sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 28

*2 miesiące później*

*Perspektywa Karoliny*

Maluch szybciutko rósł, z Ash'em nie mogliśmy się doczekać, aż go zobaczymy, a został już miesiąc.
Byłam właśnie w studiu razem z Black Veil Brides, którzy pracowali nad płytą. Ciągle im coś nie pasowało, albo coś nie tak z tekstem, albo z muzyką. Już mnie to denerwowało i to bardzo.
- Jak nie przestaniecie to serio mnie coś rozniesie! Jake dawaj mi tą gitarę, a Andy teksty! - weszłam do dźwiękoszczelnego pomieszczenia i usiadłam na krześle czekając, aż dostanę potrzebne mi rzeczy. Nie musiałam długo czekać, bo chłopacy z prędkością światła przynieśli mi instrument i notes. Zaczęłam przeglądać wszystkie teksty, Biersack miał głowę.
- Okej, zacznijmy od Last Rites. Co myślicie o tym? - zagrałam początek
- Bardzo dobre - powiedzieli chórem.
- To Jake (albo Jinxx bo nie jestem pewna kto zaczyna) graj tak do końca pierwszej zwrotki, a później trochę zwolnij. Jinxx to samo, przy refrenie nieco przyspieszcie, coś takiego - teraz refren piosenki - Rozumiecie? - spojrzałam na nich.
- Tak! - wzięli swoje wiosła i powtórzyli moje ruchy.
- CC! - zawołałam go i usiadłam przy jego perkusji.
- Melduję się! - zasalutował.
- Patrz i słuchaj - zaczęłam uderzać w bębny dając im zrozumiały rytm - Zapamiętasz? - oddałam mu pałeczki.
- Pewnie - zasiadł na swoim tronie i powtórzył.
- Ash ty sobie poradzisz chyba sam, bo ja nie umiem grać na basie - reszta zespołu się zaśmiała - No to Andy, z tobą jest problem, bo nie wiem jaką melodię tutaj dać.
- Może coś takiego?
Children born and raised on a Sunday
Hearing what their leaders say
Singing along
A story missing to the ones who won't listen
All the words are left alone - zaśpiewał.
- Genialne! To teraz tak samo reszta piosenki i mamy już coś! - ucieszyłam się.
- Powinnaś być producentem muzycznym - stwierdziła Juliet.
- Nie przesadzaj, po prostu tylko pomagam chłopakom, a poza tym piercing i tatuaże to moja największa pasja, zaraz za nią muzyka. Może kiedyś nagram jakąś płytę, kto wie co się stanie? - spojrzałam na chłopaków, którzy świetnie sobie radzili z piosenkami.

Po paru godzinach udało nam się jeszcze nagrać 3 piosenki między innymi Drag Me To The Grave, Walk Away oraz Stolen Omen. Najbardziej jakoś przypadła mi ta ostania bo miała w sobie dużego kopa i ten scream, może nie taki jak kiedyś, ale jest dobrze.
- Padam na ryj! - położyłam się na plecach na łóżku.
- Chyba się zmęczyłaś bardziej niż ja - zaśmiał się cicho Ashley i pocałował moje czoło.
- Żebyś wiedział! Mam nadzieję, że z resztą piosenek pójdzie wam szybciej - wtuliłam się w niego i poczułam kopanie - Oho, mały jednak spać nie chce - odsłoniłam brzuch.
- Czemu nie śpisz skarbie, co? Daj mamusi odpocząć - lekko stuknął palcem o mój brzuch i nagle nóżka Danny'ego się ukazała.


- Mała? Widziałaś to? - uśmiechnął się szeroko.
- Widziałam kotku - pogłaskałam swój brzuch - Już się nie mogę doczekać, aż go do siebie przytulę - otarłam łzę szczęścia.
- Będzie na pewno taki jak ty - przyłożył głowę do brzuszka.
- Tak myślisz? - uśmiechnęłam się i pogłaskałam jego włosy.
- Tak słońce, ale najważniejsze, że będzie najszczęśliwszy na świecie - musnął ustami mój brzuch.
- Bo będzie miał wspaniałego tatę.
- Jak i wspaniałą mamę - jego kąciki lekko uniosły się ku górze.

Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu, to Ricky dzwonił, od razu odebrałam.
- Hej braciszku! - powiedziałam radoście - Co u ciebie?
- Dobrze jest, ale ja nie po to. No bo muszę ci coś powiedzieć...
- Wiem, że Chris mnie zdradził i jest skończonym skurwysynem i tyle - przerwałam mu.
- Już dostał ode mnie porządnie po twarzy, więc jak go zobaczysz to będzie miał wielką śliwę pod okiem - słyszałam w jego głosie złość.
- Ricky, nie musiałeś przecież...
- Ja mu powiedziałem, że jak ciebie skrzywdzi, to będzie miał do czynienia ze mną - przerwał mi
- Dziękuję, ale jak wróci to ja sobie z nim "pogadam" - nie pomysłałam, że Horror może być aż taki agresywny.
- A ty się trzymasz jakoś? - zapytał już spokojniej i z troską.
- Tak, wszystko jest już dobrze, maluszek rośnie, pomagam chłopakom przy płycie.
- To się cieszę, muszę już kończyć bo ten idiota wraca. Trzymaj się siostra, jutro już wracamy. Kocham cię.
- Pa Ricky, ja ciebie też - rozłączyłam się.

*Perspektywa Ricky'ego*

Usłyszałem głos tego idioty i jego szmaty, więc szybko się rozłączyłem z Call.
- Z kim rozmawiałeś? - spytał Chris.
- A jak myślisz? - odpowiedziałem mu pytaniem.
- Mam nadzieję, że jej nic nie powiedziałeś.
- Przestań ją okłamywać w końcu! Ostrzegałem cię, że jak ją skrzywdzisz to ty oberwiesz! - krzyknąłem na niego.
- Powiem jej to na spokojnie, jakoś to zniesie - machnął ręką.
- Jakoś to zniesie?! Wiesz ty w ogóle jaka o a jest wrażliwa?! Przez ciebie znowu popadnie w depresję!
- Nic jej nie będzie, znajdzie sobie kogoś jeszcze. Niezła z niej dupa i na pewno ma w cholerę adoratorów.
- Stary! Nie wkurwiaj mnie, bo znowu dostaniesz - pogroziłem mu palcem.
- Ale Chris ma rację, znajdzie sobie kogoś jeszcze - teraz głos zabrała Czerwona.
- Sabrina! Nie wtrącaj się, bo to jest sprawa między moją siostrą, a twoim chłopakiem.
Ona nic nie odpowiedziała, tylko wtuliła się w Motionless'a.


Jak na nich patrzyłem chciało mi się wymiotować. Ja temu draniowi nie daruje. Mam nadzieję, że Call sobie poradzi, w końcu ma mnie i Brides'ów.

*Perspektywa Karoliny*

Po przepysznym obiedzie, który zaserwował nam Jinxx zdecydowałam, że pójdę sama na jakiś spacer po mieście. Był piękny śnieżny styczeń, więc to idealna pora na wyjście z domu. Patrzałam na bawiące się dzieci, a także ich rodziców. Nie mogłam się już doczekać, aż ja ze swoim Danny'm wyjdę na dwór ulepić bałwana.
- O hej Ann - pomachałam dziewczynie.
- Cześć Call - odwzajemniała gest.
Po chwili coś do mnie dotarło, szybko się odwróciłam.
- Ann?!
- Call?! - od razu rzuciłyśmy się sobie w ramiona i mocno przytuliłyśmy.
- Anka co ty tu robisz?! - oderwałam się od niej.
- Zdałam studia i przyleciałam tutaj do pracy i szukać ciebie. Widzę, że jest wszystko okej z tobą - uśmiechnęła się do mnie i spojrzała na brzuch.
- Tak, jest wspaniale. Chodź do mnie, poznasz chłopaków - wzięłam przyjaciółkę pod rękę i udałyśmy się do mnie.
- Chłopaki! Na dół i to w trybie now, bo mamy gościa! - krzyknęłam, a Bridesi od razu znaleźli się w salonie. - Przedstawiam wam Ankę, moją przyjaciółkę z dzieciństwa. Ann, to moim przyjaciele oraz chłopak Ashley - poczułam jak basista mnie obejmuje od tyłu.
- Chciałaś powiedzieć narzeczony skarbie - pocałował mnie lekko w szyję
- Znowu jesteście razem? Jak ja się z tego bardzo cieszę.
- My również - uśmiechnęłam się szeroko.

*Następnego dnia*

Po przebudzeniu poszłam do łazienki załatwić swoje kobiece prawy. Stanęłam przy lustrze, podciągnęłam koszulkę patrząc na mój duży już brzuszek.



Kąciki moich ust uniosły się wysoko ku górze. Poczułam jak mój Danny kopie, co bardziej mnie ucieszyło i zbliżyło do niego. Tak bardzo chciałam przytulić mojego synka. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Siedziałam spokojnie w kuchni i zaczęłam robić śniadanie dla tych leniwych żarłoków. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyłączyłam palnik i poszłam otworzyć. W progu zobaczyłam Ricky'ego, którego od razu mocno przytuliłam.
- Tęskniłam strasznie - wtuliłam się w niego.
- Ja też mała - pogłaskał moje włosy - Jak tam młody? - spojrzał się na brzuch.
- Wszystko z nim dobrze. Za niecały miesiąc przyjdzie na świat - ucieszyłam się bardzo.
- To świetnie. Będziesz wspaniałą mamą - znowu mnie przytulił.
- Co to za piski z samego rana? - zaczął marudzić CC.
- Idź spać! - krzyknęłam.
- Eee..Przepraszam - to była Ann, która próbowała się przecisnąć przez Horrora.
- O Anka poznaj mojego brata.Ricky to jest Ania, moja przyjaciółka z Polski.
- Bardzo mi miło - Olson uścisnął jej dłoń i uśmiechnął uroczo.
- Mnie również - zauważyłam, że Ann się zarumieniła. Coś iskrzy między nimi, widać to. Richard od rozstania z Lexus jest taki trochę smutny, a przy niej od razu rozpromieniał.
- Akurat zdąrzyliście na śniadanie kochani - wróciłam do smarzenia naleśników.
Dałam na stolik dwa słoiki nutelli i poszłam po talerze na których juz były rozłożone danie. Zanosiłam ostatni, aż nagle upuściłam przedmiot z rąk i upadłam na kolana. Wszyscy zlecieli się do mnie.
- Mała, co ci jest? - zapytał Ash.
- Zaczęło się, odeszły mi wody! - zaczęłam oddychać. Andy zadzwonił po karetkę, a Purdy zaniósł mnie na kanapę.
- Oddychaj, zaraz przyjadą - przytulił mnie do siebie.
- Za wcześnie - poczułam łzy napływające mi do oczu.
- Nie martw się, to jest normalne - ścisnął moją dłoń.
Po minucie zabrała mnie karetka, Ash pojechał ze mną, Ricky z Ann oraz Jake'em, Jinxx'em i CC'm, a Andy z Juliet.
- Spokojnie Call, oddychaj. Jestem tu przy tobie - pocałował moje czoło.
- Kocham cię Ash - powiedziałam przez łzy.
- Ja ciebie też kocham Karolciu - pocałował moją dłoń.

*Perspektywa Ricky'ego*

Za wcześnie! Cholera jasna, za wcześnie! Mam nadzieję, że małej nic nie będzie, ani Danny'emu. Wsiadłem szybko do auta i jechałem za ambulansem. Zobaczyłem, że Anka się trzęsie ze strachu, więc chwyciłem jej dłoń, żeby ją nieco uspokoić.
- Spokojnie, nic jej nie będzie - pogładziłem kciukiem wierzch dłoni.
- Dzięki Ricky - lekko się zarumieniła. Jaka ona jest urocza, od razu wpadła mi w oko.

*Perspektywa Ashley'a*

Lekarze kazali mi założyć jakiś zielony fartuch, to nie mój kolor ludzie! Usiadłem przy Call i kazałem jej przeć i oddychać, męczyła się z chwilą coraz bardziej. Bałem się, że nie wytrzyma, ale po czasie usłyszałem płacz dziecka.
- Niech ojciec przetnie pępowinę - powiedział lekarz i podał mi nożyczki szpitalne i odciąłem pępowinę synkowi, a pielęgniarka podała Danny'ego Karo.




Moja ukochana na sam widok maleństwa od razu się popłakała, ze szczęścia oczywiście.
- Witaj na świecie Danny - pocałowała go w czółko - Chcesz go potrzymać? - uśmiechnęła się do mnie.
- Jasne, że tak - wziąłem małego na ręce i ucałowałem w policzek. Będzie bardzo przystojny jak tatuś, ja to wiem - Mój maleńki synek - przytuliłem go do siebie. Niestety musiałem go oddać lekarce, bo trzeba było go dać do inkubatora, w końcu to wcześniak.

