*Perspektywa Karoliny*
Całą noc nie spałam, tylko leżałam na plecach i gapiłam się w sufit. Nie mogłam tego dalej ciągnąć. Musiałam odejść, to było najlepsze rozwiązanie, nie mogłam dalej oszukiwać Ash'a.
Był już ranek. Wstałam z łóżka i wzięłam swoją walizkę pakując wszystkie moje rzeczy do jej środka. Zaczęłam cicho płakać wkładając kolejne ubrania, aż usłyszałam skrzypnięcie łóżka, wiedziałam już, że czeka mnie trudna rozmowa.
- Co ty robisz? Czemu się pakujesz? - Purdy od razu pojawił się obok mnie.
- Odchodzę, ja już dłużej tak nie potrafię. - zacząłam jeszcze bardziej płakać i udałam się do łazienki po moje kosmetyki.
- O czym ty mówisz?! - chwycił mnie za ramię i spojrzał mi w oczy, ale ja zwróciłam wzrok i wróciłam do pokoju będąc już całkowicie spakowana. - Odpowiedz! - krzyknął na mnie. Pierwszy raz podniósł na mnie głos. W tym momencie znowu sobie przypomniałam moją matkę, nie tą prawdziwą, tylko tą, która mnie wychowywała. Też na mnie krzyczała, praktycznie codziennie bez powodu. Próbowałam nie płakać, ale to było silniejsze ode mnie.
- Całowałam się z Chris'em! Dlatego odchodzę, nie chcę ciebie znowu skrzywdzić! - krzyknęłam dalej mając łzy w oczach. Zeszłam na dół razem z walizką, a Ashley dalej szedł za mną.
- Czemu to zrobiłaś? Nie wystarczałem ci? Nie byłem dla ciebie dobry? - spojrzał mi w oczy, widziałam w nich złość, zazdrość, chęć zrobienia komuś krzywdy.
- Nie! Z tobą było mi cudownie..Ja nie wiem co mnie podkusiło, żeby to zrobić. - dałam rękę na klamkę od drzwi.
- Spałaś z nim? - spytał spokojnie, ja natomiast nie odpowiedziałam. - Pytam się czy z nim spałaś?! - warknął na mnie i chwycił mnie za nadgarstek mocno go ściskając.
- Nie spałam! - syknęłam z bólu - Prawie by doszło do tego, ale się opanowałam. Ash ja ciebie kocham... - nie dokończyłam bo poczułam mocny ból oraz pieczenie na moim policzku.
- Jakbyś mnie kochała, to nigdy byś mnie nie zdradziła! Jesteś zwykłą szmatą, idź sobie do swojego Chris'a, a mnie daj spokój! Nienawidzę cię za to! Zniknij z mojego życia i nie wracaj! - wrócił do góry, a ja wyszłam z domu. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mojego brata, mam nadzieję, że mnie przygarnie. Po trzech sygnałach odebrał.
- Hej mała, co u ciebie? - zapytał radośnie.
- Przyjedziesz po mnie? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie nieustannie płacząc.
- Karo? Co się dzieje? - w jego głosie wyczułam troskę i strach, dziękuję, że mam tak cudownego brata.
- Po prostu przyjedź, proszę. - rozłączyłam się i usiadłam na murku przed domem. Po jakiś 10 minutach zobaczyłam auto Ricky'ego, szybko z niego wysiadł i mocno przytulił.
- Powiedziałam mu. - tylko to udało mi się wyksztusić. Horror jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Mówiłem, żebyś uważała na Chris'a. - spojrzał na mnie i sekundę później na mój policzek. - Ash ci to zrobił? - przyjrzał mu się dokładniej, a ja przytaknęłam. - Zabije skurwiela - warknął i już chciał wejść do willi Brides'ów, ale ja go zatrzymałam.
- Nie idź tam, zasłużyłam sobie na to. - chwyciłam go za rękę.
- Nie zasłużyłaś. Mówiłem im już raz, jak któryś z nich coś ci zrobi to ja zrobię mu to samo, tylko, że dwa razy bardziej. - ponownie na mnie spojrzał.
- Ricky, mogę się zatrzymać u ciebie? - mocno się do niego przytuliłam.
- Jasne, że tak, mój dom, to też twój - pocałował czubek mojej głowy. - Chodźmy już do domu. Za dużo się dzisiaj wydarzyło - wziął moje rzeczy i schował do bagażnika swojego samochodu siadając później na miejscu kierowcy. Zwrócił wzrok jeszcze w okno mojego dawnego domu i ujrzał w nim Purdy'ego. Spojrzał na niego z mordem w oczach i odjechał.
