*Perspektywa Ashley'a*
Strasznie się cieszyłem, że będę miał dziecko i to jeszcze z Call. No po prostu jestem w niebie. Moja radość jest nie do opisania. Jestem pewny, że będziemy szczęśliwą rodziną, może nie razem, ale będziemy. Myślę, że urodzi się synek, albo dziewczynka. Tak, śliczna mała kruszynka, tak piękna jak Karola lub też przystojny chłopczyk z charakterem po tatusiu. Zobaczymy jeszcze, już się nie mogę doczekać naszego malucha, jeszcze tylko niecałe 7 miesięcy, szybko to minie i będę mógł w końcu zobaczyć moje i Calley dziecko. Trzeba tylko się jakoś pozbyć Chris'a, on ciągle stoi na przeszkodzie żebym znowu mógł się zbliżyć do małej, a ja tak za nią strasznie tęsknię, za jej dotykiem, słodkimi malinowymi ustami, cudnym uśmiechem, za nią całą, ale jestem z Kiną, nie mogę jej zostawić, jednak w głębi duszy dalej ją kocham jak kilka lat temu. Chyba po koncercie wezmę ją gdzieś, w ramach przeprosin za to co ostatnio zrobiłem, zachowałem się wobec niej nie fair. Może przejażdżka na koniach? Tak, to jest genialny pomysł! Będzie tak samo jak na naszej pierwszej randce. Na pewno się ucieszy.
*Perspektywa Karoliny*
- Nie zasypiaj księżniczko, zaraz masz koncert - szepnął mi do ucha mój ukochany.
- Ale mi tak z tobą dobrze - wtuliłam się mocno w niego.
- Mi z tobą też, nawet nie wiesz jak bardzo, jednak musisz się powoli zbierać, bo fani nie będą czekać - pocałował mnie w czółko i podał koszulkę, którą mi wcześniej zdjął.
- No dobrze - musnęłam lekko jego usta i wstałam z łóżka.
Dojechaliśmy w końcu na miejsce, wyszłam z Motionless'em z wana i poszłam do Juliet.
- Co ty tam z nim robiłaś? - zaśmiała się widząc mnie lekko przemęczoną.
- Nic - zaczęłam się śmiać. - No serio nic, tylko leżeliśmy na łóżku - poszłyśmy na scenę i przywitałyśmy się z fanami. Chwyciłam gitarę zaczynając grać Hush oraz resztę piosenek z repertuaru mojej przyjaciółki.
Pół godziny później skończyłyśmy.
- A teraz wielkie brawa dla Calley Olson! - krzyknęła Juli i zostawiła mnie samą z mikrofonem i moim akustykiem. Przejechałam po strunach i zagrałam piosenkę pod tytułem Burn, a potem Sweet Things (od autorki: Nie zwracajcie uwagi na głos Bena XD) i resztę moich piosenek. Ukłoniłam się do publiczności i wróciłam za kulisy gdzie reszta Brides'ów się przygotowywała się.
- Aua! Kurwa mać jak boli! - usłyszałam Jinxx'a.
- Co my teraz zrobimy chłopaki? - głos zabrał wokalista.
- Co się stało? Czemu Jerry wyje z bólu? - podeszłam szybko do zespołu.
- Nie wiem jakim cudem, ale stłuczył sobie dureń palce i to jeszcze przed koncertem! - krzyknał Jake. - I teraz nie mamy gitarzysty!
- Jak to nie? Przecież jest Karo - powiedział Ash obejmując mnie ramieniem.
- Wy chyba nie myślicie, że ja mam zagrać za Jeremy'ego?
- A czemu by nie? Jesteś świetną gitarzystką, umiesz wszystkie nasze piosenki. A poza tym to ostatni koncert na Warped, więc co ci szkodzi? - powiedział ponownie Andy.