*Parę godzin później*

*Perspektywa Karoliny*

Karmiłam Danny'ego, a ze mną był Ash, Ricky i Anka. Strasznie się cieszę, że ich mam. Czułam się już lepiej i na szczęście nie byłam aż tak zmęczona jak po porodzie.
Usłyszałam jak ktoś wparowuje do sali, to był Chris. Teraz udawałam głupią, naiwną dziewczynę, która nic nie wie.
- Jak się czujesz skarbie? - usiadł obok mojego łóżka i pogłaskał po wlosach
- Dobrze już, mały jest zdrowy oraz przystojny po tacie - tulę do siebie maluszka.
- Ale oczy ma po tobie - stwierdził i się uśmiechnął. Kurwa, niezły z niego aktor.
- Wiem - oddałam małego Ricky'emu - Czekaj, muszę ci coś pokazać - usiadłam na krawędzi łóżka i szukałam w telefonie odpowiedniego zdjęcia. Po chwili je znalazłam.
- Możesz mi powiedzieć co to za dziewczyna?! - pokazałam mu obraz przedstawiający jego i Czerwoną jak się całują.
- Calluś, to nie tak jak myślisz - zaczął się powoli odsuwać.
- Nie? A co? Przez te jebane pół roku mnie okłamywałeś, wykorzystywałeś, bawiłeś się jak zwykłą lalką! Jesteś śmieciem, nikim więcej! - wstałam i rzuciłam się na niego i zaczęłam bić go wszędzie, gdzie popadnie. Nie oszczędzałam go ani trochę. Jednak ktoś mnie odciągnął od niego, a Motionless spojrzał na mnie.




- Oszalałaś - powiedział plując krwią.
- Może i tak, ale mam to w tym momencie gdzieś. Wypierdalaj z mojego życia i nigdy nie wracaj! - wtuliłam się w Ash'a, który mnie od razu pocałował.
- To wy...? - zaciął się i spojrzał na pierścionek - Szmata - syknął cicho, a Ricky z małym na ręce kopnął Cerulli'ego w twarz.
- Ostrzegałem cię - warknął i wykopał go z sali.
- Nie musiałeś aż tak mocno - powiedziała cicho Ann.
- Musiałem. Dopuścił się najgorszego, czyli skrzywdził moją siostrę - przytulił Danny'ego i spuścił głowę w dół, a ona za to wtuliła się w niego, tak że Olson ją objął.
- Chodź skarbie do mamusi - wyciągnęłam ręce w stronę mojego maleństwa. Ricky mi podał synka i dokończyłam karmienie. Jak ja się cieszę, ze teraz będzie już dobrze, bez żadnych problemów.

----------------------------------------------------------
UDAŁO SIĘ! W końcu udało mi się dodać nowy rozdział. Jestem z siebie dumna. Nie sądziłam, że poród i bijatyka tak z łatwością napiszę :D
Ten rozdział jest specjalnie dla naszej kochanej Black Ann, która pojawiła się w rozdziale i na pewno zostanie długo :3 Masz swojego Horrora! <3
Niech panda będzie z wami i do następnego 🐼💖
Ps. Zapraszam na zakładę "Bohaterowie" :D
10 komemtarzy - nowy rozdział.
EDIT: Dla jasności ta czerwono włosa to Sabrina, obecna dziewczyna Chris'a jakby ktoś nie wiedział! :D

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 27

*Perspektywa Karoliny*

Po południu umówiłam się z Juliet na pidżama party. Co też ta dziewczyna nie wymyśli? Jednak się zgodziłam bo teraz mało spędzałyśmy czasu, więc stęskniłyśmy się bardzo za sobą. Wsiadłam do mojego samochodu i znowu widziałam ten pojazd, co mnie niedawno śledził. Wkurwiłam się, tym razem już naprawdę. Zatrzymałam się na jakimś poboczu i wysiadłam z auta, o dziwo pojazd nie odjechał, otworzyłam JEJ drzwi, chwyciłam za płaszcz, wywaliłam i oparłam o maskę.
- Kim ty do kurwy nędzy jesteś i czemu mnie znowu śledzisz? -krzyknęłam prawie jej do ucha mocno trzymając nadgarstki. W tym momencie nie przejełam się małym, tylko tą czerwoną szmatą.


- Powiem ci tylko tyle, że masz się odpierdolić od mojego Chris'a! On tylko udaje, że jest z tobą, a tak naprawdę kocha mnie! - próbowała się wyrwać, ale ja byłam silniejsza.
- Wmawiaj sobie ruda szmiro! Gdybym nie była w ciąży zrobiłabym ci większą krzywdę niż teraz - wykręciłam jej dłoń - A teraz zjeżdżaj stąd i nie chcę ciebie na oczy widzieć już! - puściłam ją i wpakowałam do jej samochodu, a sama poszłam do swojego i pojechałam w stronę willi Brides'ów.
- Hej mamusiu! - na samym początku powitał mnie Christian i mocno przytulił.
- Spokojnie wariacie! Ja tu waszego bratanka pod sercem mam. Nie uszkodźcie mi go - zaśmiałam się głośno i też przytuliłam perkusistę. Następny był Andy, potem Jake z Jinxx'em i oczywiście przyszły tatuś, który pocałował mnie w policzek.
- Hej mała, hej mały - uśmiechnął się do mnie i od razu po tym przytulił do brzusia, będzie cudownym ojcem. Danny kopnął.
- Stęsknił się za tobą jak czuję - na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Ja za nim też - pocałował brzuch.
-Koniec! Bo mi cały wieczór z nią zabierzecie! - pociągnęła mnie za rękę do swojego i Andy'ego pokoju.
- Spokojnie siostra, nie zabiją mnie przecież - zaczęłam się śmiać.
- Ale wyprzytulają na śmierć - teraz ona zaczęła mnie ściskać - Tęskniłam strasznie za tobą - powiedziała cicho.
- Ja za tobą też - pocałowałam ją w policzek i jeszcze bardziej ją przytuliłam.
Nagle usłyszałyśmy jakieś krzyki, dochodziły z pokoju Ash'a.
- Ja już mam tego dosyć! Ciągle teraz jest Karo, mały, Karo, mały i tak w kółko! Już w ogóle nie spędzamy ze sobą czasu. Odchodzę! - to był głos Kiny.
- Bardzo dobrze, idź sobie! Nie potrzebuję ciebie! Byłem idiotą poznawając taką pustą dziewczynę jak ty! Ja kocham Call i to się już na pewno nie zmieni! - krzyknął.
- To bądźcie sobie razem szczęśliwi! - teraz było słychać stukanie jej obcasów - Gdzie moja walizka?!
- Stoi w salonie już od rana, jakbyś była mądrzejsza to zauważyłabyś ją jak wchodziłaś do środka, a teraz wypierdalaj i do zobaczenia nigdy - popatrzałam przez dziurkę od kluczy i widziałam jak Purdy popycha blondynkę w stronę drzwi i już jej nie było.
- W końcu się jej pozbył - powiedziała Juju.
- Mhm... - mruknęłam cicho przypominając sobie Czerwoną.
- Coś się stało? - spytała moja przyjaciółka.
- Niee - wymusiłam sztuczny uśmiech.
- Widzę przecież - dalej stawiała na swoim.
- Po prostu to przez ciążę, humorki mam takie, czasami się nie da wytrzymać - próbowałam coś wymyślić.
- Twoje "humorki" to nic w porównaniu z chłopakami - obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

*Parę godzin później*

Całe popołudnie i wieczór spędziłyśmy na plotkowaniu, malowaniu, robieniu sobie kanapeczek, słuchaniu muzyki i tańczeniu. Teraz zaczęłyśmy się sobie zwierzać.
- Robiłaś to już z Chris'em? - poruszyła brwiami, a ja kiwnęłam twierdząco głową - Jaki jest? - zrobiła wielkie oczy.
- Ashley i tak lepszy - znowu wybuchłyśmy śmiechem - I to o wiele. Pamiętam jak zrobił mi fajny prezent na urodziny - rozmarzyłam się wspominając wszystko.
- Właśnie! Co to było bo nikt nie chciał mi powiedzieć? - wzięła garść popcornu.
- Najcudowniejszy striptiz pod słońcem - rzuciłam się na łóżko ciągle mając szeroki uśmiech na twarzy.
- A czy ty dalej coś do niego czujesz? - nagle zapytała, a ja byłam cicho. Zaczęłam przeglądać zdjęcia moje i Ash'a na telefonie, w głowie miałam tysiące myśli, wszystko co się wydarzyło między nami powróciło. Tęsknię za nim i to bardzo.
- Halo? Ziemia do Calley - pstryknęła mi palcami przed oczami.
- Żyję! - mrugnęłam kilka razy.
- Dalej go kochasz - bardziej stwierdziła niż spytała, a ja kiwnęłam głową.
- Nie wiem co mam zrobić - ukryłam twarz w dłoniach i rozpłakałam.
- Coś wymyślimy mała - pocałowała mnie w czoło i mocno przytuliła do siebie.

*Ranek*

Kończyłam właśnie brać prysznic. Wychodziłam z kabiny i zobaczyłam Ash'a, któremu aż oczy się zaświecił na widok mojego nagiego ciała. Szybko wzięłam ręcznik i się zasłoniłam.
- Nie bój się, przecież już cię widziałem - lekko się uśmiechnął.
- Tylko raz - zarumieniłam się strasznie - Mógłbyś już wyjść? Chciałabym się ubrać - próbowałam zasłonić jakoś rumieńce.
- Jasne, przepraszam - poczułam jego usta na moim rozgrzanym policzku - Tęskniłem strasznie za tobą Calluś - szepnął mi do ucha i wyszedł. Znowu poczułam te motyle w brzuchu. Brakowało mi go bardzo w swoim życiu, tego wszystkiego co było między nami. Dalej go kocham, no kurwa kocham!
Ubrałam się szybko i wróciłam do Juliet, która spała w najlepsze, zaśmiałam się widząc jej minę. Zeszłam na dół chcąc zrobić śniadanie, ale zauważyłam już Purdy'ego majstrującego przy kuchence.
- Co robisz? - usiadłam na blacie.
- Powinnaś wiedzieć - uśmiechnął się do mnie znacząco.
- Tylko mi nie mów, że... Racuchy z jabłkami! - zaczęłam skakać z radości i ucałowałam jego policzek - Jednak nie zapomniałeś - spojrzałam na niego pełna radości.
- Jak mogłem zapomnieć? Znamy się prawie rok i wiem o tobie właściwie wszystko - poczochrał mi włosy.
- Racja - uwiesiłam się z tyłu jego szyi i patrzyłam co robi.

*Parę godzin później*

Wróciłam do domu i nie widziałam na szczęście auta Czerwonej i dobrze bo źle by się to dla niej skończyło. Weszłam do środka i zauważyłam pełno walizek, zdziwiłam się bardzo.
- Chris? - zawołałam go.
- Co jest mała? - od razu się pojawił w garderobie.
- Co tu robią te bagaże? - dałam płaszcz na wieszak.
- Wyjeżdżamy z zespołem w trasę - powiedział smutno.
- Teraz?
- Niestety, sami byliśmy tym zaskoczeni, ale nic na to nie poradzimy. Będę dopiero za parę miesięcy - objął mnie i przytulił.
- No dobrze, rozumiem - wtuliłam się w niego mocno.
- A ja to pies?! - krzyknął Horror


- Do nogi Ricky'uś! - zaśmiałam się i rzuciłam na szyję bratu.
- Będę tęskniła - ścisnęłam go mocno.
- Ja też brzdącu - pogłaskał moje włosy.
- Uważaj tam na siebie - puściłam go.
- Ty tak samo, mam nadzieję, że Bridesi cię nie wykończą - wyszczerzył się.
- Spokojnie, nic mi nie będzie, z nimi jestem bezpieczna - poczochrałam mu włosy.
Wyjechali. Nie pozostało mi nic do zrobienia jak spakowania swoich ubrań i znowu pojechać do moich wariartów.

*Listopad*

Zaczęłam oglądać wczorajszą galę Alternative Press, nawet Chris i Ghost pokazali się na scenie.


Po jakimś czasie występ się skończył, więc postanowiłam obejrzeć zdjęcia z całej imprezy, aż nagle dostałam chyba zawału. Zobaczyłam Cerulli'ego i TĄ czerwoną szmatę jak się całują.


Zamknęłam laptopa i zrzuciłam wszystko co miałam na biurku zalewając się łzami. Wyłam jak nienormalna, czułam jak mi serce pękało coraz bardziej.
- Mała? Co się stało? - usłyszałam głos ojca mojego maleństwa.
- Nic - załkałam - Po prostu mnie przytul - mocno się w niego wtuliłam.
- No już, nie płacz skarbie - zaczął mnie kołysać i otworzył komputer patrząc na zdjęcie szybko potem go zamykając - Najwyraźniej okazał się dupkiem. Proszę, nie płacz. Nie jest wart twoich łez - pocałował moje czoło, a ja kiwnęłam głową.
- Chodź - poczułam jak bierze mnie na ręce i zanosi do niegdyś naszego pokoj. Nic się tam nie zmieniło, nawet nasze zdjęcie stało na półce. Purdy położył mnie na łóżku, a on obok mnie.
- Zaśnij i spróbuj zapomnieć - przytulił mnie do siebie, w jego ramionach od razu zasnęłam.

