*Perspektywa Ricky'ego*
Przez przypadek usłyszałem rozmowę dziewczyn i w jednym momencie chciałem ukatrupić Karo, że znowu zrobiła sobie krzywdę i za to, że nie powiedziała mi, że jedzie z chłopakami w trasę. No ale jej nie zabiję bo jest moim małym, wrażliwym, kochanym emoskiem. Kocham moją siostrę i nie chcę żeby stało jej się coś złego.
Gdy usłyszałem, że dziewczyny wychodzą szybko zbiegłem na dół, usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor przeskakując kanał po kanale aż zatrzymałem się na Disney Channel, a co mi tam, pooglądam sobie Hannah'ę Montanę.
- Serio brat? Serio?! Myślałam, że to ja mam coś z głową. - usiadła obok mnie i zaczęliśmy śpiewać czołówkę serialu.
- Musimy kiedyś nagrać piosenkę, albo chociaż cover. - uśmiechnąłem się do niej.
- Jeśli mowa o tym, to słyszałam niedawno świetny cover. - podała mi laptopa i puściła piosenkę, którą ja sam podrobiłem.
- Niee, błagam cię! Tylko nie to! To jest stare jak świat, beznadzieja. - zacząłem się śmiać słysząc swój głos.
- Jesteś świetny, czego się czepiasz? - zaczęła śpiewać teraz refren.
- Ty masz świetny głos, masz na tej trasie dać z siebie wszystko rozumiesz? - pogroziłem jej palcem.
- Ja będę tam tylko grać na gitarze. - wzruszyła ramionami.
- To połamania palców - zaśmiałem się ponownie i objąłem Calley ramieniem żeby dodać jej otuchy.
- Ricky? Mógłbyś mnie czegoś nauczyć? - spytała uśmiechając się nieśmiało.
- Oczywiscie, a czego dokładnie? - powiedziała mi na ucho. - Na co jeszcze czekamy? Pakuj manatki i jedziemy! - szybko wstałem z kanapy, wziąłem klucze od samochodu i pojechaliśmy z Karo do bardzo znanego mi miejsca...
*Miesiąc później*
Rano pomogłem spakować się mojej siostrze, w końcu wyjeżdża w swoją pierwszą trasę, no może nie do końca swoją, ale nie ważne, to tylko mały szczegół. Już wychodziliśmy z domu, lecz gdy otworzyliśmy drzwi zobaczyliśmy w nich Chris'a, Call aż schowała się za mną nie chcąc patrzeć na mojego przyjaciela.
- Mała, możemy pogadać? - spytał patrząc na emosia.
- Nie mam ochoty na rozmowy z tobą, straciłam właśnie miłość swojego życia i to moja wina, bo poprosiłam żebyś zawiózł nas do siebie. Gdyby nie ta pieprzona nocka u ciebie nic by się takiego nie wydarzyło! Wszystko skończone rozumiesz?! Dobrze, że w aucie się wtedy opanowałam, bo nie wiem co bym zrobiła jakbym jeszcze zaszła z tobą w ciążę! Zejdź mi z oczu, nie mam ochoty cię już oglądać! - wykrzyczała mu wszystko prosto w twarz i odepchnęła od siebie. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak wściekłej, jestem z niej dumny. Zawiozłem małą pod dom Brides'ów i pożegnałem.
- Uważaj tam na siebie. - mocno ją do siebie przytuliłem. - Nie przesadzaj z piciem i żadnego ćpania ani jarania trawki. I masz zacząć w końcu jeść! - pogroziłem jej palcem.
- Spokojnie brat, jestem dorosła i umiem o siebie zadbać. - uśmiechnęła się do mnie lekko i ponownie przytuliła. - Będę za tobą strasznie tęsknić. - poczułem jej łzy na moim ramieniu. - Dziękuję ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. - rozpłakała się do reszty.
- Ciii...Już dobrze Calluś, nie płacz, będę codziennie pisał, dzwonił, gadać na skype, wszystko. - pogłaskałem jej długie kruczo czarne włosy. - Juliet! Masz jej pilnować zrozumiano? - spojrzałem na blondynkę.
