*2 tygodnie potem, początek trasy*
*Perspektywa Karoliny*
Ostatnia walizka spakowana, gitara, więc jestem już gotowa na wyjazd. Nadal nie jestem przekonana co do tej trasy z Motionless In White. Wszystkich z zespołu uwielbiam, ale nadal nie mam zaufania do Chrisa. Niby jest wszystko okej, jednak wciąż coś mi w nim nie pasuje. Przez całą trasę będę śpiewać z nim w duecie Angel Eyes i Contempress, który wykonam zamiast Marii Brink. Nie wiem, zobaczymy w swoim czasie jak będzie się zachowywał.
- Masz wszystko? - spytał Ash wchodząc do naszej sypialni i obejmując mnie w pasie.
- Chyba tak - lekko się uśmiechnęłam do niego i chwyciłam jedno pasmo jego włosów, którymi zaczęłam się bawić - Będę za wami bardzo tęsknić - wtuliłam się mocno w mojego ukochanego.
- My również kotku - ucałował moje czoło.
- A Danny to już w ogóle będzie smutny cały czas - przyszedł CC do sypialni z małym na rękach.
- Mam nadzieję babciu, że z wami nie wykituje - wzięłam synka na ręce i dałam soczystego buziaka w oba policzki - Będę tęsknić, wiesz? - pogłaskałam go po główce, na której pojawiły się już króciutkie brązowe włosy.
- Maaaa - uśmiechnął się i pomachał wesoło rączkami.
- Chyba młody chce ci coś powiedzieć - spojrzał na mnie starszy Purdy.
- Maaamaaa - Danny się zaśmiał i wystawił łapki w moją stronę, a ja cała we łzach przytuliłam go do siebie
- Moje kochanie - ucałowałam malucha w czubek głowy - Jestem z ciebie dumna, skarbie - otarłam łzy szczęścia i znowu uścisnęłam synka.
- Teraz czekać aż powie "tata" i będę spełniony - połaskotał Danny'ego po brzuszku - Chodźmy już na dół, bo tourbus czeka - Ash razem z resztą domowników zszedł ze mną na zewnątrz i każdego po kolei zaczęłam tulić.
- Do zobaczenia - pomachałam wszystkim, wysłałam Ashowi oraz Danny'emu buziaki, weszłam do busa i odjechałam.
Przez całą podróż grałam z resztą zespołu na konsoli, czasami w karty albo po prostu gadałam z nimi i poznawałam coraz bliżej.
- Jak tam młody? - spytał mnie mój brat, który jechał w naszym busie zamiast z MIW. W duchu dziękowałam, że został ze mną.
- Rośnie skubany - zaśmiałam się - Centralnie przed wyjazdem powiedział "mama", rozpłakałam się - uśmiechnęłam się na to wspomnienie sprzed kilku godzin.
- Wychowacie go z Ash'em na dobrego człowieka. Mieć takich rodziców jak wy to wielki skarb - Ricky objął mnie ramieniem.
- Dzięki, że jesteś. Cieszę się, że mam w tobie wsparcie - mocno się wtuliłam w brata.
- Ja się cieszę, że po tylu latach cię odnalazłem. Kiedy stałem się pełnoletni poleciałem do Polski szukać cię. Mieszkałem tam nawet przez jakiś czas. Dlatego odwołano wszystkie trasy jakie mieliśmy zaplanowane. Nie udało się ciebie znaleźć, więc wróciłem do Stanów. Po kilku miesiącach zobaczyłem na twitterze zdjęcie z Ashem oraz tobą, przejrzałem twoje konto i ujrzałem to samo nazwisko. Na początku pomyślałem, że to dla żartów albo po prostu przypadek, bo każdy może mieć na nazwisko Olson. Jednak, kiedy mama zobaczyła zdjęcie od razu cię poznała, byłaś bardzo podobna do ojca. Miałaś jego oczy, nos, piegi - stuknął palcem po moim piegowatym nosku na co się zaśmiałam cicho - Sprawdziłem też twoją datę urodzenia. Wszystko się zgadzało, a także to, że jesteś z Polski. Andy zaprosił mnie i Chrisa na sylwestra i wtedy nadażyła się okazja, aby cię zobaczyć. I tak oto znowu jesteśmy razem, siostrzyczko - skończył opowiadać nadal mocno mnie tuląc do swojej klatki piersiowej.
- Gdybym nie uciekła z domu do Nowego Jorku, nie poznała Andy'ego i reszty to nadal kiblowałabym w szkole, w której mnie gnębili, na dodatek mieszkałabym z mamą tyranem znęcającym się nade mną i na dodatek chorą psychicznie - przyłożyłam dwa palce do skroni i udałam, że strzelam sobie z pistoletu.
- Racja, może by mi się nie udało cię znaleźć - pocałował mnie w czubek głowy - Czekaj...Uciekłaś z domu?! - wybuchnął.
- Byłam pełnoletnia, rodzice nie mieli nade mną władzy - wzruszyłam ramionami - A poza tym zostawiłam list mamie, że odchodzę. Cholera wie czy go przeczytała - powiedziałam obojętnie.
- Może aż taka zła nie jest i przeczytała - zaczął mnie głaskać po włosach.
- Mało mnie to obchodzi. Teraz mam ciebie, mamę, Asha, Danny'ego, mam przyjaciół, którym mogę bezgranicznie ufać.
- Tak właściwie, to na którym kierunku byłaś w liceum? - mój brat uniósł brew.
- Językowym. Planowałam studiować anglistykę albo germanistykę.
- Ty umiesz szprechen po niemiecku? - rozszerzył oczy.
- Na próbnej maturze miałam 100% z pisemnego i ustnego niemieckiego - śmieję się. - Z angielskiego byłam najlepsza w szkole. Chodziłam na konkursy, wyjeżdżałam do Wielkiej Brytanii - zaczęłam wyliczać.
- Zdolna byłaś - uśmiechnął się.
- Żałuję trochę, że nie zdałam tej matury - lekko posmutniałam.
- Możesz ją zrobić w każdej chwili - pogłaskał moje ramie.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam w rozmowie, ale jesteśmy już na miejscu - poinformował nas Kyle i wszyscy wyszliśmy z busa.
Przed nami szli chłopacy z Motionless In White oraz Ice Nine Kills, którzy jechali przed nami innymi busami.
Weszliśmy od tyłu do klubu, każdy zespół miał swoją próbę. Po skończonych występach przed koncertem poszłam do garderoby się przebrać we właściwe ubrania. Pomalowałam się, rozczesałam włosy i lekko je potapirowałam. Byliśmy dobrze przygotowani, ale centralnie kilka minut przed naszym występem po INK moi chłopacy trochę się stresowali.
- Ej, spokojnie, to wasz pierwszy koncert przed większą publicznością, ale wierzę w was i wiem, że sobie poradzicie. Znacie wszystkie piosenki, bo przecież jakoś nagraliście tę EPkę. Próba też była świetna, więc nie będzie problemu. No chodźcie, zaraz wchodzimy - wyciągnęłam rękę, a reszta zespołu położyła swoje na mojej - Razem!
- Slo, slo, slo, slo, SLOWDEATH! - zagrowlowaliśmy wszyscy i wbiegliśmy na scenę zaczynając piosenką Other Side.
***
Przyszedł czas na ostatnią piosenkę, czyli Angel Eyes z Chrisem. Muszę przyznać, że trochę się stresowałam, ale przypomniałam sobie, że to co robimy podczas tej piosenki oraz Contempress to tylko gra aktorska, o której Ash wie, bo prosiłam Kyle'a, żeby wysłał maila z mojego telefonu do Purdy'ego, bo ja byłam zajęta.
Zaczęłam śpiewać piosenkę, dawałam z siebie całe 100%. Pierwszy refren zamiast Chrisa śpiewał Jeremy w chórkach, dopiero podczas drugiego pojawił się Chris. Trzymaliśmy się blisko siebie, on jeździł ręką po moich włosach, twarzy, szyi kończąc na biodrach. Przy "You're fucking mine" spojrzał mi głęboko i bardzo się przybliżył do mojej twarzy, a przy ostatnim refrenie upadł na kolana i przytulił się do mojej lewej nogi. Ja robiłam to samo i głaskałam go po głowie, gdy był na dole. Ostatnie wersy piosenki. Padłam na kolana obok Cerulliego i objęłam jego szyję i przybliżyłam do siebie dokańczając refren.
Ukłoniliśmy się, Chris poszedł, a ja z resztą zespołu podziękowaliśmy za występ i poszliśmy za kulisy.
- Dałaś radę siostra - przytulił mnie brat
- Że też się zgodziłam na to obmacywanie - wzdrygłam się na wspomnienie, które było jeszcze parę minut temu.
- Szczerze ci współczuję, ale czasu nie cofniemy - odgarnął moje włosy - Dobra, ja muszę lecieć, bo zaraz zaczynamy. Powodzenia przy Contempress - pocałował mnie w czoło. Ricky poszedł po gitarę i chwilę później wszedł na scenę.
