*Perspektywa Ashley'a*
Dobra, Calley mnie pokonała, ale ja wiem, że ma ogromy talent, więc się nie dziwię. Jestem z niej strasznie dumny, zawsze marzyła, żeby występować na scenie i się to udało. Wezmę ją chyba na jakiś miły wieczór, trzeba trochę nadrobić, a zwłaszcza nasze sprawy łóżkowe. No co? Myślicie, że z łatwością wytrzymałem prawie rok? Mało co się raz na Małą nie rzuciłem. Tak, dalej jestem niewyżyty, cóż poradzić? Zacząłem zapinać moją ulubioną czarną koszulę, gdy nagle dziewczyna do mnie podeszła.
- Co powiesz teraz, kotku? - moja narzeczona objęła moją szyję.
- Jesteście genialni - pocałowałem ją w czoło - Wyjdziemy gdzieś razem? - uśmiechnąłem się do niej i lekko pogładziłem biodra.
- Jasne - odwzajemniła gest i lekko musnęła moje usta - Daj mi chwilę, a ja się przebiorę - przejechała paznokciem po mojej szyi i poszła do łazienki z wybranymi ciuchami
Po paru minutach wyszła już ubrana.
Była taka seksowna, że mógłbym zedrzeć z niej tą sukienkę. Nie wiem czy wytrzymam przez ten cały wieczór.
- Idziemy? - wystawiłem ramie, a ona je objęła.
- Oczywiście - uniosła końciki ku górze.
Otworzyłem jej drzwi samochodu i pojechaliśmy do restauracji. Zamówiliśmy jedzenie oraz czerwone wino.
- Ash, wiesz, że nie przepadam za alkoholem - cicho się zaśmiała - I do tego ty prowadzisz.
- Jeden kieliszek, nic się nie stanie - zrobiłem kocie oczka.
- Chcesz spowodować wypadek? - spojrzała na mnie poważnie.
- Tylko jeden, będę uważał - chwyciłem jej dłoń i lekko pogładziłem wierzch.
- Ostatni raz - ścisnęła moją rękę, a ja pocałowałem jej rączkę.
***
Po romantycznej kolacji, na którą zabrałem Call wróciliśmy do domu. Było już późno i wszystkie światła w domu były zgaszone, więc mam nadzieję, że wszyscy śpią i będę mógł zrobić z moją ukochaną to, co zajmowało moje myśli odkąd zobaczyłem ją w tej czerwonej sukience opinającej jej seksowne ciało. Muszę przyznać, że po ciąży wygląda jeszcze lepiej niż przed nią. Cicho otworzyłem drzwi i wpuściłem dziewczynę przede mną nie powstrzymując się od patrzenia na jej zgrabny tyłek. Gdy lekko poruszyła biodrami mój kutas dał o sobie znać próbując wydostać się z moich ciasnych spodni. Dziewczyna odwróciła się wchodząc po schodach i popatrzyła na mnie pytająco. No tak, patrząc na jej pośladki zatrzymałem się z lekko otwartymi ustami. Jestem tylko facetem, nie oceniajcie mnie.
- Już idę, idę - mruknąłem ruszając za nią - Kochanie, wyglądasz dzisiaj obłędnie. Chciałbym robić z tobą te wszystkie niegrzeczne rzeczy i sprawić, że będziesz jęczeć moje imię - starałem się, żeby mój głos brzmiał jak najbardziej uwodzicielsko - Tak bardzo mam na ciebie ochotę.
- Dzięki? - uniosła brew i pokonała resztę schodów - Będziesz tak stał i się patrzył, czy weźmiesz to, co twoje?
Otworzyłem szeroko oczy i wręcz rzuciłem się na dziewczynę przypierając ją do ściany i wpijając się w jej usta. Smakowała tak dobrze, a jej miękkie wargi idealnie współgrały z moimi. Chciałem być jak najbliżej niej, więc przycisnąłem swoje biodra do jej i wydałem jęk, gdy dziewczyna nieświadomie otarła się o moją erekcje. Oderwałem się na chwilę od niej łapiąc powietrze i wymruczałem do jej ucha:
- Tak cholernie pragnę poczuć te pełne usta na moim kutasie - czarnowłosa gwałtownie wciagnęła powietrze - Chcę słyszeć jak jęczysz, gdy jestem głęboko... Głęboko w tobie.
Ku mojemu zaskoczeniu dziewczyna uśmiechnęła się zadziornie.
- Więc może pozbędziesz się przeszkód? - zapytała ściskając moje krocze na co jęknąłem i wepchnąłem dziewczynę do naszego pokoju.
Od razu przywarłem ustami do jej szyi. Ssałem i lizałem, a ona wydawała kurewsko seksowne jęki. Nie mogąc wytrzymać już dłużej złapałem dół sukienki i ściągnąłem ją z dziewczyny. Zamarłem widząc, że moja ukochana nie ma na sobie bielizny. Calley lekko się zarumieniła, lecz po chwili zaczęła rozpinać moją koszulę, a raczej nieudolnie próbowała, bo z podniecenia trzęsły się jej ręce. Sfrustrowana zerwała czarny materiał, a guziki rozsypały się po podłodze.
- To była moja ulubiona koszula - jęknąłem zawiedziony i spojrzałem na nią z błyskiem w oku - Będziesz musiała za to zapłacić.
Niebieskooka opadła na kolana. Przez spodnie ścisnęła lekko moje przyrodzenie, na co wydałem zduszony jęk. Zachichotała rozpinając moje rurki i razem z bokserkami zsunęła je do kolan.
- Jeśli nie chcesz naprawdę... - zacząłem, ale nie dane byłobo mi skończyć, gdyż Mała złapała mojego penisa między wargi i zabijcie mnie, jeśli to nie był najseksowniejszy widok na świecie. Zaczęła lekko ssać jeżdżąc dłonią po części, której nie dała rady wsadzić do ust. Zajęczałem głośno wplatając palce w jej włosy. Jak dziewczyna tak niedoświadczona jak ona była tak dobra w obciąganiu? To musi być talent!
- Kochanie-eh! Jesteś w-wspaniała! - wysapałem patrząc na nią z góry. Kurewsko podniecało mnie jej niewinne spojrzenie - Calley! Ahh...
Poczułem, że jestem blisko, a przyjemność zaczęła potęgować się w moim podbrzuszu, gdy nagle...
- Kurwa! - warknąłem patrząc na Call z wyrzutem - Dlaczego przestałaś w takim momencie?!
- Chyba nie myślisz, że pozwolę ci skończyć teraz? - uniosła brew uśmiechając się niewinnie - Chcesz tego? - przejechała dłonią po moim penisie, na co jęknąłem - Więc to sobie weź...
Więcej nie było mi trzeba. Dosłownie rzuciłem dziewczyną na łóżko i wpiłem się w jej usta. Jedną dłonią złapałem jej pierś lekko masując, a drugą zjechałem na jej krocze. Gdy przejechałem palcami między jej wargami, pisnęła. Uśmiechnąłem się cwaniacko, wciąż nie odrywając od niej ust. Podczas pocierania jej wydawała coraz więcej jęków, które cholernie mnie nakręcały. Wiedziałem, że jest blisko, ponieważ zaczęła unosić biodra, by być bliżej mojej dłoni. Po chwili odsunąłem się od niej i teraz to ona patrzyła na mnie z wyrzutem. Zanim zdążyła się odezwać wszedłem w nią gwałtownie. Krzyknęła wbijając paznokcie w moje plecy, a ja znowu ją pocałowałem. Zacząłem się szybko poruszać, a Mała jęczała coraz bardziej. Po chwili ona także zaczęła ruszać biodrami, żeby czuć większą przyjemność.
- Ashley! - moja ukochana krzyknęła, kiedy była blisko szczytu, nie byłem jej dłużny i także wyjęczałem jej imię. Ona doszła, a ja zaraz po niej. Call wtuliła się w moją klatę i lekko przejechała po niej paznokciem przez co mruknąłem seksownie.
- Jesteś cudowny - szepnęła do mojego ucha i delilatnie przygryzła jego płatek.
- Ty bardziej, skarbie - przytuliłem ją do siebie mocno - Muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczyłaś - przejechałem kciukiem po jej dolnej wardze, a ona bardzo się zarumieniła.
- Nigdy czegoś takiego nie robiłam - lekko się uśmiechnęła.
- Byłaś wspaniała - musnąłem jej nosek - A teraz chodźmy spać - przytuliłem ją mocno do siebie i zasnęliśmy.
*Rano*
Od razu, gdy wstałem wziąłem obudzonego Danny'ego na ręce i pocałowałem w czoło.
- Hej maleńkiml. Jak spałeś? - połaskotałem bo po brzuszku, na co synek się zaśmiał. Zszedłem z nim na dół i zacząłem robić śniadanie dla Karo. Maluch patrzył co ja robię i wesoło machał rączkami. Wspaniałego mam syna, ale chciałbym jeszcze córeczkę, małą, śliczną księżniczkę, tak jak moja narzeczona. Kiedy tak myślałem, o mało co nie przypaliłem jajek. Nałożyłem je na talerz, nalałem soku i dałem wszystko na tacę przy okazji kładąc na nią jedną różę. Wszedłem do pokoju, a Calluś dalej słodko spała. Pocałowałem ją w czoło, a ona jak na zawołanie otworzyła oczy.
- Co tak patrzysz? - usiadła wygodnie.
- Bo lubię - zaśmiałem się i podałem jej jedzenie - Ma wszystko zniknąć - pogroziłem jej palcem, a ona przewróciła oczami - Widzisz młody jaką masz marudną mamę? - przytuliłem go do siebie, ale on się odsunął i przytulił do Karoli.
- Chyba woli mnie - wybuchła śmiechem i objęła maleństwo.
- Ja was zabije!!!! - nagle w pokoju pojawił się Christian - Ile można się pieprzyć?! Nie mogłem spać! Macie szczęście, że sufit żyje! - poszedł sobie, a my płakaliśmy ze śmiechu.
- Może następnym razem będziemy nieco ciszej? - zaproponowała.
- Zobaczymy jeszcze - musnąłem jej usta.
--------------------
Od razu mówię, że te porno nie napisałam, tylko teenage dirtbag, której bloga na pewno pamiętacie, a przynajmniej ci, którzy czytają mojego bloga od początku.
Przepraszam, że znowu jest taki krótki, ale już nie umiem pisać, więc :(
Cóż miesiąc już minął od koncertu Black Veil Brides! Dziękuję bardzo dwóm dziewczyną, które do mnie podeszły, czyli Nikt oraz Purdy Girl! Dziękuję wam bardzo za ten czas spędzony z wami i także za pomoc, bo gdyby nie wy, to na pewno bym tam zemdlała i wylądowała w szpitalu. Może w oddzielnym poście zdam wam relacue z konceru :3
No to ten do następnego :D
12 komentarzy - nowy rozdział.
sobota, 25 kwietnia 2015
niedziela, 29 marca 2015
Rozdział 29
*2 tygodnie później*
*Perspektywa Ashley'a*
- Calluś! Chodź tu z cycem! - krzyknąłem na cały dom.
- Jak jeszcze raz tak powiesz, to obetnę ci chuja i przywiesze nad kominkiem! - moja narzeczona walnęła mnie ścierką w łeb.
- Ej! To mój tekst! - oburzył się Biersack.
- Od kiedy?!
- Odkąd powiedziałem Juliet, że gadał o tobie, gdy wróciliśmy od twojego dawnego studia - poczochrałem młodemu włosy.
- Stare czasy - zaśmiała się.
- To jak z tym cycem? - zapytałem.
- Dajcie mi jakiś tasak, młotek oraz gwóźdź! - zacisnęła pięści.
- Żartowałem kochanie - pocałowałem ją w czoło - Danny jest głodny.
- Skąd ty to wiesz? - uniosła brew.
- Wiem, kiedy faceci mają ochotę na cycki - i w tej chwili dostałem w głowę.
- Koniec z seksem! Chuj z tym, że kochaliśmy się tylko raz! - wzięła naszego synka i poszła na dół.
- Nieeeeeeeeeeee! - udawałem, że płacze.
- Fakaj się - krzyknęła z dołu i dodatkowo było słychać śmiech malucha. Ten to ma poczucie humoru.
- Jak ty z nią wytrzymujesz? - zapytał Jake.
- Jak widzisz, jeszcze nie zwariowałem - zaśmiałem się.
- Powodzenia ze wspólnym domem, wy się tam pozabijacie!
- Jak zobaczy nowy pokoik dla Purdy'ego Juniora, to od razu złagodnieje - powiedziałem dumnie.
- Chciałbyś - wtrącił się CC.
- Ty bądź cicho, babciu - uciszyłem go.
- Jestem babcia? Zawsze o tym marzyłem! - zaczął skakać z radości, a my zrobiliśmy facepalma. Jak ja kocham tych debili.
*Perspektywa Karoliny*
Ashley nawet nie wie jaki mamy z niego ubaw razem z dziewczynami i Ricky'm. Właśnie, co on tu u licha robi?!
- Richard? Co ty tu u licha robisz? - zaczęłam kołysać synka.
- Spędzam czas z moją siostrą, jej przyjaciółkami, moim siostrzeńcem oraz dziewczyną - pocałował Ann w policzek.
- Tak? To zabierz swoją seksowną dupe i narka - wysłałam mu buziaka.
- Jaka ty jesteś wredna - zrobił fochnięty dziubek.
- Myślałam, że Anka jest wiedźmą.
- Bo jest, ale większą od ciebie - stwierdził.
- No dzięki, kotku - kolorowo włosa udawała obrażoną.