- Ehh...Dajcie mi tą pieprzoną gitarę - dostałam do ręki elektryka Jinxx'a. - Ale w zamian też będziecie niańczyć małego jak się urodzi - uśmiechnęłam się do nich.
- No to możemy zacząć grać - powiedział entuzjastycznie Christian, który zasiadł już przy swojej perkusji.
Mieliśmy zagrać na poczatek I Am Bulletproof, więc każdy z zespołu zaczął pokolei wychodzić. Andy był jako ostatni. Grałam najlepiej jak potrafiłam. Fani dziwnie zareagowali na mój widok, ale i tak bardzo dobrze się bawili.
Skończyliśmy, a Andy zabrał głos.
- Wiem, że jesteście nieco zdziwieni obecnościa naszej przyjaciółki zamiast naszego tatusia, ale ten idiota dosłownie przed koncertem rozwalił sobie palce i biedna kaleka nie da rady zagrać!
- Ja to wszystko słyszę synku! - podszedł do Biersack'a i trzepnął go zdrową rękrękąa w łeb na co fani zaczęli się śmiać.
- Jak mówiłem, Call zastapi naszego gitarzystę. Cieszycie się?! - krzyknął, a ludzie zaczęli piszczeć. - No to gramy chłopaki... i Calley - puścił mi oczko, a ja za to pokazałam mu fuck'a.
*Perspektywa Ashley'a*
Cały koncert wyszedł nam wspaniale. Fani bardzo dobrze się bawili, Karola była w swoim żywiole, robiła to co kocha, więc nie miała żadnego problemu z zagraniem naszych piosenek.
Po udanym występie postanowiliśmy pójść się jeszcze napić czegoś i spędzić czas z fanami jeszcze przed powrotem do domu.
Jako ostatni grali Motionless In White, Call była strasznie zapatrzona w Chris'a. Po prostu nie umiała oderwać od niego wzroku. I jak ja mam ja znowu do siebie przekonać? Kurde trzeba coś wymyślić.
- No to pijemy dzisiaj za nasza Calley, która świetnie sobie poradziła zastępując naszego poszkodowanego Jerry'ego - powiedział Andrew i stuknęliśmy wszyscy Monsterami.
- Od dzisiaj mianuję cię Karolino awaryjnym gitarzystą na naszych wszystkich koncertach! - zabrał głos Jinxx i wręczył małej swoją szczęśliwą kostkę do gitary. - Niech ci się dobrze na niej gra - przytulił naszą przyjaciółkę i dopiliśmy resztę napoju.
Szedłem ostatni do wana zaraz za emoskiem. Właśnie miała wchodzić, ale ją w porę zatrzymałem.
- Mała, chciałbym chwilę z tobą pogadać na osobności - powiedziałem nieco głośniej bo zauważyłem, że CC i Jake chcą podsłuchiwać.
- No dobrze. Proszę, słucham cię. - oparła się bokiem o busa.
- Wiem, że minęło już trochę dużo czasu od naszego rozstania, ale ja nigdy nie przestałem o tobie myśleć. Mimo tego, że przez moment czułem do ciebie ogromną nienawiść dowiadując się o twojej zdradzie z Chris'em, ja dalej cię kocham tak samo jak pierwszy raz na ciebie spojrzałem, a może nawet i bardziej - pogłaskałem jej policzek.
- Ashley, to już koniec. Nas już nie ma, teraz jesteś z Kina kochasz ją. To była twoja pierwsza miłość i życzę wam jak najlepiej. To ja zepsułam nasz zwiazek, bo zakochałam się w Chrisie. - zabrała moją rękę.
- Ale co z małym? Przecież dziecko potrzebuje ojca. - pogłaskałem jej brzuch.
- Ja ci nie zabraniam kontaktu z nim, broń Boże. Będę do was codziennie przyjezdżać, maluch spędzi czas z tobą, z chłopakami. Będziemy rodziną, tylko nie będziemy mieszkać razem. Przykro mi Ash, ale to jak dla mnie najlepsze rozwiazanie - powiedziała smutno.