*Następnego dnia*

Obudziłam się, ale zamiast Pandzi (czyt. Ash'a) siedziała Juliet.
- Myślałam, że już się nie obudzisz. Chodź, musisz się ubrać - pomogła mi wstać, w końcu to już szósty miesiąc był.
- Ale po co się ubrać? - ziewnęłam.
- Nie mogę ci wszystkiego powiedzieć, a teraz weź to i załóż. Bez dyskusji! - zaprowadziła mnie do łazienki i zamknęła drzwi. Sukienka była śliczna i leżała na mnie idealnie, tylko po co mi była teraz ona? Wzruszyłan ramionami i przebrana wróciłam do przyjaciółki.
- Wyglądasz cudownie! Teraz siadaj, zajmę się make up'em - wyjęła tusz z kosmetyczki i zaczęła mnie malować.
Po jakimś czasie skończyła, ułożyła włosy, dała mi jakieś niższe obcasy i pojechałyśmy do Echoparku niedaleko naszego domu.
- Poczekaj tutaj, zaraz ktoś po ciebie przyjdzie - wysłała mi buziaka i odjechała. Usiadłam na jakieś ławce i czekałam. Nagle pojawił się Ash w eleganckim garniturze.
- Hej mała - uśmiechnął się dając mi buziaka w policzek - Jesteś gotowa? - chwycił moją rękę.
- Jakbym wiedziała na co to tak - on się tylko zaśmiał i zaprowadził do pięknego najpiękniejszego miejsca jaki widziałam w tym parku.


Ashley się zatrzymał i chwycił za obie dłonie i spojrzał w oczy.
- Call, przez te pół roku co się wydarzyło to były najgorsze miesiące w moim życiu, bo spędzone bez ciebie, bez twojej bliskości i miłości. Nie wiem co we mnie wstąpiło, żeby wrócić do Kiny i strasznie tego żałuję. Brakowało mi ciebie bardzo. To dzięki tobie poczułem co to prawdziwa miłość, poświęcenie, zaufanie, a także rodzina - pogłaskał mój brzuch - Ja zrozumiem, że może nie będziesz chciała, ale Mała. Wrócisz do mnie? - spojrzał mi w oczy, które by pełne nadziei, ale także pełne miłości oraz ciepła, które od niego czułam.
Przybliżyłam się w jego stronę bardzo blisko i bez słowa pocałowałam lekko.
- Nawet nie wiesz jak ja za tobą tęskniłam. Byłam głupia zdradzając cię z tym bydlakiem i wiążąc się z nim. Przepra...- nie dał mi skończyć bo znowu nasze usta się złączyły.
- Cicho, to nic. Tego już nie ma i nie wróci. Teraz jesteśmy my i nasz Danny - pogłaskał mój policzek i mocno przytulił do siebie.
- Tak strasznie mi na tobie zależy Ash - jedna łza spłynęła po moim policzku.
- Mi na tobie też Calluś - otarł ją kciukiem - Muszę ci coś jeszcze powiedzieć. Wiesz jaki dzisiaj dzień? - spojrzał mi w oczy.
- 13 listopada - uśmiechnęłam się lekko do siebie.
- Tego dnia powstał nasz związek, dzisiaj mija rok od tego wydarzenia i chcę ten dzień spędzać z tobą już do końca życia - Purdy uklęknął na jedno kolano wyciągając z kieszeni małe czerwone pudełeczko w kształcie serca - Karolino Olson. Kocham cię całym sercem i nigdy nie myślałem, żeby było inaczej. Jesteś moją pierwszą prawdziwą miłością. Miłością mojego życia. Czy uczynisz mi ren zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - otworzył pudełko, a w nim był pierścionek z czarnym diamentem otoczony białymi. Z moich oczu ponownie poleciały łzy.
- Oczywiście, że tak Ashley - wydusiłam z siebie - Kocham cię i nie mogło być inaczej - uklęknęłam razem z nim i pocałowałam.
- Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy, że mam ciebie - mocno mnie przytulił i założył pierścionek na serdeczny palec.
- Ja również kotku, ja również - uśmiechnęłam się do niego szeroko i ponownie złączyłam nasze usta.

------------------------------
ASH I CALL POWRACAJĄ! :D Jestem pewna, że dużo osób się z tego cieszy, a zwłaszcza moja kochana Black Ann, z którą spotkałam się w czwartek. Kooocham cię moja Pandziu! ♥
Rozdział z Chris'em uważam za zakończony, jednak jeszcze się pojawi, żeby skończyć jego obecność u boku Calley. Możliwe, że będzie w niektórych notkach, ale to w dalekiej przyszłości :3
Rozdział dedykuje wam wszystkim! Tym, którzy czytają tego bloga, komentują, pomagają mi pisać. Dziękuję wam bardzo, bez was moje fan fiction by nie istniało. Jesteście wspaniali <3
Kocham was całym sercem i jeszcze raz dziękuję, że jesteście ze mną ♥
Wasza Calley Purdy :3

10 komentarzy = nowy rozdział

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 26

*Perspektywa Chris'a*

To był chyba najlepszy wieczór w całym moim życiu. Z nikim tak dobrze się nie bawiłem jak z Call, nie mogę się przestać na nią patrzeć, jest taka cudowna.
- Czemu mi się tak ciągle przyglądasz? - spytała moja dziewczyna.
- Bo jesteś piękna - odgarnąłem kosmyk jej włosów z czoła - I strasznie się cieszę, że mogę spędzić ten wieczór z tobą - musnąłem lekko jej usta.
- Uroczy jesteś - uśmiechnęła się szeroko w moją stronę i pogłębiła nieco pocałunek, ja za to objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Coś w tej chwili nas do siebie przyciągało, jakaś tajemnicza siła, nie wiem, ale jedno na pewno jestem pewien. Pragnę ją, pragnę ją tu i teraz w tym pokoju, na tej kanapie.
Spojrzałem na nią znacząco i powróciłem do całowania jej cudnych malinowych ust. Była taka słodka i krucha, każdy pocałunek oddawała tak, jakby był tym ostatnim. Dałem ręce na jej biodra i powoli zdjąłem koszulkę patrząc na jej wspaniałe, duże, kształtne piersi. Zobaczyłem, że się rumieni, co bardziej mnie ucieszyło. Pocałowałem każdą z nich i wróciłem na usta, a potem na jej szyję i dekolt. Usłyszałem jej cichutkie jęki, więc kontynuowałem, aż do chwili gdy odpiąłem jej stanik. Mała ponownie się zarumieniła, chwyciłem do ręki jedną pierś i zacząłem lekko pieścić, a drugą całować. Jęczała cicho, więc wiedziałem, że jej się to podobało i nie przestawałem.
Po jakimś czasie zakończyłem swoją dotychczasową czynność i zjechałem nieco niżej, czyli na brzuch i biodra przy okazji zdejmując jej spodnie, moich pozbyła się wcześniej. Masowałem uda i całowałem każdy skrawek jej cudownego ciała, na które mogłem patrzeć dniami i nocami. Zębami zdjąłem jej stringi przejeżdżając ręką od piersi w dół do jej czułego miejsca. Karo cały czas cichutko pojękiwała, co bardzo mnie podniecało. Przestałem na chwilę i spojrzałem jej w oczy, widziałem w nich czułość, miłość, troskę. Kocham ją tak mocno, że nikt sobie tego nie może wyobrazić.
- Jeśli nie chcesz to ja ciebie nie zmuszam kotku - pogładziłem jej policzek i założyłem gumkę.
- Ale ja chcę, nic się maluszkowi nie stanie. Jakby coś to ja ci powiem - pocałowała mnie lekko i objęła szyję. Ja za to lekko w nią wszedłem i zacząłem się powoli poruszać, by nic jej i maleństwu nic się nie stało złego.
Znowu jęki. Poruszałem się z każdą chwilą coraz szybciej, a ona jęczała głośniej i głośniej. Cudowna jest.
Po pewnym czasie szczytowaliśmy razem a ja opadłem obok niej i zacząłem szybko oddychać.
- Jesteś wspaniały Chris - wyszeptała mi do ucha.
- Jak i ty maleńka - ucałowałem jej skroń i zasnęliśmy na kanapie wtuleni w siebie.

*Następnego dnia*

Spałem na tej jakże wygodnej kanapie, ale nie czułem obok siebie mojej kobiety. Otworzyłem oczy i nagle poczułem zapach boczku z jajkami. Założyłem na siebie jakąś koszulkę razem z bokserkami  i udałem się do kuchni, z której było czuć tą cudowną woń. W pomieszczeniu zobaczyłem Call ubraną tylko w wczorajszą koszulkę i stringi, aż nie mogłem oderwać wzroku od jej zgrabnego tyłeczka. Podeszłem do niej po cichu i leciutko klepnąłem w jej pośladki, a na co Mała trochę odskoczyła.
- Kochanie nie strasz mnie - dała mi buziaka razem ze śniadaniem.
- A to jakiś dzień dobroci dla zwierząt? Nie wsypałaś mi tam nic? - upewniłem się.
- Spokojnie maleńki, jak już mam kogoś zabić to tylko Ricky'ego, który mi zajebał spodnie! - krzyknęła tak głośno, że było słychać śmiech Horrora.
- Tak ci lepiej - zacząłem podziwiać jej jędrne pośladki, a ona przewróciła oczami.
- Jedz bo więcej nie dostaniesz - rzuciła fartuch i poszła z nożem do góry. Ja nie chcę myć pokoju z krwi no!

*Kilka godzin później*

*Perspektywa Karoliny*

Ja i Ash pojechaliśmy do ginekologa dowiedzieć o płci dziecka. Już się nie mogliśmy doczekać, kiedy zobaczymy naszego już dużego fasolka. Chris wolał poczekać na korytarzu, nie chciał, żeby on i Purdy znowu się o coś pokłócili, czy też pobili jak ostatnio.
Położyłam się na jakimś skórzanym krześle podobnym do tego co jest w studiu tatuaży i podwinęłam koszulkę, a pani lekarz posmarowała mój brzuch mazią i przejechała jakimś urządzeniem po nim.
- A to państwa dziecko - wskazała na ekran.
- Nasz mały skarb - uśmiechnął się do mnie Ashley, a ja odwzajemniłam to. - Wie już Pani jaka to będzie płeć? - zapytał.
- Tak, więc to będzie... - na chwilę się zacięła i przyjżała - Chłopiec - powiedziała.
- Mały Purdy Junior - Deviant pocałował moje czoło i brzuszek, który już został obmyty z mazi - Tak strasznie się cieszę - tym razem musnął mój policzek.
- Ja też Ash, ja też. Będziesz wspaniałym tatą - chwyciłam go za dłoń.
- A ty mamą - ucałował moją dłoń i wyszliśmy z gabinetu.
- I co? - zapytał na wstępie Motionless.
- Chłopczyk - rzuciłam mu się na szyję.
- Gratuluję wam - dał mi buziaka, a basiście podał rękę. Postanowiliśmy pojechać do Brides'ów powiedzieć im o dobrej nowinie.
Przyszły tatuś cały w skowronkach wparował do willi i zaczął drzeć japę, że będzie miał syna. Wszysct zaczęli nam gratulować.
- Tak się cieszę z waszego dziecka - Juli rzuciła się na mnie i mocno przytuliła.
- My również, nawet nie wiesz jak - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Ej Chris nie smutaj tak. Za jakiś czas ty i Call będziecie mieli własnego szkraba - puściła mu oczko.
- Miejmy nadzieję, że tak - musnął mój policzek.
- A co z imieniem? - spytał Jake, a nagle wszyscy zamilkli. No tak! Zapomnnieliśmy o najważniejszy, ale z nas debile, a kartkę z imionami zostawiłam u Cerulli'ego.
- Dobra, ludzie myślcie teraz! - w domu zapadła cisza, aż ktoś nie wparował do środka.
- Jak tam u was moi kochani debile? - zagrowlował (ode mnie: Jak to się kurwa odmienia? o.O) na całą chałupę wokalista Asking Alexandrii.
- Danny! - krzyknęliśmy razem z Ash'em i przybiliśmy piątki.
- To ja - wyszczerzył się.
- Nie. Tak właśnie nazwiemy naszego synka - powiedział uradowany Deviant.
- Czuję się zaszczycony, dziękuję - zaśmiał się.
- No to mamy imię z głowy. Już niedługo się zobaczymy synku - starszy Purdy pogłaskał mój brzuch i poczułam kopnięcie, on też bo od razu się uśmiechnął - Tak mały, tata jest przy tobie - pocałował brzuszek, a ja o mało co się nie popłakałam.