- Przestań, to moja wina, ja mu wyrządziłam krzywdę, nie on mi. - chwyciłam jego dłoń.
- Ale cię uderzył, nie pozwolę, żeby ktoś podnosił rękę na mojego skrzata. - złączył nasze dłonie patrząc uważnie na drogę.
- Przywykłam do tego. - oparłam głowę o jego ramię i resztę podróży spędziliśmy w ciszy.
Po kilkunastu minutach byliśmy pod jego domem, chwyciłam za swoją walizkę i poszłam w stronę drzwi, które otworzył mi gitarzysta.
- No jesteś, wszystko z nią w porząd...Calley?
- Lexus? - spojrzałam na dziewczynę ze zdziwieniem i później ją mocno przytuliłam. - Co ty tu robisz? - uśmiechnęłam się lekko do niej.
- Eee...Tak przyszłam sobie do Ricky'ego pogadać, posiedzieć na herbacie - troszkę się zmieszała. - Wiesz, ja już muszę lecieć. Przyjdziesz do mnie jutro? Popracujemy nad piosenką. - szybko zmieniła temat.
- No jasne, nie ma problemu. - ponownie się uśmiechnęłam. - To do jutra. - pomachałam jej, lecz po chwili zrobiłam wielkie oczy gdy dziewczyna dała buziaka w usta mojemu bratu.
- Ricky Horror Olson! Czy ja o czymś nie wiem? - ułożyłam ręce na piersi opierając się o blat w kuchni do której poszedł.
- Doooobra. Spotykam się z Amandą od jakiegoś czasu. Zadowolona? - teraz stał z tą samą pozycją co ja.
- Ależ bardzo, ta informacja odmieniła moje życie. Szczęścia! Oby wam się udało...- westchnęłam i usiadłam na blacie spuszczając głowę w dół.
- Ej mała, nie smutaj. Na pewno jeszcze da się to naprawić. - przytulił mnie mocno do siebie.
- Nie, to już jest koniec. Wszystko moja wina. Dlaczego ja jestem taką suka? - ponownie wybuchnęłam płaczem ukrywając twarz w dłoniach.
- Nie jesteś nią, nie myśl tak. Jeśli nie z nim to z kimś innym będziesz szczęśliwa. - jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Z nikim nie będę tak szczęśliwa jak z Ash'em. - stwierdziłam ocierając potok łez.
*Perspektywa Ashley'a*
Czemu ona mi to zrobiła? W czym Chris był ode mnie lepszy, że mi ją zabrał? Zabije sukinsyna, po prostu zabiję, nie ujdzie mu to płazem.
Siedziałem w swoim pokoju myśląc i myśląc. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, za sobą ujrzałem całujących się Chris'a i Calley, moją malutką bezbronną Calley. Zamachnąłem się i walnąłem w odbicie roztrzaskując je na drobne kawałki przez co moja ręka była cała we krwi, a szkło wbijało się w moje żyły. Mam nadzieję, że się wykrawię na śmierć i będzie spokój.
- Ash co ty do cholery wyprawiasz?! - krzyknął na mnie Andrew i od razu poleciał na dół po jakąś apteczkę.
- Nic, dajcie mi wszyscy spokój! - krzyknąłe zalewając się łzami.
- Głupi jesteś?! Myślisz, że po czymś takim zostawimy cię samego? Nie ma mowy! -trzepnął mnie w głowę próbując przemówić do rozsąsku.
- Ale ona prawie się z nim przespała, rozumiesz to?! - teraz ryczałem jak 3 latek.
- Prawie, robi wielką różnicę. Ja jej wierzę, że ona tego nie zrobiła. Ciesz się, że w ogóle ci powiedziała o tym. -zaczął mi bandażować rękę wcześniej ją przeczyszczając wodą utlenionią. Syknąłem z bólu czując pieczenie na skórze. - Kurwa nie bądź baba! Już wystarczy, że masz kobiece imię. - mruknął "zwracając" moją rękę.
- Ja się chyba zaraz pochlastam. - wyciągnąłem z kieszeni czerwone pudełko w kształcie serca, gdzie w środku był pierścionek z diamentem i wokół niego te same kryształy, tylko że czarne. Ponownie zacząłem ryczeć.
- O cholera! Stary czemu mi nie powiedziałeś? - szturchnął mnie lekko w ramie.
- I tak to już nie ma sensu. Ona woli Chris'a, jest z nim teraz pewnie szczęśliwa. O mnie już na pewno zapomniała. - otarłem łzy.