- Oj przepraszam skarbie - pogłaskał ją po włosach i ucałował czubek głowy.
- Rzygam wami - udawałam, że wymiotuje, za to zakochańce zajęli się sobą.
- Co robimy, Juli? - spojrzałam na przyjaciółkę.
- Shopping?
- Shopping! - zerwałyśmy się z miejsca.
Poszłam do pokoju Andy'ego nawet nie przejmując się tym, że walił sobie do filmów z udziałem jego i Juju. Czekaj, co?! Z kim ja kurwa mieszkam?
- Caaaaalluś! Musiałaś? - zaczął marudzić.
- Zajmijcie się Danny'm. Ja idę z Simms na zakupy - wyszłam, ale po chwili się wróciłam - A tak w ogóle, to niezłe masz wymiary - szybko wybiegłam zanim dostałam poduszką w łeb.
*Kilka godzin później*
Nigdy więcej na zakupy z Juli! Jestem padnięta jak nigdy! Wracałyśmy do domu, ale usłyszałyśmy jak jacyś chłopacy grają na ulicy. Podeszłam bliżej i zaczęłam ich słuchać. Grupka na mnie spojrzała i zaczęła grać Angel Eyes. Jeden z nich zawołał mnie gęstem ręki, żebym zaśpiewała, więc zrobiłam to, o co mnie poprosił. Usiadłam obok zielonowłosego chłopaka i zaczęłam śpiewać, a oni grać.
Po kilku piosenkach skończyliśmy.
- Świetni jesteście! Ja się dziwię, że nie gracie koncertów po kraju - uśmiechnęłam się do nich.
- Nie znaleźliśmy jeszcze odpowiedniego wokalu - powiedział bębniarz.
- I chcieliśmy zapytać, czy nie chciałabyś grać z nami? - zrobili kocie oczka, na co się zaśmiałam.
- Wiecie, mam synka, niedługo biorę ślub...
- Tak myśleliśmy, że się nie zgodzisz - posmutnieli i zaczęli się zbierać.
- Jasne, że chciałabym! - krzyknęłam na co chłopcy pobiegli do mnie i zaczęli ściskać.
- Nawet nie wiesz jak my się z tego cieszymy! - powiedzieli równo.
- Ja również, ale co z nazwą? - puścili mnie i zaczęliśmy się zastanawiać, po chwili spojrzeliśmy na siebie.
- Slowdeath! - krzyknęliśmy i przybiliśmy sobie piątki.
***
- Ash'uś, skarbie biorę urlop! Przez najbliższe pare miesięcy zajmujesz się małym! - krzyknęłam, kiedy weszłam do domu.
- Co kurwa?! - zbiegł ze schodów przy okazji zaliczając glebe - Aua! Jaki urlop?! Co znowu wymyśliłaś?
- Zespół mam i zgładzimy was jednym teledyskiem! - zaśmiałam się złowrogo.
- Chciałabyś - poczochrał mi włosy.
- Zobaczysz za tydzień, kiedy nasz klip ujrzy światło dziennie - znowu mój śmiech.
*Tydzień później*
Nagrywaliśmy właśnie jedną z głównych scen naszego teledysku, czyli ja siedząca w wannie i udająca wariatkę. W sumie nawet to do mnie pasowało.
- Powtórz to i kończymy wszystko już - powiedział reżyser.
Ekipa puściła muzykę, a ja tylko poruszałam ustami i powtarzałam wcześniej wykonane przeze mnie ruchy.
- Cięcie! Genialnie! Jesteście niesamowici! - powiedział uradowany - Do wieczora powinien się pojawić - podziękowaliśmy i wróciliśmy do willi Brides'ów.
- I jak? - spytał Andy.
- Zajebiście poszło! Wieczorem powinniście wszystko obejrzeć - pisnęliśmy z radości i zaczęliśmy skakać. - Przepraszam, zapomniałam was przedstawić przez ten tydzień - zawołałam chłopaków. - To jest Trixx, nasz perkusista, Brandon, czyli basist Jeremy - gitarzyska rytmiczny i brat Brandona, a Kyle jest głównym - pomachał zielono - czarny.
- Zajebiście wyglądacie - uśmiechnął się.
- Wiemy - powiedzieliśmy równo i zaśmialiśmy.
***
Ja z chłopakami siedzieliśmy w piwnicy i graliśmy właśnie Going To Hell. Świetnie nam szło i wiedziałam, że każdy będzie nas znał. Nagle drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Ash i Danny.
- Tu jesteś słoneczko - uśmiechnął się.
- Hej misiaku - dałam mu buziaka, a małego Purdy'ego wzięłam na ręce, obróciłam i musnęłam nosek - Jak było na spacerze z tatusiem? - połaskotałam go po brzuszku na co mały zaśmiał.
- Był wesoły, ani trochę nie płakał. Jestem zwycięzcą! - zaczął tańczyć, a my z chłopakami wybuchliśmy śmiechem.
- Chyba się z nim nie nudzisz? - spytał bębniarz.
- Ani trochę - wtuliłam się w mojego basistę.
Równo o 20 pojawił się nasz teledysk do piosenki Defame Me. Wszyscy zgromadzeni wpatrywali się w telewizor jak zaczarowani, a kiedy klip się skończył, domownicy zaczęli nam bić brawa.
- Zdrowie za Slowdeath! - wznieśliśmy toast.
---------------------------------------
Powracam kurwa!! I jak wam się podoba? Ashley wzorowy tatuś, Calley zakładająca zespół, romans Ricky'ego i Ann. Chris na pewno się jeszcze pojawi, o to się nie martwcie :D
Zapraszam też do nowej zakładki "Członkowie zespołu", żeby każdy się połapał, jak który wygląda :3
Ustawiam nowy limit!
12 komentarzy = nowy rozdział.
Powodzenia! XD
*Perspektywa Ashley'a*
- Calluś! Chodź tu z cycem! - krzyknąłem na cały dom.
- Jak jeszcze raz tak powiesz, to obetnę ci chuja i przywiesze nad kominkiem! - moja narzeczona walnęła mnie ścierką w łeb.
- Ej! To mój tekst! - oburzył się Biersack.
- Od kiedy?!
- Odkąd powiedziałem Juliet, że gadał o tobie, gdy wróciliśmy od twojego dawnego studia - poczochrałem młodemu włosy.
- Stare czasy - zaśmiała się.
- To jak z tym cycem? - zapytałem.
- Dajcie mi jakiś tasak, młotek oraz gwóźdź! - zacisnęła pięści.
- Żartowałem kochanie - pocałowałem ją w czoło - Danny jest głodny.
- Skąd ty to wiesz? - uniosła brew.
- Wiem, kiedy faceci mają ochotę na cycki - i w tej chwili dostałem w głowę.
- Koniec z seksem! Chuj z tym, że kochaliśmy się tylko raz! - wzięła naszego synka i poszła na dół.
- Nieeeeeeeeeeee! - udawałem, że płacze.
- Fakaj się - krzyknęła z dołu i dodatkowo było słychać śmiech malucha. Ten to ma poczucie humoru.
- Jak ty z nią wytrzymujesz? - zapytał Jake.
- Jak widzisz, jeszcze nie zwariowałem - zaśmiałem się.
- Powodzenia ze wspólnym domem, wy się tam pozabijacie!
- Jak zobaczy nowy pokoik dla Purdy'ego Juniora, to od razu złagodnieje - powiedziałem dumnie.
- Chciałbyś - wtrącił się CC.
- Ty bądź cicho, babciu - uciszyłem go.
- Jestem babcia? Zawsze o tym marzyłem! - zaczął skakać z radości, a my zrobiliśmy facepalma. Jak ja kocham tych debili.
*Perspektywa Karoliny*
Ashley nawet nie wie jaki mamy z niego ubaw razem z dziewczynami i Ricky'm. Właśnie, co on tu u licha robi?!
- Richard? Co ty tu u licha robisz? - zaczęłam kołysać synka.
- Spędzam czas z moją siostrą, jej przyjaciółkami, moim siostrzeńcem oraz dziewczyną - pocałował Ann w policzek.
- Tak? To zabierz swoją seksowną dupe i narka - wysłałam mu buziaka.
- Jaka ty jesteś wredna - zrobił fochnięty dziubek.
- Myślałam, że Anka jest wiedźmą.
- Bo jest, ale większą od ciebie - stwierdził.
- No dzięki, kotku - kolorowo włosa udawała obrażoną.
- Oj przepraszam skarbie - pogłaskał ją po włosach i ucałował czubek głowy.
- Rzygam wami - udawałam, że wymiotuje, za to zakochańce zajęli się sobą.
- Co robimy, Juli? - spojrzałam na przyjaciółkę.
- Shopping?
- Shopping! - zerwałyśmy się z miejsca.
Poszłam do pokoju Andy'ego nawet nie przejmując się tym, że walił sobie do filmów z udziałem jego i Juju. Czekaj, co?! Z kim ja kurwa mieszkam?
- Caaaaalluś! Musiałaś? - zaczął marudzić.
- Zajmijcie się Danny'm. Ja idę z Simms na zakupy - wyszłam, ale po chwili się wróciłam - A tak w ogóle, to niezłe masz wymiary - szybko wybiegłam zanim dostałam poduszką w łeb.
*Kilka godzin później*
Nigdy więcej na zakupy z Juli! Jestem padnięta jak nigdy! Wracałyśmy do domu, ale usłyszałyśmy jak jacyś chłopacy grają na ulicy. Podeszłam bliżej i zaczęłam ich słuchać. Grupka na mnie spojrzała i zaczęła grać Angel Eyes. Jeden z nich zawołał mnie gęstem ręki, żebym zaśpiewała, więc zrobiłam to, o co mnie poprosił. Usiadłam obok zielonowłosego chłopaka i zaczęłam śpiewać, a oni grać.
Po kilku piosenkach skończyliśmy.
- Świetni jesteście! Ja się dziwię, że nie gracie koncertów po kraju - uśmiechnęłam się do nich.
- Nie znaleźliśmy jeszcze odpowiedniego wokalu - powiedział bębniarz.
- I chcieliśmy zapytać, czy nie chciałabyś grać z nami? - zrobili kocie oczka, na co się zaśmiałam.
- Wiecie, mam synka, niedługo biorę ślub...
- Tak myśleliśmy, że się nie zgodzisz - posmutnieli i zaczęli się zbierać.
- Jasne, że chciałabym! - krzyknęłam na co chłopcy pobiegli do mnie i zaczęli ściskać.
- Nawet nie wiesz jak my się z tego cieszymy! - powiedzieli równo.
- Ja również, ale co z nazwą? - puścili mnie i zaczęliśmy się zastanawiać, po chwili spojrzeliśmy na siebie.
- Slowdeath! - krzyknęliśmy i przybiliśmy sobie piątki.
***
- Ash'uś, skarbie biorę urlop! Przez najbliższe pare miesięcy zajmujesz się małym! - krzyknęłam, kiedy weszłam do domu.
- Co kurwa?! - zbiegł ze schodów przy okazji zaliczając glebe - Aua! Jaki urlop?! Co znowu wymyśliłaś?
- Zespół mam i zgładzimy was jednym teledyskiem! - zaśmiałam się złowrogo.
- Chciałabyś - poczochrał mi włosy.
- Zobaczysz za tydzień, kiedy nasz klip ujrzy światło dziennie - znowu mój śmiech.
*Tydzień później*
Nagrywaliśmy właśnie jedną z głównych scen naszego teledysku, czyli ja siedząca w wannie i udająca wariatkę. W sumie nawet to do mnie pasowało.
- Powtórz to i kończymy wszystko już - powiedział reżyser.
Ekipa puściła muzykę, a ja tylko poruszałam ustami i powtarzałam wcześniej wykonane przeze mnie ruchy.
- Cięcie! Genialnie! Jesteście niesamowici! - powiedział uradowany - Do wieczora powinien się pojawić - podziękowaliśmy i wróciliśmy do willi Brides'ów.
- I jak? - spytał Andy.
- Zajebiście poszło! Wieczorem powinniście wszystko obejrzeć - pisnęliśmy z radości i zaczęliśmy skakać. - Przepraszam, zapomniałam was przedstawić przez ten tydzień - zawołałam chłopaków. - To jest Trixx, nasz perkusista, Brandon, czyli basist Jeremy - gitarzyska rytmiczny i brat Brandona, a Kyle jest głównym - pomachał zielono - czarny.
- Zajebiście wyglądacie - uśmiechnął się.
- Wiemy - powiedzieliśmy równo i zaśmialiśmy.
***
Ja z chłopakami siedzieliśmy w piwnicy i graliśmy właśnie Going To Hell. Świetnie nam szło i wiedziałam, że każdy będzie nas znał. Nagle drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Ash i Danny.
- Tu jesteś słoneczko - uśmiechnął się.
- Hej misiaku - dałam mu buziaka, a małego Purdy'ego wzięłam na ręce, obróciłam i musnęłam nosek - Jak było na spacerze z tatusiem? - połaskotałam go po brzuszku na co mały zaśmiał.
- Był wesoły, ani trochę nie płakał. Jestem zwycięzcą! - zaczął tańczyć, a my z chłopakami wybuchliśmy śmiechem.
- Chyba się z nim nie nudzisz? - spytał bębniarz.
- Ani trochę - wtuliłam się w mojego basistę.
Równo o 20 pojawił się nasz teledysk do piosenki Defame Me. Wszyscy zgromadzeni wpatrywali się w telewizor jak zaczarowani, a kiedy klip się skończył, domownicy zaczęli nam bić brawa.
- Zdrowie za Slowdeath! - wznieśliśmy toast.
