poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział 7

*Perspektywa Ashley'a*

Jednak żałuję że nie położyłem się z Calley, ta kanapa nie jest zbyt wygodna niż myślałem. Nieco obolały wstałem i rozmasowałem kark. Bolał w chuj
- Siemaa! - usłyszałem jej głos za sobą.
- Chcesz abym był głuchy, albo żebym umarł na zawał? - chwyciłem się za serce.
- No nie, ale gdybyś widział swoją minę. - zaśmiała się i zaczęła mnie udawać.
- Ja tak nie robię. - wytknąłem jej język.
- Ja mam ładniejszy. - wytknęła swój chwaląc się kolczykiem.
-  A no to wiem przecież. - uśmiechnąłem się do niej słodko.
- A czemu tu spałam? - oparła się łokciami o sofę.
- Bo mogłaś zamarznąć na balkonie. - zrobiłem to co ona.
- A może lubię spać na balkonie, nie pomyślałeś? -poczochrała moje włosy.
- No nie, ale i tak wolałem żebyś spała u mnie. - znowu się uśmiechnąłem i ponownie pomasowałem mój kark.
- I tak to jest jak się mnie zabiera z balkonu do ciebie. Okej, usiądź ja coś na to poradzę. - usiadła za mną tak że prawie opalała mój brzuch swoimi nogami. Dała ręce na mój kark i zaczęła go masować, muszę przyznać że było bardzo przyjemnie, miała dziewczyna w tym wprawę.
- Dzięki, jesteś w tym niezła. - spojrzałem na nią.
- Eee tam...Gdyby nie ja nadal by cię bolał ten kark. - poklepała mnie po ramieniu i później usiadła obok.
- No w sumie, ale jakoś bym to przeżył. - objąłem ją ramieniem.
- Nie jestem pewna. Co się mówi? - uśmiechnęła się do mnie
- Dziękuję mała. - pocałowałem ją w policzek, ale tak bardziej bliżej jej ust, a ona się zarumieniła. - Kocham jak się rumienisz. - pogłaskałem jej policzek.
- Wyglądam jak idiotka. - zasłoniła je.
- Wcale nie. Wyglądasz tak słodko. - przybliżyłem się do niej i musnąłem jej policzek, ona znowu się uśmiechnęła i pocałowała mnie delikatnie w usta, ja za to pogłębiłem pocałunek, nie opierała się więc kontynuowałem, już miałem ściągać jej koszulkę, ale ktoś wparował do pokoju.
- Ups...Przepraszam jeśli przeszkodziłem. - powiedział lekko zdezorientowany Jinxx.
- No może trochę. - powiedziałem spokojnie, a Karo już nie było w pokoju, zdziwiłem się bardzo, ale pewnie jest u siebie. Może nie będę jej męczył dzisiaj. I tak zaszło teraz za daleko, jeszcze trochę i prawie byśmy wylądowali w łóżku. Chyba przesadziłem.

*Perspektywa Karoliny*

Biedny Ashley, przeze mnie musiał spać na kanapie i jeszcze przez to kark go bolał, no ale zrobiłam mu masaż więc mam nadzieję że poczuje się lepiej. Po skończonej "pracy" usiadłam obok niego i wymusiłam od niego podziękowania. On za to jeszcze pocałował mnie w policzek, a ja jak to ja musiałam się zarumienić, nienawidziłam tego bo wyglądałam wtedy głupio, ale Ash jak zawsze miał inne zdanie, to było słodkie że tak myślał. Chwilę potem poczułam że jakiś tajemniczy magnez nas do siebie przyciąga i pocałowałam go, on za to zrobił to bardziej namiętnie i jakoś nie umieliśmy przestać, poczułam ręce Devianta, które próbowały ściągnąć moją koszulkę, ale przeszkodził nam Jinxx, który wszedł do pokoju. Szybko wybiegłam i wróciłam do siebie siadając na łóżku i cicho płacząc, sama nie wiem czemu, ale nie chciałam żeby tak od razu pójść z nim do łóżka, nie miałam 100% pewności co do niego. Wolałam jeszcze z tym poczekać, a jeśli bym uległa to co by się stało? Zostawiłby mnie? Powiedział że to była tylko zabawa? Sama nie wiem, ale myślę że dobrze zrobiłam.
Położyłam się, założyłam słuchawki i znowu zasnęłam, może jak się zdrzemną będzie lepiej niż poprzednio.

*Przepraszam że nie dodawałam notek przez tydzień, ale nie miałam neta ;___; Ale teraz jest już wszystko okej więc mam nadzieję że rozdział się podobał i jak zawsze za niedługo pojawi się nowy ;* *

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 6

*Perspektywa Karoliny*

Gdy położyłam się na łóżku nie umiałam wcale zasnąć. Ciągle miałam w głowie ten pocałunek, czuję jednak że Ash jest inny. Może media mówią inaczej, ale ja wierzę że on jest czuły, kochany, a w niektórych chwilach też romantyczny. Sama się właściwie o tym przekonałam, a do tego jak on cudownie całuje. Na samą myśl o tym uśmiechnęłam się do siebie. Spojrzałam na telefon, była już 3 nad ranem, a nadal nie umiałam zasnąć.
- Ohh...Ashley dlaczego nie dajesz mi spać? - zapytałam sama siebie i się cicho zaśmiałam.

