Ja też chcę drugiego Szkraba - pocałowałam go w nosek. - Więc co jest za ostatnimi wrotami? - spytałam trzymając Ash'a za dłoń. On bez słowa otworzył drzwi i na pierwszy rzut oka zauważyłam nasze duże zdjęcie nad ogormnym łóżkiem pełnym poduszek. Bordowe ściany, białe i czerne meble, wejście na taras, masa zdjęć, obrazów oraz różnych nagród. Zauważyłam też otwarte drzwi do naszej wspólnej łazienki, ogromna wanna, prysznic, umywalka, toaleta i duże lustro. W tym pomieszczeniu górował jasny fiolet, uwielbiałam ten kolor. Spojrzałam w prawo, a moim oczom ukazała się toaletka z żarówkami na ramach od lustra i pełno różnych kosmetyków. To chyba będzie moje ulubione miejsce.
- Nasza sypialnia oraz łazienka - powiedział szeptem.
- Jest piękna - również odpowiedziałam
- Wiedziałem, że ci się spodoba - objął mnie w pasie i pocałował czule - Chyba będziemy tu często spędzać razem czas - przygryzł lekko moje ucho, a ja cicho się zaśmiałam. - Na drugim piętrze zrobiłem dla ciebie twoją pracownię, wiesz tatuaże, piercing i inne takie sprawy. Są też tam twoje gitary - powiedział.
- To dlatego nie umiałam ich ostatnio znaleźć - udawałam lekko obrażoną, że wziął moje dwa skarby, ale szybko mi przeszło.

Obejrzeliśmy następne piętro, gdzie było moje "biuro" oraz pracownia Ash'a, czyli przeróżne rzeczy związane z projektowaniem ubrań.
Zeszliśmy do piwnicy, a tam czekało na nas małe studio nagraniowe, o mało co się nie popłakałam ze szczęścia.
- Ash, to wszystko jest naprawdę piękne, ale nie wiem, czy mogę tu mieszkać, ponieważ na pewno wydałeś na te wszystkie rzeczy dużo pieniędzy i nie wiem czym mogłabym ci się odwdzięczyć - stwierdziłam i natychmiast posmutniałam.
- Call, przestań - przewrócił oczami - Mam pieniądze i chcę je wydawać na ciebie, na Danny'ego, na nasz dom. Na co tylko będę chciał i ty możesz robić to samo ze swoimi - pocałował delikatnie moje czoło.
- Racja - pokiwałam twierdząco głową - Dziękuję ci, kotku - dałam mu lekkiego, ale czułego buziaka.
- To teraz wrócimy do domu, spakujemy kilka twoich rzeczy, przeniesiemy je tutaj, a reszte weźmiemy po ślubie - objął mnie w pasie i uśmiechnął się szeroko.

*Dwa miesiące później*

Niedawno nasza EPka weszła do sprzedaży, a ja dalej miałam mnóstwo pomysłów na nowe piosenki. Reszta tak samo, więc 2 dni w tygodniu siedzieliśmy w studiu i tworzyliśmy nową muzykę.
- Moi kochani, jestem z was naprawdę dumny, że w tak szybkim czasie udaje wam się nagrywać piosenki - powiedział szczęśliwy nasz menager Charles, który zaczął z nami współpracę od razu po wydaniu naszej EPki - Udało mi się załatwić wam trasę koncertową, będziecie jednymi z dwóch zespółów, którzy będą supportować bardziej znanych od was muzyków.
- Drugim supportem kto jest? - spytał Jeremy.
- Ice Nine Kills.
- A główny zespół? - tym razem ja zabrałam głos.
- Motionless In White - odpowiedział menager, a ja stałam cicho jak słup soli i zaczęłam przeklinać w myślach.
- Przynajmniej spędzisz dużo czasu z bratem - uśmiechnął się do mnie pocieszająco Kyle, a ja lekko kiwnęłam głową.
Niby fajnie, bo będę tam z Ricky'm, ale bałam się, że Chris będzie chciał coś odpierdolić i dlatego nie cieszyłam się za bardzo z tej trasy. Spokojnie Calley, będzie dobrze.