Piosenka, którą miałam wykonywać z Chrisem miałabyć jedną z ostatnich, więc poszłam na chwilę na zewnątrz zapalić. I pomyśleć, że przez dwa miesiące będę musiała udawać jakbym była z Chrisem. Już mi wystarczy, że z nim byłam i mnie okłamywał. Po skończeniu palenia papierosa weszłam do środka i słuchałam występu MIW. Grali właśnie Dead As Fuck, a według ich setlisty po tej piosence mam być na scenie z Motionlessem. Usiadłam sobie blisko wejścia na scenę trzymając miktofon z ręce i czekałam na moją część piosenki. Był koniec pierwszego refrenu, więc powolnym krokiem szłam na scenę w stronę Chrisa i śpiewałam. Najgorsze z tej gry było to, że na samiutkim końcu musiałam pocałować wokalistę. Myślałam, że uderzę menagera w momencie, kiedy się o tym dowiedziałam.
Robiliśmy praktycznie to samo co przy poprzedniej piosence. Ostatni refren i koniec utworu. Cerulli pogładził mój policzek i zbliżył się. Nasze usta dzieliły milimetry i w ostatnim momencie przesunęłam lekko głowę i pocałował kącik moich ust. Cieszyłam się w duchu, że nie trafił moich warg.
Pomachałam publiczności i zeszłam ze sceny.
Po koncercie poszłam do tourbusa trochę odpocząć. Wyciągnęłam z lodówki puszkę Monster Energy i upiłam łyka napoju.
- Call, zaraz masz wywiad z Chrisem. Alternative Press przychodzi - poinformował mnie basista zespołu.
- Zajebiście - powiedziałam w myślach.
Ubrałam jakieś spodnie, koszulkę z krótkim rękawem i usiadłam wygodnie na kanapie czekając na przyjście reporterów gazety.
Po 10 minutach przyszedł Motionless razem z Nickiem Major, który miał przeprowadzić z nami wywiad.
- Witaj Calley - podał mi rękę i uśmiechnął się serdecznie.
- Cześć Nick - odwzajemniłam gest. - Nie chcę być niegrzeczna, ale ile to potrwa? Jestem trochę śpiąca - ziewnęłam.
- Jakieś 20 minut, spokojnie, sam wolałem jakąś wczesną porę, no ale nie umieliśmy się dogadać z waszymi menagerami o normalną godzinę - wyjaśnił.
- Spoko, zaczynajmy. - Nick ustawił kamerę i ją włączył.
- Chris Motionless i Calley Olson, dawni kochankowie, których łączyło mocne uczucie. Jak to się stało, że po tym wszystkim nadal macie ze sobą kontakt.
- Po tym wszystkim, to znaczy? - uniosłam brew.
- Po tym jak wokalista mówiąc delikatnie zdradził cię z ich makijażystką na gali Alt Press. - tak, to było bardzo delikatne. Wyczujcie ten sarkazm.
- Szczerze zaczęliśmy gadać dopiero po pewnym incydencie związanym z moim synkiem i jego już byłą dziewczyną.
- Jakim? - zapytał.
- Na to pytanie już nie odpowiem. Nie chcę, żeby ktoś z poza moich bliskich o tym wiedział. Powiem tylko, że Chris mi wtedy pomógł i tak jakby zakopaliśmh topór wojenny, bo podczas rozstania, cóż, można powiedzieć, że powiedzieliśmy sobie za dużo, a ja zareagowałam zbyt agresywnie, bo rzuciłam się na Motionlessa z pięściami. Zdrady nie toleruje. Sama się dziwię, że po tym co zrobiłam Ashowi, nadal mnie kocha i chce ze mną być, a nie musiał. Mógł wieść spokojne życie beze mnie i nasze stosunki ograniczyłyby się do tego kiedy może przyjść się zobaczyć z Danny'm. Jednak wybaczył mi i znowu jesteśmy razem.
- A ty Chris? Zgadzasz się z Calley? - spojrzał na wokalistę.
- Tak, odnowiliśmy kontakt po tym wydarzeniu. Mogę powiedzieć, że Sabrina była chora psychicznie oraz zazdrosna. Gdy dowiedziałem się co zrobiła skontaktowałem się z Call i kombinowaliśmy jak rozwiązać problem. Przeprosiłem też Asha i wszystko było okej - Chris objął mnie ramieniem. Co on odpieprza?
- To dobrze, że nie kłócicie się już i w zgodzie koncertujecie razem po Stanach. Calley, jest początek czerwca. Wpadniesz w tym roku na Warped Tour, kiedy będziecie mieli wolny dzień od występów?
- Jasne, że tak. Ostatnio, kiedy tam byłam polubiłam tę trasę koncertową. Można tam poznać wiele wspaniałych osób - uśmiechnęłam się.
- Chris, jak idą nagrania płyty? - spojrzał na mojego byłego.
- Świetnie! Płyta prawie skończona, niedługo ukaże się teledysk do piosenki "570", Caro też się tam pojawi - dał teraz rękę na moje kolano, a ja próbowałam udawać, że o wszystkim wiem.
- Czekamy z niecierpliwością - Nick skończył wywiad i wyszedł z resztą ekipy z busa.
- Pojebało cię? Nie lepiej było mnie o wszystkim informować przed tą szopką? I co to było za obmacywanie podczas tego wszystkiego? Mało dostałeś rok temu po narodzinach Danny'ego? Wystarczy, że pozwalam ci się dotykać na koncertach. Na więcej kurwa nie licz! - nakrzyczałam na niego i wróciłam do swojego małego łóżka i poszłam spać.
--------------
Kolejny rozdział za mną. Dedykuje go mojej przyjaciółce Emi ❤
Polecam serdecznie nowy teledysk Motionless In White! Według mnie jest świetny, chłopacy odwalili kawał dobrej roboty :D
Ps: Zmiany w członkach zespołu!
2 komentarze = nowy rozdział
środa, 13 lipca 2016
wtorek, 12 lipca 2016
sobota, 27 lutego 2016
Rozdział 33
*Perspektywa Karoliny*
Nie spałam całą noc. Przez te kilkanaście godzin spędziłam przy łóżeczku Danny'ego. Nie chciałam spuszczać go z oka. Wiedziałam, że jest bezpieczny w szpitalu, ale ja jednak wolałam go mieć obok siebie, w końcu jestem jego mamą i bardzo się o niego martwię. Ash po paru godzinach siedzenia ze mną zasnął z głową na moich kolanach. Niech śpi, musi wypocząć. Rano, czyli o około godzinie dziewiątej, zauważyłam, że maluszek otwiera oczka. Uśmiechnęłam się lekko i pogładziłam palcem jego policzek.
- Cześć, kochanie - otarłam szybko łzy szczęścia, a on wyszczerzył się słodko w moją stronę - Tak, skarbie. To mamusia twoja - musnęłam ustami jego czółko - Już nikt więcej cię nie skrzywdzi - pogłaskałam go po główce i zaczęłam budzić Ash'a.
- Co się dzieje? - ziewnął i usiadł na swoje krzesło - Hej młody - uśmiechnął się szeroko do synka, a on odwzajemnij to i do tego się zaśmiał - Tęskniliśmy strasznie za tobą, wiesz? - połaskotał go po brzuszku.
- Widzę, że nasz mały pacjent ma się już nieco lepiej - powiedział radośnie lekarz wkładając słuchawki do uszu i jeżdżąc końcówką po klatce piersiowej maluszka - Oddech jest równomierny i spokojny. Sprawdzimy jeszcze jak rana i prawdopodobnie dzisiaj po południu Danny wróci do domu - lekarz uśmiechnął się w naszą stronę.
- Słyszysz słońce? - pocałowałam malca w nosek i do środka weszła reszta zespołu razem z ich dziewczynami oraz Ricky i Ann.
- Jak się czuje? Wszystko dobrze? Nic mu nie jest? - dostawaliśmy mnóstwo pytań od nich. Na spokojnie i powoli opowiedzieliśmy im o całej akcji, którą Chris zaplanował.
- Właśnie, gdzie on jest? - spytała zdziwiona Juliet.
- Nie wiem, był tutaj jeszcze w nocy - stwierdziłam zaskoczona - Może wyszedł, kiedy nie patrzyłam, ale czemu to zrobił, tego nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Rana zaczyna się ładnie goić - powiedziała uśmiechnięta pielęgniarka zmieniając opatrunek mojemu synkowi.
- To dobrze - powiedziałam i wyszczerzyłam się.
*Kilka godzin później*
Cała nasza trójka, czyli Ash, ja i Danny wróciliśny szczęśliwie do domu. Położyłam się z Młodym na łóżku i zaczęłam się z nim bawić, lecz po pewnym czasie przyszedł mój narzeczony.
- Kotku, muszę ci coś pokazać - usiadł obok mnie i pogłaskał malucha po główce.
- Coś się stało? - uniosłam brew i przytuliłam maleństwo do siebie.