Po paru minutach bezczynnego leżenia wstałam z łóżka i zajrzałam do swojej torebki, z której wyciągnęłam paczkę papierosów. Tak palę od gimnzjumt i tak jakoś mi to zostało. Weszłam na balkon i zapaliłam fajkę, ale po pewnej chwili ktoś mi ją zabrał z ust i wywalił.
- Ładnie to tak palić? - zapytał mnie Christian z uśmiechem.
- No ładnie, a co? - również się uśmiechnęłam. - A czemu ty jeszcze nie śpisz?
- Jakoś nie umiem. Trochę tęsknię za domem i Lauren, ale za 2 dni wracamy więc jest dobrze. - uśmiechnął się do siebie. - A ty co tak siedzisz tutaj sama?
- Myślę sobie, o dzisiejszej nocy, o przeszłości. Dużo tego. - odpaliłam nową fajkę i się zaciągnęłam.

Miło mi się gadało z CC, muszę przyznać że to na prawdę miły przyjaciel, przez przypadek wysunęłam swoją lewą rękę i ukazały się moje blizny.
- Co to jest? - chwycił moją rękę i później spojrzał na mnie.
- A nie widać? - spytałam z ironią
- No widać, ale czemu to robiłaś? - dalej trzymał moją dłoń
- Dużo by tu opowiadać, ale powiem w skrócie...Rodzicie, problemy w szkole i zakłamani przyjaciele, którzy mieli być zawsze, ale okazali się skończonymi skurwysynami bez uczuć. Do tego matka zawsze mnie biła żeby się na kimś wyżyć. Nie tolerowała moich zainteresowań, to że mam tatuaże, piercing itd. 

Wiem że CC'ego znam tylko jeden dzień, ale wiedziałam że mogę mu ufać. Ale na samą myśl o tych wspomnieniach łzy zaczęły mi lecieć po policzkach, poczułam jak Christian obejmuje mnie ramieniem i przytula. 
- No już mała, wszystko się ułoży. - pogłaskał moje ramie.
- Ehh..No mam nadzieję. - otarłam swoje łzy.
- Jestem tego pewien. - uśmiechnął się do mnie.
- Wielki wszechwiedzący się znalazł. - zaśmiałam się przez łzy. 
- A żebyś wiedziała. - poczochrał moje włosy.
- Nikt nie ma prawa dotykać moich włosów. - wzięłam jego rękę.
- Ałć! - pisnął z bólu. - Okej, przepraszam. - rozluźniłam uścisk. 
- I pamiętaj o tym. - pogroziłam mu palcem i tym razem ja poczochrałam jego włosy.
- No będę, będę. - dał mi buziaka w policzek.
- Tylko się tak nie rozpędzaj. - zaśmiałam się.

 Jednak CC umiał pociesza
ć, pogadałam z nim jeszcze chwilę aż usiadłam sobie na podłodze i patrzałam w gwiazdy. Chwilę później moje oczy stały się coraz cięższe aż w końcu zasnęłam na balkonie.

*Perspektywa Ashley'a*

Gdzieś tak o 3 nad ranem wstałem z łóżka żeby się przewietrzy
ć ale zobaczyłem leżącą Calley na podłodze, ukucnąłem przy niej. Oddycha, dzięki bogu. Wziąłem ją na ręce, zaniosłem do siebie i położyłem na swoim łóżku. Wyglądała tak niewinnie i uroczo, pogłaskałem jej policzek, a ona drgnęła, ale się nie obudziła całe szczęście. Wpatrywałem się w nią przez dłuższy czas, aż zaczynałem zasypiać, a tak miło mi się na nią patrzyło. Pocałowałem ją w czoło, później w nosek i delikatnie w usta.
- Dobranoc skarbie. - powiedziałem szeptem do jej uszka i położyłem się spa
ć na kanapie.

*Perspektywa Karoliny*

Poczułam czyjeś usta na swoich, dobrze wiedziałam kto to, więc się nie budziłam. Jak Pan Deviant się ode mnie odsunął uśmiechnęłam się do siebie i od razu zasnęłam. Byłam ciekawa co wydarzy się jutrzejszego dnia. Mam nadzieję że ten dzień będzie pełen wrażeń.

*No i kolejny rozdział za nami ;) Dzisiaj wymyślałam byle co bo jakoś pomysłów nie miałam, ale zawsze coś ;D Jak zawsze będę dodawa
ć notki więc nie będziecie długo czekać ;* No to do następnego rozdziału kochani <3 *