Wieczorem wróciłam do domu, którego jeszcze dzieliłam z całą ekipią Black Veil Brides, przywitałam się ze wszystkimi, wzięłam sobie coś do jedzenia z lodówki i udałam się do mojej i Ash'a sypialni. Spojrzałam na śpiącego Danny'ego i uśmiechnęłam się szeroko do siebie.
- Jak poszła próba? - usłyszałam głos Ash'a centralnie przy moim uchu.
- Dobrze - odwróciłam się w jego stronę i próbowałam się uśmiechnąć szeroko.
- Co jest, słońce? - pogładził czule mój policzek.
- Nic, kocie, serio - pocałowałam go lekko w usta.
- Karo, nie oszukasz mnie - popatrzał na mnie już bardziej poważnym wzrokiem.
- Mamy trasę i supportujemy MIW - powiedziałam na jednym wdechu.
- Kurwa mać - przeklnął cicho - Niech Chris'owi nic nie odpierdoli znowu z uczuciami, bo mu coś zrobię.
- Ricky będzie ze mną, nic mi się nie stanie - wtuliłam się w ramiona ukochanego.
- Oby - pogłaskał moje długie kruczoczarne włosy.

--------------------
A następny rozdział zacznie się od trasy koncertowej! Oczywiście jak napiszecie przynajmniej 6 komentarzy :3
WRACAM znowu ;-;
Blog już nie jest taki jak wcześniej, rozdziałów nie tak często, fabuła jest już do dupy. Może kogoś zabijemy albo inny dramat? XD Coś może jeszcze wymyślimy, ale gwarantuje wam, że rozdział ze ślubem będzie na 100% :D
Mam nadzieję, że miło wam się czytało!
Pozdrawiam. Wasza Calley :*

6 komentarzy - nowy rozdział.

sobota, 24 października 2015

Rozdział 32

*Perspektywa Chris'a*

Co za chora dziewczyna! Jak można porwać czyjeś dziecko, tylko dlatego, że jest się bezpłodnym? Czy ona ma jeszcze rozum?! Muszę coś zrobić, żeby Call odzyskała małego, ale będzie trudno. Może Sabrina jest popieprzona, ale nie głupia.
- Dlaczego się nie cieszysz? - czerwonowłosa objęła mnie od tyłu.
- Jak mam się cieszyć z tego, że porwałaś dziecko mojej byłej dziewczyny? Teraz będziesz udawała kochaną mamusię, a ja wspaniałego tatusia? Pojebało cię?! - krzyknąłem na nią.
- Ale chciałeś przecież dziecko - powiedziała smutnym głosem.
- Chciałem, ale nie w taki sposób! Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Wsiadłem do auta i z piskiem opon ruszyłem w stronę domu Ricky'ego, na szczęście moja była mnie nie śledziła.
Zapukałem do drzwi i po chwili otworzy mi mój przyjaciel.
- Czego chcesz? - zapytał oschle.
- Potrzebuje cię, muszę się komuś wygadać, a tylko tobie mogę ufać w tej chwili.
- Mam gościa - wskazał na Karo leżącą na kanapie pełną z chusteczek.
- Mogę z nią pogadać?
- Oszalałeś? Po tym co jej zrobiłeś chcesz jeszcze z nią rozmawiać?
- Ale ja muszę, to bardzo ważne - spojrzałem na niego błaganie.
- No dobra - wpuścił mnie.
Wszedłem do środka i powoli podszedłem do Calley.
- Mała? - usiadłem na końcu kanapy.
- Co chcesz? - pociągnęła nosem i podniosła się do pozycji siedzącej.
- Wiem, że Danny'ego porwano - powiedziałem cicho.
- Skąd ty to wiesz? - otarła łzy.
- To Sabrina go uprowadziła.
- CO? Ja jej zaraz coś kurwa zrobię! - momentalnie wstała.
- Uspokój się, Call. Ona jest nieprzewidywalna i może zrobić z małym co chce. Musimy coś wymyśleć, żeby go jej odebrać.
- Masz jakiś pomysł?
- Może będę ci zdawał relacje z każdego dnia? Jak Danny się czuje, czy nic mu nie jest itp.? - zaproponowałem.
- No dobrze, ale musisz ukryć to jak się ze mną kontaktujesz, bo się wtedy zorientuje.
- Racja, coś się wymyśli.
- Dziękuję Chris, nawet nie wiesz jak ważny jest dla mnie mój syn - ułożyła lekko swoją dłoń na moją, a ja ją ścisnąłem.
- Nie ma za co, czuję się jakoś z małym związanym, więc nie chcę, żeby stała mu się krzywda - objąłem ją lekko ramieniem - Od jutra zaczynamy naszą akcję, dobrze? - spytałem, a ona kiwnęła twierdząco głową.