- A mogę być na badaniach z tobą i przy narodzinach? - przybliżyłem się nieco do niej.
- Jasne, że tak, w końcu to ty jesteś ojcem - uśmiechnęła się lekko do mnie.
- Dziękuję mała - nie mogłem wytrzymać i pocałowałem czule Karo w usta. Ten pocałunek nie trwał długo bo poczułem okropny ból w nosie i to jak upadam na ziemię. Zobaczyłem przed soba wściekłego Motionless'a, który patrzył na mnie z mordem w oczach.
- Fajnie to tak dobierać się do cudzej dziewczyny?! - kopnął mnie w brzuch.
- Chris przestań! On tego nie chciał, poniosło go! - usłyszałem głos Karo.
- I ty go jeszcze bronisz?! To jak ci tak na nim zależy to idź do niego i wychowujcie sobie razem to dziecko! - krzyknał ponownie dając mi pożądnego kopniaka.
- Kurwa mać zabijesz go! - odepchnęła go z dalega ode mnie. - Jesteś cały? - kucnęła przy mnie i przyłożyła rękę do mojego policzka.
- Nie za takie rzeczy dostawałem po ryju - cicho się zaśmiałem i po chwili tego pożałowałem bo zacząłem wijać się z bólu.
- Nawet w takich momentach musisz mnie rozbawić - też się zaśmiała i powoli chwyciła mnie za rękę i podniosła do pozycji stojącej.
- Calluś, ja przepraszam bardzo, nie wiem co mnie napadło. - powiedział Cerulli.
- To nie mnie powinieneś przepraszać. Wiesz co? Daj mi na chwilę spokój, po tym co przed chwila zrobiłeś nie chcę na ciebie patrzeć. Jeszcze trochę i byś go zabił! - krzyknęła na niego i pomogła mi się dostać do wana.
*Perspektywa Karoliny*
Co za idiota, prawie zabił Ash'a! Co w niego wstąpiło? To Purdy mnie pocałował, a nie ja go! Przesadził i to bardzo. Nie chcę go teraz w ogóle widzieć teraz. Zwariował! Przecież wie, że go kocham i musi mi zaufać. To dla niego odeszłam od Devianta bo się w nim zakochałam.
Zaprowadziłam basistę do swojego pokoju i zaczęłam opatrywać rany jakie mu zadał mój chłopak.
- Auć, piecze trochę - pisnął z bólu.
- Nie bądź baba, wystarczy już, że masz kobiece imię - oboje się zaśmialiśmy.
- Andy mi kiedyś powiedział to samo - zacisnął pięść, bo dalej go piekło.
Nagle drzwi od pokoju otwarły się na oścież, a do niego wpadła wściekła Kina.
- Spierdalaj od mojego Ash'a podła szmato! Lec do swojego Chris'a, a nie cudzych facetów podrywasz! - krzyknęła.
- Zamknij ryj idiotko! Nie widzisz, ze jest ranny? - nakleiłam plastry na jego twarz.
- O boże! Kochanie co ci się stało? - podbiegła do niego prawie zapłakana.
- Nic takiego, nie martw się mała - chwycił ja za dłoń i uśmiechnał lekko.
- Kto ci to zrobił? - druga ręka głaskała jego policzek.
- Chris mu przywalił bo był zazdrosny o mnie i o to, że jestem w ciaży z Ash'em - nagle pożałowałam tego co powiedziałam.
- Co proszę?! Jak to z nim w ciaży?! - ostro się wkurzyła
- W moje urodziny straciłam z Purdy'm dziewictwo i najwyraźniej od tego momentu jestem z nim w ciaży. Z Motionless'em jeszcze nigdy się nie kochaliśmy, więc wiadome kto jest ojc...- nie dokończyłam bo poczułam mocne pieczenie na policzku.