- Nie - uśmiechnął się lekko - Ucieszysz się - wziął ode mnie Danny'ego i odłożył go do kołyski - Chodź - pociągnął mnie za rękę za dół aż do samochodu.
- Gdzie jedziemy? - uniosłam brew i zapięłam pasy.
- Zaraz się dowiesz, a teraz już cisza - zaśmiał się, włączył radio i pojechaliśmy w stronę wzgórza Hollywood - Jesteśmy na miejscu - stwierdził parkując pod wielkim, pięknym domem.
- Ash, dalej nic nie rozumiem. Piękny dom i w ogóle, ale po co nas tu zawiozłeś? - uniosłam brew do góry.
- Po to, żeby ci pokazać nasze nowe gniazdko - obął mnie od tyłu w pasie i ucałował policzek.
- Ty chyba nie mówisz poważnie - patrzę na niego z niedowierzeniem i spojrzałam znowu na budynek.
- Jestem jak najbardziej poważny. To wczesny prezent ślubny dla ciebie - uśmiechnął się szeroko do mnie i musnął usta.
- Jesteś niemożliwy - cicho się zaśmiałam - Dom jest piękny - mocno go przytuliłam.
Oboje weszliśmy do środka. Salon był bardzo duży i urządzony nowocześnie. Ściany były białe, tak samo i meble, ale pojawiała się też nutka czerni. Obok znajdowała się kuchnia w kolorze jasnego brązu, meble były oczywiście białe.
- Coś zbyt czysto tutaj - powiedziałam w myślach.
Mój ukochany zaprowadził mnie na piętro i zaprowadził pod drzwi. Otworzył je, a w środku był pięknie urządzony pokój Danny'ego.
- Nie malowałem ścian, bo chciałbym, żeby Młody sam zdecydował o ich kolorze, kiedy podrośnie - powiedział stojąc za mną. Ja tylko kiwnęłam głową. Nie umiałam nic powiedzieć, pokoik był piękny.
- A te cztery pomieszczenia obok, to co tam jest? - spytałam.
- Za chwilę się wszystkiego dowiesz - Purdy uśmiechnął się do mnie szeroko.
Przeszliśmy do ostatnich drzwi w korytarzu, a w środku było dwuosobowe łóżko, jasno niebieskien ściany i jak zwykle białe meble oraz zasłony prowadzące do następnego pomieszczenia.
- To pokój gościnny. Za zasłonami jest więcej miejsca jakby chłopako chcieli u nas przekimać. Chociaż dla nich nawet garaż wystarczy - zaśmiał się, a ja razem z nim. Po obejrzeniu pokoju poszliśmy do kolejnego. To była łazienka, duża, z prysznicem oraz wanną, wszystko było w kolorze białym i błękitnym. Idealnie się to ze sobą komponowało. Staliśmy teraz pod przed ostatnimi drzwiami na tym piętrze.
- Tu jeśli się uda, będzie mieszkać nasze drugie maleństwo - przytulił mnie do siebie i pocałował w czółko - Jest pusto, bo nie wiadomo czy to będzie chłopczyk, czy dziewczynka.
- A skąd wiesz, że ja chcę więcej dzieci? - uniosłam brew, ale po chwili się uśmiechnęłam szeroko - Dobra, nie będę się zgrywać. Ja też chcę drugiego Szkraba - pocałowałam go w nosek. - Więc co jest za ostatnimi wrotami? - spytałam trzymając Ash'a za dłoń. On bez słowa otworzył drzwi i na pierwszy rzut oka zauważyłam nasze duże zdjęcie nad ogormnym łóżkiem pełnym poduszek. Bordowe ściany, białe i czerne meble, wejście na taras, masa zdjęć, obrazów oraz różnych nagród. Zauważyłam też otwarte drzwi do naszej wspólnej łazienki, ogromna wanna, prysznic, umywalka, toaleta i duże lustro. W tym pomieszczeniu górował jasny fiolet, uwielbiałam ten kolor. Spojrzałam w prawo, a moim oczom ukazała się toaletka z żarówkami na ramach od lustra i pełno różnych kosmetyków. To chyba będzie moje ulubione miejsce.
- Nasza sypialnia oraz łazienka - powiedział szeptem.
- Jest piękna - również odpowiedziałam
- Wiedziałem, że ci się spodoba - objął mnie w pasie i pocałował czule - Chyba będziemy tu często spędzać razem czas - przygryzł lekko moje ucho, a ja cicho się zaśmiałam. - Na drugim piętrze zrobiłem dla ciebie twoją pracownię, wiesz tatuaże, piercing i inne takie sprawy. Są też tam twoje gitary - powiedział.
- To dlatego nie umiałam ich ostatnio znaleźć - udawałam lekko obrażoną, że wziął moje dwa skarby, ale szybko mi przeszło.
Obejrzeliśmy następne piętro, gdzie było moje "biuro" oraz pracownia Ash'a, czyli przeróżne rzeczy związane z projektowaniem ubrań.
Zeszliśmy do piwnicy, a tam czekało na nas małe studio nagraniowe, o mało co się nie popłakałam ze szczęścia.
- Ash, to wszystko jest naprawdę piękne, ale nie wiem, czy mogę tu mieszkać, ponieważ na pewno wydałeś na te wszystkie rzeczy dużo pieniędzy i nie wiem czym mogłabym ci się odwdzięczyć - stwierdziłam i natychmiast posmutniałam.
- Call, przestań - przewrócił oczami - Mam pieniądze i chcę je wydawać na ciebie, na Danny'ego, na nasz dom. Na co tylko będę chciał i ty możesz robić to samo ze swoimi - pocałował delikatnie moje czoło.
- Racja - pokiwałam twierdząco głową - Dziękuję ci, kotku - dałam mu lekkiego, ale czułego buziaka.
- To teraz wrócimy do domu, spakujemy kilka twoich rzeczy, przeniesiemy je tutaj, a reszte weźmiemy po ślubie - objął mnie w pasie i uśmiechnął się szeroko.
*Dwa miesiące później*
Niedawno nasza EPka weszła do sprzedaży, a ja dalej miałam mnóstwo pomysłów na nowe piosenki. Reszta tak samo, więc 2 dni w tygodniu siedzieliśmy w studiu i tworzyliśmy nową muzykę.
- Moi kochani, jestem z was naprawdę dumny, że w tak szybkim czasie udaje wam się nagrywać piosenki - powiedział szczęśliwy nasz menager Charles, który zaczął z nami współpracę od razu po wydaniu naszej EPki - Udało mi się załatwić wam trasę koncertową, będziecie jednymi z dwóch zespółów, którzy będą supportować bardziej znanych od was muzyków.
- Drugim supportem kto jest? - spytał Jeremy.
- Ice Nine Kills.
- A główny zespół? - tym razem ja zabrałam głos.
- Motionless In White - odpowiedział menager, a ja stałam cicho jak słup soli i zaczęłam przeklinać w myślach.
- Przynajmniej spędzisz dużo czasu z bratem - uśmiechnął się do mnie pocieszająco Kyle, a ja lekko kiwnęłam głową.
Niby fajnie, bo będę tam z Ricky'm, ale bałam się, że Chris będzie chciał coś odpierdolić i dlatego nie cieszyłam się za bardzo z tej trasy. Spokojnie Calley, będzie dobrze.
Wieczorem wróciłam do domu, którego jeszcze dzieliłam z całą ekipią Black Veil Brides, przywitałam się ze wszystkimi, wzięłam sobie coś do jedzenia z lodówki i udałam się do mojej i Ash'a sypialni. Spojrzałam na śpiącego Danny'ego i uśmiechnęłam się szeroko do siebie.
- Jak poszła próba? - usłyszałam głos Ash'a centralnie przy moim uchu.
- Dobrze - odwróciłam się w jego stronę i próbowałam się uśmiechnąć szeroko.
- Co jest, słońce? - pogładził czule mój policzek.
- Nic, kocie, serio - pocałowałam go lekko w usta.
- Karo, nie oszukasz mnie - popatrzał na mnie już bardziej poważnym wzrokiem.
- Mamy trasę i supportujemy MIW - powiedziałam na jednym wdechu.
- Kurwa mać - przeklnął cicho - Niech Chris'owi nic nie odpierdoli znowu z uczuciami, bo mu coś zrobię.
- Ricky będzie ze mną, nic mi się nie stanie - wtuliłam się w ramiona ukochanego.
- Oby - pogłaskał moje długie kruczoczarne włosy.
--------------------
A następny rozdział zacznie się od trasy koncertowej! Oczywiście jak napiszecie przynajmniej 6 komentarzy :3
WRACAM znowu ;-;
Blog już nie jest taki jak wcześniej, rozdziałów nie tak często, fabuła jest już do dupy. Może kogoś zabijemy albo inny dramat? XD Coś może jeszcze wymyślimy, ale gwarantuje wam, że rozdział ze ślubem będzie na 100% :D
Mam nadzieję, że miło wam się czytało!