*Wieczór*

*Perspektywa Chris'a*

Wróciliśmy z Małą do domu i od razu co zrobiła to poszła na górę do brata sprawdzić czy nic mu nie jest. Tak, na serio go uszkodziła, może tylko mu jebła w twarz, ale jednak uszkodziła. Biedaczek, co też on ma za pomysły by jej zabierać ubrania.
- Żyje? - zapytałem, kiedy Calley schodziła po shodach do mnie.
- Ledwie, dalej ryczy bo ma zadraśnięcie na policzku, ale baba z niego - przewróciła oczami, a ja za to ją mocno przytuliłem do siebie.
- Jak się czuje przyszła mamusia? - uniosłem jej podbródek i lekko pocałowałem w usta.
- Bardzo dobrze. Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa z mojego maleństwa - pogłaskała się po brzuchu.
- Nie dziwię się, widać jak bardzo kochasz Danny'ego. Będziesz wspaniałą mamą, ja to wiem - pocałowałem jej czoło i wziąłem na ręce powoli zanosząc do naszej sypialni - Wyśpij się. Jakby coś się działo to budź od razu, możesz nawet mnie uderzyć - i jeszcze ją pocałowałem, a ona za to kiwnęła głową.
- Dobranoc skarbie - wtuliła się we mnie.
- Dobranoc słońce - zgasiłem lampkę i zasnęliśmy.
-------------------------------------
PIERDOLĘ! PISZĘ DALEJ! :D Od wczoraj, kiedy napisałam pożegnalnego posta ryczałam jak głupia. Ten blog to część mojego życia i nie mogłam tak was wszystkich zostawić :( Przez moją głupotę prawie straciłam moją przyjaciółkę kochanego Jerry'ego, który mi ciągle wbijał do łba, że umiem pisać, jednak do mnie to nie docierało :( Emi przepraszam cię też za dzisiaj, starałam się z tym rozdziałem jak najlepiej :( <3
A teraz pytanie dnia: Z kim się widzę na koncercie Black Veil Brides w Warszawie? :D Jerry! Ty się już nie odzywają bo znam odpowiedź XD No więc z kim? Wiem, że z bloggerek
będzie nasza Lady Dark :3 Gdybyście chcieli mnie poznać to będę mieć na sobie koszulkę z napisem "Calley". Może ktoś przyjdzie się przywitać XD
A teraz pochwałę się biletem bo co by to było? :D

Oczywiście obowiązkowo musiał być Ash :D Nie byłabym Calley Purdy, gdyby jego tu nie było pokazanego :3 Tak, mam swój nick na szafie. Nie czepiajcie się, wiecie, że jestem pojebana XD
Teraz na poważnie:
10 komentarzy = nowy rozdział.
Wystarczy, że napiszesz czytam, albo chociaż kropka! Chcę wiedzieć, że mnie nie zostawiliście :(
Calley was wszystkich mocno kocha, pamiętajcie ♥

poniedziałek, 10 listopada 2014

Koniec?

Nie wiem co mam teraz zrobić. Od prawie dwóch miesięcy nikt nie komentuje, nie pyta o rozdział. Bardzo mi smutno z tego powodu :( Może pora to zakończyć? Może nie powinnam wcale zaczynać pisać? Przepraszam, że nie piszę jak kiedyś. Po prostu nie wiem czy to ma jeszcze jakiś sens. Pod ostatnim był tylko jeden komantarz, myślałam, że rok mojego bloga spędzimy razem :( Niestety znowu się pomyliłam.
Chyba wystarczy mi powiedzieć "Żegnajcie", może wrócę, ale nie wiem czy nawet to zauważycie.
Przepraszam was bardzo...

piątek, 10 października 2014

To już rok!

Kochani moi czytelnicy!
Jak można się domyśleć dzisiaj są pierwsze urodziny mojego bloga! :D Dziękuję bardzo wszystkim, że jesteście ze mną i komentujecie moje rozdziały, bo to wasze słowa dają mi motywajcę do pisania nowych notek ♥
Ten rok zawdzięczam wam. Mimo, że częsti było mi trudno i po prostu odechciewało mi się żyć, to ja ciągle z wami byłam i pisałam.
Nie sądziłam, że komuś się spodoba to co robię, a jednak!
Mam nadzieję, że będziecie ze mną przez jeszcze długi czas bo jak na razie nie zamierzam kończyć z blogowaniem! Jesteście najlepsi!
Chciałabym szczególnie podziękować kilku moim czytelniczką, czyli Dżeremiuchowi, Lady Dark, Unfoorgiveen, Mai BVB, Sappy, Black Ann, które są ze mną ciągle. Dziękuję po prostu wszystkim, który czytają bloga. Dzięki wam Who can save me now? osiąga sukcesy, o których nawet mi się nie śniło!
Tak, wiem, że nie umiem dziękować, głupia ja XD Jednak wiedzcie, że mówiłam to wszystko prosto z serca.
Kocham was wszystkich! ♥♥♥
Wasza Calley! :*

Łapcie naszych chłopaków ♥♥♥

sobota, 4 października 2014

Ogłoszenia duszpasterskie XD

Nie, nie usuwam, ani nie zawieszam bloga, nie bójcie się ;D
Chciałam was tylko poinformować, że założyłam nowego bloga ;) Jak możecie się domyślać, jest on o Motionless In White ;3
Ktoś mnie poprosił o założenie takiego, więc spełniłam jego/jej prośbę c;
Bez dalszych ceregieli zapraszam na You are the water in my lungs!!!
Calley Purdy Motionless <3

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 25

*Wrzesień*


*Perspektywa Ashley'a*


Po trasie od razu zaczęliśmy się brać za nowy album, spędzaliśmy w studiu bardzo dużo czasu, że nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem w domu, wyspałem się w swoim miękkim łóżku, albo zjadłem jakieś porządne danie niż z restauracji. Jednak zrobimy wszystko, żeby nasza armia była zachwycona płytą. 
Niedawno poszliśmy z Call do ginekologa sprawdzić jak z naszym maluszkiem i dowiedzieliśmy się, że jest zdrowy, a za kilka tygodni dowiemy się jaka będzie płeć. Już się nie mogę doczekać, a to już 4 miesiąc, bbrzuszek jej rośnie. Wygląda tak ślicznie, będzie z niej cudowna mama. Tylko Chris. Mam nadzieję, że nie będzie zgrywał tatusia dla MOJEGO dziecka. Może i zabrał mi Calley, ale nie oddam mu Ash'a Juniora! Dobra Purdy, uspokój się, już raz od niego dostałeś. Na samą myśl o tym boli mnie cholernie nos. Niezły ma sierpowy, to muszę przyznać, ale za nic nie oddam mu małego, albo małą. 

*Perspektywa Karoliny*

Razem z Chris'em pojechaliśmy do Ricky'ego obmyśleć imiona dla dziecka. Wiem, że Ash powinien być z nami, ale jest zajęty płytą i nie chcę mu przeszkadzać. 
- Może Richard? - odezwał się mój brat, a Chris strzelił facepalma.
- Piękne Horror. Ile nad nim myślałeś kochany? - w moim głosie zabrzmiał sarkazm.
- Dłuuuugo - uśmiechnął się głupkowato.
- Bryan, Danny, Cameron, Tom, Will, Oliver, Bill, Ben, Ryan, Joe, Angelo, Sabrina, Hayley, Amy, Evelyn, Taylor, Natalie, Mia, Sarah, Megan - zaczął wymieniać mój chłopak.
- Zapisujemy wszystkie - uśmiechnęłam się, a ja poczułam lekkie kopnięcie w brzuchu - Chris! - przyłożyłam jego dłoń. - Kopie! - prawie płaczę ze szczęścia.
- Czuję kochanie - całuje mnie w policzek i głaszczę brzuszek. 
- Nie uważasz, że powinnaś zadzwonić do mamy i powiedzieć jej, że będzie babcią? - zabrał głos Ricky.
- W sumie racja - chwyciłam za telefon i wybrałam numer do mojej mamy, prawdziwej mamy.
Porozmawiałam z nią chwilę i umówiłam na jutro po południu na małe zakupy. Przecież zostało jakieś 5 miesięcy, a ta już chce wszystko kupywać, ale się cieszy, więc jej nie zabraniam. Jeśli uda mi się wyciągnąć Ash'a ze studia to pójdziemy we czwórkę. Tak, mój kochany braciszek musiał się dołączyć. Ehh..Co ja z nim mam? Jednak kocham go nad życie i nie wiem co by było jakbym go nie poznała i nie dowiedziała się prawdy o sobie, swoim pochodzeniu.
- To ja pojadę jeszcze do Brides'ów bo jest późno i pewnie już wrócili. Przy okazji spytam się Ash'a czy ma czas jutro - poszłam do garderoby i zaczęłam wiązać glany.
- A może cię zawieźć? - zapytał Chris.
- Nie trzeba, jestem już dużą dziewczynką kochanie - pocałowałam go czule. - Poradzę sobie - uśmiechnęłam się i założyłam swoją skórzaną kurtkę.
- No dobrze, ale jakby się coś działo to dzwoń do któregoś z nas. - przytulił mnie mocno.
- Nie ma sprawy - chwyciłam klucze od samochodu, wysłałam Chris'owi buziaka i wyszłam. 
Cała droga minęła mi dobrze, ale jednak coś mnie niepokoiło. Pewny czarny samochód jechał za mną od samego początku podróży, muszę przyznać, że byłam nieco przerażona, ale włączyłam sobie nową piosenkę Tokio Hotel i zapomniałam o tajemniczym pojeździe.
Kilkanaście minut później dojechałam pod willę BVB. Nie pukałam bo jak to ujęli chłopacy "To nadal jest twój dom i przychodź kiedy chcesz, bez pukania". Weszłam do środka i zobaczyłam pełno kartek walących się po podłodze, najwyraźniej przenieśli studio do domu. Andy kłócił się z Jake'em o piosenkę, Jinxx z CC'm o to, kto ma zacząć grać, a Ashley siedział sobie spokojnie i całował z Kiną. Te ich wrzaski były nie do wytrzymania, więc walnęłam growlem najgłośniej jak umiałam i ich uciszyłam.
- Aua! Oszalałaś? Co to miało być? - pisnęła blondynka.
- Growl, chociaż jeśli chodzi o ciebie i twój móżdżek to i tak nie zrozumiesz. - ta tylko na mnie prychnęła. - Przestaniecie się kłócić?! - powiedziałam teraz ciszej do Brides'ów.
- Ale my niedługo wydajemy piosenkę, która nie jest dopracowana, nawet tekst nam się pierdoli. - marudzi Andy.
- Dawaj! - wzięłam od niego kartkę - Powiem szczerze. Tekst jest do dupy, ale da się to jeszcze uratować - wzięłam długopisi coś  dopisałam, poprawiłam i im podałam. - Może być?
Even when I fall down to my knees
I never say a prayer I don't believe
And I don't wanna look up to the son
But I will never be the faithless one 
No I will never be the faithless one * - zaczął czytać na głos Andy. - To jest zajebiste! Dziękuję ci Call - mocno mnie przytulił.
- Uważaj młody bo jeszcze mi dziecko uszkodzisz - podbiegdł do mnie Ashley i pogłaskał po brzuszku, a ja znowu poczułam kopnięcie, na co Purdy szeroko się uśmiechnął - Tatuś też cię kocha, wiesz? - zaczął lekko mnie łaskotać po brzuchu.
- A myślałem, że to ja będę pierwszy ojcem - odezwał się Jinxx, a wszyscy się zaśmiali.
- Może niedługo kochanie - Sammi usiadła mu na kolanach i dała soczystego buziaka.
- Ash? Masz może czas jutro po południu? - spojrzałam na niego błagającymi oczkami.
- Chyba, a coś się stało? - dalej głaskał mój brzuch.
- No bo moja mama się uparła, żebyśmy z nią poszli na jakieś zakupy. Wiesz, kupić jakieś ubranka, zabawki dla małego.
- Ale przecież zostało jeszcze 5 miesięcy - uniósł brew.
- Wiem, ale ciągle nawija, że teraz chce coś dla wnuka kupić - zrobiłam Najsłodsza minę jaką umiałam.
- No dobra, pójdę z wami, to potem mi napisz o której i gdzie mamy się spotkać - uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję - przytuliłam go mocno, ale szybko się odsunęłam. - Pomóc wam w czymś chłopaki? - podeszłam do nich.
- Jak na razie nie, ale pojutrze przyszłabyś do studia? - oderwał zwrok od kartki Andy.
- Nie ma problemu, to ja już się zbieram - pomachałam wszystkim.
- Calluś! Czekaj! - zatrzymała mnie Juliet, którą dopiero teraz zauważyłam. - To taki mały prezent ode mnie i Andy'ego - podała mi mały kostium batmana i takiego samego pluszaka.
- Jest przesłodkie, dziękuję wam - dałam parze po buziaku w policzek i wyszłam z domu. Znowu on, znowu ten sam samochód, stał pod willą.To już przestaje być zabawne. Dobra Karo, pierdol to, wrócisz do domu, prześpisz się i zapomnisz, że to auto w ogóle istniało.
***
Od godziny chodzimy z moją mamą po różnych sklepach i oglądamy ubranka dla małego, kupiliśmy już kilka i dla chłopca, i dla dziewczynki. 
- Mamo ile jeszcze? Nogi mnie bolą! - marudził Horror.
- Nie tylko ciebie stary - zgodził się z nim Deviant.
- Mama! Przerwa! Widziałam tu kawiarnię i tam możemy odpocząć i się czegoś napić, okej? - oparłam się o mojego brata, który pewnie by mnie zabił teraz.
- No dobrze skarbie, to wy napięcie się czegoś, a ja jeszcze poszukam - pomachała nam i odeszła.