---------------------------------------
Powracam kurwa!! I jak wam się podoba? Ashley wzorowy tatuś, Calley zakładająca zespół, romans Ricky'ego i Ann. Chris na pewno się jeszcze pojawi, o to się nie martwcie :D
Zapraszam też do nowej zakładki "Członkowie zespołu", żeby każdy się połapał, jak który wygląda :3
Ustawiam nowy limit!
12 komentarzy = nowy rozdział.
Powodzenia! XD
sobota, 20 grudnia 2014
Rozdział 28
*2 miesiące później*
*Perspektywa Karoliny*
Maluch szybciutko rósł, z Ash'em nie mogliśmy się doczekać, aż go zobaczymy, a został już miesiąc.
Byłam właśnie w studiu razem z Black Veil Brides, którzy pracowali nad płytą. Ciągle im coś nie pasowało, albo coś nie tak z tekstem, albo z muzyką. Już mnie to denerwowało i to bardzo.
- Jak nie przestaniecie to serio mnie coś rozniesie! Jake dawaj mi tą gitarę, a Andy teksty! - weszłam do dźwiękoszczelnego pomieszczenia i usiadłam na krześle czekając, aż dostanę potrzebne mi rzeczy. Nie musiałam długo czekać, bo chłopacy z prędkością światła przynieśli mi instrument i notes. Zaczęłam przeglądać wszystkie teksty, Biersack miał głowę.
- Okej, zacznijmy od Last Rites. Co myślicie o tym? - zagrałam początek
- Bardzo dobre - powiedzieli chórem.
- To Jake (albo Jinxx bo nie jestem pewna kto zaczyna) graj tak do końca pierwszej zwrotki, a później trochę zwolnij. Jinxx to samo, przy refrenie nieco przyspieszcie, coś takiego - teraz refren piosenki - Rozumiecie? - spojrzałam na nich.
- Tak! - wzięli swoje wiosła i powtórzyli moje ruchy.
- CC! - zawołałam go i usiadłam przy jego perkusji.
- Melduję się! - zasalutował.
- Patrz i słuchaj - zaczęłam uderzać w bębny dając im zrozumiały rytm - Zapamiętasz? - oddałam mu pałeczki.
- Pewnie - zasiadł na swoim tronie i powtórzył.
- Ash ty sobie poradzisz chyba sam, bo ja nie umiem grać na basie - reszta zespołu się zaśmiała - No to Andy, z tobą jest problem, bo nie wiem jaką melodię tutaj dać.
- Może coś takiego?
Children born and raised on a Sunday
Hearing what their leaders say
Singing along
A story missing to the ones who won't listen
All the words are left alone - zaśpiewał.
- Genialne! To teraz tak samo reszta piosenki i mamy już coś! - ucieszyłam się.
- Powinnaś być producentem muzycznym - stwierdziła Juliet.
- Nie przesadzaj, po prostu tylko pomagam chłopakom, a poza tym piercing i tatuaże to moja największa pasja, zaraz za nią muzyka. Może kiedyś nagram jakąś płytę, kto wie co się stanie? - spojrzałam na chłopaków, którzy świetnie sobie radzili z piosenkami.
Po paru godzinach udało nam się jeszcze nagrać 3 piosenki między innymi Drag Me To The Grave, Walk Away oraz Stolen Omen. Najbardziej jakoś przypadła mi ta ostania bo miała w sobie dużego kopa i ten scream, może nie taki jak kiedyś, ale jest dobrze.
- Padam na ryj! - położyłam się na plecach na łóżku.
- Chyba się zmęczyłaś bardziej niż ja - zaśmiał się cicho Ashley i pocałował moje czoło.
- Żebyś wiedział! Mam nadzieję, że z resztą piosenek pójdzie wam szybciej - wtuliłam się w niego i poczułam kopanie - Oho, mały jednak spać nie chce - odsłoniłam brzuch.
- Czemu nie śpisz skarbie, co? Daj mamusi odpocząć - lekko stuknął palcem o mój brzuch i nagle nóżka Danny'ego się ukazała.
- Mała? Widziałaś to? - uśmiechnął się szeroko.
- Widziałam kotku - pogłaskałam swój brzuch - Już się nie mogę doczekać, aż go do siebie przytulę - otarłam łzę szczęścia.
- Będzie na pewno taki jak ty - przyłożył głowę do brzuszka.
- Tak myślisz? - uśmiechnęłam się i pogłaskałam jego włosy.
- Tak słońce, ale najważniejsze, że będzie najszczęśliwszy na świecie - musnął ustami mój brzuch.
- Bo będzie miał wspaniałego tatę.
- Jak i wspaniałą mamę - jego kąciki lekko uniosły się ku górze.
Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu, to Ricky dzwonił, od razu odebrałam.
- Hej braciszku! - powiedziałam radoście - Co u ciebie?
- Dobrze jest, ale ja nie po to. No bo muszę ci coś powiedzieć...
- Wiem, że Chris mnie zdradził i jest skończonym skurwysynem i tyle - przerwałam mu.
- Już dostał ode mnie porządnie po twarzy, więc jak go zobaczysz to będzie miał wielką śliwę pod okiem - słyszałam w jego głosie złość.
- Ricky, nie musiałeś przecież...
- Ja mu powiedziałem, że jak ciebie skrzywdzi, to będzie miał do czynienia ze mną - przerwał mi
- Dziękuję, ale jak wróci to ja sobie z nim "pogadam" - nie pomysłałam, że Horror może być aż taki agresywny.
- A ty się trzymasz jakoś? - zapytał już spokojniej i z troską.
- Tak, wszystko jest już dobrze, maluszek rośnie, pomagam chłopakom przy płycie.
- To się cieszę, muszę już kończyć bo ten idiota wraca. Trzymaj się siostra, jutro już wracamy. Kocham cię.
- Pa Ricky, ja ciebie też - rozłączyłam się.
*Perspektywa Ricky'ego*
Usłyszałem głos tego idioty i jego szmaty, więc szybko się rozłączyłem z Call.
- Z kim rozmawiałeś? - spytał Chris.
- A jak myślisz? - odpowiedziałem mu pytaniem.
- Mam nadzieję, że jej nic nie powiedziałeś.
- Przestań ją okłamywać w końcu! Ostrzegałem cię, że jak ją skrzywdzisz to ty oberwiesz! - krzyknąłem na niego.
- Powiem jej to na spokojnie, jakoś to zniesie - machnął ręką.
- Jakoś to zniesie?! Wiesz ty w ogóle jaka o a jest wrażliwa?! Przez ciebie znowu popadnie w depresję!
- Nic jej nie będzie, znajdzie sobie kogoś jeszcze. Niezła z niej dupa i na pewno ma w cholerę adoratorów.
- Stary! Nie wkurwiaj mnie, bo znowu dostaniesz - pogroziłem mu palcem.
- Ale Chris ma rację, znajdzie sobie kogoś jeszcze - teraz głos zabrała Czerwona.
- Sabrina! Nie wtrącaj się, bo to jest sprawa między moją siostrą, a twoim chłopakiem.
Ona nic nie odpowiedziała, tylko wtuliła się w Motionless'a.
Jak na nich patrzyłem chciało mi się wymiotować. Ja temu draniowi nie daruje. Mam nadzieję, że Call sobie poradzi, w końcu ma mnie i Brides'ów.
*Perspektywa Karoliny*
Po przepysznym obiedzie, który zaserwował nam Jinxx zdecydowałam, że pójdę sama na jakiś spacer po mieście. Był piękny śnieżny styczeń, więc to idealna pora na wyjście z domu. Patrzałam na bawiące się dzieci, a także ich rodziców. Nie mogłam się już doczekać, aż ja ze swoim Danny'm wyjdę na dwór ulepić bałwana.
- O hej Ann - pomachałam dziewczynie.
- Cześć Call - odwzajemniała gest.
Po chwili coś do mnie dotarło, szybko się odwróciłam.
- Ann?!
- Call?! - od razu rzuciłyśmy się sobie w ramiona i mocno przytuliłyśmy.
- Anka co ty tu robisz?! - oderwałam się od niej.
- Zdałam studia i przyleciałam tutaj do pracy i szukać ciebie. Widzę, że jest wszystko okej z tobą - uśmiechnęła się do mnie i spojrzała na brzuch.
- Tak, jest wspaniale. Chodź do mnie, poznasz chłopaków - wzięłam przyjaciółkę pod rękę i udałyśmy się do mnie.
- Chłopaki! Na dół i to w trybie now, bo mamy gościa! - krzyknęłam, a Bridesi od razu znaleźli się w salonie. - Przedstawiam wam Ankę, moją przyjaciółkę z dzieciństwa. Ann, to moim przyjaciele oraz chłopak Ashley - poczułam jak basista mnie obejmuje od tyłu.
- Chciałaś powiedzieć narzeczony skarbie - pocałował mnie lekko w szyję
- Znowu jesteście razem? Jak ja się z tego bardzo cieszę.
- My również - uśmiechnęłam się szeroko.
*Następnego dnia*
Po przebudzeniu poszłam do łazienki załatwić swoje kobiece prawy. Stanęłam przy lustrze, podciągnęłam koszulkę patrząc na mój duży już brzuszek.
Kąciki moich ust uniosły się wysoko ku górze. Poczułam jak mój Danny kopie, co bardziej mnie ucieszyło i zbliżyło do niego. Tak bardzo chciałam przytulić mojego synka. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Siedziałam spokojnie w kuchni i zaczęłam robić śniadanie dla tych leniwych żarłoków. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyłączyłam palnik i poszłam otworzyć. W progu zobaczyłam Ricky'ego, którego od razu mocno przytuliłam.
- Tęskniłam strasznie - wtuliłam się w niego.
- Ja też mała - pogłaskał moje włosy - Jak tam młody? - spojrzał się na brzuch.
- Wszystko z nim dobrze. Za niecały miesiąc przyjdzie na świat - ucieszyłam się bardzo.
- To świetnie. Będziesz wspaniałą mamą - znowu mnie przytulił.
- Co to za piski z samego rana? - zaczął marudzić CC.
- Idź spać! - krzyknęłam.
- Eee..Przepraszam - to była Ann, która próbowała się przecisnąć przez Horrora.
- O Anka poznaj mojego brata.Ricky to jest Ania, moja przyjaciółka z Polski.
- Bardzo mi miło - Olson uścisnął jej dłoń i uśmiechnął uroczo.
- Mnie również - zauważyłam, że Ann się zarumieniła. Coś iskrzy między nimi, widać to. Richard od rozstania z Lexus jest taki trochę smutny, a przy niej od razu rozpromieniał.
- Akurat zdąrzyliście na śniadanie kochani - wróciłam do smarzenia naleśników.
Dałam na stolik dwa słoiki nutelli i poszłam po talerze na których juz były rozłożone danie. Zanosiłam ostatni, aż nagle upuściłam przedmiot z rąk i upadłam na kolana. Wszyscy zlecieli się do mnie.
- Mała, co ci jest? - zapytał Ash.
- Zaczęło się, odeszły mi wody! - zaczęłam oddychać. Andy zadzwonił po karetkę, a Purdy zaniósł mnie na kanapę.
- Oddychaj, zaraz przyjadą - przytulił mnie do siebie.
- Za wcześnie - poczułam łzy napływające mi do oczu.
- Nie martw się, to jest normalne - ścisnął moją dłoń.
Po minucie zabrała mnie karetka, Ash pojechał ze mną, Ricky z Ann oraz Jake'em, Jinxx'em i CC'm, a Andy z Juliet.
- Spokojnie Call, oddychaj. Jestem tu przy tobie - pocałował moje czoło.
- Kocham cię Ash - powiedziałam przez łzy.
- Ja ciebie też kocham Karolciu - pocałował moją dłoń.
*Perspektywa Ricky'ego*
Za wcześnie! Cholera jasna, za wcześnie! Mam nadzieję, że małej nic nie będzie, ani Danny'emu. Wsiadłem szybko do auta i jechałem za ambulansem. Zobaczyłem, że Anka się trzęsie ze strachu, więc chwyciłem jej dłoń, żeby ją nieco uspokoić.
- Spokojnie, nic jej nie będzie - pogładziłem kciukiem wierzch dłoni.
- Dzięki Ricky - lekko się zarumieniła. Jaka ona jest urocza, od razu wpadła mi w oko.
*Perspektywa Ashley'a*
Lekarze kazali mi założyć jakiś zielony fartuch, to nie mój kolor ludzie! Usiadłem przy Call i kazałem jej przeć i oddychać, męczyła się z chwilą coraz bardziej. Bałem się, że nie wytrzyma, ale po czasie usłyszałem płacz dziecka.
- Niech ojciec przetnie pępowinę - powiedział lekarz i podał mi nożyczki szpitalne i odciąłem pępowinę synkowi, a pielęgniarka podała Danny'ego Karo.
Moja ukochana na sam widok maleństwa od razu się popłakała, ze szczęścia oczywiście.
- Witaj na świecie Danny - pocałowała go w czółko - Chcesz go potrzymać? - uśmiechnęła się do mnie.
- Jasne, że tak - wziąłem małego na ręce i ucałowałem w policzek. Będzie bardzo przystojny jak tatuś, ja to wiem - Mój maleńki synek - przytuliłem go do siebie. Niestety musiałem go oddać lekarce, bo trzeba było go dać do inkubatora, w końcu to wcześniak.
*Parę godzin później*
*Perspektywa Karoliny*
Karmiłam Danny'ego, a ze mną był Ash, Ricky i Anka. Strasznie się cieszę, że ich mam. Czułam się już lepiej i na szczęście nie byłam aż tak zmęczona jak po porodzie.