Pozdrawiam. Wasza Calley :*
6 komentarzy - nowy rozdział.
- Widzę, że nasz mały pacjent ma się już nieco lepiej - powiedział radośnie lekarz wkładając słuchawki do uszu i jeżdżąc końcówką po klatce piersiowej maluszka - Oddech jest równomierny i spokojny. Sprawdzimy jeszcze jak rana i prawdopodobnie dzisiaj po południu Danny wróci do domu - lekarz uśmiechnął się w naszą stronę.
- Słyszysz słońce? - pocałowałam malca w nosek i do środka weszła reszta zespołu razem z ich dziewczynami oraz Ricky i Ann.
- Jak się czuje? Wszystko dobrze? Nic mu nie jest? - dostawaliśmy mnóstwo pytań od nich. Na spokojnie i powoli opowiedzieliśmy im o całej akcji, którą Chris zaplanował.
- Właśnie, gdzie on jest? - spytała zdziwiona Juliet.
- Nie wiem, był tutaj jeszcze w nocy - stwierdziłam zaskoczona - Może wyszedł, kiedy nie patrzyłam, ale czemu to zrobił, tego nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Rana zaczyna się ładnie goić - powiedziała uśmiechnięta pielęgniarka zmieniając opatrunek mojemu synkowi.
- To dobrze - powiedziałam i wyszczerzyłam się.
*Kilka godzin później*
Cała nasza trójka, czyli Ash, ja i Danny wróciliśny szczęśliwie do domu. Położyłam się z Młodym na łóżku i zaczęłam się z nim bawić, lecz po pewnym czasie przyszedł mój narzeczony.
- Kotku, muszę ci coś pokazać - usiadł obok mnie i pogłaskał malucha po główce.
- Coś się stało? - uniosłam brew i przytuliłam maleństwo do siebie.
- Nie - uśmiechnął się lekko - Ucieszysz się - wziął ode mnie Danny'ego i odłożył go do kołyski - Chodź - pociągnął mnie za rękę za dół aż do samochodu.
- Gdzie jedziemy? - uniosłam brew i zapięłam pasy.
- Zaraz się dowiesz, a teraz już cisza - zaśmiał się, włączył radio i pojechaliśmy w stronę wzgórza Hollywood - Jesteśmy na miejscu - stwierdził parkując pod wielkim, pięknym domem.
- Ash, dalej nic nie rozumiem. Piękny dom i w ogóle, ale po co nas tu zawiozłeś? - uniosłam brew do góry.
- Po to, żeby ci pokazać nasze nowe gniazdko - obął mnie od tyłu w pasie i ucałował policzek.
- Ty chyba nie mówisz poważnie - patrzę na niego z niedowierzeniem i spojrzałam znowu na budynek.
- Jestem jak najbardziej poważny. To wczesny prezent ślubny dla ciebie - uśmiechnął się szeroko do mnie i musnął usta.
- Jesteś niemożliwy - cicho się zaśmiałam - Dom jest piękny - mocno go przytuliłam.
Oboje weszliśmy do środka. Salon był bardzo duży i urządzony nowocześnie. Ściany były białe, tak samo i meble, ale pojawiała się też nutka czerni. Obok znajdowała się kuchnia w kolorze jasnego brązu, meble były oczywiście białe.
- Coś zbyt czysto tutaj - powiedziałam w myślach.
Mój ukochany zaprowadził mnie na piętro i zaprowadził pod drzwi. Otworzył je, a w środku był pięknie urządzony pokój Danny'ego.
- Nie malowałem ścian, bo chciałbym, żeby Młody sam zdecydował o ich kolorze, kiedy podrośnie - powiedział stojąc za mną. Ja tylko kiwnęłam głową. Nie umiałam nic powiedzieć, pokoik był piękny.
- A te cztery pomieszczenia obok, to co tam jest? - spytałam.
- Za chwilę się wszystkiego dowiesz - Purdy uśmiechnął się do mnie szeroko.
Przeszliśmy do ostatnich drzwi w korytarzu, a w środku było dwuosobowe łóżko, jasno niebieskien ściany i jak zwykle białe meble oraz zasłony prowadzące do następnego pomieszczenia.
- To pokój gościnny. Za zasłonami jest więcej miejsca jakby chłopako chcieli u nas przekimać. Chociaż dla nich nawet garaż wystarczy - zaśmiał się, a ja razem z nim. Po obejrzeniu pokoju poszliśmy do kolejnego. To była łazienka, duża, z prysznicem oraz wanną, wszystko było w kolorze białym i błękitnym. Idealnie się to ze sobą komponowało. Staliśmy teraz pod przed ostatnimi drzwiami na tym piętrze.
- Tu jeśli się uda, będzie mieszkać nasze drugie maleństwo - przytulił mnie do siebie i pocałował w czółko - Jest pusto, bo nie wiadomo czy to będzie chłopczyk, czy dziewczynka.
- A skąd wiesz, że ja chcę więcej dzieci? - uniosłam brew, ale po chwili się uśmiechnęłam szeroko - Dobra, nie będę się zgrywać. Ja też chcę drugiego Szkraba - pocałowałam go w nosek. - Więc co jest za ostatnimi wrotami? - spytałam trzymając Ash'a za dłoń. On bez słowa otworzył drzwi i na pierwszy rzut oka zauważyłam nasze duże zdjęcie nad ogormnym łóżkiem pełnym poduszek. Bordowe ściany, białe i czerne meble, wejście na taras, masa zdjęć, obrazów oraz różnych nagród. Zauważyłam też otwarte drzwi do naszej wspólnej łazienki, ogromna wanna, prysznic, umywalka, toaleta i duże lustro. W tym pomieszczeniu górował jasny fiolet, uwielbiałam ten kolor. Spojrzałam w prawo, a moim oczom ukazała się toaletka z żarówkami na ramach od lustra i pełno różnych kosmetyków. To chyba będzie moje ulubione miejsce.
- Nasza sypialnia oraz łazienka - powiedział szeptem.
- Jest piękna - również odpowiedziałam
- Wiedziałem, że ci się spodoba - objął mnie w pasie i pocałował czule - Chyba będziemy tu często spędzać razem czas - przygryzł lekko moje ucho, a ja cicho się zaśmiałam. - Na drugim piętrze zrobiłem dla ciebie twoją pracownię, wiesz tatuaże, piercing i inne takie sprawy. Są też tam twoje gitary - powiedział.
- To dlatego nie umiałam ich ostatnio znaleźć - udawałam lekko obrażoną, że wziął moje dwa skarby, ale szybko mi przeszło.
Obejrzeliśmy następne piętro, gdzie było moje "biuro" oraz pracownia Ash'a, czyli przeróżne rzeczy związane z projektowaniem ubrań.
Zeszliśmy do piwnicy, a tam czekało na nas małe studio nagraniowe, o mało co się nie popłakałam ze szczęścia.
- Ash, to wszystko jest naprawdę piękne, ale nie wiem, czy mogę tu mieszkać, ponieważ na pewno wydałeś na te wszystkie rzeczy dużo pieniędzy i nie wiem czym mogłabym ci się odwdzięczyć - stwierdziłam i natychmiast posmutniałam.
- Call, przestań - przewrócił oczami - Mam pieniądze i chcę je wydawać na ciebie, na Danny'ego, na nasz dom. Na co tylko będę chciał i ty możesz robić to samo ze swoimi - pocałował delikatnie moje czoło.
- Racja - pokiwałam twierdząco głową - Dziękuję ci, kotku - dałam mu lekkiego, ale czułego buziaka.
- To teraz wrócimy do domu, spakujemy kilka twoich rzeczy, przeniesiemy je tutaj, a reszte weźmiemy po ślubie - objął mnie w pasie i uśmiechnął się szeroko.
*Dwa miesiące później*
Niedawno nasza EPka weszła do sprzedaży, a ja dalej miałam mnóstwo pomysłów na nowe piosenki. Reszta tak samo, więc 2 dni w tygodniu siedzieliśmy w studiu i tworzyliśmy nową muzykę.
- Moi kochani, jestem z was naprawdę dumny, że w tak szybkim czasie udaje wam się nagrywać piosenki - powiedział szczęśliwy nasz menager Charles, który zaczął z nami współpracę od razu po wydaniu naszej EPki - Udało mi się załatwić wam trasę koncertową, będziecie jednymi z dwóch zespółów, którzy będą supportować bardziej znanych od was muzyków.
- Drugim supportem kto jest? - spytał Jeremy.
- Ice Nine Kills.
- A główny zespół? - tym razem ja zabrałam głos.
- Motionless In White - odpowiedział menager, a ja stałam cicho jak słup soli i zaczęłam przeklinać w myślach.
- Przynajmniej spędzisz dużo czasu z bratem - uśmiechnął się do mnie pocieszająco Kyle, a ja lekko kiwnęłam głową.