środa, 16 października 2013

Rozdział 5

*Perspektywa Juliet*

Zaprowadziłam Calley do swojego pokoju, rozgościła się i usiadła na łóżku cała uśmiechnięta.
- A co taka wesoła jesteś dzisiaj co? - zapytałam i usiadłam obok dziewczyny.
- Nic takiego po prostu no...Nie wiem jak to powiedzieć. - zaśmiała się do siebie.
- No po prostu wyrzuć to z siebie kochana. - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Zakochałam się. - zauważyłam na jej policzku rumieńce.
- To było zauważalne od początku imprezy. Gratuluję mała, w Ashley'u tak?
- Tak, na początku nie zwracałam na niego uwagi, ale podczas koncertu ciągle się na mnie patrzył, ale raczej wątpię że on to samo czuje. - posmutniała od razu.
- Ale dlaczego?
- No bo to Ashley Purdy, pies na baby. Leci tylko na plastiki z wielkim biustem, przeleci dziewczynę i później o niej zapomni. Nie ma szans.
- Nie myśl tak. Każdy się zmienia, a ja zauważyłam że on czuje to samo do ciebie. - objęłam ją ramieniem żeby dodać jej otuchy.
- Ja nie jestem pewna, bo wiesz. Nigdy nie byłam w związku. Tak wiem, mam 19 lat i jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, dziwnie bardzo, no ale kto by chciał być z takim smutnym emosem jak ja? - spojrzałam na nią, a po jej oczach zaczęły spływać łzy.
- Ej skarbie, nie płacz. Ja wiem że Ash jednak coś do ciebie czuje tylko boi się tego powiedzieć bo on miał dużo dziewczyn, ale żadnej tak na prawdę nie kochał tak bardzo żeby być z nią zawsze, ale ja jestem pewna że on ciebie kocha. I to bardzo.
- Ehh...Ja nadal nie jestem pewna. - spojrzała na mnie smutno, a ja otarłam jej łzy.
- Calley, nie płacz już. On prędzej czy później sam ci to powie, nie bój się. Znam go już troszkę i widać że jednak coś do ciebie czuje, tyle że on musi się przyznać do tego. A teraz otrzyj łezki i uśmiechnij się. - dałam jej chusteczkę.
- Dzięki Juliet. Czuję się już lepiej. - uśmiechnęła się do mnie.
- Ależ nie ma za co. - przytuliłam do siebie czarnowłosą.

*Perspektywa Andy'ego*

- Ja pierdole stary co ty tak łazisz po tym pokoju? - spytałem Ash'a, wkurwiało mnie jego zachowanie, ciągle chodził w kółko jak nie wiadomo kto.
- No myślę kurde! - odgarnął swoją grzywkę.
- Ale o czym do cholery? - stanąłem przed nim.
- A jak myślisz debilu? - spojrzał na mnie z lekkim smutkiem.
- Już się domyślam. - powiedziałem już spokojnie.
- No więc widzisz. - usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach.
- Co się wtedy stało jak wyszliście z clubu? - usiadłem obok niego.

Ashley opowiedział mi wszystko co się wydarzyło i od razu zauważyłem że jednak coś czuje do Calley, nigdy przy innej dziewczynie się tak nie zachowywał. Nawet przy Kinie, ale ona od razu nie przyszła mi do gustu, może i była miła, ale i tak nie pasowali zbytnio do siebie.

- No i co teraz? - spojrzał na mnie znowu smutno.
- No jak to co? Powiesz jej co czujesz i będziecie szczęśliwi.
- A jeśli ona mnie nie kocha? Przecież widziałeś jak mnie potraktowała jak przyszedłem do studia.
- Kocha cię bo widać to. A poza tym pewnie teraz zwierza się Juliet więc jutro się wszystkiego dowiemy. - poklepałem przyjaciela po ramieniu.
- Dzięki Andy. Umiesz pocieszać. - uśmiechnął się lekko do mnie.
- Po to tu jestem, No daj miśka - wystawiłem ręce.
- Debil. No ale dobra. - przytuliliśmy się i później zaśmialiśmy.

Porozmawialiśmy jeszcze chwilę z chłopakami i poszliśmy wszyscy spać. Mam nadzieję że jednak Calley i Ashley'owi się uda bo na prawdę oni się kochają, tylko boją się co będzie dalej, ale ja już dopilnuję żeby wszystko było okej.

*Jak mówiłam, minęły 2 dni i jest już kolejny rozdział. ;D Wiem że krótki, ale myślę że moje bazgroły wam się podobają i będziecie tu wpadać ;* Więc do następnej notki, która będzie równie szybko jak poprzednia <3 *

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 4

*Perspektywa Karoliny*

Cały zboczony Ashley, no ale te jego kiepskie podrywy były tak słodkie że nie miałam mu tego za złe. Chociaż można powiedzieć że jak mnie przytulał to był taki cieplutki. Heh, Calley chyba się zakochałaś. Ale i tak nic by z tego nie było bo Ash robi to tylko dlatego żeby mnie zaliczyć, więc nie będę się nim zbytnio przejmować. Po koncercie chłopacy wpadli na pomysł żeby pójść do clubu . A co mi tam, przynajmniej sobie trochę potańczę.

Podczas drogi na imprezę pogadałam trochę z Juliet. Muszę przyznać że jest bardzo przyjacielska, nie jest taka jak opisują ją inni, od zawsze wiedziałam że jest miła. Od razu znalazłyśmy wspólny język, powiedziała że jak wrócimy do nich do hotelu to nauczy mnie grać na gitarze parę piosenek Automatic Loveletter. Ten zespół również lubiłam i większość piosenek uczyłam się zaśpiewać podobnie do JuJu, w sumie nawet nieźle mi to wychodziło.