*Perspektywa Karoliny*

Chris zawiózł mnie wieczorem do domu. Jestem mu bardzo wdzięczna, że pomaga mi w odzyskaniu Danny'ego, mały jest dla mnie wszystkim. Mój były podjechał pod willę.
- Odprowadzić cię? - zapytał ciepłym głosem i spojrzał na mnie z troską.
- Nie trzeba - wymusiłam na sobie uśmiech - Dzięki za podwiezienie - pomachałam mu na pożegnanie i wyszłam z samochodu idą w stronę budynku. Weszłam do środka i ignorując resztę domowników poszłam do siebie. Wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam cicho płakać z tęsknoty za moim synkiem.
- Odzyskam cię Danny, obiecuję ci to - powiedziałam do siebie i z lekkim trudem zasnęłam.

*Tydzień później, południe*

*Perspektywa Chris'a*

- Dobra Chris, musisz być twardy, uda ci się. Fuck, za cholerę mi się nie uda. Okej, yolo. Kto tak kurwa mówi? Ehh, nie ważne - kłóciłem z własnymi myślami przez jakiś dłuższy czas, aż do momentu, kiedy dojechałem pod dom tej wariatki Sabriny. Wysiadłem z pojazdu i zapukałem do drzwi mojej byłej. Po chwili ukazała się czerwonowłosa sucz, którą nienawidziłem z całego serca.
- Hej kocie - rzuciła się na moją szyję i zaczęła całować po policzkach. Myślałem, że ją zaraz uderzę, ale się na szczęście opanowałem, bo miała Danny'ego na rękach. Biedne maleństwo, ciągle płacze. Pewnie tęskni za Call i Ash'em, więc się nie dziwię. Ale co to...Oby to nie było to o czym... Zabiję szmatę! Mały ma pełno siniaków na brzuszku, rączkach oraz na buzi. Ta kobieta jest serio chora.
- Hej Sabi, co u ciebie? - wymusiłem uśmiech na swoich ustach - Tęskniłem za wami - myślałem, że zwymiotuję wypowiadając te słowa.
- Wszystko dobrze, uczyłam małego chodzić - przytuliła maleństwo. Czyli przez to ma siniaki, musiała go karać za to, że nie umiał ustać. Co za chora baba! Muszę go jej odebrać i to jak najszybciej!
- I jak mu idzie? - ponownie uśmiechnąłem się sztucznie, żeby niczego nie podejrzewała.
- Jeszcze się uczy, ale jutro mu się raczej uda - końcówkę zdania wypowiedziała z nienawiścią, jakby chciała zrobić komuś krzywdę. Ja tylko kiwnąłem z wielką trudnością głową.
- Pójdę go nakarmić - poszła z nim na rękach do kuchni. Nie ufałem jej, więc zajrzałem jednym okiem do pomieszczenia, w którym znajdowała się Sabrina. Położyła Danny'ego na blacie, a potem wzięł nóż w ręce. Zanim zdążyła coś zrobić odepchnąłem ją, a ostrze niestety otarło się o rączkę Purdy'ego Juniora. Wziąłem ręcznik i zacząłem tamować krew.
- Trzeba go zabrać do szpitala! - drugą ręką chwyciłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie, podałem adres i rozłączyłem się. Czerwonowłosa stała jak słup soli, nie odzywała się.
- Zostań w domu - powiedziałem, kiedy karetka przyjechała i zabrała małego. Ja pojechałem z nimi.
- Co się stało dziecku? - ratownik dokańczał moją robotę zatrzymania krwi.
- Moja była chciała go zadźgać, ale ją odepchnąłem, ale nóż otarł się o jego rączkę - powiedziałem próbując powstrzymać łzy. Danny dalej płakał, a krew już powoli przestała lecieć, więc musiała zasychać.
- Trzeba powiadomić o tym policję, to przestępstwo - stwierdził po chwili.
- Jest chora psychicznie i zdolna do wszystkiego, na razie nikogo nie powiadamiamy - mówiłem do niego piszą sms'a do Call, żeby przyjechała szybko do szpitala.
Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce, Karo też tam była.
- Danny, synku! - podbiegła do łóżka, które jechało na salę, żeby zbadać małego, czy jego stan jest lepszy - Dajcie mi tam wejść, proszę! Ta psycholka uprowadziła moje dziecko! - krzyczała cała we łzach. Na szczęście pozwolili jej, razem ze mną. Przytuliłem ją mocno i próbowałem uspokoić, jednak po dłuższym czasie się to udało.
- Cichutko Mała, już wszystko dobrze, słyszysz? Danny żyje, wyjdzie z tego - ująłem twarz w jej dłoniach i spojrzałem w oczy, ona tylko kiwnęła głową i znowu mocno przytuliła.
- Małemu nic nie będzie. Stracił jednak trochę krwi, ale udało nam się powstrzymać krwotok. Teraz zasnął, bo był zmęczony, może pani go zobaczyć, ale prosimy go nie budzić - powiedział lekarz do Calley - A pana proszę do mojego gabinetu, tam mi pan wszystko opowie i powiadomimy odpowiednie służby - wyprowadził mnie z sali i zabrał do siebie.

