sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 22

*Perspektywa Karoliny*

Zabiję kiedyś Ricky'ego, no zabiję, on nawet nie wie ile stresu mnie to kosztowało...No dobra, może nie aż tyle, ale bałam się strasznie. Poczułam silną więź między mną a Chris'em, dzięki niemu przestałam myśleć o Ash'u i o tym całym cyrku co był kilka godzin wcześniej. Poczułam, że znowu jestem szczęśliwa z moim kochanym Szatankiem, ledwie już byliśmy parą, a czekało nas pierwsze rozstanie. Przed wyjazdem nie umiałam znaleźć mojego chłopaka więc poszłam do wana, ale nagle coś mnie olśniło, przecież rozdają autografy. Ściągnęłam buty i szybko pobiegłam w dane miejsce. Zobaczyłam całe Motionless In White, a tam mojego ukochanego piszącego na kartkach przy stoisku, przyspieszyłam przepychając się przez ludzi i mocno przytuliłam się do niego.


- Kocie, musisz już jechać - wyszeptał mi do ucha.
- Nie mogłam wyjechać bez pożegnaia, za bardzo bym za tobą tęskniła - pocałowałam go lekko w usta.
- A ja to pies?! - odezwał się Ricky.
- Tak piesełku, wow - śmieję się, przytuliłam brata i wróciłam do Chris'a.
- Leć skarbie, fani nie będą czekać. - pogłaskał mój policzek.
- Do zobaczenia. - znowu go pocałowałam.
- Do zobaczenia królewno - pogłębił pocałunek. Oderwałam się od niego. Pomachałam całemu zespołowi i wróciłam do wana.

*Perspektywa Chris'a*

Strasznie się ucieszyłem gdy zobaczyłem małą na Warped, tęskniłem za nią bardzo i żałowałem, że przeze odeszła od Ash'a. Fakt, byłem i jestem w niej zakochany, ale nie chciałem jej zepsuć życia. Na szczęście wszystko się ułożyło i jesteśmy oficjalnie razem. Niestety ta radość nie mogła trwać wiecznie bo Call musiała dalej jechać w trasę z Brides'ami i Juliet, a my również tyle, że w inne miasta niż oni, ale na szczęście było parę miast, gdzie graliśmy razem.
Siedziałem z całym zespołem oraz z Bryan'em Starem, z którym mieliśmy wywiad, zbytnio nie zwracałem uwagi na kierowane do mnie pytania, bo myślami byłem gdzie indziej, przy mojej Karo.
- A jak układa ci się z Calley, siostrą twojego przyjaciela? - zapytał mnie blondyn
- Wspaniale, jest między nami bardzo dobrze. To dziewczyna, o której zawsze marzyłem. - mówię z zachwytem. - Jest kochana, przemiła, urocza, ma wspaniały charakter, bardzo, ale to bardzo utalentowana, a poza tym jest przepiękna. Po prostu ideał, mój ideał. - uśmiechnąłem się ciągle myśląc o mojej księżniczce.
- To bardzo dobrze, że jesteście razem szczęśliwi, oby jak najdłużej, a ty Ricky pilnuj siostry - śmieje się Star
- Oj pilnuję, nawet nie wiesz jak - puścił oczko do mnie.
Odpowiedzieliśmy jeszcze na kilka pytań i wywiad się skończył. Bryan wyszedł z naszego wana i wyruszyliśmy w dalszą drogę.
- Pamiętaj, jak mała będzie przez ciebie cierpieć szykuj kasę na pogrzeb i dobrą wiązankę - pogroził mi palcem.
- Ricky, ja ją kocham rozumiesz? Nie zrobię jej krzywdy, obiecuję - powiedziałem poważnym tonem.
- Mam nadzieję... Ufam ci Chris i myślę, że wykorzystasz to dobrze. - spojrzał na mnie.
- Możesz się o to nie martwić, przy mnie jest bezpieczna, zaopiekuję się nią - przyłożyłem dłoń do serca.
- Wierzę ci. - uśmiechnął się lekko. - Dużo szczęścia wam życzę - przybyliśmy sobie tak zwaną "męską piątkę". Podziękowałem i udałem się do mojej tymczasowej komnaty trochę odpocząć.

*Perspektywa Karoliny*

Po jakimś czasie, gdy wróciłam wreszcie do wana, ku mojemu zdumieniu, okazało się, że wszyscy już na mnie czekają. Mimo, że powitali mnie serdecznie z wielkim entuzjazmem czułam, że podświadomie są trochę na mnie źli, że wszystko opóźniłam. Odczuwałam poczucie winy, ale naprawdę musiałam pożegnać się z Chris'em i moim bratem, w końcu przez dłuższy czas ich nie zobaczę, a wyjeżdżanie ze świadomością, że nie pożegnałam ich należycie, tylko pogorszyłoby moje samopoczucie. Nie chcąc przedłużać całego postoju, podałam Andy'emu swoją torbę, a sama pospiesznie wsiadłam do wana, uważając, by po drodze nie wpaść na Ash'a i jego irytującą dziewczynę. Razem z Juju usiadłyśmy w zacisznym kąciku posiadającym zaletę możliwości obserwowania reszty ekipy. Przyjaciółka wyczuwając mój podły nastrój czule objęła mnie ramieniem i poczęstowała kawałkiem mojej ulubionej czekolady, jednak odmówiłam, ponieważ przez Purdy'ego nie miałam zbytnio apetytu. Przeszukałam całą torbę, która pełniła rolę mojego bagażu podręcznego i znalazłszy jakąś samotną książkę. Kiedy tylko ruszyliśmy, od razu postanowiłam zająć się lekturą. Niestety, nie mogłam zbytnio skupić się na tekście powieści, ponieważ byłam rozpraszana przez słodziutkie szczebiotanie Kiny, wygodnie usadowionej na kolanach mojego byłego chłopaka. Przygryzłam wargi aż do krwi, aby się nie rozpłakać i powolutku otarłam łzę samotnie płynącą po moim policzku. Zamrugałam kilkakrotnie, żeby upewnić się, czy moje oczy są dostatecznie suche i czy mogę znowu zacząć "czytać", jednak wszelkie wysiłki poszły na marne. Mimo, że byłam szczęśliwa z Motionless'em, nadal czułam coś do Devianta. Czarnowłosy w dalszym ciągu był dla mnie kimś wyjątkowym, osobą, którą bezgranicznie kochałam, mimo bólu jaki doznałam z jego strony.