Dotarliśmy na miejsce, od razu było słychać głośną muzykę. Andy porwał Juliet, a reszta siedziała przy barze i piła różne kolorowe drinki, nawet Ashley, zdziwiło mnie to, ale za bardzo nie zawracałam sobie nim głowy, chwilę później znalazł sobie towarzystwo. Mnie za to pewien chłopak porwał do tańca. I tak nie miałam co robić więc potańczyłam z nim parę piosenek. Gdy w clubie zabrzmiała wolna piosenka poczułam że zostaje odciągnięta od chłopaka.
- Wybacz, odbijany - powiedział do chłopaka Ashley i uśmiechnął się do mnie, objął mnie w pasie i zaczął kołysać w rytm muzyki. Czułam się wtedy przy nim cudownie, tak bezpiecznie. Boże na serio się zakochałam.

*Perspektywa Ashley'a*

Siedziałem sobie przy barze aż dosiadła się do mnie jakaś blondynka, nie zwróciłem na nią uwagi, bardziej wpatrywałem się w Karo. Zauważyłem że jakiś chłopak wziął ją do tańca, byłem lekko zazdrosny nie powiem. Ale na szczęście w porę zareagowałem i podczas gdy leciała wolna piosenka odciągnąłem ją od tego typa i zatańczyłem z nią. Jeju, ona była taka śliczna, że nie dało się przestać na nią patrzeć. Jak się do mnie przytulała to była taka mała, sięgała mi tylko ramion. Spojrzałem na nią z góry, zauważyłem uśmiech na jej twarzy, również się uśmiechnąłem i dalej z nią tańczyłem do końca piosenki.

*Perspektywa Andy'ego*

Widać że Ashley'owi spodobała się Calley, myślę że jednak coś z tego będzie. On zwariował na jej punkcie, po naszej małej sprzeczce ciągle o niej gadał, aż myślałem że zwariuję, ale on chyba na prawdę się zakochał widzę to, Karo najwyraźniej też. Tylko jak on to wszystko spieprzy to ukatrupię go.
- Co tak patrzysz na nich skarbie?. - spytała Juliet siadając obok mnie przy barze.
- A nic, po prostu widać że coś ich do siebie ciągnie. - nadal wpatrywałem w naszą parkę.
- Tak, masz rację. Ash ciągle gadał o niej w pokoju. Ale muszę przyznać że ona jest strasznie miła, wesoła, ale też zauważyłam że w niektórych chwilach smutna.
- No to się cieszę bo ona chyba tu nikogo nie zna, ale za niedługo będziemy musieli wracać do LA.
- No niestety, szkoda bo na prawdę strasznie ją polubiłam, szybko się dogadałyśmy i za to robi świetne tatuaże z tego co wiem. - zaśmiała się w moją stronę.
- Właśnie. Kochanie, jesteś genialna. - pocałowałem moją dziewczynę.
- A to niby dlaczego? - spojrzała na mnie pytająco.
- Dowiesz się niedługo. - uśmiechnąłem się do JuJu  i zauważyłem że nasze gołąbki wyszli.

*Perspektywa Karoliny*

Wyszliśmy z clubu z Ash'em i zaczęliśmy chodzić po mieście trzymając się za rękę, nie przeszkadzało mi to wcale, wręcz przeciwnie. Nowy Jork nocą był przecudowny, aż oczu nie dało się oderwać. Doszliśmy (od autorki : bez skojarzeń xDD) do parku, a tam zaczęliśmy się gonić jak głupi. Wyszło na to że Ashley bez problemu mnie dogonił, no ale nie byłam najlepsza z wf więc mu się nie dziwię.
Po paru chwilach zaczął strasznie padać deszcz, ja uśmiechnęłam się do nieba i zaczęłam "tańczyć" w deszczu, basista patrzył na mnie z uśmiechem i pobiegł do mnie i uniósł obracając nas wokół siebie.




Czułam się wspaniale, bardzo chciałabym żeby było tak zawsze. Postawił mnie na ziemi i zaczął powoli zbliżać się do mnie. Dzieliły nas już tylko milimetry, aż nasze usta zetknęły się w czułym pocałunku. Chwilę później oderwał się ode mnie i uśmiechnął się, ja również. Ale niestety musieliśmy wracać do reszty. Andy od razu się do mnie uśmiechnął.
- No to kiedy będzie ruchanie? - spytał i dostał po głowie ode mnie i Juliet.
- Jesteś głupi sam z siebie czy ktoś ci za to płaci? - spytałam i znowu walnęłam go w łeb.
- Sam nie wiem. - wyszczerzył się.
- Nie wiem jak ty wytrzymujesz z nim - zwróciłam się do JuJu i się zaśmiałam.
- No jakoś muszę, ale dzisiaj to chyba za dużo wypił. - potrzepała Sixx'a po jego czarnej czuprynce.
- Niee, jestem w 100% trzeźwy. - uśmiechnął się dumnie.
- Tak, tak. A jutro będzie cie łeb napierdalać i zacznie się te twoje "Nie byłem pijany" - powiedziała Juliet i machnęła ręką.