Niby fajnie, bo będę tam z Ricky'm, ale bałam się, że Chris będzie chciał coś odpierdolić i dlatego nie cieszyłam się za bardzo z tej trasy. Spokojnie Calley, będzie dobrze.
Wieczorem wróciłam do domu, którego jeszcze dzieliłam z całą ekipią Black Veil Brides, przywitałam się ze wszystkimi, wzięłam sobie coś do jedzenia z lodówki i udałam się do mojej i Ash'a sypialni. Spojrzałam na śpiącego Danny'ego i uśmiechnęłam się szeroko do siebie.
- Jak poszła próba? - usłyszałam głos Ash'a centralnie przy moim uchu.
- Dobrze - odwróciłam się w jego stronę i próbowałam się uśmiechnąć szeroko.
- Co jest, słońce? - pogładził czule mój policzek.
- Nic, kocie, serio - pocałowałam go lekko w usta.
- Karo, nie oszukasz mnie - popatrzał na mnie już bardziej poważnym wzrokiem.
- Mamy trasę i supportujemy MIW - powiedziałam na jednym wdechu.
- Kurwa mać - przeklnął cicho - Niech Chris'owi nic nie odpierdoli znowu z uczuciami, bo mu coś zrobię.
- Ricky będzie ze mną, nic mi się nie stanie - wtuliłam się w ramiona ukochanego.
- Oby - pogłaskał moje długie kruczoczarne włosy.
--------------------
A następny rozdział zacznie się od trasy koncertowej! Oczywiście jak napiszecie przynajmniej 6 komentarzy :3
WRACAM znowu ;-;
Blog już nie jest taki jak wcześniej, rozdziałów nie tak często, fabuła jest już do dupy. Może kogoś zabijemy albo inny dramat? XD Coś może jeszcze wymyślimy, ale gwarantuje wam, że rozdział ze ślubem będzie na 100% :D
Mam nadzieję, że miło wam się czytało!
Pozdrawiam. Wasza Calley :*
6 komentarzy - nowy rozdział.
sobota, 24 października 2015
Rozdział 32
*Perspektywa Chris'a*
Co za chora dziewczyna! Jak można porwać czyjeś dziecko, tylko dlatego, że jest się bezpłodnym? Czy ona ma jeszcze rozum?! Muszę coś zrobić, żeby Call odzyskała małego, ale będzie trudno. Może Sabrina jest popieprzona, ale nie głupia.
- Dlaczego się nie cieszysz? - czerwonowłosa objęła mnie od tyłu.
- Jak mam się cieszyć z tego, że porwałaś dziecko mojej byłej dziewczyny? Teraz będziesz udawała kochaną mamusię, a ja wspaniałego tatusia? Pojebało cię?! - krzyknąłem na nią.
- Ale chciałeś przecież dziecko - powiedziała smutnym głosem.
- Chciałem, ale nie w taki sposób! Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Wsiadłem do auta i z piskiem opon ruszyłem w stronę domu Ricky'ego, na szczęście moja była mnie nie śledziła.
Zapukałem do drzwi i po chwili otworzy mi mój przyjaciel.
- Czego chcesz? - zapytał oschle.
- Potrzebuje cię, muszę się komuś wygadać, a tylko tobie mogę ufać w tej chwili.
- Mam gościa - wskazał na Karo leżącą na kanapie pełną z chusteczek.
- Mogę z nią pogadać?
- Oszalałeś? Po tym co jej zrobiłeś chcesz jeszcze z nią rozmawiać?
- Ale ja muszę, to bardzo ważne - spojrzałem na niego błaganie.
- No dobra - wpuścił mnie.
Wszedłem do środka i powoli podszedłem do Calley.
- Mała? - usiadłem na końcu kanapy.
- Co chcesz? - pociągnęła nosem i podniosła się do pozycji siedzącej.
- Wiem, że Danny'ego porwano - powiedziałem cicho.
- Skąd ty to wiesz? - otarła łzy.
- To Sabrina go uprowadziła.
- CO? Ja jej zaraz coś kurwa zrobię! - momentalnie wstała.
- Uspokój się, Call. Ona jest nieprzewidywalna i może zrobić z małym co chce. Musimy coś wymyśleć, żeby go jej odebrać.
- Masz jakiś pomysł?
- Może będę ci zdawał relacje z każdego dnia? Jak Danny się czuje, czy nic mu nie jest itp.? - zaproponowałem.
- No dobrze, ale musisz ukryć to jak się ze mną kontaktujesz, bo się wtedy zorientuje.
- Racja, coś się wymyśli.
- Dziękuję Chris, nawet nie wiesz jak ważny jest dla mnie mój syn - ułożyła lekko swoją dłoń na moją, a ja ją ścisnąłem.
- Nie ma za co, czuję się jakoś z małym związanym, więc nie chcę, żeby stała mu się krzywda - objąłem ją lekko ramieniem - Od jutra zaczynamy naszą akcję, dobrze? - spytałem, a ona kiwnęła twierdząco głową.
*Perspektywa Karoliny*
Chris zawiózł mnie wieczorem do domu. Jestem mu bardzo wdzięczna, że pomaga mi w odzyskaniu Danny'ego, mały jest dla mnie wszystkim. Mój były podjechał pod willę.
- Odprowadzić cię? - zapytał ciepłym głosem i spojrzał na mnie z troską.
- Nie trzeba - wymusiłam na sobie uśmiech - Dzięki za podwiezienie - pomachałam mu na pożegnanie i wyszłam z samochodu idą w stronę budynku. Weszłam do środka i ignorując resztę domowników poszłam do siebie. Wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam cicho płakać z tęsknoty za moim synkiem.
- Odzyskam cię Danny, obiecuję ci to - powiedziałam do siebie i z lekkim trudem zasnęłam.
*Tydzień później, południe*
*Perspektywa Chris'a*
- Dobra Chris, musisz być twardy, uda ci się. Fuck, za cholerę mi się nie uda. Okej, yolo. Kto tak kurwa mówi? Ehh, nie ważne - kłóciłem z własnymi myślami przez jakiś dłuższy czas, aż do momentu, kiedy dojechałem pod dom tej wariatki Sabriny. Wysiadłem z pojazdu i zapukałem do drzwi mojej byłej. Po chwili ukazała się czerwonowłosa sucz, którą nienawidziłem z całego serca.
- Hej kocie - rzuciła się na moją szyję i zaczęła całować po policzkach. Myślałem, że ją zaraz uderzę, ale się na szczęście opanowałem, bo miała Danny'ego na rękach. Biedne maleństwo, ciągle płacze. Pewnie tęskni za Call i Ash'em, więc się nie dziwię. Ale co to...Oby to nie było to o czym... Zabiję szmatę! Mały ma pełno siniaków na brzuszku, rączkach oraz na buzi. Ta kobieta jest serio chora.
- Hej Sabi, co u ciebie? - wymusiłem uśmiech na swoich ustach - Tęskniłem za wami - myślałem, że zwymiotuję wypowiadając te słowa.
- Wszystko dobrze, uczyłam małego chodzić - przytuliła maleństwo. Czyli przez to ma siniaki, musiała go karać za to, że nie umiał ustać. Co za chora baba! Muszę go jej odebrać i to jak najszybciej!
- I jak mu idzie? - ponownie uśmiechnąłem się sztucznie, żeby niczego nie podejrzewała.
- Jeszcze się uczy, ale jutro mu się raczej uda - końcówkę zdania wypowiedziała z nienawiścią, jakby chciała zrobić komuś krzywdę. Ja tylko kiwnąłem z wielką trudnością głową.
- Pójdę go nakarmić - poszła z nim na rękach do kuchni. Nie ufałem jej, więc zajrzałem jednym okiem do pomieszczenia, w którym znajdowała się Sabrina. Położyła Danny'ego na blacie, a potem wzięł nóż w ręce. Zanim zdążyła coś zrobić odepchnąłem ją, a ostrze niestety otarło się o rączkę Purdy'ego Juniora. Wziąłem ręcznik i zacząłem tamować krew.
- Trzeba go zabrać do szpitala! - drugą ręką chwyciłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie, podałem adres i rozłączyłem się. Czerwonowłosa stała jak słup soli, nie odzywała się.
- Zostań w domu - powiedziałem, kiedy karetka przyjechała i zabrała małego. Ja pojechałem z nimi.
- Co się stało dziecku? - ratownik dokańczał moją robotę zatrzymania krwi.
- Moja była chciała go zadźgać, ale ją odepchnąłem, ale nóż otarł się o jego rączkę - powiedziałem próbując powstrzymać łzy. Danny dalej płakał, a krew już powoli przestała lecieć, więc musiała zasychać.
- Trzeba powiadomić o tym policję, to przestępstwo - stwierdził po chwili.
- Jest chora psychicznie i zdolna do wszystkiego, na razie nikogo nie powiadamiamy - mówiłem do niego piszą sms'a do Call, żeby przyjechała szybko do szpitala.
Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce, Karo też tam była.