*Perspektywa Ricky'ego*

Kiedy ja i Karola weszliśmy do Chris'a domu od razu padliśmy na kanapę razem z wszystkimi torbami.
- Już nigdy więcej zakupów z mamą! - krzyknęliśmy równocześnie, a Motionless śmiał się w niebo głosy.
- Gdybym nie miał zaraz się udusić, dostałbyś taki wpierdol - pogroziłem mu palcem.
- Jak ja się cieszę, że nie poszedłem z wami, a tak to siedziałem na wygodnej kanapie, piłem sobie czerwone winko, oglądałem film...- nie dokończył bo dostał od Calli w łeb.
- Nie wkurwiaj mnie Cerulli bo źle się to dla ciebie skończy - usiadła mu na kolanach i mocno przytuliła.
- Rzygam tęczą! - udawałem, że wymiotuję, a oni pokazali mi fucka.
- Za karę masz zrobić romantyczny wieczór - mruknęła mała.
- Z przyjemnością kochanie - pocałował jej czoło i poszedł do kuchni coś przyrządzić.
- To może ja nie będę wam już przeszkadzać - nie wiem jakim cudem zwlokłem się z sofy i udałem się powoli do pokoju gościnnego.

*Perspektywa Chris'a*

Siedziałem w kuchni i przygotowywałem dla Call lasagne. Gdy czekałem, kiedy danie będzie gotowe, zajrzałem do mojego skarba, który leżał na plecach i oglądał telewizję głaszcząc się też jednocześnie po brzuchu. Patrzałem na nią z wielkim uśmiechem. Jestem pewny, że będzie z niej cudowna mama.
Usłyszałem dźwięk minutnika i wyciągnąłem lasagne z piekarnika. Wyciągnąłem kieliszki nalewając do nich sok z czarnej porzeczki, który Karo uwielbiała. Zaniosłem wszystko do salonu i zapaliłem świeczki.
- Podoba ci się? - usiadłem obok niej i dałem jej buziaka w czółko.
- Nie mówiłam tego na poważnie, ale dziękuję ci. Jesteś cudowny - pocałowała mnie czule w usta. - Więc za co pijemy? - wzięła kieliszek do ręki.
- Za ten wieczór, za nas oraz za twoje przyszłe dziecko - stuknęliśmy i upiliśmy łyk, a potem zabraliśmy się za wcinanie mojego dzieła.
- Nie sądziłam, że potrafisz tak dobrze gotować - powiedziała z pełną buzią.
- A widzisz, jeszcze kilku rzeczy o mnie nie wiesz - puściłem jej oczko.
- Mam nadzieję, że się niedługo dowiem - ponownie się uśmiechnęła, ale bardziej seksownie.
- Zobaczymy - tym razem ja ją pocałowałem i jedliśmy w ciszy słuchając nowej płyty mojego zespołu.

---------------------
* Black Veil Brides - Faithless

Na początek chciałabym przeprosić, że musieliście czekać tak długo na rozdział :(
Mam dla was dobrą wiadomość bo wasza Calley zdała do następnej klasy! :D (Co prawda na warunkowym, ale to tylko szczegół XD)
I do tego zrobiła sobie piercing w języku, o którym marzyła od 6 lat *_*
Ten rozdział dedykuję Black Anna, bo strasznie spodobał mi się jej blog *___* Serdecznie polecam! Calley Purdy Motionless XD Przepraszam, że czcionka jest taka, a nie inna, ale tak to jest jak kopiujesz z aska i wklejasz na bloggera i to jeszcze z TELEFONU ;-; Czasami ta komórka mnie tak wkurwia.
Słyszeliście nową płytę MIW? Podoba wam się? Bo mnie bardzo *____* ♥♥
Dobra no to chyba na tyle, mam nadzieję, że rozdział się podobał i będzie dużo komentarzy :*
Do następnego kochani ♥

10 komentarzy = nowy rozdział.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 24

*Perspektywa Ashley'a*

Strasznie się cieszyłem, że będę miał dziecko i to jeszcze z Call. No po prostu jestem w niebie. Moja radość jest nie do opisania. Jestem pewny, że będziemy szczęśliwą rodziną, może nie razem, ale będziemy. Myślę, że urodzi się synek, albo dziewczynka. Tak, śliczna mała kruszynka, tak piękna jak Karola lub też przystojny chłopczyk z charakterem po tatusiu. Zobaczymy jeszcze, już się nie mogę doczekać naszego malucha, jeszcze tylko niecałe 7 miesięcy, szybko to minie i będę mógł w końcu zobaczyć moje i Calley dziecko. Trzeba tylko się jakoś pozbyć Chris'a, on ciągle stoi na przeszkodzie żebym znowu mógł się zbliżyć do małej, a ja tak za nią strasznie tęsknię, za jej dotykiem, słodkimi malinowymi ustami, cudnym uśmiechem, za nią całą, ale jestem z Kiną, nie mogę jej zostawić, jednak w głębi duszy dalej ją kocham jak kilka lat temu. Chyba po koncercie wezmę ją gdzieś, w ramach przeprosin za to co ostatnio zrobiłem, zachowałem się wobec niej nie fair. Może przejażdżka na koniach? Tak, to jest genialny pomysł! Będzie tak samo jak na naszej pierwszej randce. Na pewno się ucieszy.

*Perspektywa Karoliny*

- Nie zasypiaj księżniczko, zaraz masz koncert - szepnął mi do ucha mój ukochany.
- Ale mi tak z tobą dobrze - wtuliłam się mocno w niego.
- Mi z tobą też, nawet nie wiesz jak bardzo, jednak musisz się powoli zbierać, bo fani nie będą czekać - pocałował mnie w czółko i podał koszulkę, którą mi wcześniej zdjął.
- No dobrze - musnęłam lekko jego usta i wstałam z łóżka.

Dojechaliśmy w końcu na miejsce, wyszłam z Motionless'em z wana i poszłam do Juliet.
- Co ty tam z nim robiłaś? - zaśmiała się widząc mnie lekko przemęczoną.
- Nic - zaczęłam się śmiać. - No serio nic, tylko leżeliśmy na łóżku - poszłyśmy na scenę i przywitałyśmy się z fanami. Chwyciłam gitarę zaczynając grać Hush oraz resztę piosenek z repertuaru mojej przyjaciółki.
Pół godziny później skończyłyśmy.
- A teraz wielkie brawa dla Calley Olson! - krzyknęła Juli i zostawiła mnie samą z mikrofonem i moim akustykiem. Przejechałam po strunach i zagrałam piosenkę pod tytułem Burn, a potem Sweet Things (od autorki: Nie zwracajcie uwagi na głos Bena XD) i resztę moich piosenek. Ukłoniłam się do publiczności i wróciłam za kulisy gdzie reszta Brides'ów się przygotowywała się.
- Aua! Kurwa mać jak boli! - usłyszałam Jinxx'a.
- Co my teraz zrobimy chłopaki? - głos zabrał wokalista.
- Co się stało? Czemu Jerry wyje z bólu? - podeszłam szybko do zespołu.
- Nie wiem jakim cudem, ale stłuczył sobie dureń palce i to jeszcze przed koncertem! - krzyknał Jake. - I teraz nie mamy gitarzysty!
- Jak to nie? Przecież jest Karo - powiedział Ash obejmując mnie ramieniem.
- Wy chyba nie myślicie, że ja mam zagrać za Jeremy'ego?
- A czemu by nie? Jesteś świetną gitarzystką, umiesz wszystkie nasze piosenki. A poza tym to ostatni koncert na Warped, więc co ci szkodzi? - powiedział ponownie Andy.
- Ehh...Dajcie mi tą pieprzoną gitarę - dostałam do ręki elektryka Jinxx'a. - Ale w zamian też będziecie niańczyć małego jak się urodzi - uśmiechnęłam się do nich.
- No to możemy zacząć grać - powiedział entuzjastycznie Christian, który zasiadł już przy swojej perkusji.
Mieliśmy zagrać na poczatek I Am Bulletproof, więc każdy z zespołu zaczął pokolei wychodzić. Andy był jako ostatni. Grałam najlepiej jak potrafiłam. Fani dziwnie zareagowali na mój widok, ale i tak bardzo dobrze się bawili.
Skończyliśmy, a Andy zabrał głos.
- Wiem, że jesteście nieco zdziwieni obecnościa naszej przyjaciółki zamiast naszego tatusia, ale ten idiota dosłownie przed koncertem rozwalił sobie palce i biedna kaleka nie da rady zagrać!
- Ja to wszystko słyszę synku! - podszedł do Biersack'a i trzepnął go zdrową rękrękąa w łeb na co fani zaczęli się śmiać.
- Jak mówiłem, Call zastapi naszego gitarzystę. Cieszycie się?! - krzyknął, a ludzie zaczęli piszczeć. - No to gramy chłopaki... i Calley - puścił mi oczko, a ja za to pokazałam mu fuck'a.

*Perspektywa Ashley'a*

Cały koncert wyszedł nam wspaniale. Fani bardzo dobrze się bawili, Karola była w swoim żywiole, robiła to co kocha, więc nie miała żadnego problemu z zagraniem naszych piosenek.
Po udanym występie postanowiliśmy pójść się jeszcze napić czegoś i spędzić czas z fanami jeszcze przed powrotem do domu.
Jako ostatni grali Motionless In White, Call była strasznie zapatrzona w Chris'a. Po prostu nie umiała oderwać od niego wzroku. I jak ja mam ja znowu do siebie przekonać? Kurde trzeba coś wymyślić.
- No to pijemy dzisiaj za nasza Calley, która świetnie sobie poradziła zastępując naszego poszkodowanego Jerry'ego - powiedział Andrew i stuknęliśmy wszyscy Monsterami.
- Od dzisiaj mianuję cię Karolino awaryjnym gitarzystą na naszych wszystkich koncertach! - zabrał głos Jinxx i wręczył małej swoją szczęśliwą kostkę do gitary. - Niech ci się dobrze na niej gra - przytulił naszą przyjaciółkę i dopiliśmy resztę napoju.

Szedłem ostatni do wana zaraz za emoskiem. Właśnie miała wchodzić, ale ją w porę zatrzymałem.
- Mała, chciałbym chwilę z tobą pogadać na osobności - powiedziałem nieco głośniej bo zauważyłem, że CC i Jake chcą podsłuchiwać.
- No dobrze. Proszę, słucham cię. - oparła się bokiem o busa.
- Wiem, że minęło już trochę dużo czasu od naszego rozstania, ale ja nigdy nie przestałem o tobie myśleć. Mimo tego, że przez moment czułem do ciebie ogromną nienawiść dowiadując się o twojej zdradzie z Chris'em, ja dalej cię kocham tak samo jak pierwszy raz na ciebie spojrzałem, a może nawet i bardziej - pogłaskałem jej policzek.
- Ashley, to już koniec. Nas już nie ma, teraz jesteś z Kina kochasz ją. To była twoja pierwsza miłość i życzę wam jak najlepiej. To ja zepsułam nasz zwiazek, bo zakochałam się w Chrisie. - zabrała moją rękę.
- Ale co z małym? Przecież dziecko potrzebuje ojca. - pogłaskałem jej brzuch.
- Ja ci nie zabraniam kontaktu z nim, broń Boże. Będę do was codziennie przyjezdżać, maluch spędzi czas z tobą, z chłopakami. Będziemy rodziną, tylko nie będziemy mieszkać razem. Przykro mi Ash, ale to jak dla mnie najlepsze rozwiazanie - powiedziała smutno.
- A mogę być na badaniach z tobą i przy narodzinach? - przybliżyłem się nieco do niej.
- Jasne, że tak, w końcu to ty jesteś ojcem - uśmiechnęła się lekko do mnie.
- Dziękuję mała - nie mogłem wytrzymać i pocałowałem czule Karo w usta. Ten pocałunek nie trwał długo bo poczułem okropny ból w nosie i to jak upadam na ziemię. Zobaczyłem przed soba wściekłego Motionless'a, który patrzył na mnie z mordem w oczach.
- Fajnie to tak dobierać się do cudzej dziewczyny?! - kopnął mnie w brzuch.
- Chris przestań! On tego nie chciał, poniosło go! - usłyszałem głos Karo.
- I ty go jeszcze bronisz?! To jak ci tak na nim zależy to idź do niego i wychowujcie sobie razem to dziecko! - krzyknał ponownie dając mi pożądnego kopniaka.
- Kurwa mać zabijesz go! - odepchnęła go z dalega ode mnie. - Jesteś cały? - kucnęła przy mnie  i przyłożyła rękę do mojego policzka.
- Nie za takie rzeczy dostawałem po ryju - cicho się zaśmiałem i po chwili tego pożałowałem bo zacząłem wijać się z bólu.
- Nawet w takich momentach musisz mnie rozbawić - też się zaśmiała i powoli chwyciła mnie za rękę i podniosła do pozycji stojącej.
- Calluś, ja przepraszam bardzo, nie wiem co mnie napadło. - powiedział Cerulli.
- To nie mnie powinieneś przepraszać. Wiesz co? Daj mi na chwilę spokój, po tym co przed chwila zrobiłeś nie chcę na ciebie patrzeć. Jeszcze trochę i byś go zabił! - krzyknęła na niego i pomogła mi się dostać do wana.

*Perspektywa Karoliny*

Co za idiota, prawie zabił Ash'a! Co w niego wstąpiło? To Purdy mnie pocałował, a nie ja go! Przesadził i to bardzo. Nie chcę go teraz w ogóle widzieć teraz. Zwariował! Przecież wie, że go kocham i musi mi zaufać. To dla niego odeszłam od Devianta bo się w nim zakochałam.