Impreza się skończyła, Jake był schlany w 3 dupy więc musieliśmy pomóc mu dojść do hotelu. Nie było to łatwe, ale jakoś nam się udało. Było grubo po 1 więc chłopacy i pani Simms powiedzieli żeby u nich przenocowała, chciałam się sprzeciwić, ale oni nalegali więc się zgodziłam. Miałam spać u Juliet, bardzo się ucieszyłam z tego. Wolałam spać z nią niż z tym zboczeńcem, bałam się że może mnie zgwałcić.

*No i kolejny rozdział za nami, myślę że jak na razie dobrze mi idzie robota na tym blogu i czekam na komentarze pod postem. Kolejna notka będzie może za 2 dni ;* Więc nie będziecie czekać długo*

sobota, 12 października 2013

Rozdział 3

*Perspektywa Andy'ego*
Po próbie przed koncertem poszedłem do studia, do którego zawsze chodzę. Dzisiaj studio wyglądało inaczej niż zawsze, a mianowicie była nowa pracownica. Od razu rzuciło mi się w oczy jej lewe ramie całe w tatuażach i obojczyk. Była bardzo piękna...Czekaj! Stop! Andy cioto przecież ty masz dziewczyną, opanuj się, ale muszę przyznać że była bardzo ładna.

Wszedłem do środka i uśmiechnąłem się szeroko do dziewczyny, ona chyba nie wiedziała co się dzieje. No tak, nie codziennie spotyka się swojego idola w miejscu swojej pracy.
- Nowa tu jesteś? - spytałem i usiadłem na krześle stojącym obok niej.
- Tak, pracuje tu od jakiś 2 godzin. - uśmiechnęła się. Ale ona ładnie się uśmiecha. Ja pierdole Andy OGAAAR!
- Tak też myślałem, wiesz przychodzę tutaj zawsze żeby zrobić sobie nowy tatuaż, więc się domyśliłem. - powiedziałem i przez przypadek zamiast na jej twarz spojrzałem nieco niżej. Kurwa co jest z tobą? Chyba tego nie zauważyła.
- No tak, rozumiem. - chyba jest nieśmiała bo jakoś mało mówi. I co by tu powiedzieć?
- Widać że fanka co? - tak, jak zawsze mądry Andy.
- Tak, masz rację, ja zaprojektowałam wzór, a większość tatuaży zrobiłam sama. - ale ona jest utalentowana, robi sobie sama tatuaże, ciekawe czy piercing też sobie zrobiła.
- Są świetne. Masz talent...- kurwa dlaczego ja zawsze dowiaduje się o czyiś imionach podczas rozmowy, Andy debilu.
- Karolina, ale mów mi Calley. - jakie piękne imię, na pewno nie jest stąd nie za bardzo umiem wypowiedzieć jej imienia, ale dzięki bogu ma zajebiste przezwisko.
- Ładne imię. Chyba nie jesteś stąd prawda? - uścisnąłem jej dłoń, którą wcześniej podała mi dziewczyna.- Jak mówiłem masz talent.- ponownie się uśmiechnąłem do dziewczyny.
-Dziękuję. Tak masz rację. Pochodzę z Polski z takiego małego zadupia na południu. Więc jaki tatuaż sobie dziś zażyczysz? - wiedziałem. No bo przecież polskie dziewczyny są najpiękniejsze. Kurwa jego mać Sixx przestań się nią zachwycać, jesteś z Juliet przecież.
- No jeśli to nie byłby problem, to taki na szyi. - podałem jej kartkę z wzorem swojego tatuażu, a ona po chwili zabrała się za swoją robotę.

Minęły jakieś półtorej godziny, a do środka ktoś wszedł, usłyszałem stukanie obcasów od kowbojek więc się domyśliłem że to ten zboczeniec. Jak zawsze lamentował o tym koncercie. Boże przecież mamy jeszcze 6 godzin, a on każe mi się przygotowywać. Ale się uspokoił bo spojrzał na Calley. Heh, nie dziwię mu się, chociaż to dziwne bo on raczej gustuje w plastikach z wielkim biustem itp. okej mniejsza z tym. Dziewczyna skończyła robić mój tatuaż, wyszedł wspaniale.
- Jest zajebisty, dziękuję Karo. - pocałowałem ją w policzek. Tak musiałem to zrobić, nie mogłem się oprzeć. Ashley jak zawsze próbował poderwać czarnowłosą, ale ona raczej nie reagowała na jego zaloty. Dziwne, zawsze kiedy Ash narywa do jakiejś laski to one od razu miękną, a Karo nic. Już ją lubię, chociaż. Godzinę temu już zacząłem ją lubić.

Skoro mieliśmy mieć dzisiaj koncert to dałem Calley bilety. Przynajmniej będzie miała okazję zobaczyć resztę naszego (jebniętego) zespołu. Podziękowałem jej za tatuaż i wróciłem do hotelu razem z Ashley'em.
- Juliet twój kochaś zarywał do jednej tatuażystki. - wydarł się mój przyjaciel, myślałem że trzepnę go w ten jego pusty zboczony łeb.
- Ty szmato pierdolona zamknij japę bo utnę ci chuja i przywieszę nad kominkiem. - jednak walnąłem go w jego czuprynę.
- Co ja tutaj słyszę. Andy to prawda? - moja dziewczyna skrzyżowała ręce i spojrzała na mnie z mordem w oczach.
- Eee..No jakby ci to powiedzieć, no była tam ładna dziewczyna, ale nic więcej. A poza tym to Ashley w dupie był i gówno widział. Nie słuchaj się go. - objąłem ją w pasie i pocałowałem w czoło.
- No dobrze, ale więcej cię chyba nie puszczę samego do tatuażysty.
- Oooj no dobrze, nie będę już kotuś.
- I tak cię kocham. - objęła moją szyję i wpiła się w usta.
- Ja ciebie też. - zjechałem ręką niżej.
- Później. Po koncercie.
- A tak chciałem teraz.
- Drugi Ash. - westchnęła, a ja się za to zaśmiałem.
- Ja jeszcze słyszę - krzyknął z kuchni nasz kochany Deviant.
- Cicho być!! - krzyknęliśmy razem z JuJu.