*Perspektywa Karoliny*

Mój skarb, moje maleństwo. Przez ten czas tyle wycierpiało przez tę wariatkę. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym go straciła.
- Wpuśćcie mnie! To mój syn! - usłyszałam Ash'a, który sprzeczał się z lekarzami, ale udało mu się wejść do sali. Na mój widok od razu podbiegł i mocno przytulił.
- Danny śpi, nic mu nie będzie, ale stracił trochę krwi - powiedziałam z trudem nadal będąc w niego wtulona.
- Zabiję tę szmatę, nikomu nie dam skrzywdzić mojej rodziny! - on sam zaczął teraz płakać - Zapłaci za to, co zrobiła.
- Wszystko się ułoży kotku - uścisnęłam jego dłoń - Już będzie dobrze - pocałowałam go lekko i usiadłam z nim na krześle przy "łóżeczku" naszego synka.

*Perspektywa Chris'a*

Po rozmowie z lekarzem od razu postanowiłem zadzwonić do Sabriny, jednak ona mnie wyprzedziła, bo zauważyłem ją biegnącą w moją stronę.
- Co z małym? - rzuciła mi się na szyję.
- Danny nie przeżył, przykro mi - skłamałem i przytuliłem ją do siebie.
- Co? Jak to? - zaczęła płakać - Powiedz, że to nie prawda, proszę - uderzyła mnie w klatę i mocno przytuliła, ja kiwnąłem do doktora, który od razu wezwał policję i szpital psychiatryczny, którzy po kilku minutach zaczęli wyprowadzać moją byłą.
- Chris! Jak mogłeś?! Po tym wszystkim co razem przeszliśmy?! - krzyczała na mnie, ale ja nie zwracałem uwagi na to i wszedłem do sali, w której byli już rodzice małego Purdy'ego.
- Dziękuję ci bardzo - Ashley wstał i podał mi rękę - I przepraszam za wszystko.
- Ja też przepraszam - uścisnąłem jego dłoń.

--------------------
Wróciłam! Rozdział dedykuję mojemu kochanemu Jerry'emu, z którym codziennie piszę różne, czasami pojebane opowiadania, ale i tak kocham tego debila całym sercem ❤ Pomimo tego, że nie udało się dobić wam limitu to jednak daje wam rozdział, bo chyba do śmierci nie byłpby tych 12 komentarzy.
Czemu nie było rozdziału? Nie, nie miałam poprawki, zdałam bez problemu do technikum na profil hotelarza. Nie pisałam, bo tak jak na początku mówiłam nie było limitu. Zmniejszam go, żeby jakoś łatwiej wam poszło, czyli wracamy do początków. Tak więc jak widzicie, wszystko dobrze się skończyło. Mały jest już żywy z rodziną i chyba jak na razie tak zostanie. Cóż, teraz musicie czekać na następny rozdział.
Pozdrawiam! Calley Purdy Motionless.

6 komentarzy = nowy rozdział.

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 31

*Perspektywa Karoliny*

Połknęłam ostatni kęs swojego śniadania i od razu podbiegłam do szafy wziąć jakieś ubrania.