- Weź nawet tak nie mów! Odzyskasz ją! Nie wiem jak, ale odzyskasz! - przytulił mnie, dobrze, że mam tak wspaniałego przyjaciela jak Andy.
*Kilka dni później*
*Perspektywa Karoliny*
Leże i płaczę, leżę i płaczę, leże i płaczę i jeszcze raz leżę i płaczę, bo co ja mogę robić? Po nagraniu piosenki z Amandą siedzę w pokoju i nie wychodzę z niego. Ciągle się obwiniam za to wszystko, bo to moja wina. Jak zawsze znowu wszystko popsułam. Ręce mam całe pocharatane, a obiecałam sobie, że już tego nie zrobię. Głupia jestem. Usłyszałam pukanie do drzwi i zobaczyłam w nich mojego brata.
- Siostra, masz gościa. - tylko tyle powiedział i wpuścił do środka Juliet. Szybko wstałam i rzuciłam się mojej przyjaciółce na szyję zalewając się łzami.
- Nawet nie wiesz jak ja się o ciebie martwiłam. Nie dzwonisz, nie piszesz, nie odbierasz. Ja cię kiedyś zabije, ale nie teraz - jeszcze mocniej mnie przytuliła.
- Depresja znowu, przepraszam Juli . - spojrzałam na nią cała we łzach.
- Wszyscy już wiedzą. Wy musicie się pogodzić, to nie może się tak skończyć. - usiadła na przeciwko mnie na moim tymczasowym łóżku.
- Nie, to już jest koniec, nie da się nic z tym zrobić. Wszystko popsułam. - kolejna fala łez.
- Cicho skarbie, będziecie jeszcze razem, zobaczysz. - objęła mnie ramieniem. - I jak jeszcze raz zobaczę rany na twoich rękach to przysięgam, że każdy z naszej paczki też to zrobi. - trzepnęła mnie lekko w głowę.
- Okeej - cicho się zaśmiałam, pierwszy raz się uśmiechnęłam od paru dni. - Ale ja nie jadę w trasę. - oznajmiłam ponownie się smucąc.
- Co?!?! O nie moja droga, jedziesz i koniec dyskusji. Jesteś mi potrzebna, ja bez ciebie nie dam rady. Kto umie grać perfekcyjnie wszystkie moje piosenki jak nie ty? - chwyciła mnie za obie dłonie.
- Ale tam będą chłopacy i Ashley, a ja nie chcę się z żadnym z was kłócić. - stwierdziłam.
- Z żadnym nie będziesz się kłó...Czekaj, co ty tu masz na policzku? - zobaczyła ranę, którą chciałam jak najbardziej ukryć. - Tylko mi nie mówi, że to...- przytaknęłam głową. - Zajebię go! - wściekła się strasznie.
- Przestań! To nic takiego. Pojadę z wami w tą trasę i już nie marudź, a Ashley ma być żywy. - pogroziłam jej palcem.
- Okej, a ty oddawaj żyletki i wszystko co masz ostre. - wystawiła rękę, a ja z wielką trudnością oddałam jej wszystko, no może prawie, zostawiłam sobie najostrzejszą żyletkę jaką miałam, tak na wszelki wypadek.
- Trzymaj się mała, jakby co to zawsze możesz przyjść bo to nadal jest twój dom. - mocno mnie przytuliła do siebie.
- Dziękuję i mam nadzieję, że was odwiedzę. - uśmiechnęłam się lekko i odprowadziłam ją do drzwi.
---------------------------
Na początek proszę was nie palcie mnie na stosie i nie ćwiartujcie ;__;
Jestem z was dumna! Pod poprzednim rozdziałem w jeden dzień pojawiło się aż 9 komentarzy, dzięki czemu bardzo zmotywowaliście do napisania tej notki ;* Ten rozdział dedykuje Dreamer, z którą też nawiązałam kontakt ;3 Za 8 dni wybieram się na koncert Thirty Seconds To Mars i straasznie się z tego cieszę *___* Miałam nie jechać, ale mama się zgodziła ;3 Może teraz zwiększymy limit co? Teraz wam zajebiście idzie komentowanie, więc warto spróbować ;*
Ps. Lady Dark pisz kiedy chcesz ja na wszystko oczywiście odpowiem <3
10 komentarzy = nowy rozdział.