Nie powinnam narzekać, mam cudownego brata, ukochanego chłopaka, przyjaciółkę jaką jest Juliet, która stara się mnie wspierać i pocieszać, jednak wydaje mi się, że nie wie jak to jest, kiedy rozstajesz się z wyjątkową dla Ciebie osobą, której bezgranicznie ufałeś i przeżyłeś z nią swój pierwszy raz, będąc przekonanym, że to największy dowód uczucia, jakim można obdarować drugą osobę. Juli jest cudowną przyjaciółką i naprawdę wiele jej zawdzięczam, patrząc chociażby na to, jak mi współczuje, nie ocenia i stara się nie pokazywać jaka jest szczęśliwa z Andy'm, nie chcąc bardziej mnie krzywdzić.
Po dwóch wyczerpujących godzinach jazdy zdecydowaliśmy się na zrobienie małego postoju, ponieważ chłopcy, którzy nie zapakowali nic do jedzenia chcieli coś zjeść, a Simms - jak to kobieta - skorzystać z łazienki. Mimo długiego namawiania mnie przez całą grupę, odmówiłam towarzyszenia im, zresztą przez Ashley'a straciłam apetyt, a z łazienki korzystać nie musiałam. Po wyjściu przyjaciółki, która obiecała przynieść mi chociaż coś do picia i chłopaków w busie zostałam tylko ja i ku mojemu niezadowoleniu - Kina, która korzystając z okazji, postanowiła pomalować swoje paznokcie różowym, połyskliwym lakierem. Ignorując blondynkę wygodnie rozłożoną na siedzeniu z kurtką basisty na kolanach.
Po pewnym czasie, kiedy chłopaków i Juju jeszcze nie było, postanowiłam jednak wyjść z T-Busa zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i pomyśleć chwilę. Zajrzałam do kieszeni swoich spodni i wyciągnęłam z nich paczkę moich ulubionych papierosów. Wyciągnęłam jedną fajkę i zapaliłam mocno się przy tym zaciągając.
- Można? - usłyszałam głos Andy'ego, który wskazywał palcem na paczkę.
- Jasne, proszę - poczęstowałam go i podałam zapalniczkę, którą po chwili mi oddał.
- O czym tak rozmyślasz? - spojrzał na mnie.
- O niczym, wydaje ci się - wypuściłam dym z ust.
- Mnie nie oszulasz Call, widzę przecież, że coś cię dręczy. Możesz mi śmiało powiedzieć, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Chodzi o Ash'a?
- Może - mruknęłam cicho patrząc na swoje trampki.
- Czyli tak - zatrzymał się na chwilę. - Jeszcze coś do niego czujesz, mam rację?- spytał zaciągając się po raz kolejny.
- Jeszcze - odpowiedziałam próbując się nie rozpłakać
- I jesteś zazdrosna o Kinę, tak? - przysunął się do mnie, a ja kiwnęłam głową
- Ale ja jestem już szczęśliwa z Chris'em. A skoro mu dobrze z Kiną, to ja nie chce im niszczyć związku. - rzuciłam peta i zgniotłam go butem.
- Związek? - prychnął - Ja czuję, że ona znowu go chce wykorzystać i zranić jak parę lat temu. - przeczesał ręką swoje włosy. - Wredna podła manipulująca szmata - zaśmiałam się gdy usłyszałam to. - Przemyśl to jeszcze mała. - przytulił mnie mocno, a ja wróciłam do wana, gdzie rozpięłam zamek mojej czarnej torby z której wydobyłam małe lusterko w czerwonej oprawie. Nie przepadałam za swoją urodą, nie malowałam się aby komuś się podobać, robiłam to tylko wtedy, kiedy chciałam podobać się samej sobie i czuć do siebie mniejsze obrzydzenie.
Na dnie torebki odnalazłam czarny tusz do rzęs, który po chwili wyjęłam i powoli odkręciłam. Właśnie przykładałam szczoteczkę do lewego oka, kiedy usłyszałam niezbyt miły komentarz pod moim adresem.
- Po co się w ogóle malujesz? I tak ci to niewiele pomoże. - Kina patrzyła na mnie z nienawiścią, jednak postanowiłam nie dać się sprowokować, dlatego zupełnie zignorowałam jej zaczepki. Blondynka nie była specjalnie zadowolona moją reakcją, widocznie za punkt honoru przyjęła sobie rozdrażnienie mnie, a że jej się to nie udało tylko bardziej sie rozzłościła.
- Doskonale wiesz o tym, że Ash wybrał właśnie mnie. - kontynuowała chciwie oblizując usta i wbijając we mnie oczekujace spojrzenie
- Nie wiem dlaczego tak długo z tobą był. - dokończyła - Przeciez ty nie masz zupełnie niczego, co mogłoby mu się podobać - zaśmiała się tym swoim fałszywym śmiechem, zauważywszy moją spuszczoną głowę i łzy tańczące  w moich niebieskich oczach. - Nawet jesli chciałabyś go czymś zatrzymać to nie oszukujmy się - dokładnie zlustrowała mnie spojrzeniem - Nie masz czym - dokończyła podchodząc do mnie i boleśnie unosząc moj podbródek do góry - Ty nawet nie zasługujesz na kogoś takiego. Jesteś zbyt beznadziejna dziecinko - zakończyła cynicznym szeptem powoli przesuwając różowym tipsem po skórze na mojej prawej ręki.
- A ten twój, jak mu tam? - zapytała po chwili udając, że intensywnie myśli nad zapomnianym imieniem -Chris... - odezwała się po dłuższej chwili - On jest z tobą tylko dlatego, że na twoim tle może błyszczeć. Nie zniosłby gdybyś była od niego w czymkolwiek lepsza... Gdyby tylko coś takiego się stało, od razu by się od ciebie odwrócił... - wymruczała rozkosznie - A może jest jakaś inna? Nie wiesz z kim przebywa i nie możesz go kontrolować... - nie od dokończyła bo w jednej chwili zebrałam w sobie wszystkie siły i na tyle ile mogłam boleśnie uderzylam ją w twarz. W normalnych okolicznościach nigdy bym tego nie zrobiła, ale dłużej nie moglam słuchać tych okrucieństw, którymi mnie raczyła obdarzać. Jestem pewna, że wszystko o czym mówiła jest kłamstwem, które mówi tylko po to, żeby jeszcze bardziej zniszczyć mój nastrój. W końcu wyjątkowo mnie nienawidzi i zrobi wszystko aby tylko obrzydzić mi życie.
Zaskoczona Kina zatoczyła się do tyłu, a że jeszcze bardziej ją zdenerwowałam rzuciła się na mnie z pięściami. Zanim zdążyłam się obejrzeć, pociągnęła mnie za włosy ściągnęła mnie z siedzenia tak brutalnie, że wylądowałam w bliskim sąsiedztwie podłogi. Szarpałyśmy się chwilę, jednak na szczęście w porę wrócili chłopacy wraz z Juliet, którzy z wielkim trudem oddzielili nas od siebie. Ashley oczywiście od razu rzucił się do wściekłej Kiny, która pomimo wrzasków i kopniaków z łatwością ją ode mnie zabrał na zewnątrz aby poważnie z nią porozmawiać.
Ja z kolei zostałam w busie aby wytłumaczyć się przyjaciółce oraz Andy'emu, którzy na szczęście mnie zrozumieli i starali sie zbytnio nie oceniać. Kiedy ruszyliśmy w dalszą drogę między nami panowała całkowita cisza. Czułam jakaś dziwaczną ulgę, jednak nie zdecydowałam się powiedzieć Juju o mojej rozmowie z Kina dotycząca Chris'a. Nie wiem dlaczego, ale bałan się, że przyjaciółka tylko potwierdzi slowa dziewczyny Purdy'ego, które stawiłyby, że chyba pękło by mi serce.

- Call, chciałem z tobą porozmawiać... - poczułam delikatny dotyk palców na moim ramieniu, a znajomy głos sprawił, że szybko sie odwróciłam.
- Nie chciałam jej uderzyć... - zaczęłam nieśmiało - Dałam się sprowokować... Nie potrzebnie... - wyszeptałam, bojąc się jego reakcji. Ku mojemu zdziwieniu chłopak tylko się uśmiechnął.
- Nie chciałem rozmawiać o Kinie...
- Tylko o czym? - przerwalam mu, nie czując potrzeby dalszego tłumaczenia się.
-Boli mnie, że kiedyś byłaś dla mnie taka bliska, a teraz jesteś jak obca osoba. Nie wiem jak ty, ale ja chciałbym to naprawić... Nie chcę niszczyć twojego związku z Chris'em, ale jesli... - nie dane było mu dokończyć, ponieważ na jego ramieniu zawiesiła się Kina, wyraźnie próbująca być rozkoszna.
- Kociaczku, coś się stało z zamkiem w mojej torbie. Nie chcę wam przeszkadzać bo widzę, że sobie rozmawiacie, ale byłabym wdzięczna, gdybyś rzucił na to okiem. - dokończyła posyłając w moją stronę spojrzenie pełne triumfu i nienawiści.

*Perspektywa Ashley'a *

Tym razem Kina naprawdę przesadziła. Bardzo chciałem porozmawiać z Call, wyjaśnić parę spraw, bo mimo, że nie jesteśmy razem nadal mi na niej zależy i bardzo się o nią martwię, jednak niestety w momencie kiedy miałem wyznać jej, że nadal coś do niej czuję, przerwała nam moja dziewczyna, która poprosiła mnie o pomoc. Z bolącym sercem przerwałem rozmowę z czarnowłosą i postanowiłem pomóc blondynce, w końcu nigdy nie odmawiam nikomu w potrzebie.

Myślałem, że jej przyłożę, kiedy okazało się, że tak naprawdę nic się nie stało, a historyjka z zepsutym zamkiem w torbie była jedynie pretekstem do odciągnięcia mnie od Karoliny. Pomijając fakt, że sam czułem się jak kompletny idiota dający się łatwo podejść, czułem ogromne poczucie winy względem Karo, która bardzo się zasmuciła kiedy raptownie zakończyłem rozmowę. Wściekły na Kinę, która kolejny raz dała popis swojego chamstwa i braku kultury, złapałem ją niezbyt delikatnie za rękę i wyprowadziłem ją po schodach tylnego wejścia do naszego busa. Przycisnąłem blondynkę do ściany wykręcając jej ręce na co jęknęła niezadowolona.
- Kochanie, co się stało? - zapytała dobrze udawanym, niewinnym tonem, próbując się do mnie przybliżyć, jednak od razu się od niej odsunąłem.
- Czemu odstawiasz takie cyrki? Czy ja już całkowicie nie mam prawa rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi!? -zapytałem stanowczym tonem, patrząc prosto w jej niebieskie oczy podkreślone różowymi cieniami. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami potrząsając platynowymi blond włosami. - Pomijając fakt, że uderzyłaś Call. Co się z tobą dzieje!? - w odpowiedzi blondynka przysunęła się do mnie tak blisko, że czułem jej ciepły oddech na policzku.
- Ona sama zaczęła! A ja nie pozwolę, żeby znowu zniszczyła nasz związek! Kotku, popatrz na nią... Jej jedynym celem jest nas skłocić. Ja próbuję ratować nas i byłabym wdzięczna, gdybyś w ogóle z nią nie rozmawiał. -oświadczyła słodkim tonem zaplatając ramiona na piersi. Przesadziła. Nerwowo przeczesałem włosy, wypuszczając powietrze nagromadzone w płucach.
- Niszczysz mnie. I tą dziewczynę też. Ja na to nie pozwolę,rozumiesz!? -krzyknąłem po chwili lekko potrząsając moją dziewczyną chcąc żeby przyjęła do wiadomości to co mówię.
- Tylko ja staram się ciebie chronić! Jeśli do niej wrócisz znowu zrobi ci krzywdę! A ja nie będę wysłuchiwać twoich ryków! - usiłowała mnie przekrzyczeć, na co pomachałem dłońmi przed jej oczami.
- Przemyśl to Kina. I zastanów się nad tym co powiedziałem. - dokończyłem chłodno, kierując się w stronę wejścia do busa, ponieważ nastawał wieczór, a mi zrobiło się zimno,
- Nie poczekasz na mnie? Gdzie idziesz? - zapytała histerycznie
- Chcę się znaleźć jak na razie z dala od ciebie. I tak już dość dziś nabroiłaś. - rzuciłem przez ramię opierając dłoń na klamce i lekko naciskając.
-Ash'uś no co ty? Z kim ja mam spać? - zapytała rozżalonym tonem zupełnie jakbym był jej ojcem zabierającym jej ulubioną piłkę, którą właśnie wybiła szybę w domu sąsiada, co wcale mnie nie wzruszyło.W jednej chwili, potykając się na swoich wielkich szpilkach dotarła do schodków na których stałem i przytuliła się do moich pleców, jednak od razu odsunąłem ją od siebie.
- Daj mi spokój kobieto. - warknąłem spokojnie otwierając drzwi do naszego tour-busa. Kiedy przekroczyłem próg salonu miałem gdzieś Kinę, która została sama na podjeżdzie, zależało mi, żeby korzystając z okazji porozmawiać z Karo, która niestety jak się okazało -zajęta była rozmową z Chris'em. Westchnąłem ciężko, i po zabraniu swoich rzeczy z oparcia kanapy powoli zmierzyłem w stronę łazienki.