- Danny, synku! - podbiegła do łóżka, które jechało na salę, żeby zbadać małego, czy jego stan jest lepszy - Dajcie mi tam wejść, proszę! Ta psycholka uprowadziła moje dziecko! - krzyczała cała we łzach. Na szczęście pozwolili jej, razem ze mną. Przytuliłem ją mocno i próbowałem uspokoić, jednak po dłuższym czasie się to udało.
- Cichutko Mała, już wszystko dobrze, słyszysz? Danny żyje, wyjdzie z tego - ująłem twarz w jej dłoniach i spojrzałem w oczy, ona tylko kiwnęła głową i znowu mocno przytuliła.
- Małemu nic nie będzie. Stracił jednak trochę krwi, ale udało nam się powstrzymać krwotok. Teraz zasnął, bo był zmęczony, może pani go zobaczyć, ale prosimy go nie budzić - powiedział lekarz do Calley - A pana proszę do mojego gabinetu, tam mi pan wszystko opowie i powiadomimy odpowiednie służby - wyprowadził mnie z sali i zabrał do siebie.
*Perspektywa Karoliny*
Mój skarb, moje maleństwo. Przez ten czas tyle wycierpiało przez tę wariatkę. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym go straciła.
- Wpuśćcie mnie! To mój syn! - usłyszałam Ash'a, który sprzeczał się z lekarzami, ale udało mu się wejść do sali. Na mój widok od razu podbiegł i mocno przytulił.
- Danny śpi, nic mu nie będzie, ale stracił trochę krwi - powiedziałam z trudem nadal będąc w niego wtulona.
- Zabiję tę szmatę, nikomu nie dam skrzywdzić mojej rodziny! - on sam zaczął teraz płakać - Zapłaci za to, co zrobiła.
- Wszystko się ułoży kotku - uścisnęłam jego dłoń - Już będzie dobrze - pocałowałam go lekko i usiadłam z nim na krześle przy "łóżeczku" naszego synka.
*Perspektywa Chris'a*
Po rozmowie z lekarzem od razu postanowiłem zadzwonić do Sabriny, jednak ona mnie wyprzedziła, bo zauważyłem ją biegnącą w moją stronę.
- Co z małym? - rzuciła mi się na szyję.
- Danny nie przeżył, przykro mi - skłamałem i przytuliłem ją do siebie.
- Co? Jak to? - zaczęła płakać - Powiedz, że to nie prawda, proszę - uderzyła mnie w klatę i mocno przytuliła, ja kiwnąłem do doktora, który od razu wezwał policję i szpital psychiatryczny, którzy po kilku minutach zaczęli wyprowadzać moją byłą.
- Chris! Jak mogłeś?! Po tym wszystkim co razem przeszliśmy?! - krzyczała na mnie, ale ja nie zwracałem uwagi na to i wszedłem do sali, w której byli już rodzice małego Purdy'ego.
- Dziękuję ci bardzo - Ashley wstał i podał mi rękę - I przepraszam za wszystko.
- Ja też przepraszam - uścisnąłem jego dłoń.
--------------------
Wróciłam! Rozdział dedykuję mojemu kochanemu Jerry'emu, z którym codziennie piszę różne, czasami pojebane opowiadania, ale i tak kocham tego debila całym sercem ❤ Pomimo tego, że nie udało się dobić wam limitu to jednak daje wam rozdział, bo chyba do śmierci nie byłpby tych 12 komentarzy.
Czemu nie było rozdziału? Nie, nie miałam poprawki, zdałam bez problemu do technikum na profil hotelarza. Nie pisałam, bo tak jak na początku mówiłam nie było limitu. Zmniejszam go, żeby jakoś łatwiej wam poszło, czyli wracamy do początków. Tak więc jak widzicie, wszystko dobrze się skończyło. Mały jest już żywy z rodziną i chyba jak na razie tak zostanie. Cóż, teraz musicie czekać na następny rozdział.
Pozdrawiam! Calley Purdy Motionless.
6 komentarzy = nowy rozdział.
Co za chora dziewczyna! Jak można porwać czyjeś dziecko, tylko dlatego, że jest się bezpłodnym? Czy ona ma jeszcze rozum?! Muszę coś zrobić, żeby Call odzyskała małego, ale będzie trudno. Może Sabrina jest popieprzona, ale nie głupia.
- Dlaczego się nie cieszysz? - czerwonowłosa objęła mnie od tyłu.
- Jak mam się cieszyć z tego, że porwałaś dziecko mojej byłej dziewczyny? Teraz będziesz udawała kochaną mamusię, a ja wspaniałego tatusia? Pojebało cię?! - krzyknąłem na nią.
- Ale chciałeś przecież dziecko - powiedziała smutnym głosem.
- Chciałem, ale nie w taki sposób! Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Wsiadłem do auta i z piskiem opon ruszyłem w stronę domu Ricky'ego, na szczęście moja była mnie nie śledziła.
Zapukałem do drzwi i po chwili otworzy mi mój przyjaciel.
- Czego chcesz? - zapytał oschle.
- Potrzebuje cię, muszę się komuś wygadać, a tylko tobie mogę ufać w tej chwili.
- Mam gościa - wskazał na Karo leżącą na kanapie pełną z chusteczek.
- Mogę z nią pogadać?
- Oszalałeś? Po tym co jej zrobiłeś chcesz jeszcze z nią rozmawiać?
- Ale ja muszę, to bardzo ważne - spojrzałem na niego błaganie.
- No dobra - wpuścił mnie.
Wszedłem do środka i powoli podszedłem do Calley.
- Mała? - usiadłem na końcu kanapy.
- Co chcesz? - pociągnęła nosem i podniosła się do pozycji siedzącej.
- Wiem, że Danny'ego porwano - powiedziałem cicho.
- Skąd ty to wiesz? - otarła łzy.
- To Sabrina go uprowadziła.
- CO? Ja jej zaraz coś kurwa zrobię! - momentalnie wstała.
- Uspokój się, Call. Ona jest nieprzewidywalna i może zrobić z małym co chce. Musimy coś wymyśleć, żeby go jej odebrać.
- Masz jakiś pomysł?
- Może będę ci zdawał relacje z każdego dnia? Jak Danny się czuje, czy nic mu nie jest itp.? - zaproponowałem.
- No dobrze, ale musisz ukryć to jak się ze mną kontaktujesz, bo się wtedy zorientuje.
- Racja, coś się wymyśli.
- Dziękuję Chris, nawet nie wiesz jak ważny jest dla mnie mój syn - ułożyła lekko swoją dłoń na moją, a ja ją ścisnąłem.
- Nie ma za co, czuję się jakoś z małym związanym, więc nie chcę, żeby stała mu się krzywda - objąłem ją lekko ramieniem - Od jutra zaczynamy naszą akcję, dobrze? - spytałem, a ona kiwnęła twierdząco głową.
*Perspektywa Karoliny*
Chris zawiózł mnie wieczorem do domu. Jestem mu bardzo wdzięczna, że pomaga mi w odzyskaniu Danny'ego, mały jest dla mnie wszystkim. Mój były podjechał pod willę.
- Odprowadzić cię? - zapytał ciepłym głosem i spojrzał na mnie z troską.
- Nie trzeba - wymusiłam na sobie uśmiech - Dzięki za podwiezienie - pomachałam mu na pożegnanie i wyszłam z samochodu idą w stronę budynku. Weszłam do środka i ignorując resztę domowników poszłam do siebie. Wtuliłam się w poduszkę i zaczęłam cicho płakać z tęsknoty za moim synkiem.
- Odzyskam cię Danny, obiecuję ci to - powiedziałam do siebie i z lekkim trudem zasnęłam.
*Tydzień później, południe*
*Perspektywa Chris'a*
- Dobra Chris, musisz być twardy, uda ci się. Fuck, za cholerę mi się nie uda. Okej, yolo. Kto tak kurwa mówi? Ehh, nie ważne - kłóciłem z własnymi myślami przez jakiś dłuższy czas, aż do momentu, kiedy dojechałem pod dom tej wariatki Sabriny. Wysiadłem z pojazdu i zapukałem do drzwi mojej byłej. Po chwili ukazała się czerwonowłosa sucz, którą nienawidziłem z całego serca.
- Hej kocie - rzuciła się na moją szyję i zaczęła całować po policzkach. Myślałem, że ją zaraz uderzę, ale się na szczęście opanowałem, bo miała Danny'ego na rękach. Biedne maleństwo, ciągle płacze. Pewnie tęskni za Call i Ash'em, więc się nie dziwię. Ale co to...Oby to nie było to o czym... Zabiję szmatę! Mały ma pełno siniaków na brzuszku, rączkach oraz na buzi. Ta kobieta jest serio chora.
- Hej Sabi, co u ciebie? - wymusiłem uśmiech na swoich ustach - Tęskniłem za wami - myślałem, że zwymiotuję wypowiadając te słowa.
- Wszystko dobrze, uczyłam małego chodzić - przytuliła maleństwo. Czyli przez to ma siniaki, musiała go karać za to, że nie umiał ustać. Co za chora baba! Muszę go jej odebrać i to jak najszybciej!