Usłyszałam jak ktoś wparowuje do sali, to był Chris. Teraz udawałam głupią, naiwną dziewczynę, która nic nie wie.
- Jak się czujesz skarbie? - usiadł obok mojego łóżka i pogłaskał po wlosach
- Dobrze już, mały jest zdrowy oraz przystojny po tacie - tulę do siebie maluszka.
- Ale oczy ma po tobie - stwierdził i się uśmiechnął. Kurwa, niezły z niego aktor.
- Wiem - oddałam małego Ricky'emu - Czekaj, muszę ci coś pokazać - usiadłam na krawędzi łóżka i szukałam w telefonie odpowiedniego zdjęcia. Po chwili je znalazłam.
- Możesz mi powiedzieć co to za dziewczyna?! - pokazałam mu obraz przedstawiający jego i Czerwoną jak się całują.
- Calluś, to nie tak jak myślisz - zaczął się powoli odsuwać.
- Nie? A co? Przez te jebane pół roku mnie okłamywałeś, wykorzystywałeś, bawiłeś się jak zwykłą lalką! Jesteś śmieciem, nikim więcej! - wstałam i rzuciłam się na niego i zaczęłam bić go wszędzie, gdzie popadnie. Nie oszczędzałam go ani trochę. Jednak ktoś mnie odciągnął od niego, a Motionless spojrzał na mnie.
- Oszalałaś - powiedział plując krwią.
- Może i tak, ale mam to w tym momencie gdzieś. Wypierdalaj z mojego życia i nigdy nie wracaj! - wtuliłam się w Ash'a, który mnie od razu pocałował.
- To wy...? - zaciął się i spojrzał na pierścionek - Szmata - syknął cicho, a Ricky z małym na ręce kopnął Cerulli'ego w twarz.
- Ostrzegałem cię - warknął i wykopał go z sali.
- Nie musiałeś aż tak mocno - powiedziała cicho Ann.
- Musiałem. Dopuścił się najgorszego, czyli skrzywdził moją siostrę - przytulił Danny'ego i spuścił głowę w dół, a ona za to wtuliła się w niego, tak że Olson ją objął.
- Chodź skarbie do mamusi - wyciągnęłam ręce w stronę mojego maleństwa. Ricky mi podał synka i dokończyłam karmienie. Jak ja się cieszę, ze teraz będzie już dobrze, bez żadnych problemów.
----------------------------------------------------------
UDAŁO SIĘ! W końcu udało mi się dodać nowy rozdział. Jestem z siebie dumna. Nie sądziłam, że poród i bijatyka tak z łatwością napiszę :D
Ten rozdział jest specjalnie dla naszej kochanej Black Ann, która pojawiła się w rozdziale i na pewno zostanie długo :3 Masz swojego Horrora! <3
Niech panda będzie z wami i do następnego 🐼💖
Ps. Zapraszam na zakładę "Bohaterowie" :D
10 komemtarzy - nowy rozdział.
EDIT: Dla jasności ta czerwono włosa to Sabrina, obecna dziewczyna Chris'a jakby ktoś nie wiedział! :D
*Perspektywa Karoliny*
Maluch szybciutko rósł, z Ash'em nie mogliśmy się doczekać, aż go zobaczymy, a został już miesiąc.
Byłam właśnie w studiu razem z Black Veil Brides, którzy pracowali nad płytą. Ciągle im coś nie pasowało, albo coś nie tak z tekstem, albo z muzyką. Już mnie to denerwowało i to bardzo.
- Jak nie przestaniecie to serio mnie coś rozniesie! Jake dawaj mi tą gitarę, a Andy teksty! - weszłam do dźwiękoszczelnego pomieszczenia i usiadłam na krześle czekając, aż dostanę potrzebne mi rzeczy. Nie musiałam długo czekać, bo chłopacy z prędkością światła przynieśli mi instrument i notes. Zaczęłam przeglądać wszystkie teksty, Biersack miał głowę.
- Okej, zacznijmy od Last Rites. Co myślicie o tym? - zagrałam początek
- Bardzo dobre - powiedzieli chórem.
- To Jake (albo Jinxx bo nie jestem pewna kto zaczyna) graj tak do końca pierwszej zwrotki, a później trochę zwolnij. Jinxx to samo, przy refrenie nieco przyspieszcie, coś takiego - teraz refren piosenki - Rozumiecie? - spojrzałam na nich.
- Tak! - wzięli swoje wiosła i powtórzyli moje ruchy.
- CC! - zawołałam go i usiadłam przy jego perkusji.
- Melduję się! - zasalutował.
- Patrz i słuchaj - zaczęłam uderzać w bębny dając im zrozumiały rytm - Zapamiętasz? - oddałam mu pałeczki.
- Pewnie - zasiadł na swoim tronie i powtórzył.
- Ash ty sobie poradzisz chyba sam, bo ja nie umiem grać na basie - reszta zespołu się zaśmiała - No to Andy, z tobą jest problem, bo nie wiem jaką melodię tutaj dać.
- Może coś takiego?
Children born and raised on a Sunday
Hearing what their leaders say
Singing along
A story missing to the ones who won't listen
All the words are left alone - zaśpiewał.
- Genialne! To teraz tak samo reszta piosenki i mamy już coś! - ucieszyłam się.
- Powinnaś być producentem muzycznym - stwierdziła Juliet.
- Nie przesadzaj, po prostu tylko pomagam chłopakom, a poza tym piercing i tatuaże to moja największa pasja, zaraz za nią muzyka. Może kiedyś nagram jakąś płytę, kto wie co się stanie? - spojrzałam na chłopaków, którzy świetnie sobie radzili z piosenkami.
Po paru godzinach udało nam się jeszcze nagrać 3 piosenki między innymi Drag Me To The Grave, Walk Away oraz Stolen Omen. Najbardziej jakoś przypadła mi ta ostania bo miała w sobie dużego kopa i ten scream, może nie taki jak kiedyś, ale jest dobrze.
- Padam na ryj! - położyłam się na plecach na łóżku.
- Chyba się zmęczyłaś bardziej niż ja - zaśmiał się cicho Ashley i pocałował moje czoło.
- Żebyś wiedział! Mam nadzieję, że z resztą piosenek pójdzie wam szybciej - wtuliłam się w niego i poczułam kopanie - Oho, mały jednak spać nie chce - odsłoniłam brzuch.
- Czemu nie śpisz skarbie, co? Daj mamusi odpocząć - lekko stuknął palcem o mój brzuch i nagle nóżka Danny'ego się ukazała.
- Mała? Widziałaś to? - uśmiechnął się szeroko.
- Widziałam kotku - pogłaskałam swój brzuch - Już się nie mogę doczekać, aż go do siebie przytulę - otarłam łzę szczęścia.
- Będzie na pewno taki jak ty - przyłożył głowę do brzuszka.
- Tak myślisz? - uśmiechnęłam się i pogłaskałam jego włosy.
- Tak słońce, ale najważniejsze, że będzie najszczęśliwszy na świecie - musnął ustami mój brzuch.
- Bo będzie miał wspaniałego tatę.
- Jak i wspaniałą mamę - jego kąciki lekko uniosły się ku górze.
Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu, to Ricky dzwonił, od razu odebrałam.
- Hej braciszku! - powiedziałam radoście - Co u ciebie?
- Dobrze jest, ale ja nie po to. No bo muszę ci coś powiedzieć...
- Wiem, że Chris mnie zdradził i jest skończonym skurwysynem i tyle - przerwałam mu.
- Już dostał ode mnie porządnie po twarzy, więc jak go zobaczysz to będzie miał wielką śliwę pod okiem - słyszałam w jego głosie złość.
- Ricky, nie musiałeś przecież...
- Ja mu powiedziałem, że jak ciebie skrzywdzi, to będzie miał do czynienia ze mną - przerwał mi
- Dziękuję, ale jak wróci to ja sobie z nim "pogadam" - nie pomysłałam, że Horror może być aż taki agresywny.
- A ty się trzymasz jakoś? - zapytał już spokojniej i z troską.
- Tak, wszystko jest już dobrze, maluszek rośnie, pomagam chłopakom przy płycie.
- To się cieszę, muszę już kończyć bo ten idiota wraca. Trzymaj się siostra, jutro już wracamy. Kocham cię.
- Pa Ricky, ja ciebie też - rozłączyłam się.
*Perspektywa Ricky'ego*
Usłyszałem głos tego idioty i jego szmaty, więc szybko się rozłączyłem z Call.
- Z kim rozmawiałeś? - spytał Chris.
- A jak myślisz? - odpowiedziałem mu pytaniem.
- Mam nadzieję, że jej nic nie powiedziałeś.
- Przestań ją okłamywać w końcu! Ostrzegałem cię, że jak ją skrzywdzisz to ty oberwiesz! - krzyknąłem na niego.
- Powiem jej to na spokojnie, jakoś to zniesie - machnął ręką.
- Jakoś to zniesie?! Wiesz ty w ogóle jaka o a jest wrażliwa?! Przez ciebie znowu popadnie w depresję!
- Nic jej nie będzie, znajdzie sobie kogoś jeszcze. Niezła z niej dupa i na pewno ma w cholerę adoratorów.
- Stary! Nie wkurwiaj mnie, bo znowu dostaniesz - pogroziłem mu palcem.
- Ale Chris ma rację, znajdzie sobie kogoś jeszcze - teraz głos zabrała Czerwona.
- Sabrina! Nie wtrącaj się, bo to jest sprawa między moją siostrą, a twoim chłopakiem.
Ona nic nie odpowiedziała, tylko wtuliła się w Motionless'a.
Jak na nich patrzyłem chciało mi się wymiotować. Ja temu draniowi nie daruje. Mam nadzieję, że Call sobie poradzi, w końcu ma mnie i Brides'ów.
*Perspektywa Karoliny*
Po przepysznym obiedzie, który zaserwował nam Jinxx zdecydowałam, że pójdę sama na jakiś spacer po mieście. Był piękny śnieżny styczeń, więc to idealna pora na wyjście z domu. Patrzałam na bawiące się dzieci, a także ich rodziców. Nie mogłam się już doczekać, aż ja ze swoim Danny'm wyjdę na dwór ulepić bałwana.
- O hej Ann - pomachałam dziewczynie.
- Cześć Call - odwzajemniała gest.
Po chwili coś do mnie dotarło, szybko się odwróciłam.
- Ann?!
- Call?! - od razu rzuciłyśmy się sobie w ramiona i mocno przytuliłyśmy.
- Anka co ty tu robisz?! - oderwałam się od niej.
- Zdałam studia i przyleciałam tutaj do pracy i szukać ciebie. Widzę, że jest wszystko okej z tobą - uśmiechnęła się do mnie i spojrzała na brzuch.
- Tak, jest wspaniale. Chodź do mnie, poznasz chłopaków - wzięłam przyjaciółkę pod rękę i udałyśmy się do mnie.
- Chłopaki! Na dół i to w trybie now, bo mamy gościa! - krzyknęłam, a Bridesi od razu znaleźli się w salonie. - Przedstawiam wam Ankę, moją przyjaciółkę z dzieciństwa. Ann, to moim przyjaciele oraz chłopak Ashley - poczułam jak basista mnie obejmuje od tyłu.
- Chciałaś powiedzieć narzeczony skarbie - pocałował mnie lekko w szyję
- Znowu jesteście razem? Jak ja się z tego bardzo cieszę.
- My również - uśmiechnęłam się szeroko.
*Następnego dnia*
Po przebudzeniu poszłam do łazienki załatwić swoje kobiece prawy. Stanęłam przy lustrze, podciągnęłam koszulkę patrząc na mój duży już brzuszek.
Kąciki moich ust uniosły się wysoko ku górze. Poczułam jak mój Danny kopie, co bardziej mnie ucieszyło i zbliżyło do niego. Tak bardzo chciałam przytulić mojego synka. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Siedziałam spokojnie w kuchni i zaczęłam robić śniadanie dla tych leniwych żarłoków. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyłączyłam palnik i poszłam otworzyć. W progu zobaczyłam Ricky'ego, którego od razu mocno przytuliłam.
- Tęskniłam strasznie - wtuliłam się w niego.
- Ja też mała - pogłaskał moje włosy - Jak tam młody? - spojrzał się na brzuch.
- Wszystko z nim dobrze. Za niecały miesiąc przyjdzie na świat - ucieszyłam się bardzo.
- To świetnie. Będziesz wspaniałą mamą - znowu mnie przytulił.
- Co to za piski z samego rana? - zaczął marudzić CC.
- Idź spać! - krzyknęłam.
- Eee..Przepraszam - to była Ann, która próbowała się przecisnąć przez Horrora.
- O Anka poznaj mojego brata.Ricky to jest Ania, moja przyjaciółka z Polski.
- Bardzo mi miło - Olson uścisnął jej dłoń i uśmiechnął uroczo.
- Mnie również - zauważyłam, że Ann się zarumieniła. Coś iskrzy między nimi, widać to. Richard od rozstania z Lexus jest taki trochę smutny, a przy niej od razu rozpromieniał.
- Akurat zdąrzyliście na śniadanie kochani - wróciłam do smarzenia naleśników.
Dałam na stolik dwa słoiki nutelli i poszłam po talerze na których juz były rozłożone danie. Zanosiłam ostatni, aż nagle upuściłam przedmiot z rąk i upadłam na kolana. Wszyscy zlecieli się do mnie.
- Mała, co ci jest? - zapytał Ash.
- Zaczęło się, odeszły mi wody! - zaczęłam oddychać. Andy zadzwonił po karetkę, a Purdy zaniósł mnie na kanapę.
- Oddychaj, zaraz przyjadą - przytulił mnie do siebie.