Zaprowadziłam basistę do swojego pokoju i zaczęłam opatrywać rany jakie mu zadał mój chłopak.
- Auć, piecze trochę - pisnął z bólu.
- Nie bądź baba, wystarczy już, że masz kobiece imię - oboje się zaśmialiśmy.
- Andy mi kiedyś powiedział to samo - zacisnął pięść, bo dalej go piekło.
Nagle drzwi od pokoju otwarły się na oścież, a do niego wpadła wściekła Kina.
- Spierdalaj od mojego Ash'a podła szmato! Lec do swojego Chris'a, a nie cudzych facetów podrywasz! - krzyknęła.
- Zamknij ryj idiotko! Nie widzisz, ze jest ranny? - nakleiłam plastry na jego twarz.
- O boże! Kochanie co ci się stało? - podbiegła do niego prawie zapłakana.
- Nic takiego, nie martw się mała - chwycił ja za dłoń i uśmiechnał lekko.
- Kto ci to zrobił? - druga ręka głaskała jego policzek.
- Chris mu przywalił bo był zazdrosny o mnie i o to, że jestem w ciaży z Ash'em - nagle pożałowałam tego co powiedziałam.
- Co proszę?! Jak to z nim w ciaży?! - ostro się wkurzyła
- W moje urodziny straciłam z Purdy'm dziewictwo i najwyraźniej od tego momentu jestem z nim w ciaży. Z Motionless'em jeszcze nigdy się nie kochaliśmy, więc wiadome kto jest ojc...- nie dokończyłam bo poczułam mocne pieczenie na policzku.
- Nikt nie będzie wrabiał mojego ukochnego w jakieś dziecko! Jeszcze ci udowodnię, że ono nie jest jego! - wyszła z pokoju, a ja za nia i nie uwierzyłam w to co zobaczyłam. Kina całowała się z Chris'em, z moim Chris'em. Przesadziła! Podeszłam do niej od tyłu, chwyciłam mocno za jej doczepiane platynowe włosy i pociagnęłam do tyłu tak, że wyladowała na podłodze.
- Nie dobieraj się do cudzych facetów koleżanko - powiedziałam surowym tonem i pogłoziłam jej palcem idac do swojego pokoju, gdzie o dziwo Ash'a już nie było.
Usiadłam na kanapie i ukryłam twarz w dłoniach, nie płakałam. Nie chciałam dać Kinie tej satysfakcji. Nie tym razem. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i zobaczyłam w nich Chris'a
- Call, ja przeraszam. To ona zaczęła, ja tego nie chciałem i przepraszam, że pobiłem Ash'a, poniosło mnie, ja po prostu...Nawet nie wiesz jak ja jestem w tobie zakochany. Od samego poczatku jak na ciebie spojrzałem, ja nie potrafię żyć bez ciebie... - nie skończył bo pocałowałam go czule w usta.
- Wierzę ci wariacie - uśmiechnęłam się do niego szeroko i mocno do niego przytuliłam. - To ja przepraszam, mogłam się od niego uwolnić, ale nie potrafiłam...
- Cicho, to już przeszłość, teraz jesteśmy tylko ty i ja, no i twoje dziecko - znowu mnie pocałował i tak poźniej trwaliśmy w mocnym uścisku przez jakiś czas.

------------------------------------------------------
No to kolejny rozdział już za mna :D Miał się pojawić w poniedziałek, ale pojechałam do Opola do Mai Bvb i nie miałam czasu, żeby coś napisać :/
Ten rozdział dedykuję Usagi, która mi pomogła z rozdziałem i bardzo jej dziękuję <3
Mam nadzieję, że wam się podobało i będzie dużo komentarzy :3
Do następnego kochani! :*

10 komentarzy - nowy rozdział.

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 23

*Perspektywa Karoliny*

*2 tygodnie później *

Spałam sobie smacznie w samej koszulce mojego chłopaka, aż nie obudził mnie scream Biersacka z piosenki Perfect Weapon. Przestraszona spadłam z łóżka prosto na mój kościsty tyłek.
- Wstawaj śpiąca królewno! Dzisiaj jest taki piękny dzień i aż szkoda go przegapić! - powiedziała radośnie Juliet.
- Ty chyba na serio chcesz umrzeć wariatko - pomasowałam swoje bolące pośladki i wstałam lekko się chwiejąc. Chwyciłam się za czoło czując mocny bój głowy i chwilę później spojrzałam na siebie w moim lusterku.
- Ja pizgam! - zasłoniłam usta ręką. Miałam pełno worów pod oczami rozmazany makijaż i do tego wielką śliwę z ostatniej bójki z Kiną. Zanim ją poznałam uważałam ją za miłą dziewczynę, najwyraźniej pozory mylą.
- Nie martw się, doprowadzę cię do porządku - przyjaciółka chwyciła mnie za nadgarstek i zaprowadziła do łazienki gdzie na początek wzięłam sobie prysznic. Wysuszyłam włosy, wytarłam całe swoje ciało, założyłam jakieś jeansowe szorty oraz zwykłą czarną bokserkę i wróciłam do Juli, która siedziała w mojej małej komnacie samotności z kosmetyczką, prostownicą i innymi pierdołami.
- Możesz mi powiedzieć co ty odpierdzielasz? - ziewnęłam i usiadłam na przeciwko niej na mojej bardzo wygodnej pryczy.
- Po prostu chcę, żebyś dzisiaj wyglądała jak Afrodyta - zaczęła malować moje oczy.
- Wariatka - mruknęłam pod nosem.
- Ja ciebie też kocham Calluś - pocałowała mnie w czółko i kontynuowała swoją czynnoś.
Jakieś kilka minut później skończyła malować, ale nie pozwoliła mi jeszcze się zobaczyć. Boże, jej naprawdę odbiło z tym wszystkim.
- Teraz zrobimy ci śliczne loczki - chwyciła kosmyk moich włosów,  obkręciła aby po chwili przyłożyć do nich prostownicę i zaczęła powoli przejeżdżać nią po włosach co potrwało jakieś półtora godziny, dlatego, że miałam włosy prawie do tyłka.
- Jeszcze tylko zasłonimy tego siniaka - wzięła podkład, który nałożyła na moje powieki i lekko rozsmarowała, żeby nie bolało mnie bardzo, a potem dała trochę pudru. Nie byłam przyzwyczajona do takich rzeczy. Nie używałam takich "świńst", wolałam się nie oszpecać i zostawić swoją skórę, żeby w spokoju mogła oddychać póki jest jeszcze młoda.
- Gotowe! - powiedziała z entuzjazmem Juju i podała mi lusterko. Zaniemówiłam. W odbiciu zobaczyłam śliczną dziewczynę z lekkim makijażem, błękitnymi oczami, długimi czarnymi lokami i piercingiem na twarzy.
- Juliet? Co to za piękność w lustrze? - dalej byłam w szoku i ciągle się sobie przygladałam.
- To ty kochana - uśmiechnęła się szeroko ciesząc się ze swojej dobrze wykonanej roboty.
- Wyglądam jak nie ja. Dziękuję ci bardzo! - mocno przytuliłam swoją przyjaciółkę.
- To dla mnie drobiazg. Ważne, że tobie się podoba - ponownie się uśmiechnęła i poszłyśmi do kuchni coś zjeść bo była już 12. Ja wzięłam sobie tylko jabłko.
- O nie moja droga! Masz zjeść porządne śniadanie, a nie, że się głodzisz! - podała mi talerz z naleśnikami - I nie słyszę żadnej odmowy od ciebie - przewróciłam oczami wzięłam sobie jeszcze musztardę, którą posmarowałam placki, Juli spojrzała na mnie dziwnie, ale się tym zbytnio nie przejełam i zabrałam się za jedzenie mojego śniadania. O dziwo, wszystko zjadłam w miarę szybko, lecz poczułam lekkie nudności. Na pewno za dużo zjadłam i dlatego. Po chwili wiedziałam, że już nie wytrzymam. Pobiegłam szybko do łazienki i zaczęłam wymiotywać, ktoś wziął moje włosy i odgarnął żebym ich nie ubrudziła.
- Mała? Wszystko w porządku? - usłyszałam głos Andy'ego.
- Tak, tak. Wszystko dobrze - usiadłam przy klozecie, ale znowu zaczęłam wszystko zwracać. - Musiałam się czymś zatruć - powiedziałam kilka minut później.
- Na pewno jest okej? - zapytał z troską obejmując mnie ramieniem.
- Na pewno. Nie martw się. - uśmiechnęłam się blado w jego stronę.
- Co się stało? - w łazience jak strzała pojawiła się moja przyjaciółka.
- Nic. Po prostu zwymiotowałam, zatrułam się czymś chyba. - wzięłam jakieś tabletki.
- Kiedy powinnaś dostać okresu? - spytała się dając ręce na moje kolana.
- Chyba z jakieś kilka tygodni tem...Ty chyba nie myślisz, że...- zatrzymałam się na chwilę.
- To całkiem możliwe. Masz - podała mi test ciążowy. - Musimy sprawdzić czy to na pewno prawda. - wyszła z łazienki, a ja zrobiłam wszystko co było zapisane w instrukcji. Odczekałam kilka minut i spojrzałam na dwie kreski, które widniały na teście. Zaczęłam płakać.
- Mogę wejść? - usłyszałam Juju, która nie czekając na moją odpowiedź weszła do środka i od razu przytuliła mocno do siebie. Podałam jej test i jeszcze mocniej mnie przytuliła.
- To jest dziecko Ash'a? - otarła kciukiem moje łzy.
- Na pewno. Tylko z nim się kochałam. Boję się jak on na to zareaguje i Chris. - wzięłam chusteczkę i otarłam resztę łez.
- Mam nadzieję, że będzie dobrze. Chodź, nikt nie może cię zobaczyć w takim stanie - chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do swojego i Andy'ego pokoju.
Szybko poprawiła mój rozmazany makijaż. Miałam już wyjść, ale natknęłam się na basistę. Strasznie się zawstydziłam i schowałam twarz we włosach.
- Ślicznie wygladasz Call - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Dzięki... Ash, ja muszę ci coś powiedzieć, ale to na osobności - spojrzałam na niego, a później na Kinę, która niezbyt była zadowolona moim widokiem.
- No to chodźmy do ciebie - chciał mnie chwycić w pasie, jednak ja szybko poszłam do mojego pokoju, który zamknęłam, żeby nikt nie podsłuchiwał.
- Więc o czym chciałaś mi powiedzieć? - usiadł na moim łóżku, a ja obok niego.
- Wiesz, to bardzo trudne dla mnie. Nie wiem czy dam radę to powiedzieć. - ukryłam twarz w dłoniach.
- Weź głęboki oddech i po prostu to powiedz - chwycił moją chudą dłoń i złączył ze swoją.
Zrobiłam tak jak mi kazał i po paru minutach się odezwałam.
- Zostaniesz ojcem - spojrzałam mu w oczy, a on wyszczerzył oczy i po chwili mocno mnie przytulił do siebie. - Nie jesteś zły? - zdziwiłam się.
- A czemu miałbym być? Jestem strasznie szczęśliwy, że będę tatą! - pogłaskał mój brzuch i znowu mocno przytulił. - Który to miesiąc?
- Na pewno drugi bo jest środek lipca, a kochaliśmy się w moje urodziny w maju.
- No tak, masz rację. A jak ty to powiesz Chris'owi? - nagle zmienił ton na bardziej obojętny.
- Nie jestem pewna, boję się jego reakc...
- Call! Chodź tu szybko do mnie! - usłyszałam Juju. Przeprosiłam Ash'a i poszłam w stronę gdzie znajdowała się moja przyjaciółka, była na zewnątrz bo właśnie tankowaliśmy.
- Co chciałaś Juli? - oparłam się bokiem o busa.
- Pogadać trochę - odpowiedziała i nagle poczułam jak ktoś zasłania mi oczy. Chwyciłam tego kogoś za ręce i nagle zaczęłam skakać z radości bo tą osobą okazał się mój Chris. Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam czule w usta.
- Myślałem, że cię pomyliłem z kimś, ale ten seksowny tyłek poznałbym wszędzie - chwycił mnie lekko za niego i ponownie pocałował.
- Juliet mnie tak urządziła - zaśmiałam się i objęłam go w pasie.
- Wyglądasz cudownie. Tak grzecznie - powiedział z zachwytem.
- A wcześniej to byłam niegrzeczna tak? - przejechałam paznokciem po jego szyi.
- Może troszeczkę. - otarł swój nos o mój i musnął go lekko.
- Zabawny jesteś - wtuliłam się w niego mocno. - Chodźmy się gdzieś przejść na chwilę. - chwyciłam go za rękę i poszliśmy nad rzekę, która płynęła sobie niedaleko stacji. Usiedliśmy na górce i patrzyliśmy na płynący strumień wody.
- Ładnie tutaj - stwierdził obejmując mnie w pasie i przyciągając jednocześnie do siebie.
- Nawet bardzo - spojrzałam na niego i lekko musnęłam jego słodkie malinowe usta.
- Chciałaś o czymś mi powiedzieć, że mnie tu przyprowadziłaś? - dał rękę na moje biodro gładząc je po chwili.
- Tak - powiedziałam cicho i spuściłam głowę w dół. - Jest taka jedna, dość nietypowa sprawa, ale boję się jak zareagujesz na to. - próbowałam się nie rozpłakać, lecz nie wyszło.
- Kotku, nie płacz proszę cię - przytulił mnie mocno do siebie i pocałował w czubek głowy. - Powiedz, co się dzieje? - otarł moje łzy pocałunkami i spojrzał w oczy.
- Ale obiecaj, że nie będziesz krzyczał - chwyciłam go z rękę.
- Obiecuję, że nie będę - przyłożył drugą rękę do serca.
- No bo... Ja nie wiedziałam, że tak się to stanie. Myślałam, że się zabezpieczał. - wydusiłam z siebie trochę.
- Ty jesteś...
- Tak. Jestem w ciąży. - wybuchłam płaczem, a Chris mocno mnie przytulił do siebie.
- Wiesz, wolałbym, żeby to dziecko było moje - pocałował czubek mojej głowy.
- Ja też, ale tego nie robiliśmy jeszcze. - otarłam łzy.
- Może następnym razem postaramy się o własnego malucha? - uśmiechnął się do mnie i pocałował  w policzek.
- Nie ma sprawy - także na mojej twarzy pojawił się szeroki, szczery uśmech.
- Ludzie! Ja się przed chwilą dowiedziałem, że będę wujkiem. Szukam cię i szukam, a ty sobie romansujesz z moim przyjacielem zamiast się ze mną przywitać! - oczywiście to był nie kto inny, a mój kochany Ricky.
- Kochanie nie przerywaj nam! My tu się za sobą stęskniliśmy, więc idź podrywać Juliet albo Ghost'a czy Ryan'a - wstałam z trawy i mocno przytuliłam brata.
- W sumie Simms to niezła dupa, ale zajęta - zrobił smutną minkę i podniósł mnie baaardzo mocno przytulając do siebie.
- Nie poruchasz - poczochrałam jego włosy. - Widzę, że znowu będziemy przed wami występować - spojrzałam na chłopaków z MIW, którzy stali pod swoim busem i rozmawiali.
- Jak widać. Który miesiąc mamusiu? - pogłaskał mój brzuch
- Drugi. Musimy jeszcze pójść do ginekologa spytać się co z dzieckiem, czy wszystko z nim w porządku. - także go pogłaskałam.
- Na pewno to będzie silny facet - zaśmiał się.
- Albo dziewczynka - wystawiłam mu język chwaląc się kolczykiem.
- Mogę i też mieć siostrzenicę - znowu mnie mocno przytulił.
Wszyscy zaczęli nas wołać do Tour Busów bo musieliśmy jechać na miejsce koncertu. Ja postanowiłam pojechać z zespołem Motionless In White, dlatego, że strasznie tęskniłam za Chris'em i chciałam się nim nacieszyć trochę przed kolejnym rozstaniem.
Udałam się z Motionless'em na sam koniec wana by mieć trochę prywatności. Położyliśmy się na łóżku i patrzyliśmy w sufit. Po chwili mój ukochany się odezwał.
- Wiesz co? Nawet jeśli to nie będzie moje dziecko, to i tak się cieszę. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy mieć własnego Szatanka - pocałował moją skroń.
- Ja też tak myślę, ale na razie poczekajmy na narodziny tego fasolka - pogłaskałam swój brzuch i mocno wtuliłam w Cerulli'ego