Założyłam je na siebie i spojrzałam do kołyski na śpiącego Danny'ego. Przejechałam lekko palcem po jego policzku i ucałowałam jego czółko. 
- Zajmiesz się nim jak mnie nie będzie? - spytałam Ash'a ciągle patrząc na mojego maluszka.
- Przecież mieliśmy iść razem do studia, nie pamiętasz? - objął mnie lekko od tyłu.
- No tak, zapomniałam. To może któryś z chłopaków?
- Żaden nie da rady. Każdy jest umówiony ze swoją dziewczyną - musnął lekko mój policzek.
- Coś mu się stanie, kiedy będzie w środku? 
- Nie jestem pewien, ale mam nadzieje, że nie.
Wzięłam synka na ręce i położyłam go do wózka. Zawiązałam buty i oboje przeszliśmy się do studia nagraniowego. Rsszta mojego zespołu już tam była.
- Jesteś już - przytulił mnie mocno na powitanie Kyle.
- Możemy zaczynać? - spytałam, kiedy chłopaki zasiedli przy swoich instrumentach.
- Nie ma z nami Jeremy'ego - powiedział Trixx.
- No to zagram na razie za niego - weszłam do środka i chwyciłam jego gitarę - No to chłopaki, zaczynajcie tak jak na próbach. Na początek The Joker - na moje 3 równie zaczęliśmy grać.

Po kilku godzinach udało nam się nagrać 2 piosenki, czyli Other Side i Epidemic. Została nam tylko jedna do skończenia EPki.
- Muzyka gotowa, teraz daj czadu swoim wokalem - Ash siedzący z nami od początku ucałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się i weszłam do "szklarni", usiadłam na krześle, włożyłam słuchawki i czekałam, aż włączą piosenkę. Zaczęłam śpiewać Let You Down.
Kiedy wykonywałam swoją rolę, zauważyłam, że drzwi studia lekko się uchyliły, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Na dworze był wiatr, więc to mogło spowodować otwarcie się wrót.
Skończyłam, a ekipa mi zaczęła klaskać, wyszczerzyłam się i odwróciłam tyłem do nich, żeby podnieść wodę i napić się niej. Wyszłam i podeszłam do chłopaków usłyszeć, co wykonałam.
Muszę przyznać, że wszystkie piosenki wyszły mi dobrze, zaczęłam bardziej wierzyć w siebie i zespół.
Podeszłam do wózeczka w którym spał Danny, ale kiedy na niego spojrzałam od razu zbladłam i zalałam się łzami. Mojego synka tam nie było.
- Mała, co się dzieje? - podbiegł do mnie Ash i mocno przytulił. Wskazałam mu palcem na pusty wózek, a on także zaczął płakać i z trudem czytać list.

Mam waszego bachora. Do 2 tygodni macie mi przynieść 2 miliony dolarów, albo wasz syn zginie. Miejsce podam ci sms'em. Gówno mnie obchodzi, że nie będziesz miała czasu. I pamiętaj, ŻADNEJ POLICJI! 

- Nie podpisał się - stwierdził i otarł łzy - Zabije tego, kto go uprowadził - zgniótł papier, a ja jeszcze bardziej się w niego wtuliłam.
- Nasz synek. Przecież to malutkie 5 miesięczne dziecko. Nic im nie zawiniło - załkałam - Kto mógł nam to zrobić?
- Nie wiem, ale znajdziemy go - utulił mnie nieco mocniej i wróciliśmy do domu.
- Co jest?! - spytali wszyscy domownicy.
- Porwali Danny'ego! - znowu salwa łez zagościła na moich policzkach.
- Jak to?! Kto to zrobił?! Dlaczego?! - wszyscy pytali i objęli mnie mocno.
- Nie wiem - ukryłam twarz w dłoniach.
- Znajdziemy tego drania - powiedziała Juliet i chwyciła moją dłoń.