- Za wcześnie - poczułam łzy napływające mi do oczu.
- Nie martw się, to jest normalne - ścisnął moją dłoń.
Po minucie zabrała mnie karetka, Ash pojechał ze mną, Ricky z Ann oraz Jake'em, Jinxx'em i CC'm, a Andy z Juliet.
- Spokojnie Call, oddychaj. Jestem tu przy tobie - pocałował moje czoło.
- Kocham cię Ash - powiedziałam przez łzy.
- Ja ciebie też kocham Karolciu - pocałował moją dłoń.
*Perspektywa Ricky'ego*
Za wcześnie! Cholera jasna, za wcześnie! Mam nadzieję, że małej nic nie będzie, ani Danny'emu. Wsiadłem szybko do auta i jechałem za ambulansem. Zobaczyłem, że Anka się trzęsie ze strachu, więc chwyciłem jej dłoń, żeby ją nieco uspokoić.
- Spokojnie, nic jej nie będzie - pogładziłem kciukiem wierzch dłoni.
- Dzięki Ricky - lekko się zarumieniła. Jaka ona jest urocza, od razu wpadła mi w oko.
*Perspektywa Ashley'a*
Lekarze kazali mi założyć jakiś zielony fartuch, to nie mój kolor ludzie! Usiadłem przy Call i kazałem jej przeć i oddychać, męczyła się z chwilą coraz bardziej. Bałem się, że nie wytrzyma, ale po czasie usłyszałem płacz dziecka.
- Niech ojciec przetnie pępowinę - powiedział lekarz i podał mi nożyczki szpitalne i odciąłem pępowinę synkowi, a pielęgniarka podała Danny'ego Karo.
- Witaj na świecie Danny - pocałowała go w czółko - Chcesz go potrzymać? - uśmiechnęła się do mnie.
- Jasne, że tak - wziąłem małego na ręce i ucałowałem w policzek. Będzie bardzo przystojny jak tatuś, ja to wiem - Mój maleńki synek - przytuliłem go do siebie. Niestety musiałem go oddać lekarce, bo trzeba było go dać do inkubatora, w końcu to wcześniak.
*Parę godzin później*
*Perspektywa Karoliny*
Karmiłam Danny'ego, a ze mną był Ash, Ricky i Anka. Strasznie się cieszę, że ich mam. Czułam się już lepiej i na szczęście nie byłam aż tak zmęczona jak po porodzie.
Usłyszałam jak ktoś wparowuje do sali, to był Chris. Teraz udawałam głupią, naiwną dziewczynę, która nic nie wie.
- Jak się czujesz skarbie? - usiadł obok mojego łóżka i pogłaskał po wlosach
- Dobrze już, mały jest zdrowy oraz przystojny po tacie - tulę do siebie maluszka.
- Ale oczy ma po tobie - stwierdził i się uśmiechnął. Kurwa, niezły z niego aktor.
- Wiem - oddałam małego Ricky'emu - Czekaj, muszę ci coś pokazać - usiadłam na krawędzi łóżka i szukałam w telefonie odpowiedniego zdjęcia. Po chwili je znalazłam.
- Możesz mi powiedzieć co to za dziewczyna?! - pokazałam mu obraz przedstawiający jego i Czerwoną jak się całują.
- Calluś, to nie tak jak myślisz - zaczął się powoli odsuwać.
- Nie? A co? Przez te jebane pół roku mnie okłamywałeś, wykorzystywałeś, bawiłeś się jak zwykłą lalką! Jesteś śmieciem, nikim więcej! - wstałam i rzuciłam się na niego i zaczęłam bić go wszędzie, gdzie popadnie. Nie oszczędzałam go ani trochę. Jednak ktoś mnie odciągnął od niego, a Motionless spojrzał na mnie.
- Oszalałaś - powiedział plując krwią.
- Może i tak, ale mam to w tym momencie gdzieś. Wypierdalaj z mojego życia i nigdy nie wracaj! - wtuliłam się w Ash'a, który mnie od razu pocałował.
- To wy...? - zaciął się i spojrzał na pierścionek - Szmata - syknął cicho, a Ricky z małym na ręce kopnął Cerulli'ego w twarz.
- Ostrzegałem cię - warknął i wykopał go z sali.
- Nie musiałeś aż tak mocno - powiedziała cicho Ann.
- Musiałem. Dopuścił się najgorszego, czyli skrzywdził moją siostrę - przytulił Danny'ego i spuścił głowę w dół, a ona za to wtuliła się w niego, tak że Olson ją objął.
- Chodź skarbie do mamusi - wyciągnęłam ręce w stronę mojego maleństwa. Ricky mi podał synka i dokończyłam karmienie. Jak ja się cieszę, ze teraz będzie już dobrze, bez żadnych problemów.
----------------------------------------------------------
UDAŁO SIĘ! W końcu udało mi się dodać nowy rozdział. Jestem z siebie dumna. Nie sądziłam, że poród i bijatyka tak z łatwością napiszę :D
Ten rozdział jest specjalnie dla naszej kochanej Black Ann, która pojawiła się w rozdziale i na pewno zostanie długo :3 Masz swojego Horrora! <3
Niech panda będzie z wami i do następnego 🐼💖
Ps. Zapraszam na zakładę "Bohaterowie" :D
10 komemtarzy - nowy rozdział.
EDIT: Dla jasności ta czerwono włosa to Sabrina, obecna dziewczyna Chris'a jakby ktoś nie wiedział! :D
niedziela, 23 listopada 2014
Rozdział 27
*Perspektywa Karoliny*
Po południu umówiłam się z Juliet na pidżama party. Co też ta dziewczyna nie wymyśli? Jednak się zgodziłam bo teraz mało spędzałyśmy czasu, więc stęskniłyśmy się bardzo za sobą. Wsiadłam do mojego samochodu i znowu widziałam ten pojazd, co mnie niedawno śledził. Wkurwiłam się, tym razem już naprawdę. Zatrzymałam się na jakimś poboczu i wysiadłam z auta, o dziwo pojazd nie odjechał, otworzyłam JEJ drzwi, chwyciłam za płaszcz, wywaliłam i oparłam o maskę.
- Kim ty do kurwy nędzy jesteś i czemu mnie znowu śledzisz? -krzyknęłam prawie jej do ucha mocno trzymając nadgarstki. W tym momencie nie przejełam się małym, tylko tą czerwoną szmatą.
- Powiem ci tylko tyle, że masz się odpierdolić od mojego Chris'a! On tylko udaje, że jest z tobą, a tak naprawdę kocha mnie! - próbowała się wyrwać, ale ja byłam silniejsza.
- Wmawiaj sobie ruda szmiro! Gdybym nie była w ciąży zrobiłabym ci większą krzywdę niż teraz - wykręciłam jej dłoń - A teraz zjeżdżaj stąd i nie chcę ciebie na oczy widzieć już! - puściłam ją i wpakowałam do jej samochodu, a sama poszłam do swojego i pojechałam w stronę willi Brides'ów.
- Hej mamusiu! - na samym początku powitał mnie Christian i mocno przytulił.
- Spokojnie wariacie! Ja tu waszego bratanka pod sercem mam. Nie uszkodźcie mi go - zaśmiałam się głośno i też przytuliłam perkusistę. Następny był Andy, potem Jake z Jinxx'em i oczywiście przyszły tatuś, który pocałował mnie w policzek.
- Hej mała, hej mały - uśmiechnął się do mnie i od razu po tym przytulił do brzusia, będzie cudownym ojcem. Danny kopnął.
- Stęsknił się za tobą jak czuję - na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Ja za nim też - pocałował brzuch.
-Koniec! Bo mi cały wieczór z nią zabierzecie! - pociągnęła mnie za rękę do swojego i Andy'ego pokoju.
- Spokojnie siostra, nie zabiją mnie przecież - zaczęłam się śmiać.
- Ale wyprzytulają na śmierć - teraz ona zaczęła mnie ściskać - Tęskniłam strasznie za tobą - powiedziała cicho.
- Ja za tobą też - pocałowałam ją w policzek i jeszcze bardziej ją przytuliłam.
Nagle usłyszałyśmy jakieś krzyki, dochodziły z pokoju Ash'a.
- Ja już mam tego dosyć! Ciągle teraz jest Karo, mały, Karo, mały i tak w kółko! Już w ogóle nie spędzamy ze sobą czasu. Odchodzę! - to był głos Kiny.
- Bardzo dobrze, idź sobie! Nie potrzebuję ciebie! Byłem idiotą poznawając taką pustą dziewczynę jak ty! Ja kocham Call i to się już na pewno nie zmieni! - krzyknął.
- To bądźcie sobie razem szczęśliwi! - teraz było słychać stukanie jej obcasów - Gdzie moja walizka?!
- Stoi w salonie już od rana, jakbyś była mądrzejsza to zauważyłabyś ją jak wchodziłaś do środka, a teraz wypierdalaj i do zobaczenia nigdy - popatrzałam przez dziurkę od kluczy i widziałam jak Purdy popycha blondynkę w stronę drzwi i już jej nie było.
- W końcu się jej pozbył - powiedziała Juju.
- Mhm... - mruknęłam cicho przypominając sobie Czerwoną.
- Coś się stało? - spytała moja przyjaciółka.
- Niee - wymusiłam sztuczny uśmiech.
- Widzę przecież - dalej stawiała na swoim.
- Po prostu to przez ciążę, humorki mam takie, czasami się nie da wytrzymać - próbowałam coś wymyślić.
- Twoje "humorki" to nic w porównaniu z chłopakami - obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
*Parę godzin później*
Całe popołudnie i wieczór spędziłyśmy na plotkowaniu, malowaniu, robieniu sobie kanapeczek, słuchaniu muzyki i tańczeniu. Teraz zaczęłyśmy się sobie zwierzać.
- Robiłaś to już z Chris'em? - poruszyła brwiami, a ja kiwnęłam twierdząco głową - Jaki jest? - zrobiła wielkie oczy.
- Ashley i tak lepszy - znowu wybuchłyśmy śmiechem - I to o wiele. Pamiętam jak zrobił mi fajny prezent na urodziny - rozmarzyłam się wspominając wszystko.
- Właśnie! Co to było bo nikt nie chciał mi powiedzieć? - wzięła garść popcornu.
- Najcudowniejszy striptiz pod słońcem - rzuciłam się na łóżko ciągle mając szeroki uśmiech na twarzy.
- A czy ty dalej coś do niego czujesz? - nagle zapytała, a ja byłam cicho. Zaczęłam przeglądać zdjęcia moje i Ash'a na telefonie, w głowie miałam tysiące myśli, wszystko co się wydarzyło między nami powróciło. Tęsknię za nim i to bardzo.
- Halo? Ziemia do Calley - pstryknęła mi palcami przed oczami.
- Żyję! - mrugnęłam kilka razy.
- Dalej go kochasz - bardziej stwierdziła niż spytała, a ja kiwnęłam głową.
- Nie wiem co mam zrobić - ukryłam twarz w dłoniach i rozpłakałam.
- Coś wymyślimy mała - pocałowała mnie w czoło i mocno przytuliła do siebie.
*Ranek*
Kończyłam właśnie brać prysznic. Wychodziłam z kabiny i zobaczyłam Ash'a, któremu aż oczy się zaświecił na widok mojego nagiego ciała. Szybko wzięłam ręcznik i się zasłoniłam.
- Nie bój się, przecież już cię widziałem - lekko się uśmiechnął.
- Tylko raz - zarumieniłam się strasznie - Mógłbyś już wyjść? Chciałabym się ubrać - próbowałam zasłonić jakoś rumieńce.
- Jasne, przepraszam - poczułam jego usta na moim rozgrzanym policzku - Tęskniłem strasznie za tobą Calluś - szepnął mi do ucha i wyszedł. Znowu poczułam te motyle w brzuchu. Brakowało mi go bardzo w swoim życiu, tego wszystkiego co było między nami. Dalej go kocham, no kurwa kocham!
Ubrałam się szybko i wróciłam do Juliet, która spała w najlepsze, zaśmiałam się widząc jej minę. Zeszłam na dół chcąc zrobić śniadanie, ale zauważyłam już Purdy'ego majstrującego przy kuchence.
- Co robisz? - usiadłam na blacie.
- Powinnaś wiedzieć - uśmiechnął się do mnie znacząco.
- Tylko mi nie mów, że... Racuchy z jabłkami! - zaczęłam skakać z radości i ucałowałam jego policzek - Jednak nie zapomniałeś - spojrzałam na niego pełna radości.
- Jak mogłem zapomnieć? Znamy się prawie rok i wiem o tobie właściwie wszystko - poczochrał mi włosy.
- Racja - uwiesiłam się z tyłu jego szyi i patrzyłam co robi.
*Parę godzin później*
Wróciłam do domu i nie widziałam na szczęście auta Czerwonej i dobrze bo źle by się to dla niej skończyło. Weszłam do środka i zauważyłam pełno walizek, zdziwiłam się bardzo.
- Chris? - zawołałam go.
- Co jest mała? - od razu się pojawił w garderobie.
- Co tu robią te bagaże? - dałam płaszcz na wieszak.
- Wyjeżdżamy z zespołem w trasę - powiedział smutno.
- Teraz?
- Niestety, sami byliśmy tym zaskoczeni, ale nic na to nie poradzimy. Będę dopiero za parę miesięcy - objął mnie i przytulił.
- No dobrze, rozumiem - wtuliłam się w niego mocno.
- A ja to pies?! - krzyknął Horror
- Do nogi Ricky'uś! - zaśmiałam się i rzuciłam na szyję bratu.
- Będę tęskniła - ścisnęłam go mocno.