---------------------------------------
Nie było 10 komentarzy, ale jestem miła i dam wam rozdział :*
Tego się nie spodziewaliście prawda? XD 
Myślałam najpierw, żeby zrobić pornol z Chris'em oraz Call i dopiero później ciąża, ale jednak tak wyszło :3
Ten rozdział dedykuje mojej najcudowniejszej Mai BVB, z którą się spotkałam w środę ♥
Myślę, że rozdział się podobał i będzie więcej komentarzy niż pod ostatnim :3
Do następnego kochani ♥
Ps. Dodałam nową zakładkę "Kontakt ze mną ;*", więc jakby ktoś chciałby się zapytać o rozdział czy też inne sprawy dotyczące mnie, to śmiało możecie pisać :3

10 komentarzy - nowy rozdział.

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 22

*Perspektywa Karoliny*

Zabiję kiedyś Ricky'ego, no zabiję, on nawet nie wie ile stresu mnie to kosztowało...No dobra, może nie aż tyle, ale bałam się strasznie. Poczułam silną więź między mną a Chris'em, dzięki niemu przestałam myśleć o Ash'u i o tym całym cyrku co był kilka godzin wcześniej. Poczułam, że znowu jestem szczęśliwa z moim kochanym Szatankiem, ledwie już byliśmy parą, a czekało nas pierwsze rozstanie. Przed wyjazdem nie umiałam znaleźć mojego chłopaka więc poszłam do wana, ale nagle coś mnie olśniło, przecież rozdają autografy. Ściągnęłam buty i szybko pobiegłam w dane miejsce. Zobaczyłam całe Motionless In White, a tam mojego ukochanego piszącego na kartkach przy stoisku, przyspieszyłam przepychając się przez ludzi i mocno przytuliłam się do niego.


- Kocie, musisz już jechać - wyszeptał mi do ucha.
- Nie mogłam wyjechać bez pożegnaia, za bardzo bym za tobą tęskniła - pocałowałam go lekko w usta.
- A ja to pies?! - odezwał się Ricky.
- Tak piesełku, wow - śmieję się, przytuliłam brata i wróciłam do Chris'a.
- Leć skarbie, fani nie będą czekać. - pogłaskał mój policzek.
- Do zobaczenia. - znowu go pocałowałam.
- Do zobaczenia królewno - pogłębił pocałunek. Oderwałam się od niego. Pomachałam całemu zespołowi i wróciłam do wana.

*Perspektywa Chris'a*

Strasznie się ucieszyłem gdy zobaczyłem małą na Warped, tęskniłem za nią bardzo i żałowałem, że przeze odeszła od Ash'a. Fakt, byłem i jestem w niej zakochany, ale nie chciałem jej zepsuć życia. Na szczęście wszystko się ułożyło i jesteśmy oficjalnie razem. Niestety ta radość nie mogła trwać wiecznie bo Call musiała dalej jechać w trasę z Brides'ami i Juliet, a my również tyle, że w inne miasta niż oni, ale na szczęście było parę miast, gdzie graliśmy razem.
Siedziałem z całym zespołem oraz z Bryan'em Starem, z którym mieliśmy wywiad, zbytnio nie zwracałem uwagi na kierowane do mnie pytania, bo myślami byłem gdzie indziej, przy mojej Karo.
- A jak układa ci się z Calley, siostrą twojego przyjaciela? - zapytał mnie blondyn
- Wspaniale, jest między nami bardzo dobrze. To dziewczyna, o której zawsze marzyłem. - mówię z zachwytem. - Jest kochana, przemiła, urocza, ma wspaniały charakter, bardzo, ale to bardzo utalentowana, a poza tym jest przepiękna. Po prostu ideał, mój ideał. - uśmiechnąłem się ciągle myśląc o mojej księżniczce.
- To bardzo dobrze, że jesteście razem szczęśliwi, oby jak najdłużej, a ty Ricky pilnuj siostry - śmieje się Star
- Oj pilnuję, nawet nie wiesz jak - puścił oczko do mnie.
Odpowiedzieliśmy jeszcze na kilka pytań i wywiad się skończył. Bryan wyszedł z naszego wana i wyruszyliśmy w dalszą drogę.
- Pamiętaj, jak mała będzie przez ciebie cierpieć szykuj kasę na pogrzeb i dobrą wiązankę - pogroził mi palcem.
- Ricky, ja ją kocham rozumiesz? Nie zrobię jej krzywdy, obiecuję - powiedziałem poważnym tonem.
- Mam nadzieję... Ufam ci Chris i myślę, że wykorzystasz to dobrze. - spojrzał na mnie.
- Możesz się o to nie martwić, przy mnie jest bezpieczna, zaopiekuję się nią - przyłożyłem dłoń do serca.
- Wierzę ci. - uśmiechnął się lekko. - Dużo szczęścia wam życzę - przybyliśmy sobie tak zwaną "męską piątkę". Podziękowałem i udałem się do mojej tymczasowej komnaty trochę odpocząć.

*Perspektywa Karoliny*

Po jakimś czasie, gdy wróciłam wreszcie do wana, ku mojemu zdumieniu, okazało się, że wszyscy już na mnie czekają. Mimo, że powitali mnie serdecznie z wielkim entuzjazmem czułam, że podświadomie są trochę na mnie źli, że wszystko opóźniłam. Odczuwałam poczucie winy, ale naprawdę musiałam pożegnać się z Chris'em i moim bratem, w końcu przez dłuższy czas ich nie zobaczę, a wyjeżdżanie ze świadomością, że nie pożegnałam ich należycie, tylko pogorszyłoby moje samopoczucie. Nie chcąc przedłużać całego postoju, podałam Andy'emu swoją torbę, a sama pospiesznie wsiadłam do wana, uważając, by po drodze nie wpaść na Ash'a i jego irytującą dziewczynę. Razem z Juju usiadłyśmy w zacisznym kąciku posiadającym zaletę możliwości obserwowania reszty ekipy. Przyjaciółka wyczuwając mój podły nastrój czule objęła mnie ramieniem i poczęstowała kawałkiem mojej ulubionej czekolady, jednak odmówiłam, ponieważ przez Purdy'ego nie miałam zbytnio apetytu. Przeszukałam całą torbę, która pełniła rolę mojego bagażu podręcznego i znalazłszy jakąś samotną książkę. Kiedy tylko ruszyliśmy, od razu postanowiłam zająć się lekturą. Niestety, nie mogłam zbytnio skupić się na tekście powieści, ponieważ byłam rozpraszana przez słodziutkie szczebiotanie Kiny, wygodnie usadowionej na kolanach mojego byłego chłopaka. Przygryzłam wargi aż do krwi, aby się nie rozpłakać i powolutku otarłam łzę samotnie płynącą po moim policzku. Zamrugałam kilkakrotnie, żeby upewnić się, czy moje oczy są dostatecznie suche i czy mogę znowu zacząć "czytać", jednak wszelkie wysiłki poszły na marne. Mimo, że byłam szczęśliwa z Motionless'em, nadal czułam coś do Devianta. Czarnowłosy w dalszym ciągu był dla mnie kimś wyjątkowym, osobą, którą bezgranicznie kochałam, mimo bólu jaki doznałam z jego strony.