*Perspektywa Karoliny*

Rozmawiałam właśnie z Chris'em przez telefon. Bardzo mi go brakowało, ale przynajmniej mogłam posłuchać jego cudnego głosu.
- A jak u ciebie mała? Wszystko w porządku? - zapytał z troską.
- Tak, jest okej u mnie. - odpowiedziałam próbując powstrzymać się od płaczu.
- Przecież nie jestem głuchy. Co się dzieje kochanie? Powiedz, przecież możesz mi ufać.
- No bo pokłóciłam się z Kiną, nic takiego. - otarłam spływające już łzy.
- Ale o co? - zapytał ponownie.
- No o ciebie... Mówiła, że jesteś ze mną tylko dlatego, że przy mnie błyszczysz, czy coś takiego, że jak będę od ciebie w czymś lepsza to odwrócisz się ode mni...
- Nie kończ, proszę... I ty jej w to uwierzyłaś? - usłyszałam w jego głosie smutek.
- Pewnie, że nie. Pobiłam się z nią przez to. - poszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi.
- Nic ci się nie stało? - znowu się martwił.
- Niee, żyję jeszcze, nie bój się - próbowałam go uspokoić.
- Wiesz, że ja się zawsze będę martwił o ciebie skarbie - uśmiechnęłam się do siebie pierwszy raz od pewnego czasu.
- Wiem mały, ale naprawdę nie ma o co. - zapewniłam go.
- Ja i tak będę uparty kotku - zaśmiał się cicho do słuchawki.
- Wiem, wiem. - również zaczęłam się cicho śmiać. - Ja już będę musiała kończyć bo jestem strasznie śpiąca. - ziewnęłam.
- Dobrze aniołku, to ja ci już nie przeszkadzam. Słodkich snów, kocham cię, pamiętaj o tym słońce moje - powiedział radośnie, ale zarazem też smutno bo musiałam się rozłączyć.
- Dziękuję, tobie również. Ja ciebie też kocham emosiu - wysłałam mu buziaka przez telefon i położyłam się na łóżku wcześniej zakładając jego koszulkę i błyskawicznie zasnęłam.

---------------------------------
Wielki come back!
Na samym początku chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować Lady Dark, której jest dedykowany jest rozdział za to, że pomogła mi pisać tą notkę. Darkuś, nigdy nie będę umiała ci się za to odwdzięczyć, dziękuję ci strasznie♥♥♥
Dużo namieszałyśmy czy nie za bardzo? Mam nadzieję, że wam się podobało i będzie dużo komentarzy ;3
Na asku ciągle się mnie wypytywaliście kiedy będzie nowy i o to jest :* Cieszę się, że jesteście ze mną i czytacie to co tworzę <3
Tak więc, ja tutaj się z wami żegnam i do następnego ;*
Ps. W zakładce "Bohaterowie" zmieniłam zdjęcia Brides'om oraz dwójce z Motionless'ów ;3 Mam nadzieję, że wam się spodobają :*

10 komentarzy = nowy rozdział.

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 21

*Perspektywa Ashley'a*

Od miesiąca nie widziałem Karo, bardzo mi jej brakowało, ale gdy ją zobaczyłem wystraszyłem się jej. Była strasznie wygłodzona, mogłem bez problemu wyliczyć wszystkie jej kości. Kurwa mać znowu to zrobiła, a obiecała, że już nie zrobi sobie krzywdy, muszę z nią pogadać. To, że nie jesteśmy razem, nie znaczy, że się o nią nie martwię, wręcz przeciwnie.

Minęły jakieś 3 tygodnie odkąd jesteśmy w trasie, coś nas ciągnęło do siebie, mnie i Małą, poznawaliśmy się na nowo, tak jakby tej całej akcji nie było wcale. Nie wiem co mnie wtedy napadło, że ją uderzyłem, idiota ze mnie, przecież kobiet się nie bije, a zwłasza tak cudownej jak Karola, ciągle o niej myślałem przez ten czas, wszędzie, dalej ją kochałem, tak bardzo chciałem do niej przyjść i powiedzieć, żeby wróciła, lecz nie umiałem, bałem się, że ten idiota znowu coś zepsuje między nami, a tego nie chciałem.
Przed koncertem poszliśmy do fanów po rozdawać autografy i pogadać chwilkę z nimi. Prawie każdy się pytał o mnie i o Call, nie miałem ochoty o tym rozmawiać, to było dla mnie trudne. Mieliśmy już wracać do T-busa, lecz ktoś mnie zatrzymał. Odwróciłem się i ujrzałem bardzo dobrze znaną mi dziewczynę. Długie blond włosy, ciemno niebieskie oczy, duży biust, zgrabne nogi. Kinę mogłem poznać wszędzie, w tamtej chwili zapomniałem o Karolinie i mocno przytuliłem moją byłą.
- Co ty tu robisz? - zapytałem z uśmiechem patrząc na dziewczynę.
- Tęskniłam strasznie za tobą, a skoro masz trasę to pomyślałam, że się z tobą spotkam. - uśmiechnęłam się do mnie słodko.
- Ja też tęskniłem, nawet nie wiesz jak bardzo. - także posłałem jej uśmiech.
- Nigdy o tobie nie zapominałam, codziennie siedzisz mi w głowie, ja żałuję tego, że się rozstaliśmy. - nagle posmutniała
- Wiesz, również tego żałuję, byłaś moją pierwszą miłością, taką na stałe, nie wiem co mnie podkusiło, żeby z tobą zerwać. - pogłaskałem jej policzek
- Możemy znowu być razem szczęśliwi - chwyciła moją dłoń i złączyła ją ze swoją.
- A żebyś wiedziała, że tak. - objąłem ją w pasie i pocałowałem namiętnie.
- A co z tą twoją jak jej tam...O Calley. - oderwała się na chwilę ode mnie.
- Z nią mnie już nic nie łączy, wszystko skończone i w sumie dobrze. - ponownie wpiłem się w jej usta nie zdając sobie sprawy, że pewna osoba nas zauważyła.

*Perspektywa Juliet*

Zbliżałam się właśnie do wana gdy zobaczyłam tego z skurwysyna z tą podłą szmatą. Myślałam, że zaraz się na nich rzucę z pięściami, przecież on jeszcze niedawno starał się o Karo, żeby do niego wróciła, a teraz? Do Kiny wraca?! Pobiegłam szybko powiedzieć o tym mojej przyjaciółce, która właśnie robiła komuś tatuaż.
- Call, chodź, to bardzo ważne! - stanęłam obok niej.
- Juli jestem zajęta nie widzisz? - cały czas skupiała się na tatuowaniu.
- Widzę, ale jak to zobaczysz to zabijesz go. - spojrzałam na nią błagającym wzrokiem.
- Przepraszam cię na chwilkę, zaraz wrócę. - powiedziała do klienta i odłożyła sprzęt idąc, a raczej biegnąc za mną w stronę naszego tymczasowego domu.
- O kurwa mać. - mała zalała się łzami i mocno do mnie przytuliła. - Jak on mógł? Przecież powoli zaczęło się wszystko układać. - upadła na kolana nie przestając płakać.
- Ciii...Kotek nie płacz, najwyraźniej wam to nie było pisane, okazał się zwykłym dupkiem. - mocno ją do siebie przytuliłam głaszcząc jej włosy. - Nie jest wart twoich łez. - pocałowałam ją w czoło, a Karola się uspokoiła.
- Masz rację. - uśmiechnęła się lekko. - Niech pan ruchacz się zajmie swoim plastikiem. Mi już nie jest do szczęścia potrzebny. - przytuliła mnie.