- Ja też brzdącu - pogłaskał moje włosy.
- Uważaj tam na siebie - puściłam go.
- Ty tak samo, mam nadzieję, że Bridesi cię nie wykończą - wyszczerzył się.
- Spokojnie, nic mi nie będzie, z nimi jestem bezpieczna - poczochrałam mu włosy.
Wyjechali. Nie pozostało mi nic do zrobienia jak spakowania swoich ubrań i znowu pojechać do moich wariartów.
*Listopad*
Zaczęłam oglądać wczorajszą galę Alternative Press, nawet Chris i Ghost pokazali się na scenie.
Po jakimś czasie występ się skończył, więc postanowiłam obejrzeć zdjęcia z całej imprezy, aż nagle dostałam chyba zawału. Zobaczyłam Cerulli'ego i TĄ czerwoną szmatę jak się całują.
Zamknęłam laptopa i zrzuciłam wszystko co miałam na biurku zalewając się łzami. Wyłam jak nienormalna, czułam jak mi serce pękało coraz bardziej.
- Mała? Co się stało? - usłyszałam głos ojca mojego maleństwa.
- Nic - załkałam - Po prostu mnie przytul - mocno się w niego wtuliłam.
- No już, nie płacz skarbie - zaczął mnie kołysać i otworzył komputer patrząc na zdjęcie szybko potem go zamykając - Najwyraźniej okazał się dupkiem. Proszę, nie płacz. Nie jest wart twoich łez - pocałował moje czoło, a ja kiwnęłam głową.
- Chodź - poczułam jak bierze mnie na ręce i zanosi do niegdyś naszego pokoj. Nic się tam nie zmieniło, nawet nasze zdjęcie stało na półce. Purdy położył mnie na łóżku, a on obok mnie.
- Zaśnij i spróbuj zapomnieć - przytulił mnie do siebie, w jego ramionach od razu zasnęłam.
*Następnego dnia*
Obudziłam się, ale zamiast Pandzi (czyt. Ash'a) siedziała Juliet.
- Myślałam, że już się nie obudzisz. Chodź, musisz się ubrać - pomogła mi wstać, w końcu to już szósty miesiąc był.
- Ale po co się ubrać? - ziewnęłam.
- Nie mogę ci wszystkiego powiedzieć, a teraz weź to i załóż. Bez dyskusji! - zaprowadziła mnie do łazienki i zamknęła drzwi. Sukienka była śliczna i leżała na mnie idealnie, tylko po co mi była teraz ona? Wzruszyłan ramionami i przebrana wróciłam do przyjaciółki.
- Wyglądasz cudownie! Teraz siadaj, zajmę się make up'em - wyjęła tusz z kosmetyczki i zaczęła mnie malować.
Po jakimś czasie skończyła, ułożyła włosy, dała mi jakieś niższe obcasy i pojechałyśmy do Echoparku niedaleko naszego domu.
- Poczekaj tutaj, zaraz ktoś po ciebie przyjdzie - wysłała mi buziaka i odjechała. Usiadłam na jakieś ławce i czekałam. Nagle pojawił się Ash w eleganckim garniturze.
- Hej mała - uśmiechnął się dając mi buziaka w policzek - Jesteś gotowa? - chwycił moją rękę.
- Jakbym wiedziała na co to tak - on się tylko zaśmiał i zaprowadził do pięknego najpiękniejszego miejsca jaki widziałam w tym parku.
Ashley się zatrzymał i chwycił za obie dłonie i spojrzał w oczy.
- Call, przez te pół roku co się wydarzyło to były najgorsze miesiące w moim życiu, bo spędzone bez ciebie, bez twojej bliskości i miłości. Nie wiem co we mnie wstąpiło, żeby wrócić do Kiny i strasznie tego żałuję. Brakowało mi ciebie bardzo. To dzięki tobie poczułem co to prawdziwa miłość, poświęcenie, zaufanie, a także rodzina - pogłaskał mój brzuch - Ja zrozumiem, że może nie będziesz chciała, ale Mała. Wrócisz do mnie? - spojrzał mi w oczy, które by pełne nadziei, ale także pełne miłości oraz ciepła, które od niego czułam.
Przybliżyłam się w jego stronę bardzo blisko i bez słowa pocałowałam lekko.
- Nawet nie wiesz jak ja za tobą tęskniłam. Byłam głupia zdradzając cię z tym bydlakiem i wiążąc się z nim. Przepra...- nie dał mi skończyć bo znowu nasze usta się złączyły.
- Cicho, to nic. Tego już nie ma i nie wróci. Teraz jesteśmy my i nasz Danny - pogłaskał mój policzek i mocno przytulił do siebie.
- Tak strasznie mi na tobie zależy Ash - jedna łza spłynęła po moim policzku.
- Mi na tobie też Calluś - otarł ją kciukiem - Muszę ci coś jeszcze powiedzieć. Wiesz jaki dzisiaj dzień? - spojrzał mi w oczy.
- 13 listopada - uśmiechnęłam się lekko do siebie.
- Tego dnia powstał nasz związek, dzisiaj mija rok od tego wydarzenia i chcę ten dzień spędzać z tobą już do końca życia - Purdy uklęknął na jedno kolano wyciągając z kieszeni małe czerwone pudełeczko w kształcie serca - Karolino Olson. Kocham cię całym sercem i nigdy nie myślałem, żeby było inaczej. Jesteś moją pierwszą prawdziwą miłością. Miłością mojego życia. Czy uczynisz mi ren zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - otworzył pudełko, a w nim był pierścionek z czarnym diamentem otoczony białymi. Z moich oczu ponownie poleciały łzy.
- Oczywiście, że tak Ashley - wydusiłam z siebie - Kocham cię i nie mogło być inaczej - uklęknęłam razem z nim i pocałowałam.
- Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy, że mam ciebie - mocno mnie przytulił i założył pierścionek na serdeczny palec.
- Ja również kotku, ja również - uśmiechnęłam się do niego szeroko i ponownie złączyłam nasze usta.
------------------------------
ASH I CALL POWRACAJĄ! :D Jestem pewna, że dużo osób się z tego cieszy, a zwłaszcza moja kochana Black Ann, z którą spotkałam się w czwartek. Kooocham cię moja Pandziu! ♥
Rozdział z Chris'em uważam za zakończony, jednak jeszcze się pojawi, żeby skończyć jego obecność u boku Calley. Możliwe, że będzie w niektórych notkach, ale to w dalekiej przyszłości :3
Rozdział dedykuje wam wszystkim! Tym, którzy czytają tego bloga, komentują, pomagają mi pisać. Dziękuję wam bardzo, bez was moje fan fiction by nie istniało. Jesteście wspaniali <3
Kocham was całym sercem i jeszcze raz dziękuję, że jesteście ze mną ♥
Wasza Calley Purdy :3
10 komentarzy = nowy rozdział
Po południu umówiłam się z Juliet na pidżama party. Co też ta dziewczyna nie wymyśli? Jednak się zgodziłam bo teraz mało spędzałyśmy czasu, więc stęskniłyśmy się bardzo za sobą. Wsiadłam do mojego samochodu i znowu widziałam ten pojazd, co mnie niedawno śledził. Wkurwiłam się, tym razem już naprawdę. Zatrzymałam się na jakimś poboczu i wysiadłam z auta, o dziwo pojazd nie odjechał, otworzyłam JEJ drzwi, chwyciłam za płaszcz, wywaliłam i oparłam o maskę.
- Kim ty do kurwy nędzy jesteś i czemu mnie znowu śledzisz? -krzyknęłam prawie jej do ucha mocno trzymając nadgarstki. W tym momencie nie przejełam się małym, tylko tą czerwoną szmatą.
- Powiem ci tylko tyle, że masz się odpierdolić od mojego Chris'a! On tylko udaje, że jest z tobą, a tak naprawdę kocha mnie! - próbowała się wyrwać, ale ja byłam silniejsza.
- Wmawiaj sobie ruda szmiro! Gdybym nie była w ciąży zrobiłabym ci większą krzywdę niż teraz - wykręciłam jej dłoń - A teraz zjeżdżaj stąd i nie chcę ciebie na oczy widzieć już! - puściłam ją i wpakowałam do jej samochodu, a sama poszłam do swojego i pojechałam w stronę willi Brides'ów.
- Hej mamusiu! - na samym początku powitał mnie Christian i mocno przytulił.
- Spokojnie wariacie! Ja tu waszego bratanka pod sercem mam. Nie uszkodźcie mi go - zaśmiałam się głośno i też przytuliłam perkusistę. Następny był Andy, potem Jake z Jinxx'em i oczywiście przyszły tatuś, który pocałował mnie w policzek.
- Hej mała, hej mały - uśmiechnął się do mnie i od razu po tym przytulił do brzusia, będzie cudownym ojcem. Danny kopnął.
- Stęsknił się za tobą jak czuję - na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Ja za nim też - pocałował brzuch.
-Koniec! Bo mi cały wieczór z nią zabierzecie! - pociągnęła mnie za rękę do swojego i Andy'ego pokoju.
- Spokojnie siostra, nie zabiją mnie przecież - zaczęłam się śmiać.
- Ale wyprzytulają na śmierć - teraz ona zaczęła mnie ściskać - Tęskniłam strasznie za tobą - powiedziała cicho.
- Ja za tobą też - pocałowałam ją w policzek i jeszcze bardziej ją przytuliłam.
Nagle usłyszałyśmy jakieś krzyki, dochodziły z pokoju Ash'a.
- Ja już mam tego dosyć! Ciągle teraz jest Karo, mały, Karo, mały i tak w kółko! Już w ogóle nie spędzamy ze sobą czasu. Odchodzę! - to był głos Kiny.
- Bardzo dobrze, idź sobie! Nie potrzebuję ciebie! Byłem idiotą poznawając taką pustą dziewczynę jak ty! Ja kocham Call i to się już na pewno nie zmieni! - krzyknął.
- To bądźcie sobie razem szczęśliwi! - teraz było słychać stukanie jej obcasów - Gdzie moja walizka?!
- Stoi w salonie już od rana, jakbyś była mądrzejsza to zauważyłabyś ją jak wchodziłaś do środka, a teraz wypierdalaj i do zobaczenia nigdy - popatrzałam przez dziurkę od kluczy i widziałam jak Purdy popycha blondynkę w stronę drzwi i już jej nie było.
- W końcu się jej pozbył - powiedziała Juju.
- Mhm... - mruknęłam cicho przypominając sobie Czerwoną.
- Coś się stało? - spytała moja przyjaciółka.
- Niee - wymusiłam sztuczny uśmiech.
- Widzę przecież - dalej stawiała na swoim.
- Po prostu to przez ciążę, humorki mam takie, czasami się nie da wytrzymać - próbowałam coś wymyślić.
- Twoje "humorki" to nic w porównaniu z chłopakami - obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
*Parę godzin później*
Całe popołudnie i wieczór spędziłyśmy na plotkowaniu, malowaniu, robieniu sobie kanapeczek, słuchaniu muzyki i tańczeniu. Teraz zaczęłyśmy się sobie zwierzać.
- Robiłaś to już z Chris'em? - poruszyła brwiami, a ja kiwnęłam twierdząco głową - Jaki jest? - zrobiła wielkie oczy.
- Ashley i tak lepszy - znowu wybuchłyśmy śmiechem - I to o wiele. Pamiętam jak zrobił mi fajny prezent na urodziny - rozmarzyłam się wspominając wszystko.
- Właśnie! Co to było bo nikt nie chciał mi powiedzieć? - wzięła garść popcornu.
- Najcudowniejszy striptiz pod słońcem - rzuciłam się na łóżko ciągle mając szeroki uśmiech na twarzy.
- A czy ty dalej coś do niego czujesz? - nagle zapytała, a ja byłam cicho. Zaczęłam przeglądać zdjęcia moje i Ash'a na telefonie, w głowie miałam tysiące myśli, wszystko co się wydarzyło między nami powróciło. Tęsknię za nim i to bardzo.
- Halo? Ziemia do Calley - pstryknęła mi palcami przed oczami.
- Żyję! - mrugnęłam kilka razy.
- Dalej go kochasz - bardziej stwierdziła niż spytała, a ja kiwnęłam głową.
- Nie wiem co mam zrobić - ukryłam twarz w dłoniach i rozpłakałam.
- Coś wymyślimy mała - pocałowała mnie w czoło i mocno przytuliła do siebie.
*Ranek*
Kończyłam właśnie brać prysznic. Wychodziłam z kabiny i zobaczyłam Ash'a, któremu aż oczy się zaświecił na widok mojego nagiego ciała. Szybko wzięłam ręcznik i się zasłoniłam.
- Nie bój się, przecież już cię widziałem - lekko się uśmiechnął.
- Tylko raz - zarumieniłam się strasznie - Mógłbyś już wyjść? Chciałabym się ubrać - próbowałam zasłonić jakoś rumieńce.
- Jasne, przepraszam - poczułam jego usta na moim rozgrzanym policzku - Tęskniłem strasznie za tobą Calluś - szepnął mi do ucha i wyszedł. Znowu poczułam te motyle w brzuchu. Brakowało mi go bardzo w swoim życiu, tego wszystkiego co było między nami. Dalej go kocham, no kurwa kocham!
Ubrałam się szybko i wróciłam do Juliet, która spała w najlepsze, zaśmiałam się widząc jej minę. Zeszłam na dół chcąc zrobić śniadanie, ale zauważyłam już Purdy'ego majstrującego przy kuchence.
- Co robisz? - usiadłam na blacie.
- Powinnaś wiedzieć - uśmiechnął się do mnie znacząco.