- Nikt nie będzie wrabiał mojego ukochnego w jakieś dziecko! Jeszcze ci udowodnię, że ono nie jest jego! - wyszła z pokoju, a ja za nia i nie uwierzyłam w to co zobaczyłam. Kina całowała się z Chris'em, z moim Chris'em. Przesadziła! Podeszłam do niej od tyłu, chwyciłam mocno za jej doczepiane platynowe włosy i pociagnęłam do tyłu tak, że wyladowała na podłodze.
- Nie dobieraj się do cudzych facetów koleżanko - powiedziałam surowym tonem i pogłoziłam jej palcem idac do swojego pokoju, gdzie o dziwo Ash'a już nie było.
Usiadłam na kanapie i ukryłam twarz w dłoniach, nie płakałam. Nie chciałam dać Kinie tej satysfakcji. Nie tym razem. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i zobaczyłam w nich Chris'a
- Call, ja przeraszam. To ona zaczęła, ja tego nie chciałem i przepraszam, że pobiłem Ash'a, poniosło mnie, ja po prostu...Nawet nie wiesz jak ja jestem w tobie zakochany. Od samego poczatku jak na ciebie spojrzałem, ja nie potrafię żyć bez ciebie... - nie skończył bo pocałowałam go czule w usta.
- Wierzę ci wariacie - uśmiechnęłam się do niego szeroko i mocno do niego przytuliłam. - To ja przepraszam, mogłam się od niego uwolnić, ale nie potrafiłam...
- Cicho, to już przeszłość, teraz jesteśmy tylko ty i ja, no i twoje dziecko - znowu mnie pocałował i tak poźniej trwaliśmy w mocnym uścisku przez jakiś czas.
------------------------------------------------------
No to kolejny rozdział już za mna :D Miał się pojawić w poniedziałek, ale pojechałam do Opola do Mai Bvb i nie miałam czasu, żeby coś napisać :/
Ten rozdział dedykuję Usagi, która mi pomogła z rozdziałem i bardzo jej dziękuję <3
Mam nadzieję, że wam się podobało i będzie dużo komentarzy :3
Do następnego kochani! :*
10 komentarzy - nowy rozdział.
Nie będzie to długi komentarz, bo jak zwykle zacznę pierdolić głupoty.
OdpowiedzUsuńRozdział jest jak zawsze świetny, więc o czym tu się rozpisywać? Zazdroszczę ci weny i stylu pisania.. i tego, że nie ma u ciebie monotonii jak u mnie. Fabuła się rozkręca, wiec jest zajebiście.
Serio, Kinę to trzeba wypieprzyć do kanału. Wścieka się, że jej chłopak ma dziecko ze swoja byłą, a później całuje się z innym, żeby udowodnić, że to dziecko nie jest Ash'a. Fuck logic xD
Moja reakcja na bójkę: dojeb mu! Tak! Jeszcze! Kurwa, albo nie, bo mu krzywdę zrobisz! kolejne fuck logic XD
Duzo emocji, to mi się podoba! tylko tak dalej!
Weny życzę i do następnego!
Ale żeś dowaliła. Normalnie każdy z każdym:D:D Ej, ja już nie ogarniam. To w końcu Ashley chce być z Kiną czy z Call? W ogóle wkurwia mnie już ta blondyna. Gorzej z nią niż z małym dzieckiem. Lubię jak się ludzie biją. Dużo krwi, to jest to! No nic, dużo weny i czekam na next.
OdpowiedzUsuńDziękuję! :3 Miło widzieć, że moje pomysły się komuś podobają, a nawet je wykorzystuje. So... Polecam się na przyszłość.
OdpowiedzUsuńŚwietnie napisane, jak zawsze z resztą. Logika Kiny zabija, serio
Znowu nie umiem napisać długiego i super komentarza, więc sobie daruję. Przepraszam.
Czekam Karkóweczko (nie zabijaj mnie)!