*Perspektywa Karoliny*

Co za idiota, krętyn, sukinkot, męska dziwka! A ja myślałam, że wszystko się już między nami ułoży, a tu co? Przyjeżdża sobie wielce księżniczka Kina i znowu kurwa prawdziwa miłość między nimi! Niech sobie będą razem, ja mogę być sama, dla mnie to nic nowego.
Wróciłam do mojego "pacjenta" przeprosiłam go znowu i dokończyłam tatuaż. Obsłużyłam jeszcze parę osób i zaczęłam powoli pakować swój sprzęt jeszcze trochę płacząc. Poczułam jak ktoś mnie stuka w ramię.
- Przepraszam, ale niestety już zamknięte. - zapięłam walizeczkę.
- Mnie tatuażu nie zrobisz? - wszędzie rozpoznałabym ten głos. Odwróciłam i od razu rzuciłam na szyję mojemu bratu całując go w policzek. - To jak z tą dziarą? - zaśmiał się obracając mnie wokół siebie.
- Ricky co ty tu robisz? - uśmiechnęłam się przez łzy.
- Trasę mamy skrzacie. I gadaj czemu płaczesz. - od razu spoważniał.
- Do Ash'a przyjechała sobie Kina i znowu są kochającą się parą, szczęścia im życzę. - powiedziałam z sarkazmem.
- Kurwa co? Co ty do mnie mówisz?! - złapał się za głowę.
- Mówię prawdę, Juliet ich widziała i zaprowadziła mnie do nich. Już zaczęło się między nami układać rozumiesz? A tu ni stąd ni zowąd (od autorki: Dziękuję ci Aniu za poprawienie mnie ;*) pojawia się ta suka i wszystko psuje. - znowu zaczęłam płakać.
- A to skurwysyn. - przytulił mnie mocno i w oddali zobaczyłam Chris'a. Szczerze mówiąc tęskniłam za nim, brakowało mi jego cudnego uśmiechu, pięknych ciemnych oczu, słodkiego pocieszającego głosu, jego całego. Czy ja zaczęłam coś do niego czuć? Nie wiem, może mi się tylko wydaje. Wyrwałam się z rąk brata i podeszłam do wokalisty.
- Hej Calluś. - objął mnie w pasie i pocałował w czoło. - Co się dzieje? Czemu płaczesz? - spytał ocierając moje łzy.
- Ricky ci wszystko powie. - powiedziałam wtulając się w niego.
Horror wyjaśnił mu sytuację, a Cerulli jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Przepraszam cię bardzo. To wszystko moja wina, przeze mnie się rozstaliście. - puścił mnie i ukrył twarz w dłoniach.
- Przestań! To ja cię wtedy pocałowałam, chciałam tego. - wzięłam jego ręce i pocałowałam lekko w usta.
- Tego też chciałaś? - spytał patrząc mi w oczy.
- Tak. - uśmiechnęłam się lekko i poszłam do Juliet bo miałyśmy zaczynać.

Podczas mojego występu ten pieprzony na pompowany plastik ciągle się gapił na mnie krzywo. Zignorowałam to i śpiewałam najlepiej jak umiałam. Po skończonym "koncercie" zeszłam ze sceny, Purdy spojrzał na mnie i już chciał coś powiedzieć, lecz ja mu przerwałam
- Już wszystko wiem, właściwie nie jesteśmy już razem więc możesz robić co chcesz. Szczęścia i w ogóle. - powiedziałam i odeszłam od niego próbując powstrzymać łzy. Simms gdy mnie zobaczyła od razu mnie przytuliła.Dzięki Bogu, że jest ze mną, nie wiem co bym zrobiła bez niej, jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam. Blondynka nic nie mówiła i tego mi było trzeba, ciszy i obecność bliskiej mi osoby.

Patrzałam na Brides'ów z zachwytem, ale nie patrzałam na Devianta, wtedy od razu chciało mi się ryczeć, a nie mogłam całe życie płakać i płakać. Okazało się, że po chłopakach wystąpią Motionless In White, bardzo się z tego ucieszyłam, wreszcie mogłam zobaczyć jak grają na żywo, wcześniej nie miałam takiej możliwości. Na scenę wszedł Ricky i zaczął coś mówić.
- Panie i panowie, dzisiaj ten koncert będzie wyjątkowy bo wystąpi z nami wspaniała, piękna wokalistka, swoim głosem uwiedzie każdego, a jej cudowna twarz sprawia, że nie da się oderwać od niej wzroku. Przed państwem moja siostra Karolina "Calley" Olson! - wszyscy zaczęli klaskać i piszczeć. Myślałam, że go zabiję za to. Wyszłam z niechęcią na scenę razem z resztą zespołu dostawając wcześniej mikrofon i od razu walnęłam brata w łeb.
- Pokaż im to co cię nauczyłem. - puścił mi oczko, a ja w tłumie zauważyłam moich przyjaciół i Ash'a obściskującego się z Kiną.
- Od czego zaczynamy mała? - spytał do mikrofonu Chris obejmując mnie w pasie.
- Może od Devil's Night? - zaproponowałam uśmiechając się cwanie.
- Nie ma problemu. Chłopaki! Gramy! - zabrzmiały pierwsze dźwięki piosenki i po chwili zaczęliśmy szaleć na scenie, trzepać głowami, skakać, wszystko. Motionless zaczął pierwszą zwrotkę, a ja refren, chciał już drugą śpiewać, lecz ja mu przeszkodziłam i zaczęłam mocno growlować jak on, publiczność patrzała na mnie z zachwytem, a ja dawałam z siebie wszystko.

Zaśpiewaliśmy trochę piosenek z albumu "Creatures" i trochę z "Infamous". Nie męczyłam się ani trochę, czułam, że byłam stworzona bo bycia na scenie, czułam się tam wspaniale, robiłam to co kochałam i byłam szczęśliwa. Nadeszła nasza piosenka czyli Angel Eyes, czułam, że coś nas do siebie ciągnie. Ciągle przez cały utwór trzymał mnie za rękę, obejmował i patrzył w oczy, a przy "Your fucking mine!" mocno mnie do siebie przyciągnął, tak, że stykaliśmy się czołami. Kiedy śpiewaliśmy ostatni refren ja oderwałam się od niego, on szedł w moją stronę, ja szłam do tyłu chcąc od niego uciec. Ponownie chwycił moją dłoń i obrócił mnie znowu obejmując w pasie. Zakończyliśmy piosenkę, a ja objęłam jego szyję i pocałowałam go czule w usta nie przejmując się innymi. Oderwaliśmy się od siebie, ukłoniliśmy się i opuściliśmy scenę...

CDN...
--------------------------------
Nie zabijajcie, błagam was! Wątpię czy Ash i Calley się pogodzą, jak na razie nie widzę między nimi przyszłości, ale może kiedyś...
Teraz smutna informacja: na wakacje zawieszam bloga. Przepraszam was, ale muszę się uczyć, dlatego, że mam poprawkę z matmy ;______; Może tam raz coś napisze, ale nie obiecuje ;( Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze, jesteście wspaniali <3 I tutaj chciałam podziękować Dżeremiuchowi, ona wie za co ;( <3
Do następnego rozdziału kochami <3

10 komentarzy = nowy rozdział.

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 20

*Perspektywa Ricky'ego*

Przez przypadek usłyszałem rozmowę dziewczyn i w jednym momencie chciałem ukatrupić Karo, że znowu zrobiła sobie krzywdę i za to, że nie powiedziała mi, że jedzie z chłopakami w trasę. No ale jej nie zabiję bo jest moim małym, wrażliwym, kochanym emoskiem. Kocham moją siostrę i nie chcę żeby stało jej się coś złego.
Gdy usłyszałem, że dziewczyny wychodzą szybko zbiegłem na dół, usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor przeskakując kanał po kanale aż zatrzymałem się na Disney Channel, a co mi tam, pooglądam sobie Hannah'ę Montanę.
- Serio brat? Serio?! Myślałam, że to ja mam coś z głową. - usiadła obok mnie i zaczęliśmy śpiewać czołówkę serialu.
- Musimy kiedyś nagrać piosenkę, albo chociaż cover. - uśmiechnąłem się do niej.
- Jeśli mowa o tym, to słyszałam niedawno świetny cover. - podała mi laptopa i puściła piosenkę, którą ja sam podrobiłem.
- Niee, błagam cię! Tylko nie to! To jest stare jak świat, beznadzieja. - zacząłem się śmiać słysząc swój głos.
- Jesteś świetny, czego się czepiasz? - zaczęła śpiewać teraz refren.
- Ty masz świetny głos, masz na tej trasie dać z siebie wszystko rozumiesz? - pogroziłem jej palcem.
- Ja będę tam tylko grać na gitarze. - wzruszyła ramionami.
- To połamania palców - zaśmiałem się ponownie i objąłem Calley ramieniem żeby dodać jej otuchy.
- Ricky? Mógłbyś mnie czegoś nauczyć? - spytała uśmiechając się nieśmiało.
- Oczywiscie, a czego dokładnie? - powiedziała mi na ucho. - Na co jeszcze czekamy? Pakuj manatki i jedziemy! - szybko wstałem z kanapy, wziąłem klucze od samochodu i pojechaliśmy z Karo do bardzo znanego mi miejsca...