*Perspektywa Ashley'a*
Po paru godzinach razem z Juliet byliśmy już w hali gdzie miał być nasz koncert. Fanów było już mnóstwo, w tłumie ujrzałem również Karo. Wyglądała cudownie, nie dało się oderwać od niej oczu. Chłopacy powiadomili mnie że koncert zaraz się zacznie. Wziąłem swojego basa i poszedłem na swoje miejsce.

Chyba nie muszę opisywać koncertu, jak zawsze wyszedł nam perfekcyjnie, ciągle wpatrywałem się w Calley, śpiewała każdą piosenkę, bawiła się z resztą fanów. Widać było że świetnie się czuje. 

Kiedy koncert się skończył zjawiło się parę fanów za kulisami żeby zrobić sobie z nami zdjęcie, albo pogadać. Po paru minutach ujrzałem Karolę rozmawiającą z CC'm, podszedłem cicho do niej od tyłu i przytuliłem.
- Znowu chcesz dostać kosza? - zapytała z uśmiechem.
- A masz jakiś przy sobie? - również się do niej uśmiechnąłem.
- No jest tam w rogu to sobie weź. - poprawiła włosy.
- Tak i se założę na łeb.
- Bardzo bym chciała to zobaczyć. - skrzyżowała ręce na piersi i uśmiechnęła się cwaniacko.
- Ale nie zobaczysz. - wystawiłem jej język.
- No to foch. - odwróciła się do mnie plecami.
- No ej, nie fochaj się mała. - znowu ją przytuliłem od tyłu.
- Dobra, ale to ostatni raz. - zaczęła się śmiać.

Później jak inni fani poszli Karo została z nami i zaczęła rozmawiać z każdym, nawet z Juliet znalazła wspólny język. Pomyślałem że pójdziemy razem do clubu na jakąś imprezkę. Wszyscy się zgodzili.

*Co tak pusto pod drugim rozdziałem? ;( Nie wyszło mi? Albo coś innego? Jakby co to przezwisko bohaterki wymawia się Kalej xDD *

czwartek, 10 października 2013

Rozdział 2

*Perspektywa Karoliny*

W salonie pojawił się Andy Biersack. Na chwilę stałam bez ruchu, lecz mój szef stuknął mnie w ramie, a ja powróciłam do rzeczywistości. Andy podszedł do mnie i się uśmiechnął słodko.
- Nowa tu jesteś? - usiadł na krześle.
- Tak, pracuje tu od jakiś 2 godzin. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Tak też myślałem, wiesz przychodzę tutaj zawsze żeby zrobić sobie nowy tatuaż, więc się domyśliłem.
- No tak, rozumiem. - odgarnęłam grzywkę z oka.
- Widać że fanka co? - wskazał na mój obojczyk i znowu się uśmiechnął.
- Tak, masz rację, ja zaprojektowałam wzór, a większość tatuaży zrobiłam sama. - pokazałam mu swoje lewe ramie pełne w tatuażach.
- Są świetne. Masz talent...- zatrzymał się na chwilę.
- Karolina, ale mów mi Calley. - podałam mu rękę.
- Ładne imię. Chyba nie jesteś stąd prawda? - uścisnął moją dłoń. - Jak mówiłem masz talent.
- Dziękuję. Tak masz rację. Pochodzę z Polski z takiego małego zadupia na południu. Więc jaki tatuaż sobie dziś zażyczysz? - założyłam rękawiczki.
- No jeśli to nie byłby problem, to taki na szyi. - podał mi wzór tatuażu. Wyglądał jak Jezus z pióropuszem na głowie.
- Hm...Bardzo oryginalny. Okej, to usiądź na tym fotelu, a ja zaraz się tobą zajmę. - Andy przytaknął i usiadł na dużym czarnym skórzanym fotelu, a ja zabrałam się za odrysowywanie wzoru. Gdy skończyłam poprosiłam żeby odgarnął swoje długie czarne włosy. Wykonał moje polecenie, a ja przyłożyłam kartkę do jego szyi i zabrałam się za robienie jego tatuażu.
Minęły jakieś półtora godziny, a do salonu znowu ktoś wszedł. Przerwałam swoją pracę żeby zobaczyć kto przyszedł. Moim oczom ukazał się Ashley, on za to uśmiechnął się do mnie uwodzicielsko, nie przejęłam się tym zbytnio, wiec kontynuowałam swoją pracę.
- Andy ile jeszcze ci to zajmie bo za parę godzin mamy koncert i wiesz śpieszy nam się. - powiedział do kumpla, a później znowu uśmiechnął się do mnie.
- Spokojnie Ash, zaraz pewnie Calley skończy.
- Tak, za parę minutek będzie wszystko gotowe. - kontynuowałam tatuowanie.
- Widzisz Ashley. Więc nie marudź i se poczekaj. - powiedział Andy, a ja kończyłam swoją robotę. Basista ciągle mi się przyglądał, ale ja byłam zajęta bardziej Andy'm niż nim.