- Ależ oczywiście, nie martw się, ze mną jest bezpieczna. - uśmiechnęła się i chwyciła moją siostrę za rękę.
- I oczywiście z nami także. - powiedziała reszta zespołu oprócz Ash'a, który stał przy drzwiach paląc papierosa. Wszyscy weszli do ogromnego T-Busa, a Karola pomachała mi jeszcze i patrzałem jak pojazd odjeżdża.
*Perspektywa Karoliny*
Usiadłam na samym końcu busa, założyłam słuchawki patrząc w krajobraz, który mijaliśmy, nie chciałam tam z nimi siedzieć, pewnie i tak bym przeszkadzała, a poza tym Ashley nie chce na mnie patrzeć, wystarczy, że jadę z nim w trasę. Westchnęłam cicho i z nudów zaczęłam sobie grać w Pou dalej słuchając muzyki.
Po jakiś 2 godzinach zgłodniałam więc poszłam do kuchnio-salono-jadalni, żeby coś sobie przekąsić. Wstrzymałam oddech i weszłam do pomieszczenia, od razu napotkałam spojrzenia moich przyjaciół i byłego chłopaka na sobie. Zignorowałam to i zajrzałam do lodówki, z której wyjęłam duży jogurt i Monstera. Chciałam już wrócić do mojej świątyni samotności, lecz zatrzymał mnie głos Andy'ego.
- Karo, posiedź z nami, nie będziesz przecież tam sama gnić. - uśmiechnął się do mnie Biersack.
- Nie dzięki, nie chcę wam przeszkadzać i tak dalej. - uśmiechnęłam się sztucznie i machnęłam ręką, chciałam jak najszybciej stamtąd pójść.
- Przestań, nikomu nie przeszkadzasz, a poza tym musimy obgadać naszą setlistę. - tym razem głos zabrała Juliet.
- To nie możemy iść do mnie? - spojrzałam na nią błagającym zwrokiem.
- W sumie to możemy. - wstała z kanapy i poszłyśmy do mojego pokoju.
Wzięłam kartkę, długopis i zaczęłyśmy pisać tytuły piosenek, które wykonamy.
- Więc obowiązkowo na początek Wild Child, później Black Ink Revenge, Hush, damy jeszcze Foung Missing i Carry The Fire, okej? - spytałam mojej przyjaciółki.
- Tak i jeszcze ty zagrasz 5 swoich piosenek. - powiedziała uradowana Juju.
- Czy ciebie really popierdoliło? Ja tam nie wystąpię, już wystarczy, że gram z tobą i ludzie się na mnie będą gapić. - skrzyżowałam ręce na piersi.
- No weź proszę cię, masz ogromny talent, powinnaś go pokazywać światu. - stwierdziła blondynka.
- Tak sądzisz? - spytałam ją.
- Ależ oczywiście, ja mówię prawdę, wszystkim się podoba twój głos. - objęła mnie ramieniem.
- No dobrze, zagram. - uśmiechnęłam się szeroko do niej.
Po półgodzinach dojechaliśmy na miejsce. Pierwszym miastem było San Francisco, wyszliśmy z busa i od razu podbiegło do nas tabun fanów, prosili o autografy, zdjęcia...Jedna z fanek nawet chciała na cycku, a Ash bez sprzeciwu to zrobił lekko chwytając ją za silikony. Poczułam ukucie w sercu, szybko przeszłam przez tłum i pobiegłam gdzieś w niewiadomym mi kierunku. Okazało się, że stoję za sceną, gdzie miał się odbyć koncert. Usiadłam na ziemi opierając się o ścianę ukrywając twarz w dłoniach, ale zdałam sobie sprawę, że nie mogę ciągle ryczeć. Otarłam łzy i zaczęłam ćwiczyć to czego mnie nauczył Ricky przez ten miesiąc spędzony u niego. Muszę przyznać, że wychodziło mi to świetnie, jednak Horror jest wspaniałym nauczycielem. Miałam zamknięte oczy, nic nie widziałam tylko ponosiłam się emocją podczas wykonywania piosenki, to było co kochałam robić.