- I jak mu idzie? - ponownie uśmiechnąłem się sztucznie, żeby niczego nie podejrzewała.
- Jeszcze się uczy, ale jutro mu się raczej uda - końcówkę zdania wypowiedziała z nienawiścią, jakby chciała zrobić komuś krzywdę. Ja tylko kiwnąłem z wielką trudnością głową.
- Pójdę go nakarmić - poszła z nim na rękach do kuchni. Nie ufałem jej, więc zajrzałem jednym okiem do pomieszczenia, w którym znajdowała się Sabrina. Położyła Danny'ego na blacie, a potem wzięł nóż w ręce. Zanim zdążyła coś zrobić odepchnąłem ją, a ostrze niestety otarło się o rączkę Purdy'ego Juniora. Wziąłem ręcznik i zacząłem tamować krew.
- Trzeba go zabrać do szpitala! - drugą ręką chwyciłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie, podałem adres i rozłączyłem się. Czerwonowłosa stała jak słup soli, nie odzywała się.
- Zostań w domu - powiedziałem, kiedy karetka przyjechała i zabrała małego. Ja pojechałem z nimi.
- Co się stało dziecku? - ratownik dokańczał moją robotę zatrzymania krwi.
- Moja była chciała go zadźgać, ale ją odepchnąłem, ale nóż otarł się o jego rączkę - powiedziałem próbując powstrzymać łzy. Danny dalej płakał, a krew już powoli przestała lecieć, więc musiała zasychać.
- Trzeba powiadomić o tym policję, to przestępstwo - stwierdził po chwili.
- Jest chora psychicznie i zdolna do wszystkiego, na razie nikogo nie powiadamiamy - mówiłem do niego piszą sms'a do Call, żeby przyjechała szybko do szpitala.
Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce, Karo też tam była.
- Danny, synku! - podbiegła do łóżka, które jechało na salę, żeby zbadać małego, czy jego stan jest lepszy - Dajcie mi tam wejść, proszę! Ta psycholka uprowadziła moje dziecko! - krzyczała cała we łzach. Na szczęście pozwolili jej, razem ze mną. Przytuliłem ją mocno i próbowałem uspokoić, jednak po dłuższym czasie się to udało.
- Cichutko Mała, już wszystko dobrze, słyszysz? Danny żyje, wyjdzie z tego - ująłem twarz w jej dłoniach i spojrzałem w oczy, ona tylko kiwnęła głową i znowu mocno przytuliła.
- Małemu nic nie będzie. Stracił jednak trochę krwi, ale udało nam się powstrzymać krwotok. Teraz zasnął, bo był zmęczony, może pani go zobaczyć, ale prosimy go nie budzić - powiedział lekarz do Calley - A pana proszę do mojego gabinetu, tam mi pan wszystko opowie i powiadomimy odpowiednie służby - wyprowadził mnie z sali i zabrał do siebie.
*Perspektywa Karoliny*
Mój skarb, moje maleństwo. Przez ten czas tyle wycierpiało przez tę wariatkę. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym go straciła.
- Wpuśćcie mnie! To mój syn! - usłyszałam Ash'a, który sprzeczał się z lekarzami, ale udało mu się wejść do sali. Na mój widok od razu podbiegł i mocno przytulił.
- Danny śpi, nic mu nie będzie, ale stracił trochę krwi - powiedziałam z trudem nadal będąc w niego wtulona.
- Zabiję tę szmatę, nikomu nie dam skrzywdzić mojej rodziny! - on sam zaczął teraz płakać - Zapłaci za to, co zrobiła.
- Wszystko się ułoży kotku - uścisnęłam jego dłoń - Już będzie dobrze - pocałowałam go lekko i usiadłam z nim na krześle przy "łóżeczku" naszego synka.
*Perspektywa Chris'a*
Po rozmowie z lekarzem od razu postanowiłem zadzwonić do Sabriny, jednak ona mnie wyprzedziła, bo zauważyłem ją biegnącą w moją stronę.
- Co z małym? - rzuciła mi się na szyję.
- Danny nie przeżył, przykro mi - skłamałem i przytuliłem ją do siebie.
- Co? Jak to? - zaczęła płakać - Powiedz, że to nie prawda, proszę - uderzyła mnie w klatę i mocno przytuliła, ja kiwnąłem do doktora, który od razu wezwał policję i szpital psychiatryczny, którzy po kilku minutach zaczęli wyprowadzać moją byłą.
- Chris! Jak mogłeś?! Po tym wszystkim co razem przeszliśmy?! - krzyczała na mnie, ale ja nie zwracałem uwagi na to i wszedłem do sali, w której byli już rodzice małego Purdy'ego.
- Dziękuję ci bardzo - Ashley wstał i podał mi rękę - I przepraszam za wszystko.
- Ja też przepraszam - uścisnąłem jego dłoń.
--------------------
Wróciłam! Rozdział dedykuję mojemu kochanemu Jerry'emu, z którym codziennie piszę różne, czasami pojebane opowiadania, ale i tak kocham tego debila całym sercem ❤ Pomimo tego, że nie udało się dobić wam limitu to jednak daje wam rozdział, bo chyba do śmierci nie byłpby tych 12 komentarzy.
Czemu nie było rozdziału? Nie, nie miałam poprawki, zdałam bez problemu do technikum na profil hotelarza. Nie pisałam, bo tak jak na początku mówiłam nie było limitu. Zmniejszam go, żeby jakoś łatwiej wam poszło, czyli wracamy do początków. Tak więc jak widzicie, wszystko dobrze się skończyło. Mały jest już żywy z rodziną i chyba jak na razie tak zostanie. Cóż, teraz musicie czekać na następny rozdział.
Pozdrawiam! Calley Purdy Motionless.
6 komentarzy = nowy rozdział.
środa, 17 czerwca 2015
Rozdział 31
*Perspektywa Karoliny*
Połknęłam ostatni kęs swojego śniadania i od razu podbiegłam do szafy wziąć jakieś ubrania.
Połknęłam ostatni kęs swojego śniadania i od razu podbiegłam do szafy wziąć jakieś ubrania.
Założyłam je na siebie i spojrzałam do kołyski na śpiącego Danny'ego. Przejechałam lekko palcem po jego policzku i ucałowałam jego czółko.
- Zajmiesz się nim jak mnie nie będzie? - spytałam Ash'a ciągle patrząc na mojego maluszka.
- Przecież mieliśmy iść razem do studia, nie pamiętasz? - objął mnie lekko od tyłu.
- No tak, zapomniałam. To może któryś z chłopaków?
- No tak, zapomniałam. To może któryś z chłopaków?
- Żaden nie da rady. Każdy jest umówiony ze swoją dziewczyną - musnął lekko mój policzek.
- Coś mu się stanie, kiedy będzie w środku?
- Nie jestem pewien, ale mam nadzieje, że nie.
Wzięłam synka na ręce i położyłam go do wózka. Zawiązałam buty i oboje przeszliśmy się do studia nagraniowego. Rsszta mojego zespołu już tam była.
- Jesteś już - przytulił mnie mocno na powitanie Kyle.
- Możemy zaczynać? - spytałam, kiedy chłopaki zasiedli przy swoich instrumentach.
- Nie ma z nami Jeremy'ego - powiedział Trixx.
- No to zagram na razie za niego - weszłam do środka i chwyciłam jego gitarę - No to chłopaki, zaczynajcie tak jak na próbach. Na początek The Joker - na moje 3 równie zaczęliśmy grać.
Po kilku godzinach udało nam się nagrać 2 piosenki, czyli Other Side i Epidemic. Została nam tylko jedna do skończenia EPki.
- Muzyka gotowa, teraz daj czadu swoim wokalem - Ash siedzący z nami od początku ucałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się i weszłam do "szklarni", usiadłam na krześle, włożyłam słuchawki i czekałam, aż włączą piosenkę. Zaczęłam śpiewać Let You Down.
Kiedy wykonywałam swoją rolę, zauważyłam, że drzwi studia lekko się uchyliły, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Na dworze był wiatr, więc to mogło spowodować otwarcie się wrót.
Skończyłam, a ekipa mi zaczęła klaskać, wyszczerzyłam się i odwróciłam tyłem do nich, żeby podnieść wodę i napić się niej. Wyszłam i podeszłam do chłopaków usłyszeć, co wykonałam.
Muszę przyznać, że wszystkie piosenki wyszły mi dobrze, zaczęłam bardziej wierzyć w siebie i zespół.
Podeszłam do wózeczka w którym spał Danny, ale kiedy na niego spojrzałam od razu zbladłam i zalałam się łzami. Mojego synka tam nie było.
- Mała, co się dzieje? - podbiegł do mnie Ash i mocno przytulił. Wskazałam mu palcem na pusty wózek, a on także zaczął płakać i z trudem czytać list.