*Miesiąc później*

Rano pomogłem spakować się mojej siostrze, w końcu wyjeżdża w swoją pierwszą trasę, no może nie do końca swoją, ale nie ważne, to tylko mały szczegół. Już wychodziliśmy z domu, lecz gdy otworzyliśmy drzwi zobaczyliśmy w nich Chris'a, Call aż schowała się za mną nie chcąc patrzeć na mojego przyjaciela.
- Mała, możemy pogadać? - spytał patrząc na emosia.
- Nie mam ochoty na rozmowy z tobą, straciłam właśnie miłość swojego życia i to moja wina, bo poprosiłam żebyś zawiózł nas do siebie. Gdyby nie ta pieprzona nocka u ciebie nic by się takiego nie wydarzyło! Wszystko skończone rozumiesz?! Dobrze, że w aucie się wtedy opanowałam, bo nie wiem co bym zrobiła jakbym jeszcze zaszła z tobą w ciążę! Zejdź mi z oczu, nie mam ochoty cię już oglądać! - wykrzyczała mu wszystko prosto w twarz i odepchnęła od siebie. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak wściekłej, jestem z niej dumny. Zawiozłem małą pod dom Brides'ów i pożegnałem.
- Uważaj tam na siebie. - mocno ją do siebie przytuliłem. - Nie przesadzaj z piciem i żadnego ćpania ani jarania trawki. I masz zacząć w końcu jeść! - pogroziłem jej palcem.
- Spokojnie brat, jestem dorosła i umiem o siebie zadbać. - uśmiechnęła się do mnie lekko i ponownie przytuliła. - Będę za tobą strasznie tęsknić. - poczułem jej łzy na moim ramieniu. - Dziękuję ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. - rozpłakała się do reszty.
- Ciii...Już dobrze Calluś, nie płacz, będę codziennie pisał, dzwonił, gadać na skype, wszystko. - pogłaskałem jej długie kruczo czarne włosy. - Juliet! Masz jej pilnować zrozumiano? - spojrzałem na blondynkę.
- Ależ oczywiście, nie martw się, ze mną jest bezpieczna. - uśmiechnęła się i chwyciła moją siostrę za rękę.
- I oczywiście z nami także. - powiedziała reszta zespołu oprócz Ash'a, który stał przy drzwiach paląc papierosa. Wszyscy weszli do ogromnego T-Busa, a Karola pomachała mi jeszcze i patrzałem jak pojazd odjeżdża.

*Perspektywa Karoliny*

Usiadłam na samym końcu busa, założyłam słuchawki patrząc w krajobraz, który mijaliśmy, nie chciałam tam z nimi siedzieć, pewnie i tak bym przeszkadzała, a poza tym Ashley nie chce na mnie patrzeć, wystarczy, że jadę z nim w trasę. Westchnęłam cicho i z nudów zaczęłam sobie grać w Pou dalej słuchając muzyki.
Po jakiś 2 godzinach zgłodniałam więc poszłam do kuchnio-salono-jadalni, żeby coś sobie przekąsić. Wstrzymałam oddech i weszłam do pomieszczenia, od razu napotkałam spojrzenia moich przyjaciół i byłego chłopaka na sobie. Zignorowałam to i zajrzałam do lodówki, z której wyjęłam duży jogurt i Monstera. Chciałam już wrócić do mojej świątyni samotności, lecz zatrzymał mnie głos Andy'ego.
- Karo, posiedź z nami, nie będziesz przecież tam sama gnić. - uśmiechnął się do mnie Biersack.
- Nie dzięki, nie chcę wam przeszkadzać i tak dalej. - uśmiechnęłam się sztucznie i machnęłam ręką, chciałam jak najszybciej stamtąd pójść.
- Przestań, nikomu nie przeszkadzasz, a poza tym musimy obgadać naszą setlistę. - tym razem głos zabrała Juliet.
- To nie możemy iść do mnie? - spojrzałam na nią błagającym zwrokiem.
- W sumie to możemy. - wstała z kanapy i poszłyśmy do mojego pokoju.
Wzięłam kartkę, długopis i zaczęłyśmy pisać tytuły piosenek, które wykonamy.
- Więc obowiązkowo na początek Wild Child, później Black Ink Revenge, Hush, damy jeszcze Foung Missing i Carry The Fire, okej? - spytałam mojej przyjaciółki.
- Tak i jeszcze ty zagrasz 5 swoich piosenek. - powiedziała uradowana Juju.
- Czy ciebie really popierdoliło? Ja tam nie wystąpię, już wystarczy, że gram z tobą i ludzie się na mnie będą gapić. - skrzyżowałam ręce na piersi.
- No weź proszę cię, masz ogromny talent, powinnaś go pokazywać światu. - stwierdziła blondynka.
- Tak sądzisz? - spytałam ją.
- Ależ oczywiście, ja mówię prawdę, wszystkim się podoba twój głos. - objęła mnie ramieniem.
- No dobrze, zagram. - uśmiechnęłam się szeroko do niej.

Po półgodzinach dojechaliśmy na miejsce. Pierwszym miastem było San Francisco, wyszliśmy z busa i od razu podbiegło do nas tabun fanów, prosili o autografy, zdjęcia...Jedna z fanek nawet chciała na cycku, a Ash bez sprzeciwu to zrobił lekko chwytając ją za silikony. Poczułam ukucie w sercu, szybko przeszłam przez tłum i pobiegłam gdzieś w niewiadomym mi kierunku. Okazało się, że stoję za sceną, gdzie miał się odbyć koncert. Usiadłam na ziemi opierając się o ścianę ukrywając twarz w dłoniach, ale zdałam sobie sprawę, że nie mogę ciągle ryczeć. Otarłam łzy i zaczęłam ćwiczyć to czego mnie nauczył Ricky przez ten miesiąc spędzony u niego. Muszę przyznać, że wychodziło mi to świetnie, jednak Horror jest wspaniałym nauczycielem. Miałam zamknięte oczy, nic nie widziałam tylko ponosiłam się emocją podczas wykonywania piosenki, to było co kochałam robić.
- Dziewczyno! Dzwonie do ciebie a ty nie odbierasz, zaraz na scenę wychodzimy, chodź! - Simms pociągnęła mnie za rękę za kulisy gdzie czekałyśmy chwilę aż przygotują do końca scenę i wyszłyśmy. Wszyscy zaczęli bić brawa, a my usiadłyśmy na krzesłach, chwyciłam swojego akustyka, podłączyłam go i zaczęłam grać Wild Child i resztę piosenek Juliet, jakie były zapisane...

Teraz przyszedł czas na moje wykony, zaśpiewałam Hit Me Like A Man, You, Just Tonight oraz dwie nowe czyli Going To Hell oraz Zombie.
Cała publiczność krzyczała, piszczała, chciała więcej, ale musiałyśmy oddać scenę chłopakom.
- Byłaś świetna! - powiedzieli wszyscy i mnie przytulili oprócz Purdy'ego, który znowu był zajęty, tym razem swoim basem. Życzyłam każdemu z nich połamania nóg i patrzyłam jak idą w stronę sceny, lecz kiedy odwróciłam się zobaczyłam Ash'a, nie wiedziałam czy mam się odzywać czy nie, stałam jak słup soli.
- Wspaniale zagrałaś. - uśmiechnął się lekko i podał mi dłoń, która była w bandażu, zaniepokoiłam się.
- Dziękuję. Powodzenia życzę. - odpowiedziałam nieśmiało i uścisnęłam jego dłoń. Podziękował cicho i poszedł razem z Brides'ami grać.

Razem z Juli poszłyśmy się przejść po różnych stoiskach z koszulkami, gadżetami z zespołami i różnymi takimi podobnymi. Podczas naszego spaceru spotkałyśmy Jeffree'ego Stara, pogadaliśmy, pośmialiśmy, zrobiliśmy sobie zdjęcie i nawet kupiłyśmy czapki, które sam zaprojektował. Po spotkaniu poszłyśny sobie coś kupić do picia bo było straasznie gorąco.
- Widzę, że Ash wreszcie się odezwał. - stwierdziła moja przyjaciółka upijając swój mrożony koktajl przez słomkę.
- Sama się dziwię, ale to chyba dobrze, nie wiem już sama. Może to zrobił tylko z litości. - wzięłam łyka Monstera i po chwili westchnęłam siadając z nią na jakimś kamieniu z daleka od wszystkich.
- Nie myśl tak, może jednak ci wybaczył, ale boi się jeszcze, że znowu może się tak stać. Musicie pogadać, jesteście dorośli, albo się pogodzicie i będzie wszystko jak dawniej, albo nie wiem co, żyć nie potraficie bez siebie, za bardzo się kochacie. - przytuliła mnie.
- Zobaczymy co będzie później. - położyłam głowę na ramieniu Juju i siedziałyśmy tak a ciszy.

--------------------------------
Rozdział dedykowany dla kochanej Lady Dark <3
Mam nadzieję, że wyszło mi lepiej niż poprzednio :D Kochani, strasznie się cieszę, nawet nie wiecie jak! 11 komentarzy w jeden dzień, to coś pięknego, ten rozdział zawdzięczam wam wszystkim, dzięki wam udało się go napisać w ciągu kilku godzin <3 Jak widzicie jest lepiej między naszymi zakochańcami, ale dalej nie są pogodzeni. Co się jeszcze wydarzy podczas trasy? Czego Ricky nauczył swoja siostrę? Czy Ash i Call wrócą do siebie? A może pojawi się ktoś nowy? Tego dowiecie się już w następnym rozdziale, musicie tylko komentować ;*

10 komentarzy = nowy rozdział.