- Tylko mi nie mów, że... Racuchy z jabłkami! - zaczęłam skakać z radości i ucałowałam jego policzek - Jednak nie zapomniałeś - spojrzałam na niego pełna radości.
- Jak mogłem zapomnieć? Znamy się prawie rok i wiem o tobie właściwie wszystko - poczochrał mi włosy.
- Racja - uwiesiłam się z tyłu jego szyi i patrzyłam co robi.
*Parę godzin później*
Wróciłam do domu i nie widziałam na szczęście auta Czerwonej i dobrze bo źle by się to dla niej skończyło. Weszłam do środka i zauważyłam pełno walizek, zdziwiłam się bardzo.
- Chris? - zawołałam go.
- Co jest mała? - od razu się pojawił w garderobie.
- Co tu robią te bagaże? - dałam płaszcz na wieszak.
- Wyjeżdżamy z zespołem w trasę - powiedział smutno.
- Teraz?
- Niestety, sami byliśmy tym zaskoczeni, ale nic na to nie poradzimy. Będę dopiero za parę miesięcy - objął mnie i przytulił.
- No dobrze, rozumiem - wtuliłam się w niego mocno.
- A ja to pies?! - krzyknął Horror
- Do nogi Ricky'uś! - zaśmiałam się i rzuciłam na szyję bratu.
- Będę tęskniła - ścisnęłam go mocno.
- Ja też brzdącu - pogłaskał moje włosy.
- Uważaj tam na siebie - puściłam go.
- Ty tak samo, mam nadzieję, że Bridesi cię nie wykończą - wyszczerzył się.
- Spokojnie, nic mi nie będzie, z nimi jestem bezpieczna - poczochrałam mu włosy.
Wyjechali. Nie pozostało mi nic do zrobienia jak spakowania swoich ubrań i znowu pojechać do moich wariartów.
*Listopad*
Zaczęłam oglądać wczorajszą galę Alternative Press, nawet Chris i Ghost pokazali się na scenie.
Po jakimś czasie występ się skończył, więc postanowiłam obejrzeć zdjęcia z całej imprezy, aż nagle dostałam chyba zawału. Zobaczyłam Cerulli'ego i TĄ czerwoną szmatę jak się całują.
Zamknęłam laptopa i zrzuciłam wszystko co miałam na biurku zalewając się łzami. Wyłam jak nienormalna, czułam jak mi serce pękało coraz bardziej.
- Mała? Co się stało? - usłyszałam głos ojca mojego maleństwa.
- Nic - załkałam - Po prostu mnie przytul - mocno się w niego wtuliłam.
- No już, nie płacz skarbie - zaczął mnie kołysać i otworzył komputer patrząc na zdjęcie szybko potem go zamykając - Najwyraźniej okazał się dupkiem. Proszę, nie płacz. Nie jest wart twoich łez - pocałował moje czoło, a ja kiwnęłam głową.
- Chodź - poczułam jak bierze mnie na ręce i zanosi do niegdyś naszego pokoj. Nic się tam nie zmieniło, nawet nasze zdjęcie stało na półce. Purdy położył mnie na łóżku, a on obok mnie.
- Zaśnij i spróbuj zapomnieć - przytulił mnie do siebie, w jego ramionach od razu zasnęłam.
*Następnego dnia*
Obudziłam się, ale zamiast Pandzi (czyt. Ash'a) siedziała Juliet.
- Myślałam, że już się nie obudzisz. Chodź, musisz się ubrać - pomogła mi wstać, w końcu to już szósty miesiąc był.
- Ale po co się ubrać? - ziewnęłam.
- Nie mogę ci wszystkiego powiedzieć, a teraz weź to i załóż. Bez dyskusji! - zaprowadziła mnie do łazienki i zamknęła drzwi. Sukienka była śliczna i leżała na mnie idealnie, tylko po co mi była teraz ona? Wzruszyłan ramionami i przebrana wróciłam do przyjaciółki.
- Wyglądasz cudownie! Teraz siadaj, zajmę się make up'em - wyjęła tusz z kosmetyczki i zaczęła mnie malować.
Po jakimś czasie skończyła, ułożyła włosy, dała mi jakieś niższe obcasy i pojechałyśmy do Echoparku niedaleko naszego domu.
- Poczekaj tutaj, zaraz ktoś po ciebie przyjdzie - wysłała mi buziaka i odjechała. Usiadłam na jakieś ławce i czekałam. Nagle pojawił się Ash w eleganckim garniturze.
- Hej mała - uśmiechnął się dając mi buziaka w policzek - Jesteś gotowa? - chwycił moją rękę.
- Jakbym wiedziała na co to tak - on się tylko zaśmiał i zaprowadził do pięknego najpiękniejszego miejsca jaki widziałam w tym parku.
Ashley się zatrzymał i chwycił za obie dłonie i spojrzał w oczy.
- Call, przez te pół roku co się wydarzyło to były najgorsze miesiące w moim życiu, bo spędzone bez ciebie, bez twojej bliskości i miłości. Nie wiem co we mnie wstąpiło, żeby wrócić do Kiny i strasznie tego żałuję. Brakowało mi ciebie bardzo. To dzięki tobie poczułem co to prawdziwa miłość, poświęcenie, zaufanie, a także rodzina - pogłaskał mój brzuch - Ja zrozumiem, że może nie będziesz chciała, ale Mała. Wrócisz do mnie? - spojrzał mi w oczy, które by pełne nadziei, ale także pełne miłości oraz ciepła, które od niego czułam.
Przybliżyłam się w jego stronę bardzo blisko i bez słowa pocałowałam lekko.
- Nawet nie wiesz jak ja za tobą tęskniłam. Byłam głupia zdradzając cię z tym bydlakiem i wiążąc się z nim. Przepra...- nie dał mi skończyć bo znowu nasze usta się złączyły.
- Cicho, to nic. Tego już nie ma i nie wróci. Teraz jesteśmy my i nasz Danny - pogłaskał mój policzek i mocno przytulił do siebie.
- Tak strasznie mi na tobie zależy Ash - jedna łza spłynęła po moim policzku.
- Mi na tobie też Calluś - otarł ją kciukiem - Muszę ci coś jeszcze powiedzieć. Wiesz jaki dzisiaj dzień? - spojrzał mi w oczy.
- 13 listopada - uśmiechnęłam się lekko do siebie.
- Tego dnia powstał nasz związek, dzisiaj mija rok od tego wydarzenia i chcę ten dzień spędzać z tobą już do końca życia - Purdy uklęknął na jedno kolano wyciągając z kieszeni małe czerwone pudełeczko w kształcie serca - Karolino Olson. Kocham cię całym sercem i nigdy nie myślałem, żeby było inaczej. Jesteś moją pierwszą prawdziwą miłością. Miłością mojego życia. Czy uczynisz mi ren zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - otworzył pudełko, a w nim był pierścionek z czarnym diamentem otoczony białymi. Z moich oczu ponownie poleciały łzy.
- Oczywiście, że tak Ashley - wydusiłam z siebie - Kocham cię i nie mogło być inaczej - uklęknęłam razem z nim i pocałowałam.
- Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy, że mam ciebie - mocno mnie przytulił i założył pierścionek na serdeczny palec.
- Ja również kotku, ja również - uśmiechnęłam się do niego szeroko i ponownie złączyłam nasze usta.
------------------------------
ASH I CALL POWRACAJĄ! :D Jestem pewna, że dużo osób się z tego cieszy, a zwłaszcza moja kochana Black Ann, z którą spotkałam się w czwartek. Kooocham cię moja Pandziu! ♥
Rozdział z Chris'em uważam za zakończony, jednak jeszcze się pojawi, żeby skończyć jego obecność u boku Calley. Możliwe, że będzie w niektórych notkach, ale to w dalekiej przyszłości :3
Rozdział dedykuje wam wszystkim! Tym, którzy czytają tego bloga, komentują, pomagają mi pisać. Dziękuję wam bardzo, bez was moje fan fiction by nie istniało. Jesteście wspaniali <3
Kocham was całym sercem i jeszcze raz dziękuję, że jesteście ze mną ♥
Wasza Calley Purdy :3
10 komentarzy = nowy rozdział
wtorek, 11 listopada 2014
Rozdział 26
*Perspektywa Chris'a*
To był chyba najlepszy wieczór w całym moim życiu. Z nikim tak dobrze się nie bawiłem jak z Call, nie mogę się przestać na nią patrzeć, jest taka cudowna.
- Czemu mi się tak ciągle przyglądasz? - spytała moja dziewczyna.
- Bo jesteś piękna - odgarnąłem kosmyk jej włosów z czoła - I strasznie się cieszę, że mogę spędzić ten wieczór z tobą - musnąłem lekko jej usta.
- Uroczy jesteś - uśmiechnęła się szeroko w moją stronę i pogłębiła nieco pocałunek, ja za to objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Coś w tej chwili nas do siebie przyciągało, jakaś tajemnicza siła, nie wiem, ale jedno na pewno jestem pewien. Pragnę ją, pragnę ją tu i teraz w tym pokoju, na tej kanapie.
Spojrzałem na nią znacząco i powróciłem do całowania jej cudnych malinowych ust. Była taka słodka i krucha, każdy pocałunek oddawała tak, jakby był tym ostatnim. Dałem ręce na jej biodra i powoli zdjąłem koszulkę patrząc na jej wspaniałe, duże, kształtne piersi. Zobaczyłem, że się rumieni, co bardziej mnie ucieszyło. Pocałowałem każdą z nich i wróciłem na usta, a potem na jej szyję i dekolt. Usłyszałem jej cichutkie jęki, więc kontynuowałem, aż do chwili gdy odpiąłem jej stanik. Mała ponownie się zarumieniła, chwyciłem do ręki jedną pierś i zacząłem lekko pieścić, a drugą całować. Jęczała cicho, więc wiedziałem, że jej się to podobało i nie przestawałem.
Po jakimś czasie zakończyłem swoją dotychczasową czynność i zjechałem nieco niżej, czyli na brzuch i biodra przy okazji zdejmując jej spodnie, moich pozbyła się wcześniej. Masowałem uda i całowałem każdy skrawek jej cudownego ciała, na które mogłem patrzeć dniami i nocami. Zębami zdjąłem jej stringi przejeżdżając ręką od piersi w dół do jej czułego miejsca. Karo cały czas cichutko pojękiwała, co bardzo mnie podniecało. Przestałem na chwilę i spojrzałem jej w oczy, widziałem w nich czułość, miłość, troskę. Kocham ją tak mocno, że nikt sobie tego nie może wyobrazić.
- Jeśli nie chcesz to ja ciebie nie zmuszam kotku - pogładziłem jej policzek i założyłem gumkę.
- Ale ja chcę, nic się maluszkowi nie stanie. Jakby coś to ja ci powiem - pocałowała mnie lekko i objęła szyję. Ja za to lekko w nią wszedłem i zacząłem się powoli poruszać, by nic jej i maleństwu nic się nie stało złego.
Znowu jęki. Poruszałem się z każdą chwilą coraz szybciej, a ona jęczała głośniej i głośniej. Cudowna jest.
Po pewnym czasie szczytowaliśmy razem a ja opadłem obok niej i zacząłem szybko oddychać.
- Jesteś wspaniały Chris - wyszeptała mi do ucha.
- Jak i ty maleńka - ucałowałem jej skroń i zasnęliśmy na kanapie wtuleni w siebie.
- Czemu mi się tak ciągle przyglądasz? - spytała moja dziewczyna.
- Bo jesteś piękna - odgarnąłem kosmyk jej włosów z czoła - I strasznie się cieszę, że mogę spędzić ten wieczór z tobą - musnąłem lekko jej usta.
- Uroczy jesteś - uśmiechnęła się szeroko w moją stronę i pogłębiła nieco pocałunek, ja za to objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Coś w tej chwili nas do siebie przyciągało, jakaś tajemnicza siła, nie wiem, ale jedno na pewno jestem pewien. Pragnę ją, pragnę ją tu i teraz w tym pokoju, na tej kanapie.
Spojrzałem na nią znacząco i powróciłem do całowania jej cudnych malinowych ust. Była taka słodka i krucha, każdy pocałunek oddawała tak, jakby był tym ostatnim. Dałem ręce na jej biodra i powoli zdjąłem koszulkę patrząc na jej wspaniałe, duże, kształtne piersi. Zobaczyłem, że się rumieni, co bardziej mnie ucieszyło. Pocałowałem każdą z nich i wróciłem na usta, a potem na jej szyję i dekolt. Usłyszałem jej cichutkie jęki, więc kontynuowałem, aż do chwili gdy odpiąłem jej stanik. Mała ponownie się zarumieniła, chwyciłem do ręki jedną pierś i zacząłem lekko pieścić, a drugą całować. Jęczała cicho, więc wiedziałem, że jej się to podobało i nie przestawałem.
Po jakimś czasie zakończyłem swoją dotychczasową czynność i zjechałem nieco niżej, czyli na brzuch i biodra przy okazji zdejmując jej spodnie, moich pozbyła się wcześniej. Masowałem uda i całowałem każdy skrawek jej cudownego ciała, na które mogłem patrzeć dniami i nocami. Zębami zdjąłem jej stringi przejeżdżając ręką od piersi w dół do jej czułego miejsca. Karo cały czas cichutko pojękiwała, co bardzo mnie podniecało. Przestałem na chwilę i spojrzałem jej w oczy, widziałem w nich czułość, miłość, troskę. Kocham ją tak mocno, że nikt sobie tego nie może wyobrazić.
- Jeśli nie chcesz to ja ciebie nie zmuszam kotku - pogładziłem jej policzek i założyłem gumkę.