*Narracja trzecioosobowa*

Tajemnicza kobieta w kapturze jechała swoim samochodem z prędkością światła nie zwracając uwagi na obecność płaczącego małego dziecka tęskniącego zapewne za rodzicami.
- Zaraz będziemy w domku, kochanie. W twoim nowym domku - po przekroczeniu paru kilometrów zatrzymała się pod swoim dużym domem daleko od miasta. Dziewczyna ściągnęła kaptur, a jej czerwone włosy rozszalały się między jej ramiona. Pogłaskała Danny'ego po główce i weszła z nim do środka. Udała się schodami do góry do pokoju, który okazał się być idealnym dla małego Purdy'ego.
- Już nikt nas nie rozdzieli, skarbie - położyła małego do kołyski i dała mu malutką maskotkę - Śpij i zapomnij o tamtych złych ludziach. Mama już nigdy nie da cię skrzywdzić - wyszła z pokoju i zadzwoniła do swojego już byłego chłopaka, Chris'a Motionless'a.
- Czego znowu chcesz? - zapytał od niechcenia.
- Przyjdziesz do mnie? Mam coś dla ciebie, dla nas - spytała swoim słodkim łagodnym głosem.
- Ty mi chyba nigdy nie dasz spokoju, ale okej - bez pożegnania się rozłączył, ubrał się i pojechał do Sabriny.

Po kilkumastu minutach już był.
- Co chcesz mi takiego pokazać? - wszedł do środka.
- Chodź za mną - pociągnęła go za rękę do pokoju dziecięcego.
- Kurwa mać! Przecieź to Danny! Porwałaś go?! Popierdoliło cię? To, że jesteś bezpłodna, nie oznacza, że musiałaś zabrać komuś czyjeś dziecko! - nakrzyczał na nią.
- Ale ja zawsze chciałam mieć z tobą maluszka - objęła jego szyję.
- To mogliśmy adoptować! Dużo dzieci czeka, aż ktoś je weźmie i pokocha całym sercem! Jesteś chora! Masz oddać im Danny'ego! - oderwał się od niej.
- Nie! To jest moje dziecko! Ja je lepiej wychowam, niż oni!
- Ty je prędzej zabijesz! Będę tu siedział, dopóki nie zwrócisz im dziecka - Chris zszedł na dół.

----------------------------
Dramaty tajm! Tak, możecie mnie zabić i szczerze mam to gdzieś ;3
Jeśli chcecie wiedzieć, co wydarzy się dalej, to komentujcie ;)
Przepraszam, że taki krótki, ale brak pomysłów już.

12 komentarzy - nowy rozdział.

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 30

*Perspektywa Ashley'a*

Dobra, Calley mnie pokonała, ale ja wiem, że ma ogromy talent, więc się nie dziwię. Jestem z niej strasznie dumny, zawsze marzyła, żeby występować na scenie i się to udało. Wezmę ją chyba na jakiś miły wieczór, trzeba trochę nadrobić, a zwłaszcza nasze sprawy łóżkowe. No co? Myślicie, że z łatwością wytrzymałem prawie rok? Mało co się raz na Małą nie rzuciłem. Tak, dalej jestem niewyżyty, cóż poradzić? Zacząłem zapinać moją ulubioną czarną koszulę, gdy nagle dziewczyna do mnie podeszła.
- Co powiesz teraz, kotku? - moja narzeczona objęła moją szyję.
- Jesteście genialni - pocałowałem ją w czoło - Wyjdziemy gdzieś razem? - uśmiechnąłem się do niej i lekko pogładziłem biodra.
- Jasne - odwzajemniła gest i lekko musnęła moje usta - Daj mi chwilę, a ja się przebiorę - przejechała paznokciem po mojej szyi i poszła do łazienki z wybranymi ciuchami
Po paru minutach wyszła już ubrana.


Była taka seksowna, że mógłbym zedrzeć z niej tą sukienkę. Nie wiem czy wytrzymam przez ten cały wieczór.
- Idziemy? - wystawiłem ramie, a ona je objęła.
- Oczywiście - uniosła końciki ku górze.
Otworzyłem jej drzwi samochodu i pojechaliśmy do restauracji. Zamówiliśmy jedzenie oraz czerwone wino.
- Ash, wiesz, że nie przepadam za alkoholem - cicho się zaśmiała - I do tego ty prowadzisz.
- Jeden kieliszek, nic się nie stanie - zrobiłem kocie oczka.
- Chcesz spowodować wypadek? - spojrzała na mnie poważnie.
- Tylko jeden, będę uważał - chwyciłem jej dłoń i lekko pogładziłem wierzch.
- Ostatni raz - ścisnęła moją rękę, a ja pocałowałem jej rączkę.