- Dziewczyno! Dzwonie do ciebie a ty nie odbierasz, zaraz na scenę wychodzimy, chodź! - Simms pociągnęła mnie za rękę za kulisy gdzie czekałyśmy chwilę aż przygotują do końca scenę i wyszłyśmy. Wszyscy zaczęli bić brawa, a my usiadłyśmy na krzesłach, chwyciłam swojego akustyka, podłączyłam go i zaczęłam grać Wild Child i resztę piosenek Juliet, jakie były zapisane...
Teraz przyszedł czas na moje wykony, zaśpiewałam Hit Me Like A Man, You, Just Tonight oraz dwie nowe czyli Going To Hell oraz Zombie.
Cała publiczność krzyczała, piszczała, chciała więcej, ale musiałyśmy oddać scenę chłopakom.
- Byłaś świetna! - powiedzieli wszyscy i mnie przytulili oprócz Purdy'ego, który znowu był zajęty, tym razem swoim basem. Życzyłam każdemu z nich połamania nóg i patrzyłam jak idą w stronę sceny, lecz kiedy odwróciłam się zobaczyłam Ash'a, nie wiedziałam czy mam się odzywać czy nie, stałam jak słup soli.
- Wspaniale zagrałaś. - uśmiechnął się lekko i podał mi dłoń, która była w bandażu, zaniepokoiłam się.
- Dziękuję. Powodzenia życzę. - odpowiedziałam nieśmiało i uścisnęłam jego dłoń. Podziękował cicho i poszedł razem z Brides'ami grać.
Razem z Juli poszłyśmy się przejść po różnych stoiskach z koszulkami, gadżetami z zespołami i różnymi takimi podobnymi. Podczas naszego spaceru spotkałyśmy Jeffree'ego Stara, pogadaliśmy, pośmialiśmy, zrobiliśmy sobie zdjęcie i nawet kupiłyśmy czapki, które sam zaprojektował. Po spotkaniu poszłyśny sobie coś kupić do picia bo było straasznie gorąco.
- Widzę, że Ash wreszcie się odezwał. - stwierdziła moja przyjaciółka upijając swój mrożony koktajl przez słomkę.
- Sama się dziwię, ale to chyba dobrze, nie wiem już sama. Może to zrobił tylko z litości. - wzięłam łyka Monstera i po chwili westchnęłam siadając z nią na jakimś kamieniu z daleka od wszystkich.
- Nie myśl tak, może jednak ci wybaczył, ale boi się jeszcze, że znowu może się tak stać. Musicie pogadać, jesteście dorośli, albo się pogodzicie i będzie wszystko jak dawniej, albo nie wiem co, żyć nie potraficie bez siebie, za bardzo się kochacie. - przytuliła mnie.
- Zobaczymy co będzie później. - położyłam głowę na ramieniu Juju i siedziałyśmy tak a ciszy.
--------------------------------
Rozdział dedykowany dla kochanej Lady Dark <3
Mam nadzieję, że wyszło mi lepiej niż poprzednio :D Kochani, strasznie się cieszę, nawet nie wiecie jak! 11 komentarzy w jeden dzień, to coś pięknego, ten rozdział zawdzięczam wam wszystkim, dzięki wam udało się go napisać w ciągu kilku godzin <3 Jak widzicie jest lepiej między naszymi zakochańcami, ale dalej nie są pogodzeni. Co się jeszcze wydarzy podczas trasy? Czego Ricky nauczył swoja siostrę? Czy Ash i Call wrócą do siebie? A może pojawi się ktoś nowy? Tego dowiecie się już w następnym rozdziale, musicie tylko komentować ;*
10 komentarzy = nowy rozdział.