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 19

*Perspektywa Karoliny*

Całą noc nie spałam, tylko leżałam na plecach i gapiłam się w sufit. Nie mogłam tego dalej ciągnąć. Musiałam odejść, to było najlepsze rozwiązanie, nie mogłam dalej oszukiwać Ash'a.
Był już ranek. Wstałam z łóżka i wzięłam swoją walizkę pakując wszystkie moje rzeczy do jej środka. Zaczęłam cicho płakać wkładając kolejne ubrania, aż usłyszałam skrzypnięcie łóżka, wiedziałam już, że czeka mnie trudna rozmowa.
- Co ty robisz? Czemu się pakujesz? - Purdy od razu pojawił się obok mnie.
- Odchodzę, ja już dłużej tak nie potrafię. - zacząłam jeszcze bardziej płakać i udałam się do łazienki po moje kosmetyki.
- O czym ty mówisz?! - chwycił mnie za ramię i spojrzał mi w oczy, ale ja zwróciłam wzrok i wróciłam do pokoju będąc już całkowicie spakowana. - Odpowiedz! - krzyknął na mnie. Pierwszy raz podniósł na mnie głos. W tym momencie znowu sobie przypomniałam moją matkę, nie tą prawdziwą, tylko tą, która mnie wychowywała. Też na mnie krzyczała, praktycznie codziennie bez powodu. Próbowałam nie płakać, ale to było silniejsze ode mnie.
- Całowałam się z Chris'em! Dlatego odchodzę, nie chcę ciebie znowu skrzywdzić! - krzyknęłam dalej mając łzy w oczach. Zeszłam na dół razem z walizką, a Ashley dalej szedł za mną.
- Czemu to zrobiłaś? Nie wystarczałem ci? Nie byłem dla ciebie dobry? - spojrzał mi w oczy, widziałam w nich złość, zazdrość, chęć zrobienia komuś krzywdy.
- Nie! Z tobą było mi cudownie..Ja nie wiem co mnie podkusiło, żeby to zrobić. - dałam rękę na klamkę od drzwi.
- Spałaś z nim? - spytał spokojnie, ja natomiast nie odpowiedziałam. - Pytam się czy z nim spałaś?! - warknął na mnie i chwycił mnie za nadgarstek mocno go ściskając.
- Nie spałam! - syknęłam z bólu - Prawie by doszło do tego, ale się opanowałam. Ash ja ciebie kocham... - nie dokończyłam bo poczułam mocny ból oraz pieczenie na moim policzku.
- Jakbyś mnie kochała, to nigdy byś mnie nie zdradziła! Jesteś zwykłą szmatą, idź sobie do swojego Chris'a, a mnie daj spokój! Nienawidzę cię za to! Zniknij z mojego życia i nie wracaj! - wrócił do góry, a ja wyszłam z domu. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mojego brata, mam nadzieję, że mnie przygarnie. Po trzech sygnałach odebrał.
- Hej mała, co u ciebie? - zapytał radośnie.
- Przyjedziesz po mnie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie nieustannie płacząc.
- Karo? Co się dzieje? - w jego głosie wyczułam troskę i strach, dziękuję, że mam tak cudownego brata.
- Po prostu przyjedź, proszę. - rozłączyłam się i usiadłam na murku przed domem. Po jakiś 10 minutach zobaczyłam auto Ricky'ego, szybko z niego wysiadł i mocno przytulił.
- Powiedziałam mu. - tylko to udało mi się wyksztusić. Horror jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Mówiłem, żebyś uważała na Chris'a. - spojrzał na mnie i sekundę później na mój policzek. - Ash ci to zrobił? - przyjrzał mu się dokładniej, a ja przytaknęłam. - Zabije skurwiela - warknął i już chciał wejść do willi Brides'ów, ale ja go zatrzymałam.
- Nie idź tam, zasłużyłam sobie na to. - chwyciłam go za rękę.
- Nie zasłużyłaś. Mówiłem im już raz, jak któryś z nich coś ci zrobi to ja zrobię mu to samo, tylko, że dwa razy bardziej. - ponownie na mnie spojrzał.
- Ricky, mogę się zatrzymać u ciebie? - mocno się do niego przytuliłam.
- Jasne, że tak, mój dom, to też twój - pocałował czubek mojej głowy. - Chodźmy już do domu. Za dużo się dzisiaj wydarzyło - wziął moje rzeczy i schował do bagażnika swojego samochodu siadając później na miejscu kierowcy. Zwrócił wzrok jeszcze w okno mojego dawnego domu i ujrzał w nim Purdy'ego. Spojrzał na niego z mordem w oczach i odjechał.
- Przestań, to moja wina, ja mu wyrządziłam krzywdę, nie on mi. - chwyciłam jego dłoń.
- Ale cię uderzył, nie pozwolę, żeby ktoś podnosił rękę na mojego skrzata. - złączył nasze dłonie patrząc uważnie na drogę.
- Przywykłam do tego. - oparłam głowę o jego ramię i resztę podróży spędziliśmy w ciszy.
Po kilkunastu minutach byliśmy pod jego domem, chwyciłam za swoją walizkę i poszłam w stronę drzwi, które otworzył mi gitarzysta.
- No jesteś, wszystko z nią w porząd...Calley?
- Lexus? - spojrzałam na dziewczynę ze zdziwieniem i później ją mocno przytuliłam. - Co ty tu robisz? - uśmiechnęłam się lekko do niej.
- Eee...Tak przyszłam sobie do Ricky'ego pogadać, posiedzieć na herbacie - troszkę się zmieszała. - Wiesz, ja już muszę lecieć. Przyjdziesz do mnie jutro? Popracujemy nad piosenką. - szybko zmieniła temat.
- No jasne, nie ma problemu. - ponownie się uśmiechnęłam. - To do jutra. - pomachałam jej, lecz po chwili zrobiłam wielkie oczy gdy dziewczyna dała buziaka w usta mojemu bratu.
- Ricky Horror Olson! Czy ja o czymś nie wiem? - ułożyłam ręce na piersi opierając się o blat w kuchni do której poszedł.
- Doooobra. Spotykam się z Amandą od jakiegoś czasu. Zadowolona? - teraz stał z tą samą pozycją co ja.
- Ależ bardzo, ta informacja odmieniła moje życie. Szczęścia! Oby wam się udało...- westchnęłam i usiadłam na blacie spuszczając głowę w dół.
- Ej mała, nie smutaj. Na pewno jeszcze da się to naprawić. - przytulił mnie mocno do siebie.
- Nie, to już jest koniec. Wszystko moja wina. Dlaczego ja jestem taką suka? - ponownie wybuchnęłam płaczem ukrywając twarz w dłoniach.
- Nie jesteś nią, nie myśl tak. Jeśli nie z nim to z kimś innym będziesz szczęśliwa. - jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Z nikim nie będę tak szczęśliwa jak z Ash'em. - stwierdziłam ocierając potok łez.

*Perspektywa Ashley'a*

Czemu ona mi to zrobiła? W czym Chris był ode mnie lepszy, że mi ją zabrał? Zabije sukinsyna, po prostu zabiję, nie ujdzie mu to płazem.
Siedziałem w swoim pokoju myśląc i myśląc. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, za sobą ujrzałem całujących się Chris'a i Calley, moją malutką bezbronną Calley. Zamachnąłem się i walnąłem w odbicie roztrzaskując je na drobne kawałki przez co moja ręka była cała we krwi, a szkło wbijało się w moje żyły. Mam nadzieję, że się wykrawię na śmierć i będzie spokój.
- Ash co ty do cholery wyprawiasz?! - krzyknął na mnie Andrew i od razu poleciał na dół po jakąś apteczkę.
- Nic, dajcie mi wszyscy spokój! - krzyknąłe zalewając się łzami.
- Głupi jesteś?! Myślisz, że po czymś takim zostawimy cię samego? Nie ma mowy! -trzepnął mnie w głowę próbując przemówić do rozsąsku.
- Ale ona prawie się z nim przespała, rozumiesz to?! - teraz ryczałem jak 3 latek.
- Prawie, robi wielką różnicę. Ja jej wierzę, że ona tego nie zrobiła. Ciesz się, że w ogóle ci powiedziała o tym. -zaczął mi bandażować rękę wcześniej ją przeczyszczając wodą utlenionią. Syknąłem z bólu czując pieczenie na skórze. - Kurwa nie bądź baba! Już wystarczy, że masz kobiece imię. - mruknął "zwracając" moją rękę.
- Ja się chyba zaraz pochlastam. - wyciągnąłem z kieszeni czerwone pudełko w kształcie serca, gdzie w środku był pierścionek z diamentem i wokół niego te same kryształy, tylko że czarne. Ponownie zacząłem ryczeć.
- O cholera! Stary czemu mi nie powiedziałeś? - szturchnął mnie lekko w ramie.
- I tak to już nie ma sensu. Ona woli Chris'a, jest z nim teraz pewnie szczęśliwa. O mnie już na pewno zapomniała. - otarłem łzy.
- Weź nawet tak nie mów! Odzyskasz ją! Nie wiem jak, ale odzyskasz! - przytulił mnie, dobrze, że mam tak wspaniałego przyjaciela jak Andy.