Po jakiś 10 minutach zakończyłam swoją pracę.
- Skończone. Podoba się? - wokalista podszedł do lustra i się ucieszył.
- Jest zajebisty, dziękuję Karo. - pocałował mnie w policzek, a ja się zarumieniłam.
- Ooo..Widać że ktoś ma rumieńce. - powiedział Ashley i objął mnie ramieniem.
- Niestety. - zakryłam policzki i się uśmiechnęłam.
- Raczej ładnie ci w nich. - uśmiechnął się słodko do mnie.
- Dobra Ash nie podrywaj jej. - odsunął lekko ode mnie basistę.
- Ja nic nie robię. - zaśmiał się.
- Niee, skądże. Podobno śpieszyło ci się na koncert czyż nie? - spojrzał na Ash'a jak na idiotę.
- Ale teraz już nie. - puścił do mnie oczko.
- Kiepski podryw skarbie. - skarciłam go i ściągnęłam swoje rękawiczki.
- Widzisz stary? Ona nie jest zainteresowana. - poklepał przyjaciela po ramieniu. - A skoro mowa o koncercie. Chciałabyś się dzisiaj wybrać? - tym razem zwrócił się do mnie.
- Bardzo chętnie, ale bilety są już pewnie wyprzedane, a hajsu przy sobie nie mam.
- Żaden problem. Proszę bardzo. - wręczył mi bilet i wejściówkę za kulisy. - Koncert jest o 19, ale wpuszczają o 17.
- Na prawdę nie wiem co powiedzieć, dziękuję wam strasznie. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie musisz nic. Ważne żebyś się dobrze bawiła. - powiedział do mnie Ashley.
- Na pewno będę. Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia za niedługo. - przytuliłam ich do siebie, pomachałam i wyszli.

Po 15 skończyłam i poszłam poszukać jakiegoś hotelu. Znalazłam dosyć tani niedaleko studia więc tym lepiej dla mnie. Rozpakowałam się i postanowiłam poszukać jakiś zajebistych ubrań na koncert. Po dosyć długich poszukiwaniach wybrałam czarne podarte rurki, koszulkę z BVB, moje kochane glany, kilka pieszczoch na ręce tak żeby zasłaniały blizny i oczywiście skórzana czarna kurtka. Zamknęłam pokój, oddałam klucz do recepcji i poszłam w stronę hali.
Zjawiłam się akurat kilka minut przed wpuszczaniem do środka. Razem z jakimiś dwoma gorylami poszłam pod scenę i czekałam na występ chłopaków.

*Jak mówiłam kolejny rozdział pojawił się szybciej ;D Myślę że wam się spodoba ;) Mam teraz niezłą wenę więc często będą nowe notki ;* *

Rozdział 1

*Perspektywa Karoliny*

Ostatnia lekcja. Początek października. Nie mogłam już więcej siedzieć w tej szkole, co chwilę były jakieś wyzwiska kierowane w moją stronę. W sumie to nie była nowość, od małego byłam prześladowana przez innych za to że byłam inna od wszystkich, w podstawówce można było przeżyć, gimnazjum też, ale liceum nie dało mi spokoju, albo co chwilę dostałam z brzucha od dresów, albo po twarzy od napompowanych plastików. I to tylko za jedno. Za to że byłam emo/scene. Tylko ja ubierałam się na czarno, nosiłam glany i słuchałam ciężkiej muzyki, a inny to oczywiście albo rapu, albo zjebanego One Direction czy Justina Biebera. Nigdy nie miałam komu się wyżalić czy porozmawiać szczerze. Mama albo była w pracy, albo jak zawsze kłóciła się z tatą. Tata podobnie, ale on do tego miał nową kobietę. Nienawidziłam jej tak samo jak jej córki, ale dzięki Bogu nie widywałam się z nimi, tylko z tatą. Mama od początku ich separacji była przeciwna że jeżeli ojciec sobie kogoś znajdzie to nie mogę się z nim widywać, lecz po paru miesiącach uległa. Nawet się cieszyłam, ale to było jak miałam 13 lat. Teraz mój ojciec stał się dla mnie mniej ważny tak samo jak mama ale nadal ich bardzo strasznie kochałam.