- Ale ja chcę, nic się maluszkowi nie stanie. Jakby coś to ja ci powiem - pocałowała mnie lekko i objęła szyję. Ja za to lekko w nią wszedłem i zacząłem się powoli poruszać, by nic jej i maleństwu nic się nie stało złego.
Znowu jęki. Poruszałem się z każdą chwilą coraz szybciej, a ona jęczała głośniej i głośniej. Cudowna jest.
Po pewnym czasie szczytowaliśmy razem a ja opadłem obok niej i zacząłem szybko oddychać.
- Jesteś wspaniały Chris - wyszeptała mi do ucha.
- Jak i ty maleńka - ucałowałem jej skroń i zasnęliśmy na kanapie wtuleni w siebie.
*Następnego dnia*
Spałem na tej jakże wygodnej kanapie, ale nie czułem obok siebie mojej kobiety. Otworzyłem oczy i nagle poczułem zapach boczku z jajkami. Założyłem na siebie jakąś koszulkę razem z bokserkami i udałem się do kuchni, z której było czuć tą cudowną woń. W pomieszczeniu zobaczyłem Call ubraną tylko w wczorajszą koszulkę i stringi, aż nie mogłem oderwać wzroku od jej zgrabnego tyłeczka. Podeszłem do niej po cichu i leciutko klepnąłem w jej pośladki, a na co Mała trochę odskoczyła.
- Kochanie nie strasz mnie - dała mi buziaka razem ze śniadaniem.
- A to jakiś dzień dobroci dla zwierząt? Nie wsypałaś mi tam nic? - upewniłem się.
- Spokojnie maleńki, jak już mam kogoś zabić to tylko Ricky'ego, który mi zajebał spodnie! - krzyknęła tak głośno, że było słychać śmiech Horrora.
- Tak ci lepiej - zacząłem podziwiać jej jędrne pośladki, a ona przewróciła oczami.
- Jedz bo więcej nie dostaniesz - rzuciła fartuch i poszła z nożem do góry. Ja nie chcę myć pokoju z krwi no!
- Kochanie nie strasz mnie - dała mi buziaka razem ze śniadaniem.
- A to jakiś dzień dobroci dla zwierząt? Nie wsypałaś mi tam nic? - upewniłem się.
- Spokojnie maleńki, jak już mam kogoś zabić to tylko Ricky'ego, który mi zajebał spodnie! - krzyknęła tak głośno, że było słychać śmiech Horrora.
- Tak ci lepiej - zacząłem podziwiać jej jędrne pośladki, a ona przewróciła oczami.
- Jedz bo więcej nie dostaniesz - rzuciła fartuch i poszła z nożem do góry. Ja nie chcę myć pokoju z krwi no!
*Kilka godzin później*
*Perspektywa Karoliny*
Ja i Ash pojechaliśmy do ginekologa dowiedzieć o płci dziecka. Już się nie mogliśmy doczekać, kiedy zobaczymy naszego już dużego fasolka. Chris wolał poczekać na korytarzu, nie chciał, żeby on i Purdy znowu się o coś pokłócili, czy też pobili jak ostatnio.
Położyłam się na jakimś skórzanym krześle podobnym do tego co jest w studiu tatuaży i podwinęłam koszulkę, a pani lekarz posmarowała mój brzuch mazią i przejechała jakimś urządzeniem po nim.
- A to państwa dziecko - wskazała na ekran.
- Nasz mały skarb - uśmiechnął się do mnie Ashley, a ja odwzajemniłam to. - Wie już Pani jaka to będzie płeć? - zapytał.
- Tak, więc to będzie... - na chwilę się zacięła i przyjżała - Chłopiec - powiedziała.
- Mały Purdy Junior - Deviant pocałował moje czoło i brzuszek, który już został obmyty z mazi - Tak strasznie się cieszę - tym razem musnął mój policzek.
- Ja też Ash, ja też. Będziesz wspaniałym tatą - chwyciłam go za dłoń.
- A ty mamą - ucałował moją dłoń i wyszliśmy z gabinetu.
- I co? - zapytał na wstępie Motionless.
- Chłopczyk - rzuciłam mu się na szyję.
- Gratuluję wam - dał mi buziaka, a basiście podał rękę. Postanowiliśmy pojechać do Brides'ów powiedzieć im o dobrej nowinie.
Przyszły tatuś cały w skowronkach wparował do willi i zaczął drzeć japę, że będzie miał syna. Wszysct zaczęli nam gratulować.
- Tak się cieszę z waszego dziecka - Juli rzuciła się na mnie i mocno przytuliła.
- My również, nawet nie wiesz jak - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Ej Chris nie smutaj tak. Za jakiś czas ty i Call będziecie mieli własnego szkraba - puściła mu oczko.
- Miejmy nadzieję, że tak - musnął mój policzek.
- A co z imieniem? - spytał Jake, a nagle wszyscy zamilkli. No tak! Zapomnnieliśmy o najważniejszy, ale z nas debile, a kartkę z imionami zostawiłam u Cerulli'ego.
- Dobra, ludzie myślcie teraz! - w domu zapadła cisza, aż ktoś nie wparował do środka.
- Jak tam u was moi kochani debile? - zagrowlował (ode mnie: Jak to się kurwa odmienia? o.O) na całą chałupę wokalista Asking Alexandrii.
- Danny! - krzyknęliśmy razem z Ash'em i przybiliśmy piątki.
- To ja - wyszczerzył się.
- Nie. Tak właśnie nazwiemy naszego synka - powiedział uradowany Deviant.
- Czuję się zaszczycony, dziękuję - zaśmiał się.
- No to mamy imię z głowy. Już niedługo się zobaczymy synku - starszy Purdy pogłaskał mój brzuch i poczułam kopnięcie, on też bo od razu się uśmiechnął - Tak mały, tata jest przy tobie - pocałował brzuszek, a ja o mało co się nie popłakałam.
Położyłam się na jakimś skórzanym krześle podobnym do tego co jest w studiu tatuaży i podwinęłam koszulkę, a pani lekarz posmarowała mój brzuch mazią i przejechała jakimś urządzeniem po nim.
- A to państwa dziecko - wskazała na ekran.
- Nasz mały skarb - uśmiechnął się do mnie Ashley, a ja odwzajemniłam to. - Wie już Pani jaka to będzie płeć? - zapytał.
- Tak, więc to będzie... - na chwilę się zacięła i przyjżała - Chłopiec - powiedziała.
- Mały Purdy Junior - Deviant pocałował moje czoło i brzuszek, który już został obmyty z mazi - Tak strasznie się cieszę - tym razem musnął mój policzek.
- Ja też Ash, ja też. Będziesz wspaniałym tatą - chwyciłam go za dłoń.
- A ty mamą - ucałował moją dłoń i wyszliśmy z gabinetu.
- I co? - zapytał na wstępie Motionless.
- Chłopczyk - rzuciłam mu się na szyję.
- Gratuluję wam - dał mi buziaka, a basiście podał rękę. Postanowiliśmy pojechać do Brides'ów powiedzieć im o dobrej nowinie.
Przyszły tatuś cały w skowronkach wparował do willi i zaczął drzeć japę, że będzie miał syna. Wszysct zaczęli nam gratulować.
- Tak się cieszę z waszego dziecka - Juli rzuciła się na mnie i mocno przytuliła.
- My również, nawet nie wiesz jak - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Ej Chris nie smutaj tak. Za jakiś czas ty i Call będziecie mieli własnego szkraba - puściła mu oczko.
- Miejmy nadzieję, że tak - musnął mój policzek.
- A co z imieniem? - spytał Jake, a nagle wszyscy zamilkli. No tak! Zapomnnieliśmy o najważniejszy, ale z nas debile, a kartkę z imionami zostawiłam u Cerulli'ego.
- Dobra, ludzie myślcie teraz! - w domu zapadła cisza, aż ktoś nie wparował do środka.
- Jak tam u was moi kochani debile? - zagrowlował (ode mnie: Jak to się kurwa odmienia? o.O) na całą chałupę wokalista Asking Alexandrii.
- Danny! - krzyknęliśmy razem z Ash'em i przybiliśmy piątki.
- To ja - wyszczerzył się.
- Nie. Tak właśnie nazwiemy naszego synka - powiedział uradowany Deviant.
- Czuję się zaszczycony, dziękuję - zaśmiał się.
- No to mamy imię z głowy. Już niedługo się zobaczymy synku - starszy Purdy pogłaskał mój brzuch i poczułam kopnięcie, on też bo od razu się uśmiechnął - Tak mały, tata jest przy tobie - pocałował brzuszek, a ja o mało co się nie popłakałam.
*Wieczór*
*Perspektywa Chris'a*
Wróciliśmy z Małą do domu i od razu co zrobiła to poszła na górę do brata sprawdzić czy nic mu nie jest. Tak, na serio go uszkodziła, może tylko mu jebła w twarz, ale jednak uszkodziła. Biedaczek, co też on ma za pomysły by jej zabierać ubrania.
- Żyje? - zapytałem, kiedy Calley schodziła po shodach do mnie.
- Ledwie, dalej ryczy bo ma zadraśnięcie na policzku, ale baba z niego - przewróciła oczami, a ja za to ją mocno przytuliłem do siebie.
- Jak się czuje przyszła mamusia? - uniosłem jej podbródek i lekko pocałowałem w usta.
- Bardzo dobrze. Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa z mojego maleństwa - pogłaskała się po brzuchu.
- Nie dziwię się, widać jak bardzo kochasz Danny'ego. Będziesz wspaniałą mamą, ja to wiem - pocałowałem jej czoło i wziąłem na ręce powoli zanosząc do naszej sypialni - Wyśpij się. Jakby coś się działo to budź od razu, możesz nawet mnie uderzyć - i jeszcze ją pocałowałem, a ona za to kiwnęła głową.
- Dobranoc skarbie - wtuliła się we mnie.
- Dobranoc słońce - zgasiłem lampkę i zasnęliśmy.
-------------------------------------
PIERDOLĘ! PISZĘ DALEJ! :D Od wczoraj, kiedy napisałam pożegnalnego posta ryczałam jak głupia. Ten blog to część mojego życia i nie mogłam tak was wszystkich zostawić :( Przez moją głupotę prawie straciłam moją przyjaciółkę kochanego Jerry'ego, który mi ciągle wbijał do łba, że umiem pisać, jednak do mnie to nie docierało :( Emi przepraszam cię też za dzisiaj, starałam się z tym rozdziałem jak najlepiej :( <3
A teraz pytanie dnia: Z kim się widzę na koncercie Black Veil Brides w Warszawie? :D Jerry! Ty się już nie odzywają bo znam odpowiedź XD No więc z kim? Wiem, że z bloggerek
będzie nasza Lady Dark :3 Gdybyście chcieli mnie poznać to będę mieć na sobie koszulkę z napisem "Calley". Może ktoś przyjdzie się przywitać XD
A teraz pochwałę się biletem bo co by to było? :D
Teraz na poważnie:
10 komentarzy = nowy rozdział.
Wystarczy, że napiszesz czytam, albo chociaż kropka! Chcę wiedzieć, że mnie nie zostawiliście :(
Calley was wszystkich mocno kocha, pamiętajcie ♥
- Żyje? - zapytałem, kiedy Calley schodziła po shodach do mnie.
- Ledwie, dalej ryczy bo ma zadraśnięcie na policzku, ale baba z niego - przewróciła oczami, a ja za to ją mocno przytuliłem do siebie.
- Jak się czuje przyszła mamusia? - uniosłem jej podbródek i lekko pocałowałem w usta.
- Bardzo dobrze. Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa z mojego maleństwa - pogłaskała się po brzuchu.
- Nie dziwię się, widać jak bardzo kochasz Danny'ego. Będziesz wspaniałą mamą, ja to wiem - pocałowałem jej czoło i wziąłem na ręce powoli zanosząc do naszej sypialni - Wyśpij się. Jakby coś się działo to budź od razu, możesz nawet mnie uderzyć - i jeszcze ją pocałowałem, a ona za to kiwnęła głową.
- Dobranoc skarbie - wtuliła się we mnie.
- Dobranoc słońce - zgasiłem lampkę i zasnęliśmy.
-------------------------------------
PIERDOLĘ! PISZĘ DALEJ! :D Od wczoraj, kiedy napisałam pożegnalnego posta ryczałam jak głupia. Ten blog to część mojego życia i nie mogłam tak was wszystkich zostawić :( Przez moją głupotę prawie straciłam moją przyjaciółkę kochanego Jerry'ego, który mi ciągle wbijał do łba, że umiem pisać, jednak do mnie to nie docierało :( Emi przepraszam cię też za dzisiaj, starałam się z tym rozdziałem jak najlepiej :( <3
A teraz pytanie dnia: Z kim się widzę na koncercie Black Veil Brides w Warszawie? :D Jerry! Ty się już nie odzywają bo znam odpowiedź XD No więc z kim? Wiem, że z bloggerek
będzie nasza Lady Dark :3 Gdybyście chcieli mnie poznać to będę mieć na sobie koszulkę z napisem "Calley". Może ktoś przyjdzie się przywitać XD
A teraz pochwałę się biletem bo co by to było? :D
![]() |
| Oczywiście obowiązkowo musiał być Ash :D Nie byłabym Calley Purdy, gdyby jego tu nie było pokazanego :3 Tak, mam swój nick na szafie. Nie czepiajcie się, wiecie, że jestem pojebana XD |
10 komentarzy = nowy rozdział.
Wystarczy, że napiszesz czytam, albo chociaż kropka! Chcę wiedzieć, że mnie nie zostawiliście :(
Calley was wszystkich mocno kocha, pamiętajcie ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)