*Kilka dni później*

*Perspektywa Karoliny*

Leże i płaczę, leżę i płaczę, leże i płaczę i jeszcze raz leżę i płaczę, bo co ja mogę robić? Po nagraniu piosenki z Amandą siedzę w pokoju i nie wychodzę z niego. Ciągle się obwiniam za to wszystko, bo to moja wina. Jak zawsze znowu wszystko popsułam. Ręce mam całe pocharatane, a obiecałam sobie, że już tego nie zrobię. Głupia jestem. Usłyszałam pukanie do drzwi i zobaczyłam w nich mojego brata.
- Siostra, masz gościa. - tylko tyle powiedział i wpuścił do środka Juliet. Szybko wstałam i rzuciłam się mojej przyjaciółce na szyję zalewając się łzami.
- Nawet nie wiesz jak ja się o ciebie martwiłam. Nie dzwonisz, nie piszesz, nie odbierasz. Ja cię kiedyś zabije, ale nie teraz - jeszcze mocniej mnie przytuliła.
- Depresja znowu, przepraszam Juli . - spojrzałam na nią cała we łzach.
- Wszyscy już wiedzą. Wy musicie się pogodzić, to nie może się tak skończyć. - usiadła na przeciwko mnie na moim tymczasowym łóżku.
- Nie, to już jest koniec, nie da się nic z tym zrobić. Wszystko popsułam. - kolejna fala łez.
- Cicho skarbie, będziecie jeszcze razem, zobaczysz. - objęła mnie ramieniem. - I jak jeszcze raz zobaczę rany na twoich rękach to przysięgam, że każdy z naszej paczki też to zrobi. - trzepnęła mnie lekko w głowę.
- Okeej - cicho się zaśmiałam, pierwszy raz się uśmiechnęłam od paru dni. - Ale ja nie jadę w trasę. - oznajmiłam ponownie się smucąc.
- Co?!?! O nie moja droga, jedziesz i koniec dyskusji. Jesteś mi potrzebna, ja bez ciebie nie dam rady. Kto umie grać perfekcyjnie wszystkie moje piosenki jak nie ty? - chwyciła mnie za obie dłonie.
- Ale tam będą chłopacy i Ashley, a ja nie chcę się z żadnym z was kłócić. - stwierdziłam.
- Z żadnym nie będziesz się kłó...Czekaj, co ty tu masz na policzku? - zobaczyła ranę, którą chciałam jak najbardziej ukryć. - Tylko mi nie mówi, że to...- przytaknęłam głową. - Zajebię go! - wściekła się strasznie.
- Przestań! To nic takiego. Pojadę z wami w tą trasę i już nie marudź, a Ashley ma być żywy. - pogroziłam jej palcem.
- Okej, a ty oddawaj żyletki i wszystko co masz ostre. - wystawiła rękę, a ja z wielką trudnością oddałam jej wszystko, no może prawie, zostawiłam sobie najostrzejszą żyletkę jaką miałam, tak na wszelki wypadek.
- Trzymaj się mała, jakby co to zawsze możesz przyjść bo to nadal jest twój dom. - mocno mnie przytuliła do siebie.
- Dziękuję i mam nadzieję, że was odwiedzę. - uśmiechnęłam się lekko i odprowadziłam ją do drzwi.

---------------------------
Na początek proszę was nie palcie mnie na stosie i nie ćwiartujcie ;__;
Jestem z was dumna! Pod poprzednim rozdziałem w jeden dzień pojawiło się aż 9 komentarzy, dzięki czemu bardzo zmotywowaliście do napisania tej notki ;* Ten rozdział dedykuje Dreamer, z którą też nawiązałam kontakt ;3 Za 8 dni wybieram się na koncert Thirty Seconds To Mars i straasznie się z tego cieszę *___* Miałam nie jechać, ale mama się zgodziła ;3 Może teraz zwiększymy limit co? Teraz wam zajebiście idzie komentowanie, więc warto spróbować ;*
Ps. Lady Dark pisz kiedy chcesz ja na wszystko oczywiście odpowiem <3

10 komentarzy = nowy rozdział.

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 18

*Perspektywa Karoliny*

- O kurwa! Już 10:50! Ja się zaraz do roboty spóźnię! - zerwałam się szybko z łóżka, poprawiłam włosy, zrobiłam makijaż, na bluzkę włożyłam czerwona koszulę w kratę, trampki i szybko wybiegłam z domu wprost do studia...



Była 10:57, dzięki bogu jeszcze nie otworzono salonu, weszłam do środka przepraszając od razu szefa za spóźnienie, na szczęście nie był zły. Wypuściłam powietrze z ust i spojrzałam na książkę z rezerwacjami. Moja szczęka była już na pewno na podłodze albo głębiej (That's what she said XDDD) na liście były same gwiazdy, które uwielbiałam, a dokładniej Ben Bruse, Ronnie Radke (od autorki: Tak byli na imprezie bohaterki, ale nie rozmawiali ze sobą nie więcej niż 3 minuty ;3), Lexus Amanda (albo na odwrót, nie wiem XD), Maria Brink, Kuza, Oliver Sykes.
- No to muszę się dzisiaj wziąć do roboty - pomyślałam i czekałam na pierwszego klienta.
Minęły jakieś 4 godziny, zdąrzyłam obsłużyć dwóch klientów wymienionych według listy. Podczas trwania mojej przerwy siedziałam na krześle i robiłam sobie nowy tatuaż, były to 3 gwiazdki na moim lewym ramieniu, dokładnie identyczne jakie miał Ashley. Tak samo jak on uwielbiałam gwiazdy, zaraz po tatuażu na obojczyku zrobiłam sobie kilka małych gwiazdek na biodrze.
- Cudna dziara - stwierdziła jakaś kobieta w brązowych włosach, zorientowałam się, że to Lexus (albo Amanda, ja kurwa nie wiem XDDDD)
- Dziękuję bardzo - uśmiechnęłam się do niej lekko. - Co byś chciała dzisiaj? - założyłam rękawiczki.
- Mały trójkącik na dłoni. - wskazała miejsce i podała wzór.
- Bardzo ciekawy - stwierdziłam - No dobrze, to usiądź tu na krześle, a ja za sekundkę będę. - podeszłam do biurka, żeby odrysować wzór. Po chwili skończyłam i wróciłam do mojej idolki rozmawiając z nią na rożne tematy.
Poznała mnie z piosenki Angel Eyes i spytała się mnie, czy nie chciałabym z nią zaśpiewać. Zgodziłam się, bardzo chciałam nagrać coś z jedną z moich ulubionych wokalistek, była dla mnie wzorem. Powiedziała, że piosenka już jest oraz muzyka i tylko jednego damskiego głosu brakuje i stwierdziła, że ja świetnie się do tego nadaję, miał być tam ktoś jeszcze, ale mi nie powiedziała kto. No trudno, jakoś to zniosę. Amanda podziękowała mi na tatuaż i dała swoją wizytówkę, a ja jej dałam swoją. Na pożegnianie mocno mnie przytuliła i wyszła mówiąc, że odezwie się za parę dni.

W ciągu tych paru godzin obsłużyłam resztę moich klientów, wszyscy gratulowali mi za wykonanie dobrej roboty w teledysku i świetnego głosu, ale gdy spojrzałam na Mike'a Kuzę to prawie pomyliłabym go z Chris'em, byli bardzo do siebie podobni, ale było parę rzeczy różniących ich, dzięki czemu mogłam ich rozpoznać. Motionless miał 3 kolczyki w wardze, mniejsze tunele i nie miał ich w nosie jak Kuza.



Przyszedł czas na ostatniego "pacjenta" czyli pana Sykes'a. Chłopak gdy wszedł od razu się do mnie uśmiechnął.
- Widzę, że dzisiaj Pani Purdy mnie obsłuży. - zaśmiał się. - I wszystkego najlepszego, spóźnione, ale szczere. - przytulił mnie i dał mi podpisane przez chłopaków płyty jego zespołu Bring Me The Horizon: Count Your Blessings, Suicide Season oraz There Is a Hell, Believe Me I've Seen It. There Is a Heaven, Let's Keep It a Secret (dłuższej nazwy nie mogli wymyśleć ;_____;).
- Dziękuję ci bardzo! - wzięłam od niego prezent. - A czemu nie ma Sempiternal?
- Słyszałem, że nie za bardzo za nią przepadasz - znowu ten jego słodki uśmiech.
- I dobrze słyszałeś - odłożyłam albumy na biurko. - Przyszłeś pogadać?
- Niee! Przyszedłem na nową dziarę! - powiedział z entuzjazmem.
- Zmieścisz tam coś jeszcze na swoim ciele? A może dla odmiany chcesz na penisie? (Przepraszam Dreamer, ale ten wątek z tatuażem strasznie mi się spodobał i musiałam go tu wstawić XD Idealnie pasuje XD) - zaczęłam się śmiać, a Oli razem ze mną.
- W sumie to nie jest zły pomysł, ale mam nadzieję, że mi nic nie uszkodzisz - zasłonił swoje krocze.
- Na mnie możesz liczyć - poklepałam go po ramieniu. - A tak serio to gdzie chcesz? - oparłam się o skórzaną leżankę, na której obsługiwałam klientów.
- Chyba na łydce się gdzieś znajdzie - ściągnął buta i podwinął nogawkę od swoich spodni. - Tak, a nawet ¼ łydki jest wolna. ZWYCIĘSTWO! - skacze z radości.
- To co tam chcesz mieć? - zaczęłam coś pisać w notesie, który trzymałam w ręku.
- Dmuchawca, z którego później robią się nutki. - spojrzałam na niego jak na debila. - Dobra, napis "Sleepwalking" - znów ta sama mina. - "This Is Sempiternal" - rozłożyłam ręce na piersi. - Doobraa..Głowę słodkiego tęczowego jednorożca i pod nim napis "I ♥ unicorns" - powiedział dziewczęcym głosem.
- To no to już w twoim stylu. - wybrałam mu konika i zaczęłam robić tatuaż. Jakieś 2 i pół godziny później skończyłam.
- Gotowe! Podoba ci się? - zapytałam zdejmując rękawiczki i odkładając cały sprzęt.
- Zajebisty! Dziękuję mała! - dał mi buziaka w policzek.
- Do usług. Tylko nie bierz tego poważnie! - od razu spoważniałam
- Śkoda - zaseplenił.
- Masz Hannah'ę, nią się zajmij - zaśmiałam się.
- W sumie racja. To do zobaczenia znowu, kiedyś i jeszcze 666 lat szatanie i pozdrów resztę Brides'ów - mooocno mnie przytulił do siebie.
- Dziękuję ci pisanko, jasne, że pozdrowię. Papa. - pomachałam mu i padłam zmęczona na biurko.