***

Po romantycznej kolacji, na którą zabrałem Call wróciliśmy do domu. Było już późno i wszystkie światła w domu były zgaszone, więc mam nadzieję, że wszyscy śpią i będę mógł zrobić z moją ukochaną to, co zajmowało moje myśli odkąd zobaczyłem ją w tej czerwonej sukience opinającej jej seksowne ciało. Muszę przyznać, że po ciąży wygląda jeszcze lepiej niż przed nią. Cicho otworzyłem drzwi i wpuściłem dziewczynę przede mną nie powstrzymując się od patrzenia na jej zgrabny tyłek. Gdy lekko poruszyła biodrami mój kutas dał o sobie znać próbując wydostać się z moich ciasnych spodni. Dziewczyna odwróciła się wchodząc po schodach i popatrzyła na mnie pytająco. No tak, patrząc na jej pośladki zatrzymałem się z lekko otwartymi ustami. Jestem tylko facetem, nie oceniajcie mnie.
- Już idę, idę - mruknąłem ruszając za nią - Kochanie, wyglądasz dzisiaj obłędnie. Chciałbym robić z tobą te wszystkie niegrzeczne rzeczy i sprawić, że będziesz jęczeć moje imię - starałem się, żeby mój głos brzmiał jak najbardziej uwodzicielsko - Tak bardzo mam na ciebie ochotę.
- Dzięki? - uniosła brew i pokonała resztę schodów - Będziesz tak stał i się patrzył, czy weźmiesz to, co twoje?
Otworzyłem szeroko oczy i wręcz rzuciłem się na dziewczynę przypierając ją do ściany i wpijając się w jej usta. Smakowała tak dobrze, a jej miękkie wargi idealnie współgrały z moimi. Chciałem być jak najbliżej niej, więc przycisnąłem swoje biodra do jej i wydałem jęk, gdy dziewczyna nieświadomie otarła się o moją erekcje. Oderwałem się na chwilę od niej łapiąc powietrze i wymruczałem do jej ucha:
- Tak cholernie pragnę poczuć te pełne usta na moim kutasie - czarnowłosa gwałtownie wciagnęła powietrze - Chcę słyszeć jak jęczysz, gdy jestem głęboko... Głęboko w tobie.
Ku mojemu zaskoczeniu dziewczyna uśmiechnęła się zadziornie.
- Więc może pozbędziesz się przeszkód? - zapytała ściskając moje krocze na co jęknąłem i wepchnąłem dziewczynę do naszego pokoju.
Od razu przywarłem ustami do jej szyi. Ssałem i lizałem, a ona wydawała kurewsko seksowne jęki. Nie mogąc wytrzymać już dłużej złapałem dół sukienki i ściągnąłem ją z dziewczyny. Zamarłem widząc, że moja ukochana nie ma na sobie bielizny. Calley lekko się zarumieniła, lecz po chwili zaczęła rozpinać moją koszulę, a raczej nieudolnie próbowała, bo z podniecenia trzęsły się jej ręce. Sfrustrowana zerwała czarny materiał, a guziki rozsypały się po podłodze.
- To była moja ulubiona koszula - jęknąłem zawiedziony i spojrzałem na nią z błyskiem w oku - Będziesz musiała za to zapłacić.
Niebieskooka opadła na kolana. Przez spodnie ścisnęła lekko moje przyrodzenie, na co wydałem zduszony jęk. Zachichotała rozpinając moje rurki i razem z bokserkami zsunęła je do kolan.
- Jeśli nie chcesz naprawdę... - zacząłem, ale nie dane byłobo mi skończyć, gdyż Mała złapała mojego penisa między wargi i zabijcie mnie, jeśli to nie był najseksowniejszy widok na świecie. Zaczęła lekko ssać jeżdżąc dłonią po części, której nie dała rady wsadzić do ust. Zajęczałem głośno wplatając palce w jej włosy. Jak dziewczyna tak niedoświadczona jak ona była tak dobra w obciąganiu? To musi być talent!
- Kochanie-eh! Jesteś w-wspaniała! - wysapałem patrząc na nią z góry. Kurewsko podniecało mnie jej niewinne spojrzenie - Calley! Ahh...
Poczułem, że jestem blisko, a przyjemność zaczęła potęgować się w moim podbrzuszu, gdy nagle...
- Kurwa! - warknąłem patrząc na Call z wyrzutem - Dlaczego przestałaś w takim momencie?!
- Chyba nie myślisz, że pozwolę ci skończyć teraz? - uniosła brew uśmiechając się niewinnie -  Chcesz tego? - przejechała dłonią po moim penisie, na co jęknąłem - Więc to sobie weź...
Więcej nie było mi trzeba. Dosłownie rzuciłem dziewczyną na łóżko i wpiłem się w jej usta. Jedną dłonią złapałem jej pierś lekko masując, a drugą zjechałem na jej krocze. Gdy przejechałem palcami między jej wargami, pisnęła. Uśmiechnąłem się cwaniacko, wciąż nie odrywając od niej ust. Podczas pocierania jej wydawała coraz więcej jęków, które cholernie mnie nakręcały. Wiedziałem, że jest blisko, ponieważ zaczęła unosić biodra, by być bliżej mojej dłoni. Po chwili odsunąłem się od niej i teraz to ona patrzyła na mnie z wyrzutem. Zanim zdążyła się odezwać wszedłem w nią gwałtownie. Krzyknęła wbijając paznokcie w moje plecy, a ja znowu ją pocałowałem. Zacząłem się szybko poruszać, a Mała jęczała coraz bardziej. Po chwili ona także zaczęła ruszać biodrami, żeby czuć większą przyjemność.
- Ashley! - moja ukochana krzyknęła, kiedy była blisko szczytu, nie byłem jej dłużny i także wyjęczałem jej imię. Ona doszła, a ja zaraz po niej. Call wtuliła się w moją klatę i lekko przejechała po niej paznokciem przez co mruknąłem seksownie.
- Jesteś cudowny - szepnęła do mojego ucha i delilatnie przygryzła jego płatek.
- Ty bardziej, skarbie - przytuliłem ją do siebie mocno - Muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczyłaś - przejechałem kciukiem po jej dolnej wardze, a ona bardzo się zarumieniła.
- Nigdy czegoś takiego nie robiłam - lekko się uśmiechnęła.
- Byłaś wspaniała - musnąłem jej nosek - A teraz chodźmy spać - przytuliłem ją mocno do siebie i zasnęliśmy.