Spojrzałam na swój nadgarstek, pełno blizn spowodowane kłótniami rodziców, dręczeniem w szkole i biciem przez matkę. Momentalnie łza spłynęła po moim policzku, ale szybko ją starłam żeby nie rozmazać mojego ciemnego makijażu. Przykryłam swoje niebieskie oczy swoimi czarnymi włosami, które pofarbowałam gdy miałam 14 lat, od teraz mam je ciągle. Nie przepadam za swoimi naturalnymi ciemno brązowymi włosami. Miałam także parę tatuaży, które sama sobie zrobiłam. Bardzo lubiłam tatuaże i piercing, a skoro mowa o piercingu to posiadałam również kolczyk w wardze, języku, brwi oraz tunele 10 mm. w obu uszach. Zrobiłam je sobie rok temu na swoją 18-stkę, tak samo jak swoje pierwsze dziary, mama nie akceptowała tego że się kolczykuję i mam tatuaże, ale miałam to gdzieś. Byłam pełnoletnia więc mogłam. Moim pierwszym tatuażem był napis "BVB Army" oraz znak zespołu obojczyku, mój tatuażysta był tak miły że wziął mnie do siebie na praktyki i tak w dość szybkim czasie nauczyłam się robić tatuaże, tak samo jak piercing. Marzyłam zawsze żeby mieć własne studio, niestety rodzice nie podzielali mojego pomysłu, ale i tak się nie poddam.

Zabrzmiał dzwonek, szybko spakowałam książki do swojej torby z BVB i wybiegłam z klasy prosto do szatni, oczywiście ktoś musiał mnie popchnąć i upadłam, to był jeden z dresów. Zignorowałam go, wstałam z podłogi i kopnęłam go z glana w brzuch. Szybko wzięłam swoją czarną kurtę i wybiegłam ze szkoły zakładając słuchawki i puszczając Lost It All.

Po jakiś 15 minutach byłam w domu. Oczywiście słyszałam kłótnie rodziców, mój tata coraz częściej pojawiaj się w domu, ale nie zwracałam na to zbytnio uwagi. Bez słowa poszłam do swojego pokoju obklejonego plakatami Black Veil Brides, Bring Me The Horizon, Marilyna Mansona, Tokio Hotel, Motionless In White itp. wzięłam swoją gitarę i zaczęłam grać Knives & Pens. Ta piosenka jak na razie najlepiej mi wychodziła, ale również uczyłam się innych. Lubiłam także śpiewać. To pozwalało mi się odprężyć. Zawsze chciałam założyć zespół, ale i tak nikt nie chciał się ze mną zadawać więc nie było szans.

Po jakiejś godzinie do pokoju wpadli moi rodzice mówiąc mi że biorą rozwód. Byłam zszokowana. Myślałam że podczas tej dość długiej rozłące wrócą do siebie, myliłam się. Rodzice wyszli, a ja zalałam się łzami, nie mogłam w to uwierzyć.

Minęło parę godzin. Było już parę minut po północy. Mama oczywiście spała. Podniosłam się z łóżka i zaczęłam się pakować. Nie chciałam już mieszkać w tym domu ze świadomością że znowu się to zacznie. Znowu mama będzie wyładowywać na mnie swoje emocje. Nienawidziłam tego i zaczęłam bardziej się jej bać. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy do jednej dużej walizki i resztę do dwóch małych. Przy okazji zamówiłam już bilet na lot do Nowego Jorku. Bardzo podobało mi się to miasto i strasznie chciałam je zobaczyć i dlatego uczyłam się ciągle języka angielskiego i teraz umiałam go perfekcyjnie. Napisałam jeszcze liścik do mamy, położyłam go obok poduszki i wyszłam z domu zabierając swoje rzeczy i pojechałam taksówka na lotnisko.

*Parę godzin później*

Była godzina 9 rano.Wysiadłam z samolotu i wcześniej zamawiając taksówkę i pojechałam do studia tatuażu. Musiałam się z czegoś utrzymać w końcu. Weszłam do środa i przywitał mnie miły łysy pan po trzydziestce cały w tatuażach. Uśmiechnęłam się do niego i spytałam czy nie potrzebuje kogoś do pomocy, odpowiedział że bardzo chętnie. Ja za to ucieszyłam się bardzo. Od razu kazał mi zacząć.

Minęły jakieś 2 godziny, jak na razie obsłużyłam dwie osoby. Obie chciały septum, a jedna tylko tatuaż na nadgarstku. Po paru minutach kolejna osoba weszła, gdy ją zobaczyłam zaniemówiłam...

C.D.N

*Myślę że jak na razie pierwszy rozdział wyszedł dobrze ;D Kolejne będą dodawane w miarę regularnie, więc czyhajcie na kolejne przygody bohaterki ;) *

Wstęp ;)

Siemka wszystkim! ;D Chyba nie będę wam musiała mówić co tu będę robić, a mianowicie piszę nowego bloga, ale tym razem o zespole Black Veil Brides. Jestem ich fanką od 10 miesięcy (wiem że krótko) ale postaram się coś napisać ciekawego, a zarazem śmiesznego i romantycznego. Niektóre rzeczy będą będą zmienione jak na przykład wiek chłopaków itp. ale myślę że może wam się spodobać.
Historia jest o 19 - sto letniej Karolinie, która z powodu rozwodu rodziców wyprowadza się ze swojego rodzinnego miasta w Polsce do Nowego Jorku by zacząć nowe samodzielne życie. Zaczyna pracę w studiu tatuaży i piercingu i właśnie te miejsce zmieni jej dotychczasowe nędzne życie, w którym żyła wcześniej. A kto jej najbardziej zaburzy w głowie? Tego dowiecie się już niedługo, więc spodziewajcie się nowej notki i głównych bohaterów ;3
Calley ;*