*Kilka godzin później*

Padam na twarz! Nigdy w życiu się tak nie na pracowałam, jeszcze czeka mnie nagrywanie piosenki z Amandą i trasa, ale warto. Nareszcie moje marzenia się spełniają!
Po pracy poszłam razem z moją gitarą się przejść po mieście, właśnie zbliżałam się do jakiegoś lasu i zastanawiałam się czy wejść do niego czy nie? Po długim myśleniu postanowiłam, że co mi zaszkodzi. Szłam coraz dalej, aż zauważyłam jakieś jeziorko, a nad nim mały drewniany most, usiadłam na jego środku i wyciągnęłam gitarę oraz mój notes z piosenkami. Wzięłam długopis i zaczęłam pisać to co od razu mi przyszło do głów, później wymyśliłam do tego muzykę i wyszła mi akurat taka nieco smutna.
- Here we are and I can't think from all the pills, hey
Start the car and take me home
Here we are and you're too drunk to hear a word I say
Start the car and take me home  - zapisałam nuty w zeszycie i postanowiłam zastanowić się nad refrenem, po chwili spojrzałam do góry, było już bardzo ciemno, a gwiazdy oświetlały całe niebo, wtedy coś mnie olśniło. Chwyciłam gitarę do rąk.
- Just tonight I will stay
And we'll throw it all away
When the light hits your eyes
It's telling me I'm right
And if I, I am through
That it's all because of you
Just tonight.* - uśmiechnęłam się do siebie będąc dumna ze swojej pracy aż usłyszałam skrzypnięcie na moście. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam wysokiego chłopaka, miał czarne nawet długie nastroszone włosy, kilka kosmyków były białe i ciemny makijaż, był bardzo przystojny.


- Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć, tylko patrzałem jak śpiewasz. Masz wielki talent! - zaczął mnie chwalić.
- Nic się nie stało i dzięki. Co tutaj robisz o tej porze? - spytałam poklepując miejsce obok mnie, żeby usiadł.
- Pomyśleć, zawsze jak mi smutno to przychodzę tutaj. A ty? Jeszcze nigdy cię tutaj nie widziałem. - uśmiechnął się lekko. Miał słodki uśmiech.
- Przypadkiem tu trafiłam, nie chciałam po pracy wracać od razu do domu, więc przeszłam się po mieście i znalazłam to miejsce, jest piękne. A tak w ogóle to jestem...
- Karolina Calley Olson. - przerwał mi. - Wiem, znam cię z piosenki Angel Eyes, świetnie zagrałaś i masz cudowny głos jak wcześniej wspomniałem - uścisnął moją dłoń, którą mu wcześniej podałam. - Ja jestem Daniel. - uśmiechnął się ponownie do mnie.
- Ładne imię i serio podobała ci się moja piosenka? Jeśli to piosenką można nazwać. - dmuchnęłam w swoją grzywkę.
- Jest zajekurwabista, tak samo jak reszta twoich wykonów - puścił mi oczko.
- Zabije go kiedyś - spojrzałam do góry i się cicho zaśmiałam.

Pogadałam jeszcze z Danielem z jakąś godzinkę aż niestety musiałam wracać. Wstaliśmy i zeszliśmy z mostu, a w oddali ujrzałam...Chris'a?! What the fuck?!
- Młody, ale dostaniesz wpierdol od matki. - spojrzał na mojego towarzysza. - A ty od Brides'ów' - tym razem zwrócił się do mnie.
- Czekaj, czekaj, bo ja już nie ogarniam. Ty go znasz? - wskazałam na tapira, ale ładne przezwisko.
- To mój młodszy brat - stwierdził
- What the fucking hell! O.O Co ty do mnie mówisz?! - moje oczy chyba wyszły z orbit.
- Nie mówił ci? Ładnie to tak okłamywać moją uko...Eee..Moją przyjaciółkę? - odezwał się do brata.
- To ile ty masz lat? - spojrzałam na "Młodego".
- 19, przepraszam, że ci nie powiedziałem. - usłyszałam w jego głosie ból i żal.
- No okej...- westchnęłam i spojrzałam na Motionless'a. - Skoro mam wpierdol, to ja lepiej już pójdę - wzięłam moją gitarę i zrobiłam kilka kroków w przód, ale poczułam czyjąś dłoń na swojej.
- Odwiozę cię, nie pozwolę, żebyś chodziła sama o tak późnej porze, jeszcze może ci się coś stać. - objął mnie w tali.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się lekko i razem z jego bratem wsiedliśmy do auta i najpierw pojechaliśmy pod dom Daniela, a później pod mój. Siedziałam z tyłu. W środku prawie zasypiałam, z resztą się nie dziwię, cały dzień pracowałam i grałam. Nawet nie zauważyłam, a byłam już pod moim domem, światła były zgaszone, pewnie wszyscy już spali jak zabici.
- Wszystko w porządku? - zapytał Cerulli z troską obejmując mnie ramieniem.
- Tak, tak, tylko jestem zmęczona dzisiejszym dniem. - oparłam głowę o szybę nawet na niego nie patrząc.
- Pomóc ci wejść do środka? - ponownie zadał mi pytanie.
- Dam radę. - odwróciłam głowę i sekundę później patrzałam w jego duże, piękne ciemne oczy. Nasze twarze dzieliły milimetry, przybliżyłam się do niego, pogładziłam policzek i musnęłam lekko jego usta, on za to obął mnie w pasie i pogłębił pocałunek. Odwzajemniłam to i zjechałam dłonią na jego brzuch wkładając pod jego koszulkę rękę, on zrobił to samo i zaczął powoli odpinać mój stanik, ale nie ściągając mojej bluzki. Ja szybko zdjęłam jego i usiadłam na nim okrakiem dalej go całując zjeżdżając na szyję oraz jego brzuch i żebra, przejechałam dłońmi po jego ciele, a on szybko "zerwał" ze mnie moją górną część garderoby i zmienił pozycję tak, że teraz on był na górze. Ponownie wpił się w moje usta powoli próbując odpiąć guzik moich spodni. Po chwili powróciłam na ziemię i oderwałam się od niego.
- Przepraszam, posunąłem się za daleko. - oddał mi moje rzeczy, a ja szybko się ubrałam, tak samo jak on.
- To nic, po prostu poniosło nas i tyle. Do zobaczenia kiedyś. - wyszłam z auta i szybkim krokiem wparował do domu. Udałam się do mojego i Ash'a pokoju, a mój chłopak widząc mnie rzucił mi się na szyję.
- Nawet nie wiesz jak ja się o ciebie martwiłem. - mocno mnie przytulił.
- Żyję jeszcze, nie bój się skarbie. - pogłaskałam go po głowie. - Chodź już spać, jest bardzo późno. - chciałam uniknąć setki pytań od Purdy'ego, za dużo się dziś wydarzyło, oj za dużo...
CDN...
-----------------------------
*The Pretty Reckless - Just Tonight
Nie wiem co mnie napadło, ale dzisiaj na WF jak szliśmy po lesie wpadł mi do głowy wątek z Chris'em, głupia Calley za dużo czasu spędza z Dżeremiuchem XD (Tak, ja ciebie też kocham siostra! <3 XD)
Ten rozdział dzisiaj dedykuję kochanej Unfoorgiveen, która jest tak jakby moją sąsiadką i spamuje mi ciągle na imstagramie ;3 Oraz mojemu Dżeremiuchowi! KC zboczeńcu!! XD ;*
Już myślałam, że o mnie zapomnieliście, ale dzisiaj patrzę: 8 komentarzy! Nareszcie! :D Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za to, że tak namieszałam w tym rozdziale ;* Bardzo się cieszę, że jedna z moich czytelniczek mieszka tak blisko mnie *___* Pozdrawiam Anonimową "A" <3 I oczywiście wam wszystkim, dziękuję wam, że jesteście i czytacie moje "bazgroły" *huuuug" ;*
To tyle, więc do zobaczenia w następnym rozdziale i liczę na dużo komentarzy ;3
Ps. W zakładce "Bohaterowie" zmieniłam zdjęcia u niektórych postaci, ale jeśli, któraś wam się nie spodoba to zmienię, albo przywrócę poprzednią ;)

Zapraszam was na mojego aska, którego założyłam na potrzeby tego i mojego drugiego bloga:

http://ask.fm/CalleyPurdy

8 komentarzy = nowy rozdział.