*Rano*

Od razu, gdy wstałem wziąłem obudzonego Danny'ego na ręce i pocałowałem w czoło.
- Hej maleńkiml. Jak spałeś? - połaskotałem bo po brzuszku, na co synek się zaśmiał. Zszedłem z nim na dół i zacząłem robić śniadanie dla Karo. Maluch patrzył co ja robię i wesoło machał rączkami. Wspaniałego mam syna, ale chciałbym jeszcze córeczkę, małą, śliczną księżniczkę, tak jak moja narzeczona. Kiedy tak myślałem, o mało co nie przypaliłem jajek. Nałożyłem je na talerz, nalałem soku i dałem wszystko na tacę przy okazji kładąc na nią jedną różę. Wszedłem do pokoju, a Calluś dalej słodko spała. Pocałowałem ją w czoło, a ona jak na zawołanie otworzyła oczy.
- Co tak patrzysz? - usiadła wygodnie.
- Bo lubię - zaśmiałem się i podałem jej jedzenie - Ma wszystko zniknąć - pogroziłem jej palcem, a ona przewróciła oczami - Widzisz młody jaką masz marudną mamę? - przytuliłem go do siebie, ale on się odsunął i przytulił do Karoli.
- Chyba woli mnie - wybuchła śmiechem i objęła maleństwo.
- Ja was zabije!!!! - nagle w pokoju pojawił się Christian - Ile można się pieprzyć?! Nie mogłem spać! Macie szczęście, że sufit żyje! - poszedł sobie, a my płakaliśmy ze śmiechu.
- Może następnym razem będziemy nieco ciszej? - zaproponowała.
- Zobaczymy jeszcze - musnąłem jej usta.

--------------------
Od razu mówię, że te porno nie napisałam, tylko teenage dirtbag, której bloga na pewno pamiętacie, a przynajmniej ci, którzy czytają mojego bloga od początku.
Przepraszam, że znowu jest taki krótki, ale już nie umiem pisać, więc :(
Cóż miesiąc już minął od koncertu Black Veil Brides! Dziękuję bardzo dwóm dziewczyną, które do mnie podeszły, czyli Nikt oraz Purdy Girl! Dziękuję wam bardzo za ten czas spędzony z wami i także za pomoc, bo gdyby nie wy, to na pewno bym tam zemdlała i wylądowała w szpitalu. Może w oddzielnym poście zdam wam relacue z konceru :3
No to ten do następnego :D
12 komentarzy - nowy rozdział.