Nie powinnam narzekać, mam cudownego brata, ukochanego chłopaka, przyjaciółkę jaką jest Juliet, która stara się mnie wspierać i pocieszać, jednak wydaje mi się, że nie wie jak to jest, kiedy rozstajesz się z wyjątkową dla Ciebie osobą, której bezgranicznie ufałeś i przeżyłeś z nią swój pierwszy raz, będąc przekonanym, że to największy dowód uczucia, jakim można obdarować drugą osobę. Juli jest cudowną przyjaciółką i naprawdę wiele jej zawdzięczam, patrząc chociażby na to, jak mi współczuje, nie ocenia i stara się nie pokazywać jaka jest szczęśliwa z Andy'm, nie chcąc bardziej mnie krzywdzić.
Po dwóch wyczerpujących godzinach jazdy zdecydowaliśmy się na zrobienie małego postoju, ponieważ chłopcy, którzy nie zapakowali nic do jedzenia chcieli coś zjeść, a Simms - jak to kobieta - skorzystać z łazienki. Mimo długiego namawiania mnie przez całą grupę, odmówiłam towarzyszenia im, zresztą przez Ashley'a straciłam apetyt, a z łazienki korzystać nie musiałam. Po wyjściu przyjaciółki, która obiecała przynieść mi chociaż coś do picia i chłopaków w busie zostałam tylko ja i ku mojemu niezadowoleniu - Kina, która korzystając z okazji, postanowiła pomalować swoje paznokcie różowym, połyskliwym lakierem. Ignorując blondynkę wygodnie rozłożoną na siedzeniu z kurtką basisty na kolanach.
Po pewnym czasie, kiedy chłopaków i Juju jeszcze nie było, postanowiłam jednak wyjść z T-Busa zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i pomyśleć chwilę. Zajrzałam do kieszeni swoich spodni i wyciągnęłam z nich paczkę moich ulubionych papierosów. Wyciągnęłam jedną fajkę i zapaliłam mocno się przy tym zaciągając.
- Można? - usłyszałam głos Andy'ego, który wskazywał palcem na paczkę.
- Jasne, proszę - poczęstowałam go i podałam zapalniczkę, którą po chwili mi oddał.
- O czym tak rozmyślasz? - spojrzał na mnie.
- O niczym, wydaje ci się - wypuściłam dym z ust.
- Mnie nie oszulasz Call, widzę przecież, że coś cię dręczy. Możesz mi śmiało powiedzieć, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Chodzi o Ash'a?
- Może - mruknęłam cicho patrząc na swoje trampki.
- Czyli tak - zatrzymał się na chwilę. - Jeszcze coś do niego czujesz, mam rację?- spytał zaciągając się po raz kolejny.
- Jeszcze - odpowiedziałam próbując się nie rozpłakać
- I jesteś zazdrosna o Kinę, tak? - przysunął się do mnie, a ja kiwnęłam głową
- Ale ja jestem już szczęśliwa z Chris'em. A skoro mu dobrze z Kiną, to ja nie chce im niszczyć związku. - rzuciłam peta i zgniotłam go butem.
- Związek? - prychnął - Ja czuję, że ona znowu go chce wykorzystać i zranić jak parę lat temu. - przeczesał ręką swoje włosy. - Wredna podła manipulująca szmata - zaśmiałam się gdy usłyszałam to. - Przemyśl to jeszcze mała. - przytulił mnie mocno, a ja wróciłam do wana, gdzie rozpięłam zamek mojej czarnej torby z której wydobyłam małe lusterko w czerwonej oprawie. Nie przepadałam za swoją urodą, nie malowałam się aby komuś się podobać, robiłam to tylko wtedy, kiedy chciałam podobać się samej sobie i czuć do siebie mniejsze obrzydzenie.
Na dnie torebki odnalazłam czarny tusz do rzęs, który po chwili wyjęłam i powoli odkręciłam. Właśnie przykładałam szczoteczkę do lewego oka, kiedy usłyszałam niezbyt miły komentarz pod moim adresem.
- Po co się w ogóle malujesz? I tak ci to niewiele pomoże. - Kina patrzyła na mnie z nienawiścią, jednak postanowiłam nie dać się sprowokować, dlatego zupełnie zignorowałam jej zaczepki. Blondynka nie była specjalnie zadowolona moją reakcją, widocznie za punkt honoru przyjęła sobie rozdrażnienie mnie, a że jej się to nie udało tylko bardziej sie rozzłościła.
- Doskonale wiesz o tym, że Ash wybrał właśnie mnie. - kontynuowała chciwie oblizując usta i wbijając we mnie oczekujace spojrzenie
- Nie wiem dlaczego tak długo z tobą był. - dokończyła - Przeciez ty nie masz zupełnie niczego, co mogłoby mu się podobać - zaśmiała się tym swoim fałszywym śmiechem, zauważywszy moją spuszczoną głowę i łzy tańczące  w moich niebieskich oczach. - Nawet jesli chciałabyś go czymś zatrzymać to nie oszukujmy się - dokładnie zlustrowała mnie spojrzeniem - Nie masz czym - dokończyła podchodząc do mnie i boleśnie unosząc moj podbródek do góry - Ty nawet nie zasługujesz na kogoś takiego. Jesteś zbyt beznadziejna dziecinko - zakończyła cynicznym szeptem powoli przesuwając różowym tipsem po skórze na mojej prawej ręki.
- A ten twój, jak mu tam? - zapytała po chwili udając, że intensywnie myśli nad zapomnianym imieniem -Chris... - odezwała się po dłuższej chwili - On jest z tobą tylko dlatego, że na twoim tle może błyszczeć. Nie zniosłby gdybyś była od niego w czymkolwiek lepsza... Gdyby tylko coś takiego się stało, od razu by się od ciebie odwrócił... - wymruczała rozkosznie - A może jest jakaś inna? Nie wiesz z kim przebywa i nie możesz go kontrolować... - nie od dokończyła bo w jednej chwili zebrałam w sobie wszystkie siły i na tyle ile mogłam boleśnie uderzylam ją w twarz. W normalnych okolicznościach nigdy bym tego nie zrobiła, ale dłużej nie moglam słuchać tych okrucieństw, którymi mnie raczyła obdarzać. Jestem pewna, że wszystko o czym mówiła jest kłamstwem, które mówi tylko po to, żeby jeszcze bardziej zniszczyć mój nastrój. W końcu wyjątkowo mnie nienawidzi i zrobi wszystko aby tylko obrzydzić mi życie.
Zaskoczona Kina zatoczyła się do tyłu, a że jeszcze bardziej ją zdenerwowałam rzuciła się na mnie z pięściami. Zanim zdążyłam się obejrzeć, pociągnęła mnie za włosy ściągnęła mnie z siedzenia tak brutalnie, że wylądowałam w bliskim sąsiedztwie podłogi. Szarpałyśmy się chwilę, jednak na szczęście w porę wrócili chłopacy wraz z Juliet, którzy z wielkim trudem oddzielili nas od siebie. Ashley oczywiście od razu rzucił się do wściekłej Kiny, która pomimo wrzasków i kopniaków z łatwością ją ode mnie zabrał na zewnątrz aby poważnie z nią porozmawiać.
Ja z kolei zostałam w busie aby wytłumaczyć się przyjaciółce oraz Andy'emu, którzy na szczęście mnie zrozumieli i starali sie zbytnio nie oceniać. Kiedy ruszyliśmy w dalszą drogę między nami panowała całkowita cisza. Czułam jakaś dziwaczną ulgę, jednak nie zdecydowałam się powiedzieć Juju o mojej rozmowie z Kina dotycząca Chris'a. Nie wiem dlaczego, ale bałan się, że przyjaciółka tylko potwierdzi slowa dziewczyny Purdy'ego, które stawiłyby, że chyba pękło by mi serce.

- Call, chciałem z tobą porozmawiać... - poczułam delikatny dotyk palców na moim ramieniu, a znajomy głos sprawił, że szybko sie odwróciłam.
- Nie chciałam jej uderzyć... - zaczęłam nieśmiało - Dałam się sprowokować... Nie potrzebnie... - wyszeptałam, bojąc się jego reakcji. Ku mojemu zdziwieniu chłopak tylko się uśmiechnął.
- Nie chciałem rozmawiać o Kinie...
- Tylko o czym? - przerwalam mu, nie czując potrzeby dalszego tłumaczenia się.
-Boli mnie, że kiedyś byłaś dla mnie taka bliska, a teraz jesteś jak obca osoba. Nie wiem jak ty, ale ja chciałbym to naprawić... Nie chcę niszczyć twojego związku z Chris'em, ale jesli... - nie dane było mu dokończyć, ponieważ na jego ramieniu zawiesiła się Kina, wyraźnie próbująca być rozkoszna.
- Kociaczku, coś się stało z zamkiem w mojej torbie. Nie chcę wam przeszkadzać bo widzę, że sobie rozmawiacie, ale byłabym wdzięczna, gdybyś rzucił na to okiem. - dokończyła posyłając w moją stronę spojrzenie pełne triumfu i nienawiści.

*Perspektywa Ashley'a *

Tym razem Kina naprawdę przesadziła. Bardzo chciałem porozmawiać z Call, wyjaśnić parę spraw, bo mimo, że nie jesteśmy razem nadal mi na niej zależy i bardzo się o nią martwię, jednak niestety w momencie kiedy miałem wyznać jej, że nadal coś do niej czuję, przerwała nam moja dziewczyna, która poprosiła mnie o pomoc. Z bolącym sercem przerwałem rozmowę z czarnowłosą i postanowiłem pomóc blondynce, w końcu nigdy nie odmawiam nikomu w potrzebie.

Myślałem, że jej przyłożę, kiedy okazało się, że tak naprawdę nic się nie stało, a historyjka z zepsutym zamkiem w torbie była jedynie pretekstem do odciągnięcia mnie od Karoliny. Pomijając fakt, że sam czułem się jak kompletny idiota dający się łatwo podejść, czułem ogromne poczucie winy względem Karo, która bardzo się zasmuciła kiedy raptownie zakończyłem rozmowę. Wściekły na Kinę, która kolejny raz dała popis swojego chamstwa i braku kultury, złapałem ją niezbyt delikatnie za rękę i wyprowadziłem ją po schodach tylnego wejścia do naszego busa. Przycisnąłem blondynkę do ściany wykręcając jej ręce na co jęknęła niezadowolona.
- Kochanie, co się stało? - zapytała dobrze udawanym, niewinnym tonem, próbując się do mnie przybliżyć, jednak od razu się od niej odsunąłem.
- Czemu odstawiasz takie cyrki? Czy ja już całkowicie nie mam prawa rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi!? -zapytałem stanowczym tonem, patrząc prosto w jej niebieskie oczy podkreślone różowymi cieniami. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami potrząsając platynowymi blond włosami. - Pomijając fakt, że uderzyłaś Call. Co się z tobą dzieje!? - w odpowiedzi blondynka przysunęła się do mnie tak blisko, że czułem jej ciepły oddech na policzku.
- Ona sama zaczęła! A ja nie pozwolę, żeby znowu zniszczyła nasz związek! Kotku, popatrz na nią... Jej jedynym celem jest nas skłocić. Ja próbuję ratować nas i byłabym wdzięczna, gdybyś w ogóle z nią nie rozmawiał. -oświadczyła słodkim tonem zaplatając ramiona na piersi. Przesadziła. Nerwowo przeczesałem włosy, wypuszczając powietrze nagromadzone w płucach.
- Niszczysz mnie. I tą dziewczynę też. Ja na to nie pozwolę,rozumiesz!? -krzyknąłem po chwili lekko potrząsając moją dziewczyną chcąc żeby przyjęła do wiadomości to co mówię.
- Tylko ja staram się ciebie chronić! Jeśli do niej wrócisz znowu zrobi ci krzywdę! A ja nie będę wysłuchiwać twoich ryków! - usiłowała mnie przekrzyczeć, na co pomachałem dłońmi przed jej oczami.
- Przemyśl to Kina. I zastanów się nad tym co powiedziałem. - dokończyłem chłodno, kierując się w stronę wejścia do busa, ponieważ nastawał wieczór, a mi zrobiło się zimno,
- Nie poczekasz na mnie? Gdzie idziesz? - zapytała histerycznie
- Chcę się znaleźć jak na razie z dala od ciebie. I tak już dość dziś nabroiłaś. - rzuciłem przez ramię opierając dłoń na klamce i lekko naciskając.
-Ash'uś no co ty? Z kim ja mam spać? - zapytała rozżalonym tonem zupełnie jakbym był jej ojcem zabierającym jej ulubioną piłkę, którą właśnie wybiła szybę w domu sąsiada, co wcale mnie nie wzruszyło.W jednej chwili, potykając się na swoich wielkich szpilkach dotarła do schodków na których stałem i przytuliła się do moich pleców, jednak od razu odsunąłem ją od siebie.
- Daj mi spokój kobieto. - warknąłem spokojnie otwierając drzwi do naszego tour-busa. Kiedy przekroczyłem próg salonu miałem gdzieś Kinę, która została sama na podjeżdzie, zależało mi, żeby korzystając z okazji porozmawiać z Karo, która niestety jak się okazało -zajęta była rozmową z Chris'em. Westchnąłem ciężko, i po zabraniu swoich rzeczy z oparcia kanapy powoli zmierzyłem w stronę łazienki.

*Perspektywa Karoliny*

Rozmawiałam właśnie z Chris'em przez telefon. Bardzo mi go brakowało, ale przynajmniej mogłam posłuchać jego cudnego głosu.
- A jak u ciebie mała? Wszystko w porządku? - zapytał z troską.
- Tak, jest okej u mnie. - odpowiedziałam próbując powstrzymać się od płaczu.
- Przecież nie jestem głuchy. Co się dzieje kochanie? Powiedz, przecież możesz mi ufać.
- No bo pokłóciłam się z Kiną, nic takiego. - otarłam spływające już łzy.
- Ale o co? - zapytał ponownie.
- No o ciebie... Mówiła, że jesteś ze mną tylko dlatego, że przy mnie błyszczysz, czy coś takiego, że jak będę od ciebie w czymś lepsza to odwrócisz się ode mni...
- Nie kończ, proszę... I ty jej w to uwierzyłaś? - usłyszałam w jego głosie smutek.
- Pewnie, że nie. Pobiłam się z nią przez to. - poszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi.
- Nic ci się nie stało? - znowu się martwił.
- Niee, żyję jeszcze, nie bój się - próbowałam go uspokoić.
- Wiesz, że ja się zawsze będę martwił o ciebie skarbie - uśmiechnęłam się do siebie pierwszy raz od pewnego czasu.
- Wiem mały, ale naprawdę nie ma o co. - zapewniłam go.
- Ja i tak będę uparty kotku - zaśmiał się cicho do słuchawki.
- Wiem, wiem. - również zaczęłam się cicho śmiać. - Ja już będę musiała kończyć bo jestem strasznie śpiąca. - ziewnęłam.
- Dobrze aniołku, to ja ci już nie przeszkadzam. Słodkich snów, kocham cię, pamiętaj o tym słońce moje - powiedział radośnie, ale zarazem też smutno bo musiałam się rozłączyć.
- Dziękuję, tobie również. Ja ciebie też kocham emosiu - wysłałam mu buziaka przez telefon i położyłam się na łóżku wcześniej zakładając jego koszulkę i błyskawicznie zasnęłam.

---------------------------------
Wielki come back!
Na samym początku chciałam bardzo, ale to bardzo podziękować Lady Dark, której jest dedykowany jest rozdział za to, że pomogła mi pisać tą notkę. Darkuś, nigdy nie będę umiała ci się za to odwdzięczyć, dziękuję ci strasznie♥♥♥
Dużo namieszałyśmy czy nie za bardzo? Mam nadzieję, że wam się podobało i będzie dużo komentarzy ;3
Na asku ciągle się mnie wypytywaliście kiedy będzie nowy i o to jest :* Cieszę się, że jesteście ze mną i czytacie to co tworzę <3
Tak więc, ja tutaj się z wami żegnam i do następnego ;*
Ps. W zakładce "Bohaterowie" zmieniłam zdjęcia Brides'om oraz dwójce z Motionless'ów ;3 Mam nadzieję, że wam się spodobają :*

10 komentarzy = nowy rozdział.