Biedny Ash a taka słodka była z nich para nie mogę się doczekać kolejnego dużo dużo weny
OdpowiedzUsuńBooże ;c Z jednej strony dobrze że mu powiedziała. Ash nie powinien jej uderzyć . Nawet jakby się z Chrisem przespała. Dobrze że jest poczciwa i kochana JuJu. Uwielbiam ją za to wszystko. Oni muszą się pogodzić albo niech ona będzie z Chrisem. A ta żyletka ma jej się zgubić. Nwm. Cudownie zniknąć... :) Mam nadzieję że będzie ok. Rozdział cudowny jak zawsze. ;* Loovkii Call <3
OdpowiedzUsuńBoże oni mają się pogodzić. Słyszysz?! Bo jak nie to...to...to nie wiem co ale coś wymyślę. ;) Szczerze powiedziawszy to nie mogę uwierzyć, że Ash uderzył Calley. On się miał jej oświadczyć *-* Dziewczyna miała chwilę słabości cholera. Mógł trochę się opanować. Przepraszam za tak nie typowo składny komentarz. Weny i czekam :*****
OdpowiedzUsuńJak miło, dziękuję za dedykację <3
OdpowiedzUsuńA teraz przechodzimy do tej mniej miłej części... ZA MAŁO RICKY'EGO! Po uderzeniu Calley nie zasłużył na nic. Już nie szippuję ich związku ;/ Co do Chris'a, nie jestem do końca przekonana do związku z Karo, ale spróbować mogą. Tak, masz moje pozwolenie XD. Juliet jest prześwietną przyjaciółką i już nie mogę się doczekać trasy.
Czekam.
Szkoda ich bo taka fajna para... Juliet taka super przyjaciółka. Powodzenia i weny !
OdpowiedzUsuńAshley Debilu! Jak mogłeś! Ehh, taka ładna para była:-( Mam nadzieję, że w końcu obydwoje ogarną dupę, bo obydwoje zawalili. I zgadzam się z koleżanką wyżej: za mało Horrora:-( Karo, następnym razem słuchaj brata. Chciałabym, żeby mój był taki troskliwy. Mam nadzieję, że Calley jednak nic sobie nie zrobi, albo jak już to niech ją Juliet ratuje. Prawdziwa przyjaciółka z niej. Zresztą Ash też powinien dać Andy'emu medal, za to jak się o niego troszczy. Nie wiem czemu, ale zaczęłam się śmiać, gdy wyobraziłam sobie ryczącego jak 3-latek Ashleya. Jeszcze ten pierścionek, no, no. Jak dla mnie to Ash i Chris mogą się bić, pojedynków o kobietę nigdy dość:-D Trasa, taaak. Ciekawe co tam się będzie działo:-) Mnóstwa weny. A.
OdpowiedzUsuńZabiję Cię... Żartuję. Albo nie. Jednak zabiję!! :D Nie, jednak nie, bo nie będziesz wtedy mogła pisać dalej. Kurcze, ale jak to się mogło stać?! Dlaczego?? Dlaczego oni?? ;___; Weź ich pogódź... I niech nikt nie zabije Ashley'a...
OdpowiedzUsuńMuszę Ci powiedzieć, że rozbawiłaś mnie w samym środku smutnej scenki! ;D "Kurwa nie bądź baba! Już wystarczy, że masz kobiece imię." Padłam na twarz i chylę czoło c:
Pisz dalej, życzę weny!!!!!!!!!!!!!!!!! <3 Uwielbiam to opowiadanie :*
Jedziesz na Marsów!? Nononono <3 Kurwa jaka zazdrość xD Liczę,że podzielisz się z nami zdjęciami,filmikiem czy czym kolwiek,żebyśmy mieli namiastkę bycia na miejscu ^^ Mimo,że nie lubię juliet,to tutaj jest taka kochana i wgl *,* Chyba się do niej przekonam jednak xD Oni mają się pogodzić, porozmawiać, jak normalni ludzie,bo w końcu są dorośli. Oboje,oboje zawalili i niech teraz się pogodzą,bo zrobię ci krzywdę xD a już myślałam,że po tamtej scence,będzie tak uroczo ;___; Weny! <3
OdpowiedzUsuńNo miałam taki piękny komentarz, pierwszy raz się rozpisalam i mi się usunął :| no to w skrócie: Ash menda, nie wiem czy wolę Chris'a czy Ash'a, nie lubie Juliet, ale tutaj wręcz przeciwnie. No. Życzę weny i czekam na kolejny! <3 a no i ja zapraszam do siebie na 12 ;>>
OdpowiedzUsuńzajebisty
OdpowiedzUsuń<3
chce szybko następny
acha i zazdro że jedziesz na Marsów ;(
ale pisz szybko
weny i pozdrawiam
Czekam na wiecej. Doskonale *_*
OdpowiedzUsuń