Bardzo ciekawy rozdział.Ash wreszcie zaczyna się zachowywać jak prawdziwy ojciec.No niech się tylko nie pozbywa Chrisa.No jestem bardzo ciekawa co będzie w następnym rozdziale. Życzę duuuużo weny i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.Jeśli chcesz to możesz zajrzeć na mojego bloga.Oczywiście za reklamę przepraszam.
OdpowiedzUsuńŚwietny. Myślę, że Ash będzie dobrym tatą. Chris'a trochę poniosło. A co do Kiny to brak mi słów. Ta kobieta jest jakaś nie rozgarnięta. Współczuję Jinxx'owi z powodu palców. Komentarz taki trochę bez ładu i składu, ale na nic lepszego mnie nie stać. Weny ;)
OdpowiedzUsuńWg mnie, Ash'owi się należało. Po co się dobiera do czyjejś dziewczyny, ma swojego dmuchanego cycka. -,- Ughh. Coraz bardziej go nie lubię. Jest taki cholernie dwulicowy. Hahaha. Zaczynam śpiewać "I'm a plastic girl" z myślą o Kinie. Chris jest taki cholernie kochany. Jeeejku *-* On i Karo są stworzeni dla siebie. Mam nadzieję że Deviant im nie przeszkodzi. Niech zrobi se dziecko z inną. -,- Ogólnokształtnie. Cały rozdział świetny jak wszystkie inne. Weny życzę i powodzenia w wielkim i okrutnym świecie kochanie ♡.
OdpowiedzUsuńKtóregoś dnia najdzie taki moment, że zginiesz... tak ciągle myślałam czytając rozdział XD
OdpowiedzUsuńJednak zmieniłam zdanie, gdy przeczytałam końcówkę XD
Boże, jak Call i Chris się kochają <3
Ale nie chcę, by Ash i Kina byli parą. Przecież dla mnie to skończona suka! I ten ciamajda, Jinxx XD Zazdroszczę Call talentu, tego że dwóch kretynów się w niej kocha (XD) i oczywiście bachora z Purdy'm XD
Pisz szybko i pamiętaj, że ja cię do tego przycisnę XD
Oj żartuję, wiesz że cię kocham ;*
Całusku, twoja (nienawidzę tego twojego określenia) Majeczka XD <3
Wowowowo!
OdpowiedzUsuńCieszę się niezmiernie z dziecka Cally i Ashley'a, ale niech oni do siebie NIE wracają. Caluś ma być z Chrisem, bo tak :<
A taka mała sprawa...
Skoro Calley jest w ciąży i to dla niej takie ważne, to może niech skontaktuje się z matką? Może jej mama się zmieniła? Bo przecież posiadanie wnuczki jest ważne :)
Pozdrawiam.
Dzięki za komentarz:3 Rozdział cudowny, Ashy taki słodki, a Jinxx to fajtłapaXD Nie no, Kinia mnie rozwala, jej logikaxdd
OdpowiedzUsuńWez ją w końcu walnij pod pociągxd.
Czekam na kolejny :*
Skoro Calley nie chce Asha, to ja go biorę :D. A Kina precz!
OdpowiedzUsuńChamska reklama. Zapraszam XD
OdpowiedzUsuńhttp://psychedelic-dance.blogspot.com/
Matko! Ile tu się zadziało! :o
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Kina oberwałą, jako, że nigdy nie lubiłam tej platynowo-słodiusiej cześci dziewczyn Ash'a, Ale cóż..
Chciałabym, żeby Calley i Ash tworzyli z małym szczęśliwą rodzinę, ale coś czuję, że to nie możliwe.. Szkoda. Ale czy Chris i Call, będą w stanie stworzyć idealną rodzinę dla małego, z jeszcze Ash'em jako ojcem..? Dla dziecka może to być bardzo niezrozumiałe.. ;(
No zobaczymy co tam wymyślisz dalej :D
Trzymaj się i buziaki ;**