Ricky, zostań moim bratem, proszę! </3
OdpowiedzUsuńJejku, uwielbiam Juliet w tym opowiadaniu ;-; Ash zaczął się ciąć? No stary, serio? ;_; Niech do siebie nie wracają, no. Może pojawić się ktoś nowy, ale niech nie wracają!
Czekam :3
Ash się nie tnie. W poprzednim rozdziale rozbił ręką lustro:-)
UsuńA faktycznie, zapomniałam ;_; Dzięki ;)
UsuńDziękuję,dziękuję,dziękuję <3 Ta dedykacja..to takie miłe, wzruszyłam się ;;) Jesteś taka kochana <3 Jak dobrze,że między nimi jest już minimalnie lepiej, liczę,że nastąpi jakiś przełom i będzie tak jak dawniej. Nie,nie,nie..owszem, w opowiadaniu może pojawić się ktoś nowy,ale nie może ty być osoba w której zakocha się Ash lub Call ;____; Oni jeszcze mają być razem i wgl!!! <3 Ehhh...narobiłaś mi smaka na koktajl mrożony,no...:3 Widzę,że jestes w dobrej formie,wena dopisuje,co jest naprawde super <3 Mam tylko nadzieje,ze nie wykorzystasz tego perfidnie i nie zaserwujesz nam jakiegos mega dramatu :) Weny!!
OdpowiedzUsuńA ja chcę, żeby się zeszli. Byli tacy dobrani... ;_; Ricky jest świetny. Chcę takiego brata *w* Pisz, pisz, pisz dalej, bo widzę, że ostatnio mocno zasuwasz ;3 a to jest bardzo cenne! ;x No, pisz, pisz, weny, weny itp. itd. Całusy ;*
OdpowiedzUsuńTeż chcę, żeby się zeszli. No, kurczę nie może być inaczej. Ricky mógłby mnie adoptować:-D O, jak już ma się pojawić ktoś nowy to niech to bd dziewczyna dla Chrisa albo Horrorka. Calley gwiazda rocka:-) Pierwszy koncert i już tłumy fanów, strach pomyśleć co będzie dalej;-) Dużo weny i wgl, czekam na next. A.
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszy ciąg
OdpowiedzUsuńten rozdział jest świetny z resztą tak jak wszystkie :D
piiiisz <3
A ja chcę, żeby była z Chrisem :D
OdpowiedzUsuńOna i ten litle bad boy...
Coś pięknego!
Podrawiam!
Widzę że wena dopisuje. Zazdro bo ja stoję w miejscu. Chcę takiego brata jak Ricky! Nawet nie wiesz jaki zaciesz miałam na ryju gdy Ash się do niej odezwał. Oni się mają pogodzić! Weny and czekam :***
OdpowiedzUsuńZajebiście piszesz! Dopiero teraz odkryłan twoje opowiadanie i przeczytałam w ponad 1 godz cały blog ; )
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Widzę, że 9 komentarzy to dobiję do 10:-D rozdział boski<3<3 Mam nadzieję, że nasza parka się szybko pogodzi. Pisz szybko następny :-):*
OdpowiedzUsuńJak Ash i Calley się pogodzą to chcę żeby był seks na zgodzę ._. Oni mają się pogodzić do jasnej cholery no! Już za dużo dramatu było XD Pisz jak najszybciej kolejny! <3
OdpowiedzUsuńZapraszam na 17 :)
OdpowiedzUsuńZajebisty! brak.siły.na.komentarz/ Gender Jerry
OdpowiedzUsuńHaahhaah. Taak, zgadzam się w 100% z Factory Girl. :) Rozdział zajebisty, co tu więcej mówić. Widać że się potrzebują. Brak im siebie. A Chris... Wiesz jakie jest moje zdanie na temat jego i Ash'a. :D Ricky... Boże dlaczego ja nie mam takiego brata? No powiedz mi, dlaczego?! Ughh...
OdpowiedzUsuńPrzepraszam ale nie stać mnie na bardziej rozwinięty komentarz :x Call, życzę ci weny i wgl. Looffki. ♥