Mam waszego bachora. Do 2 tygodni macie mi przynieść 2 miliony dolarów, albo wasz syn zginie. Miejsce podam ci sms'em. Gówno mnie obchodzi, że nie będziesz miała czasu. I pamiętaj, ŻADNEJ POLICJI!
- Nie podpisał się - stwierdził i otarł łzy - Zabije tego, kto go uprowadził - zgniótł papier, a ja jeszcze bardziej się w niego wtuliłam.
- Nasz synek. Przecież to malutkie 5 miesięczne dziecko. Nic im nie zawiniło - załkałam - Kto mógł nam to zrobić?
- Nie wiem, ale znajdziemy go - utulił mnie nieco mocniej i wróciliśmy do domu.
- Co jest?! - spytali wszyscy domownicy.
- Porwali Danny'ego! - znowu salwa łez zagościła na moich policzkach.
- Jak to?! Kto to zrobił?! Dlaczego?! - wszyscy pytali i objęli mnie mocno.
- Nie wiem - ukryłam twarz w dłoniach.
- Znajdziemy tego drania - powiedziała Juliet i chwyciła moją dłoń.
*Narracja trzecioosobowa*
Tajemnicza kobieta w kapturze jechała swoim samochodem z prędkością światła nie zwracając uwagi na obecność płaczącego małego dziecka tęskniącego zapewne za rodzicami.
- Zaraz będziemy w domku, kochanie. W twoim nowym domku - po przekroczeniu paru kilometrów zatrzymała się pod swoim dużym domem daleko od miasta. Dziewczyna ściągnęła kaptur, a jej czerwone włosy rozszalały się między jej ramiona. Pogłaskała Danny'ego po główce i weszła z nim do środka. Udała się schodami do góry do pokoju, który okazał się być idealnym dla małego Purdy'ego.
- Już nikt nas nie rozdzieli, skarbie - położyła małego do kołyski i dała mu malutką maskotkę - Śpij i zapomnij o tamtych złych ludziach. Mama już nigdy nie da cię skrzywdzić - wyszła z pokoju i zadzwoniła do swojego już byłego chłopaka, Chris'a Motionless'a.
- Czego znowu chcesz? - zapytał od niechcenia.
- Przyjdziesz do mnie? Mam coś dla ciebie, dla nas - spytała swoim słodkim łagodnym głosem.
- Ty mi chyba nigdy nie dasz spokoju, ale okej - bez pożegnania się rozłączył, ubrał się i pojechał do Sabriny.
Po kilkumastu minutach już był.
- Co chcesz mi takiego pokazać? - wszedł do środka.
- Chodź za mną - pociągnęła go za rękę do pokoju dziecięcego.
- Kurwa mać! Przecieź to Danny! Porwałaś go?! Popierdoliło cię? To, że jesteś bezpłodna, nie oznacza, że musiałaś zabrać komuś czyjeś dziecko! - nakrzyczał na nią.
- Ale ja zawsze chciałam mieć z tobą maluszka - objęła jego szyję.
- To mogliśmy adoptować! Dużo dzieci czeka, aż ktoś je weźmie i pokocha całym sercem! Jesteś chora! Masz oddać im Danny'ego! - oderwał się od niej.
- Nie! To jest moje dziecko! Ja je lepiej wychowam, niż oni!
- Ty je prędzej zabijesz! Będę tu siedział, dopóki nie zwrócisz im dziecka - Chris zszedł na dół.
----------------------------
Dramaty tajm! Tak, możecie mnie zabić i szczerze mam to gdzieś ;3
Jeśli chcecie wiedzieć, co wydarzy się dalej, to komentujcie ;)
Przepraszam, że taki krótki, ale brak pomysłów już.
12 komentarzy - nowy rozdział.
- Nie ma z nami Jeremy'ego - powiedział Trixx.
- No to zagram na razie za niego - weszłam do środka i chwyciłam jego gitarę - No to chłopaki, zaczynajcie tak jak na próbach. Na początek The Joker - na moje 3 równie zaczęliśmy grać.
Po kilku godzinach udało nam się nagrać 2 piosenki, czyli Other Side i Epidemic. Została nam tylko jedna do skończenia EPki.
- Muzyka gotowa, teraz daj czadu swoim wokalem - Ash siedzący z nami od początku ucałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się i weszłam do "szklarni", usiadłam na krześle, włożyłam słuchawki i czekałam, aż włączą piosenkę. Zaczęłam śpiewać Let You Down.
Kiedy wykonywałam swoją rolę, zauważyłam, że drzwi studia lekko się uchyliły, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Na dworze był wiatr, więc to mogło spowodować otwarcie się wrót.
Skończyłam, a ekipa mi zaczęła klaskać, wyszczerzyłam się i odwróciłam tyłem do nich, żeby podnieść wodę i napić się niej. Wyszłam i podeszłam do chłopaków usłyszeć, co wykonałam.
Muszę przyznać, że wszystkie piosenki wyszły mi dobrze, zaczęłam bardziej wierzyć w siebie i zespół.
Podeszłam do wózeczka w którym spał Danny, ale kiedy na niego spojrzałam od razu zbladłam i zalałam się łzami. Mojego synka tam nie było.
- Mała, co się dzieje? - podbiegł do mnie Ash i mocno przytulił. Wskazałam mu palcem na pusty wózek, a on także zaczął płakać i z trudem czytać list.
Mam waszego bachora. Do 2 tygodni macie mi przynieść 2 miliony dolarów, albo wasz syn zginie. Miejsce podam ci sms'em. Gówno mnie obchodzi, że nie będziesz miała czasu. I pamiętaj, ŻADNEJ POLICJI!
- Nie podpisał się - stwierdził i otarł łzy - Zabije tego, kto go uprowadził - zgniótł papier, a ja jeszcze bardziej się w niego wtuliłam.
- Nasz synek. Przecież to malutkie 5 miesięczne dziecko. Nic im nie zawiniło - załkałam - Kto mógł nam to zrobić?
- Nie wiem, ale znajdziemy go - utulił mnie nieco mocniej i wróciliśmy do domu.
- Co jest?! - spytali wszyscy domownicy.
- Porwali Danny'ego! - znowu salwa łez zagościła na moich policzkach.
- Jak to?! Kto to zrobił?! Dlaczego?! - wszyscy pytali i objęli mnie mocno.
- Nie wiem - ukryłam twarz w dłoniach.
- Znajdziemy tego drania - powiedziała Juliet i chwyciła moją dłoń.
*Narracja trzecioosobowa*
Tajemnicza kobieta w kapturze jechała swoim samochodem z prędkością światła nie zwracając uwagi na obecność płaczącego małego dziecka tęskniącego zapewne za rodzicami.
- Zaraz będziemy w domku, kochanie. W twoim nowym domku - po przekroczeniu paru kilometrów zatrzymała się pod swoim dużym domem daleko od miasta. Dziewczyna ściągnęła kaptur, a jej czerwone włosy rozszalały się między jej ramiona. Pogłaskała Danny'ego po główce i weszła z nim do środka. Udała się schodami do góry do pokoju, który okazał się być idealnym dla małego Purdy'ego.
- Już nikt nas nie rozdzieli, skarbie - położyła małego do kołyski i dała mu malutką maskotkę - Śpij i zapomnij o tamtych złych ludziach. Mama już nigdy nie da cię skrzywdzić - wyszła z pokoju i zadzwoniła do swojego już byłego chłopaka, Chris'a Motionless'a.
- Czego znowu chcesz? - zapytał od niechcenia.
- Przyjdziesz do mnie? Mam coś dla ciebie, dla nas - spytała swoim słodkim łagodnym głosem.
- Ty mi chyba nigdy nie dasz spokoju, ale okej - bez pożegnania się rozłączył, ubrał się i pojechał do Sabriny.
Po kilkumastu minutach już był.
- Co chcesz mi takiego pokazać? - wszedł do środka.
- Chodź za mną - pociągnęła go za rękę do pokoju dziecięcego.
- Kurwa mać! Przecieź to Danny! Porwałaś go?! Popierdoliło cię? To, że jesteś bezpłodna, nie oznacza, że musiałaś zabrać komuś czyjeś dziecko! - nakrzyczał na nią.
- Ale ja zawsze chciałam mieć z tobą maluszka - objęła jego szyję.
- To mogliśmy adoptować! Dużo dzieci czeka, aż ktoś je weźmie i pokocha całym sercem! Jesteś chora! Masz oddać im Danny'ego! - oderwał się od niej.
- Nie! To jest moje dziecko! Ja je lepiej wychowam, niż oni!
- Ty je prędzej zabijesz! Będę tu siedział, dopóki nie zwrócisz im dziecka - Chris zszedł na dół.
----------------------------
Dramaty tajm! Tak, możecie mnie zabić i szczerze mam to gdzieś ;3
Jeśli chcecie wiedzieć, co wydarzy się dalej, to komentujcie ;)
Przepraszam, że taki krótki, ale brak pomysłów już.
12 komentarzy - nowy rozdział.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


